A może mała wizualizacja, milordzie?

"Rzeczą ważniejszą od wiedzy jest wyobraźnia."

— Albert Einstein

Chcesz tworzyć wyraziste opisy? Szybciej wymyślać intrygujące detale, które wzbogacą Twoje opowieści? Cóż, pora poćwiczyć wyobraźnię!

Wyobraźnia, rozumiana dosłownie jako funkcja tworzenia i przywoływania obrazów, jest jedną z najważniejszych, samorzutnie aktywnych funkcji ludzkiej psychiki zarówno na poziomie świadomym, jak i podświadomym (jak twierdzi Dr Roberto Assagioli, twórca psychosyntezy). Pomaga budować oryginalne skojarzenia, wizualizować i uruchamiać wszystkie zmysły. Zgodnie z wynikami badań, uzyskanymi przez Johnsona i Hashera, wyobrażenia są tak samo żywe jak wspomnienia, i tak samo wyraziste jak rzeczywiste zdarzenia. Wizualizacja jest potężnym narzędziem, ale trzeba jej używać rozsądnie i efektywnie, jak zresztą każdego narzędzia.

Twórcza wizualizacja to naturalna zdolność ludzkiego umysłu, dzięki której można osiągnąć spełnienie w każdej dziedzinie życia, i której można używać, by osiągać najrozmaitsze cele. Wizualizacja może pełnić wiele funkcji, począwszy od terapeutycznych, a skończywszy na rozwijaniu kreatywności i wewnętrznego potencjału. My zajmiemy się tutaj jedynie jednym z aspektów wizualizacji, traktując ją jako narzędzie w służbie pisarza.

Kiedy mówimy „wizualizacja” zasadniczo mamy na myśli twórcze i kreatywne wykorzystanie zdolności człowieka do tworzenia obrazów wewnątrz własnego umysłu. Wizualizacja to umiejętność korzystania z wyobraźni tak, aby przywołane wizje wydały się rzeczywistością. Istnieją dwa tryby wizualizowania: bierny i czynny. W trybie biernym jedynie odpoczywamy i pozwalamy, by wizje i doznania swobodnie napływały do naszego umysłu. Nie wybieramy ich, przyjmujemy to, co samo przychodzi. W trybie czynnym świadomie dokonujemy wyboru i stwarzamy to, co chcemy ujrzeć. Oba sposoby stanowią istotny element twórczej wizualizacji i oba można udoskonalić dzięki praktyce.

I właśnie tym ćwiczeniom poświęcony jest mój artykuł.

Celem ćwiczeń z wyobraźnią jest gimnastyka umysłu, tworzenie nowych połączeń neuronowych. Pomagają one efektywnie wykorzystać ten cud natury jakim jest ludzki mózg.

Na początek opiszę ćwiczenie może i banalne, ale pomagające w nauce skupiania się i wizualizacji. Nazywa się ono „Techniką pomarańczy”.

Technika ta jest jedną z najstarszych współczesnych technik ćwiczenia wizualizacji. Przed wykonaniem tego ćwiczenia należy zaopatrzyć się w przedmiot, który będzie się wizualizowało, czyli w owoc pomarańczy. Jej fizyczna, rzeczywista obecność pomoże porównywać jakość wizualizacji z realnym obrazem. Ćwiczenie składa się z trzech etapów.

Etap pierwszy polega na badaniu wrażeń zmysłowych

Na tym etapie przygotowujemy się do wizualizacji obiektu. Zdobywamy informacje o nim dzięki naszym zmysłom – i wszystkie zapamiętujemy.

Na początek angażujemy zmysł wzroku. Przyglądamy się uważnie kształtowi pomarańczy. Odnotowujemy kolor i jego odcienie. Obserwujemy niuanse w rodzajach barw w różnych miejscach skórki, zabrudzenia na powierzchni. Po obraniu pomarańczy obserwujemy wewnętrzną stronę skórki, a także miąższ owocu.

Bierzemy pomarańczę w dłoń. Badamy owoc za pomocą zmysłu dotyku. Próbujemy poczuć ciężar. Przesuwamy palcami po powierzchni skórki i wyczuwamy jej fakturę. Zaciskamy lekko palce, by poczuć jaki stawia opór. Obieramy pomarańczę ze skórki, koncentrując się na doznaniu. Po obraniu badamy skórkę opuszkami palców. Następnie zabieramy się za miąższ, staramy się wyczuć jego fakturę, zaciskamy mocniej dłoń, by poczuć jak sok z pomarańczy spływa po palcach.

W tym samym czasie „słuchamy”, co pomarańcza ma nam do powiedzenia. Przykładamy ją do ucha (oddychamy z ulgą, że jesteśmy w tym momencie sami; pokątny obserwator mógłby wyciągnąć niewłaściwe wnioski z naszego zachowania). Przejeżdżamy palcami po powierzchni owocu, poskrobiemy go paznokciem, słuchamy dźwięku jaki wydaje, gdy jest obierany.

W następnej kolejności wąchamy pomarańczę ze skupieniem. Zastanawiamy się nad zapachem, jaki czujemy. Po obraniu wąchamy ją ponownie. Zastanawiamy się jak się różnią te dwa zapachy? Jak od nich różni się zapach soku, który wydostaje się ze zgniatanego miąższu?

Na koniec badamy smak. Liżemy pomarańczę, nadgryzamy lekko jej skórkę. Skupiamy się na odczuciach z tym związanych. Po obraniu pomarańczy bierzemy kawałek do ust i skupiamy się na doznaniach w trakcie jedzenia.

Etap drugi opiera na koncentracji przy jednoczesnym wprowadzeniu się w stan odprężenia

Im bardziej szczegółowa ma być wizualizacja, tym więcej skupienia potrzebujemy. Relaksujemy się i uspokajamy myśli. Zamykamy oczy, by odciąć się od zbędnych bodźców zewnętrznych. W początkowym okresie nauki twórczej wizualizacji bardzo istotne jest to, aby przed przystąpieniem do ćwiczeń głęboko się odprężyć. Kiedy ciało i umysł wolne są od napięcia, fale mózgowe przepływają w wolniejszym tempie. Ten charakteryzujący się mniejszą częstotliwością przebieg fal odbywa się na głębszym poziomie świadomości, nazywanym poziomem alfa (mózg zazwyczaj pracuje na pełnych obrotach, na poziomie świadomości beta). Jeżeli ktoś wypracował własną metodę odprężania się i wchodzenia w spokojny stan medytacji, dobrze jest z niej w tym momencie skorzystać. Najlepiej oddawać się wizualizacji wieczorem, tuż przed zaśnięciem, albo rankiem, zaraz po obudzeniu, ponieważ wtedy ciało jest już odprężone i podatne na wszelkie bodźce.

Etap trzeci, i ostatni, polega na wizualizacji pomarańczy

Proces wizualizacji realizujemy za pomocą odtwarzania zawartych w pamięci sensorycznej bodźców, jakie uzyskaliśmy w pierwszym etapie tego ćwiczenia.

Wzrok: wizualizujemy swoją pomarańczę wyobrażając ją sobie w pewnej odległości przed nami. Przypominamy sobie dokładne szczegóły jej wyglądu – kształt, kolory, detale powierzchni.

Dotyk: przypominamy sobie i dodajemy do wizualizacji wzrokowej aspekt dotykowy – ciężar pomarańczy. Przypominamy sobie wrażenia, jakie nam towarzyszyły podczas trzymania jej w ręku. Odtwarzamy w myślach dokładną fakturę powierzchni, wrażenia jakich doświadczyliśmy podczas jej obierania.

Następnie przywołujemy z pamięci dźwięki, jakie wydawała pomarańcza, gdy jej dotykaliśmy. Wyobrażamy sobie, że ponownie wykonujemy to badanie i odtwarzamy jego efekty.

Czas na wizualizację zapachu. Wąchamy wyobrażony owoc, przywołując wrażenia zapachowe.

I wreszcie przychodzi pora na smak. Sprawdzamy jak smakuje nasza pomarańcza. Podczas wizualizacji czynności jedzenia dokładnie odtwarzamy wrażenia smakowe, jakie towarzyszyły nam w trakcie badania.

Na koniec ćwiczenia czeka nas nagroda za cierpliwość i poświęcenie. Po prostu zjadamy pomarańczę (rzecz jasna tę rzeczywistą, nie wizualizowaną). 😉

Regularne ćwiczenia

Często ludzie narzekają, że mają problem z wizualizacją. Co robić, by ujrzeć obrazy tworzone we własnym umyśle? Bez względu na to, czy nie widzisz wewnętrznych obrazów w ogóle, czy widzisz je niewyraźnie, regularne stosowanie poniższych ćwiczeń pozwoli Ci tworzyć piękne, nasycone szczegółami wizualizacje. Przynajmniej tak utrzymuje Michał Pasterski, certyfikowany coach, wykładowca coachingu i trener rozwoju osobistego. Poniższe trzy ćwiczenia zaczerpnięte zostały z jego bloga.

Ćwiczenie nr 1

To ćwiczenie polega na tym, aby najpierw uaktywnić inne niż wzrok zmysły, dzięki czemu znacznie łatwiej jest przywołać obraz związany z danym wspomnieniem.

Zamknij oczy i przywołaj w myślach sytuację z Twojego życia, może to być jakieś miłe wspomnienie. Na razie nie próbuj zobaczyć obrazu. Skup się na tym, aby usłyszeć dźwięki, które towarzyszą temu wspomnieniu. Poświęć chwilę na posłuchanie tego, co tam się działo. Jakie są to dźwięki? Czy ktoś coś mówi? Jak mówi? Usłysz to samo, co wtedy. Teraz dodaj do tego zmysł czucia, w wyobraźni dotknij czegoś, co tam się znajdowało, jakiegoś przedmiotu, ubrania, czegokolwiek. Poczuj powierzchnię tej rzeczy, temperaturę, wagę. Wczuj się w to wspomnienie… Dodaj do tego jeszcze zapachy, które tam były. Co unosiło się w powietrzu?… A teraz… Co widzisz? Zobacz obraz, który się pojawia. Utrzymaj go i ciesz się widokiem.

Ćwiczenie nr 2

Regularnie wykonywane, to ćwiczenie da Ci umiejętność tworzenia dokładnych obrazów na zawołanie.

Wybierz sobie jakiś przedmiot, który znajduje się w Twoim pokoju. Może to być telefon, monitor komputera, zeszyt, cokolwiek. Połóż ten przedmiot gdzieś w miarę blisko Ciebie, tak aby dało się swobodnie na niego patrzeć. Obserwuj go przez około 5 sekund, po czym zamknij oczy i wizualizuj dokładnie to, co przed chwilą widziałeś. Utrzymuj obraz tego przedmiotu najdłużej jak potrafisz. Jeśli obraz ucieknie, nic nie szkodzi. Otwórz oczy i powtórz. Po kilku seriach wybierz inny przedmiot i zrób to samo – obserwuj przez 5 sekund, po czym zamknij oczy i wyobrażaj sobie dokładnie to, co widziałeś. Poświęć na to ćwiczenie 5 minut dziennie.

Ćwiczenie nr 3

W tym ćwiczeniu świadomie skupisz się na wizualizacji, dostrzegając większą liczbę znajdujących się tam szczegółów.

Otwórz książkę, najlepiej jakąś fabularną i taką, którą lubisz. Losowo wybierz stronę i zacznij czytać. Po kilku linijkach tekstu zatrzymaj się i zamknij oczy. Zacznij wyobrażać sobie wszystko to, o czym właśnie przeczytałeś. Staraj się zauważyć jak największą liczbę szczegółów – ludzi, którzy tam są, otoczenie, w którym się znajdują, słowa, które wypowiadają. Przez minutę twórz tę wizualizację, po czym wróć do czytania książki. Po kilku linijkach ponownie zamknij oczy i twórz wewnętrzne obrazy. Powtarzaj tę czynność przez około 5 minut i ćwicz codziennie.

A oto kilka porad, znalezionych w necie, na temat wizualizacji:

  • Ćwicz wizualizację regularnie, najlepiej codziennie (pamiętaj o efekcie kuli śnieżnej – lepiej 5 minut każdego dnia niż weekendami po 30 minut dziennie). Efekty pojawią się jeżeli będziesz ćwiczyć.
  • Nie zrażaj się początkowymi trudnościami. Na początku z każdą nową umiejętnością jest trudno i ciężko, jednak po pewnym czasie robi się coraz łatwiej.
  • Pierwsze wizualizacje mogą być po prostu słabe – to normalne.
  • Na początku przed wizualizacją możesz odczuwać podekscytowanie, może nawet lekki stres. Postaraj się uspokoić, najlepsze efekty są gdy pracujesz na luzie.
  • Na początku staraj się wizualizować krótkie scenki i proste obrazy – trudność wizualizacji będziesz zwiększać stopniowo.
  • Praktyka czyni mistrza!

Co dalej?

A teraz zadania nieco trudniejsze, które obok ćwiczenia wyobraźni, pomagają również w rozwoju kreatywnego myślenia. Od twórczego myślenia do opisania wszystkiego w Twojej powieści dzieli Cię już tylko krok. Wszystkie ćwiczenia są mojego pomysłu i, z ręką na sercu, sprawdzałam na sobie. U mnie zadziałały, więc jeśli tylko masz ochotę, wypróbuj je i Ty!

Ćwiczenie 1

Idziesz sobie ulicą i rozglądasz się za ciekawym obiektem. Wypatrzyłeś już godną uwagi osobę? No to teraz uważaj: zrób ją swoim „królikiem doświadczalnym”. Stań się detektywem, którego zadaniem jest śledzić każdy jej ruch i dowiedzieć się o niej wszystkiego. Nie dosłownie – pozostaw to wyobraźni. Spróbuj wymyśleć imię tej osoby, pomyśl czym się zajmuje, czy ma rodzinę, bliskich, czym żyje w chwili obecnej i co jest dla niej ważne. Zastanów się, co mogłoby jej się dziś przytrafić. Wyobraź to sobie najbardziej plastycznie jak to jest możliwe, a później spróbuj opisać.

Ćwiczenie 2

Rozwiń w swojej wyobraźni wątek zasłyszany w autobusie, pociągu, tramwaju, słowa mimochodem usłyszane na spacerze z psem czy w radio. Stwórz historię na bazie paru usłyszanych słów. Stwórz ciąg dalszy. Teraz to Ty, a nie życie, jesteś reżyserem!

Ćwiczenie 3

A teraz coś z mojego doświadczenia zawodowego. Spisując dane z aktów notarialnych, wynajduję ciekawe imiona, nazwiska, niebanalne nazwy miejscowości. A potem próbuję wyobrazić sobie tych ludzi. Fantazjuję sobie na temat tego, co czuli, gdy byli obecni przy spisywaniu tego aktu; jak wyglądali, o czym rozmawiali między sobą. Czasami do dokumentów dołączone bywają kserokopie dowodów osobistych ze zdjęciem. Ani razu nie zdarzyło się, żeby osoba z mojej wyobraźni była podobna do typa na zdjęciu. 😉

Zamiast aktów notarialnych, w charakterze źródła inspiracji możesz wykorzystać na przykład książkę telefoniczną, ogłoszenia w gazecie, stare wizytówki.

Ćwiczenie 4

Wyobrażaj sobie sytuacje, których jesteś uczestnikiem bądź świadkiem. Dla przykładu: wyobraź sobie, że zdarzył się wypadek – tramwaj wypadł z torów. Skup się na swoich emocjach w sytuacji, gdy jesteś motorniczym, przypadkowym świadkiem, dzieckiem, które krwawi, ekipą pogotowia, która jedzie na miejsce, dziennikarzem, którego zadaniem jest napisać o tym artykuł. Po „wejściu w skórę” każdej z tych postaci postaraj się, choćby tylko w kilku zdaniach, opisać swoje wrażenia, uczucia, przemyślenia. Opisz wszystko, co zobaczyłeś dzięki potędze własnej wyobraźni!

Ćwiczenie 5

Spróbuj przypomnieć sobie biuro, w którym co dzień pracujesz. Skup się na przedmiotach, których używasz każdego dnia. Przypomnij sobie jak wyglądają, jakiego są koloru, z czym Ci się kojarzą i jakie wywołują w Tobie emocje. Po takim „seansie” opisz to. Na drugi dzień możesz porównać mentalne wyobrażenie swojego biura z rzeczywistością.

Ćwiczenie 6

Wyobraź sobie, że wypijasz napój, który ktoś Ci zaserwował. Chwilę później ten ktoś zaczyna bacznie Ci się przyglądać, po czym z rozbrajająca szczerością wyznaje: „coś Ci dosypałem do drinka, zgadnij co”. I tu zaczyna się Twoja rola. Pomyśl, co to mogłoby być, jakie uczucia Ci towarzyszą? Czy jesteś zainteresowany, czy zimnym okiem badacza drążysz temat, czy za bardzo się boisz, by myśleć logicznie? A może po prostu z szybkością światła udajesz się do toalety, by czym prędzej zwrócić zawartość żołądka? Podobno któryś z autorów kryminałów (nie pamiętam tylko który) narzekał, iż opisując scenę otrucia swojego bohatera dosłownie czuł w ustach smak trucizny…

Ćwiczenie 7

I znów ćwiczenie polegające na „wchodzeniu w czyjąś skórę”. Po obejrzeniu filmu, lub tylko jednej ze jego scen, spróbuj wyobrazić sobie, że to Ty jesteś bohaterem tego obrazu i to właśnie Tobie przytrafiły się obejrzane właśnie przez chwilą przygody. Co czujesz? Jakbyś się zachował? Czy działałbyś dokładnie tak samo w danej sytuacji jak bohater filmu? Potem spróbuj przekazać emocje i myśli, jakie Ci towarzyszyły w tej mentalnej podróży. Zawsze podczas każdego filmu czy czytania książki wczuwamy się w role, to nieuniknione. Jednakże to ćwiczenie ma być bardziej uporządkowaną i świadomą wizualizacją wchodzenia w czyjeś położenie, wręcz stawania się kimś innym. To podstawa do tego, by potem, w swoich książkach, móc myśleć i działać jako różni bohaterowie(zastanów się jak oni się zachowują, co oni by zrobili, a nie co zrobiłbyś Ty będąc na ich miejscu). Taka wizualizacja stwarza możliwość zdystansowania się od swoich własnych doświadczeń, zahamowań czy poglądów na świat i ludzi. Zobaczysz wówczas jak myślą inni, jak myśli twój bohater, jakie ma motywacje i priorytety. Odkryjesz kim jest naprawdę (na pewno nie jest Tobą, no chyba, że piszesz autobiografię). Dzięki temu ćwiczeniu możesz przeżyć emocje, które są, w normalnych warunkach, nieosiągalne. Musisz sobie wyobrazić, co bym zrobił i jakbym się zachował:

  1. Gdybym był sobą, jakbym się zachował na jego miejscu?
  2. Co bym zrobił, gdybym był nim?
  3. Co się zmieniło w mojej perspektywie widzenia?

Nie musisz nikogo zabić (matki, brata, żółwia oraz psa, niepotrzebne skreślić) by móc opisać morderstwo. Pomoże ci wyobraźnia.

Jeżeli jednak chcesz poczuć się jak górnik w zawalonym szybie możesz po prostu wejść pod kołdrę i spróbować wytrzymać parę chwil bez dostępu tlenu i światła. Tylko nie zapomnij w porę uchylić rąbka pierzyny (Uwaga: Autorka nie ponosi odpowiedzialności za wszystkich kandydatów na pisarzy, którzy udusili się na własne życzenie. 😉

Ćwiczenie 8

Na deser zostawiłam ćwiczenie, które może zostać przez niektórych odczytane jako prawdziwy hardkor. Wyobraź sobie, ze nie żyjesz. Ktoś musi napisać Twój nekrolog. Teraz wyobraź sobie, że jesteś swoim najlepszym przyjacielem, któremu przypadło w udziale wykonanie tego zadania. Jak się czujesz, co napiszesz, co wyda Ci się ważne? Spróbuj pisać o sobie z perspektywy kogoś innego, nie opisuj siebie, lecz popatrz na swoją osobę oczyma przyjaciela. A teraz Twój pogrzeb. Przyjrzyj się każdemu z uczestników ceremonii (możesz dodatkowo wyobrazić sobie, że jesteś niewidzialnym duchem i unosisz się nad nimi) i spróbuj „zobaczyć” jak Cię postrzegali. Co tak naprawdę myśli o Tobie Ciocia Władzia? Twoja Mama? Siostra? Partner? Prawda, że ciekawe doświadczenie? I to nie tylko ze względów czysto technicznych…

Ciekawym treningiem wyobraźni może być tzw. pisanie w transie. W tej metodzie czerpiemy z głębokich i skomplikowanych pokładów naszej podświadomości. Polega ona na tym, że pozwalamy naszym myślom swobodnie przepływać a owe przemyślenia utrwalamy np. za pomocą dyktafonu lub zapisując je odręcznie. Taka „zabawa” może również pełnić rolę terapii, pozwala poznawać samego siebie, bywa pomocna w przełamywaniu rozmaitych barier psychicznych. Przede wszystkim zaś jest wspaniałym narzędziem do kształtowania wyobraźni. Dla nas, przyszłych pisarzy.

Na koniec oddaję głos klasykowi – Hermannowi Hesse: „Rzeczy, które widzimy […] to te same rzeczy, które istnieją w nas. I nie ma żadnej innej rzeczywistości prócz tej, jaką mamy w sobie. Dlatego też większość ludzi żyje tak nierealnie, ponieważ zewnętrzne obrazy uważają za rzeczywistość, a swego własnego świata wcale nie dopuszczają do głosu. Można być wtedy nawet szczęśliwym. Lecz z chwilą, gdy pozna się już raz tamto, inne, nie ma się już wyboru i nie może iść drogą, którą obiera większość. Sinclairze, droga owej większości jest łatwa, a nasza trudna. Chodźmy.”

A więc w drogę!

 

Foto: Tony Fischer Photography / Foter / CC BY

Zapisz się na newsletter! Spisek Pisarzy wysyła tylko to, co warto przeczytać.



Margota Kott

Margota Kott

Niezrzeszona indywidualistka. Kolekcjonerka niezrealizowanych pomysłów. Zrealizowanych zresztą też. Uparta jak osioł w dążeniu do własnych celów. Uzależniona od dokształcania się przez całe życie. Słynie z upodobania do dużych naszyjników i żarcików słownych. Bywa złośliwa (w końcu jest zodiakalnym skorpionem). Nie cierpi ludzi przeciętnych, organicznie się nimi brzydzi. Kocha książki, zwierzęta i ludzi.

7 odpowiedzi

  1. Podoba mi się ten wpis, metody postaram się wypróbować.

  2. eMilka pisze:

    Wyobraźnia przy pisaniu jest bardzo ważna, bo to dzięki niej powstają najciekawsze historie. Gdyby nie moja wyobraźnia, pewnie nigdy nie zaczęłabym pisać. Od kiedy pamiętam tworzyłam w głowie różne historie – zaczynałam od wymyślania/wyobrażania sobie, co by się stało, gdyby bohater filmu lub serialu zachowałby się inaczej lub gdyby okoliczności wydarzeń były inne. Wymyślone historie spisywałam. Potem zaczęły się pojawiać moje własne historie inspirowane filmem, artykułem w gazecie, czy informacją zawartą w wiadomościach. Niestety o ile wyobrażania sobie nowych bohaterów i wymyślanie ich perypetii przychodziło mi z niesamowitą łatwością, tak spisywanie tych historii do łatwych zadań nie należało. W pewnym momencie tych opowieści było tak dużo, że zaczęłam uważać, że moja wyobraźnia to przekleństwo – potrzebowałam niewielkiego bodźca, żeby stworzyć nowego bohatera i pozwolić mu działać. Wtedy nie panowałam nad swoją wyobraźnią. Teraz stwierdzam, że możliwość kreowania postaci i umieszczenia jej w jej własnym świecie jest błogosławieństwem. Korzystam ze swojej wyobraźni bardziej świadomie – potrafię ją skierować na właściwe tory i stworzyć jedną w miarę spójną historię, którą mogę rozwijać w dowolnym kierunku. Niektóre z proponowanych w artykule ćwiczeń wykonuję już od dawna, chociaż nie miałam świadomości, że to robię – inne chętnie wypróbuję. Ten artykuł zbiegł się w czasie z moimi poszukiwaniami związanymi z medytacją i widzę, że będę mogła wykorzystać zdobytą wiedzę również do zgłębiania swojej kreatywności. Muszę jeszcze tylko popracować nad spisywaniem obrazów stworzonych w wyobraźni.

  3. tomekd pisze:

    Myślę, że te ćwiczenia to bardziej poszukiwanie samego siebie niż własnej kreatywności. (Mówię o tych autora artykułu) Biorę się do roboty – Dzięki za kolejną garść solidnych informacji. :]

  4. Ri pisze:

    Nihil novi. Niestety, moja wyobraźnia jest już wytrenowana i bywa silniejsza od rzeczywistości oraz bardzo uzależniająca (aż nie chce się wracać do tego świata 😉 ).

    Ten wpis jest dobry dla osób początkujących adeptów. A może coś dla tych bardziej zaawansowanych? ^^

    Nekrolog (własny) mam już za sobą, morderstwa także. 😉 Tak jak wizualizacje na użytek nauki fizyki i matematyki, np. hipersześcianów (tesseraktu, penteraktu i następnych), prostych fraktali i funkcji. Takie zabawy polecam wszystkim, którzy są zainteresowani opisywaniem rzeczywistości nieco bardziej złożonych. Bardzo ułatwiają później tworzenie map z korytarzami nad i pod poziomem gruntu oraz różnych teorii na użytek wymyślonych światów. :)

    Aczkolwiek medytacje to fajna sprawa. Zwłaszcza w połączeniu z treningiem. Człowiek nie przyrasta do swojego siedziska. 😉

    Pozdrawiam,
    Aphrodite :)

  5. Matsurika pisze:

    Wiem że nie na temat, ale czy mogłabym się spytać czy będzie jakiś wpis o nadawaniu tytułów? Niby nic, ale jednak czasem spędza sen z powiek. Mam powieść która ma już 107 stron a nadal nie ma tytułu bo ŻADEN (ŻODYN) nie jest idealny i mam z tym niemały problem…

  6. Redshadow pisze:

    Z tą trucizną przypomniało mi się takie doświadczenie. Wyobrażałam sobie, że kogoś roztrzelali. O ironio ten ktoś jest nieśmiertelny, ale ból odczuwa normalnie. No, wiec wyobrażam sobie jak człowiek zmienia się w sito i ciągle żyje. I boli mnie brzuch. Nie tak normalnie. To był taki dziwny ból. Innym razem bawiłam się obrazem ataku niedźwiedzia na człowieka. Ostre jak brzytwa pazury zatapiają się w klatkę piersiową mężczyzny… I czuję ten sam rodzaj bólu co przy roztrzelaniu nieśmiertelnego tyle, że w klatce piersiowej. Czy to normalne?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *