Zapisz się na newsletter:

Wszystkie lęki debiutującego pisarza

Cześć, nazywam się Łukasz i na dniach ukaże się moja debiutancka książka, mroczny thriller o tytule „Fanaberia”. To chyba świetnie, prawda? No właśnie…

W sumie – jest fajnie. Ciągle słyszę to od znajomych, że to przecież musi być naprawdę wspaniałe; i większość ludzi pewnie myśli tak samo, że to musi być szalenie ekscytujące – napisać książkę, wydać ją, a potem już tylko spijać wino splendoru. Było nie było, zostałem twórcą, a to automatycznie podnosi na wyższy poziom, prawda? PRAWDA?

Tylko że… skoro naprawdę tak jest, to dlaczego im bliżej premiery „Fanaberii”, tym więcej odczuwam niepokoju? Coraz gorzej sypiam? Nie mogę się na niczym skupić? Tak, czasem miewam stany euforyczne w stylu „wow, wydałem książkę, zajebiście!”. Zazwyczaj jednak nie trwają długo, przywalane brutalnie gruzem rzeczywistości.

Poniżej przedstawię wam kilka rzeczy, które spędzają mi sen z powiek i sprawiają, że jako debiutujący pisarz wcale nie patrzę w przyszłość szczególnie optymistycznie. Wierzę też, że pomimo tego, że są to moje osobiste paranoje, są one prawdziwe dla każdego debiutującego pisarza w mniejszym lub większym stopniu.

Jak zareagują ludzie, którzy mnie znają?

Pisanie książki zawsze było dla mnie najwyższą formą ekshibicjonizmu – pisarz, w ten czy inny sposób uzewnętrznia swoje najgłębiej skrywane pomysły, swój najbardziej ukryty mrok, którego nie widać w nim na co dzień. Widzicie, ja na przykład wyszedłem z tzw. „dobrze wychowanego towarzystwa”. Jeśli macie podobne tło społeczne jak ja, możecie się domyślić, że reakcja na książkę, która jest brutalna, mroczna i momentami bluźniercza, może nie być zbyt pozytywna.

Oczywiście może być to tylko biadolenie paranoika; niemniej jednak pozostaje ten lęk, że nasi najbliżsi nie zaaprobują dzieła, które przecież dla nas stało się całym światem.

Z drugiej strony tego spektrum jest lęk, że książka nie przypadnie ludziom do gustu z przyczyn czysto jakościowych. Jeśli napisaliśmy gniota, możemy śmiało liczyć na to, że znajomi będą to nam wytykać w najmniej bezpośredni, a co za tym idzie – najbardziej dotkliwy sposób. Zazwyczaj unikając tematu. Będzie to też żer dla ludzi, którzy drwili z nas już na etapie pisania, rzucając uszczypliwe komentarze w stylu „ale nie rzucaj jeszcze pracy”, czy „no, to ile zarobisz na tych swoich bazgrołach?”.

Mojej książki nie będzie w księgarniach stacjonarnych, więc na pewno się nie sprzeda.

Niestety, życie debiutanta nie jest usłane różami. Nikt nie zaproponuje nieznanej lasce czy kolesiowi prestiżowej ekspozycji w Empikach; możemy co najwyżej liczyć na jedną książkę per salon, zatkniętą w najdalszy kąt półki, gdzie będzie czekać, zapomniana, na zwrot do dostawcy.

Tak się złożyło, że przepracowałem w sieci księgarń spory kawałek czasu i wiem, że ten lęk może być w pełni uzasadniony. Mimo wszystko widziałem też wiele razy, jak nieznana książka, dzięki wzrostowi sprzedaży internetowej trafiała znikąd na salonowe Topki. Da się? Da się.

Niestety, ciężko jest uciec przed naszym ogólnonarodowym kultem porażki, który podpowiada „tak, innym mogło się udać, ale tobie na pewno nie wyjdzie”. I w ogóle, co z tego, że nie będzie jej na półkach w księgarniach, skoro i tak…

…Moja książka w ogóle się nie sprzeda.

W Polsce co roku ukazuje się ~ 27 tys. książek, w tym wiele naprawdę świetnych pozycji znanych i ugruntowanych pisarzy, zarówno rodzimych jak i zagranicznych. Kto pośród tego zamętu sięgnie po książkę debiutanta, ba: który księgarz w ogóle zdecyduje się zamówić powieść jakiegoś tam Kotkowskiego, skoro widzi ją w newsletterze obok nowych pozycji Kinga, Pattersona i Grocholi?

Niemal równolegle z premierą mojej książki wychodzą nowe pozycje takich Polskich autorów jak Gaja Grzegorzewska, czy Jacek Piekara. Wychodzi kolejna część znakomitego „Wayward Pines”, Blake Crouch’a. No i jak ja mam konkurować z czymś takim?

Co prowadzi mnie do prostej konkluzji. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że…

Mojej książki na pewno nie uda się wypromować.

No bo jak? Dla debiutującego pisarza (oczywiście pod warunkiem że nie jest celebrytą), żaden wydawca nie wyda setek tysięcy złotych na promocję. Jedyne, na co można liczyć ze strony wydawnictwa, to rozsyłanie notek prasowych (na które zapewne nikt nie spojrzy i zginą w zalewie innych, podobnych notek), oraz ewentualne konkursy w lokalnym brukowcu, gdzie do wygrania będzie egzemplarz twojej książki. Wow.

Prawda jest taka, że debiutant zostaje z promocją swojej książki sam. I jeśli nie jest znanym blogerem albo osobowością internetową, szanse na tę promocję ma naprawdę znikome.

Oczywiście jest to tylko kolejny lęk, bo przecież Internet daje każdemu szansę na swoje pięć minut sławy; czemu więc te pięć minut nie może być wykorzystane dla mojej książki? W końcu, ileż można oglądać śmieszne koty?

No właśnie…

Zewsząd bombardują nas informacje o tym, że czytelnictwo spada. No i jak tu cieszyć się z wydanej książki, kiedy trafia ona na świat, w którym ludzie wolą zdjęcia śmiesznych kotów od literatury? Jak żyć?

Rynek książki jest w dzisiejszych czasach zapchany do granic możliwości; dlaczego więc ktokolwiek miałby sięgnąć po debiut zupełnie nieznanego autora?

I tak codziennie.

Im bliżej premiery, tym intensywniej odczuwałem te i wiele innych lęków, związanych bezpośrednio lub pośrednio z losem mojej książki, oraz niejako „pisarskiej kariery”, którą przecież każdy, kto wydaje książkę, chciałby rozpocząć i utrzymać. Jestem pewien że żadne z Was nie chciałoby zgasnąć tuż po tym, jak udało się Wam zapłonąć.

W chwili gdy kończę ten wpis, książka jest już dostępna w sprzedaży; paranoiczny lęk przed jej losem jednak nie zniknął. Fakt, łagodnieje, kiedy rzucam się w wir pracy nad kolejnymi artykułami, notkami na blogu, zalążkiem nowego projektu; mimo wszystko nadal drżę o jej los.

I nie zrozumcie mnie źle – to nie jest tak, że jedyne co czeka debiutanta to pogrążenie się w depresji i użalanie się nad swoim własnym, marnym losem. Nie; debiut na rynku książki to też masa wspaniałych możliwości i przede wszystkim wyzwanie, któremu trzeba stawić czoła. Tylko że z ludzkimi paranojami jest tak, że wracają niczym fale przypływu; bo przecież księżyca, istoty problemu, nie da się zlikwidować.

Żeby zakończyć ten wpis choć odrobinkę optymistycznie: jeśli napisaliście książkę i odczuwacie którykolwiek z powyższych lęków – nie ma się czym martwić, jestem więcej niż pewien, że każdy debiutant (pod warunkiem że nie jest aroganckim sukinsynem) czuje mniej więcej to samo. Nie jesteście w tym sami.

No i miejcie zawsze w pamięci – wydaliście książkę! To naprawdę świetnie 😉

 

Foto: quinn.anya / Foter / CC BY-SA 2.0

Subscribe
Powiadom o
guest

14 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Czarownica Wrażeń
Czarownica Wrażeń
11 lat temu

Ja wydałam książkę wprawdzie z zupełnie innej bajki 🙂 [bo dla młodego czytelnika], ale odczucia miałam identyczne… Niestety prawdą aż do bólu jest to, że wydawca nie wysilił się zbytnio z promocją i jest to powód do małego smuteczku, ale najpiękniejsze dla mnie były spotkania autorskie z Czytelnikami w wielu szkołach,bibliotekach itp., i tego bym nie oddała za żadne fajerwerki medialne… Takie doświadczenie jest po prostu bezcenne… Nie wiem co będzie dalej z moją wydaną książką… Być może nie przebije się dalej bo nie jest w nurcie obecnej poprawności politycznej, ale nie żałuję, że ją napisałam i wydałam… Jest dla mnie cennym doświadczeniem – zarówno miłym jak i niekiedy trudnym… No, ale co nas nie zabije, to nas wzmocni… 🙂

Piotr "Zegarmistrz" Muszyński

Jeszcze dodałbym do tego „Dostanę złe recenzję” i mógłbym się podpisać pod tym tekstem. Na kwartał przed premierą swojego dzieua tak biadoliłem, że znajomi zastanawiali się, czy nie zbanować mnie z naszego IRC-a, mamie do tej pory nie powiedziałem, a tak w ogóle to „Piotr” jest moim imieniem z bierzmowania, którego używam jako pseudonimu, żeby ludzie z pracy nie domyślili się, że to moje dzieło.

Ale prawdziwe jaja zaczną się, jak dostaniesz egzemplarze autorskie. Ja swoje schowałem na najniższej półce, między innymi książkami, gdzie nikt nie będzie ich szukał i na wszelki wypadek zasłoniłem stosem starych numerów Secret Service. To strasznie dziwnego uczucie widzieć swoje nazwisko na okładce.

Ilghazi
11 lat temu

Szczerze, lubiłem pisać i opowiadać historie od zawsze. Od podstawówki. Niestety, krótko po tym gdy powziąłem decyzje o napisaniu książki okazało się, że nagle wszystko mi się rozłazi. Straszne prokrastynacje… Nie byłem w stanie zrobić nic sensownego. Dopiero teraz z perspektywy widzę, że paraliżował mnie strach. I rozbuchane nadzieje. Och, napisać, wydać i być jak Richard Castle 😉

Musiałem długo dojrzewać do jednego prostego wniosku: lubię tworzyć dla samego tworzenia. To daje mi fun. Zamiast spędzać godziny po raz kolejny podbijając Europę lub oglądać jakieś durnoty w tiwi wolę sobie otworzyć lapka i popisać. Nawet czytanie już mnie nie cieszy tak jak tworzenie nowego.

I szczerze też wątpię bym kiedykolwiek ustawił się na tyle bym mógł sobie postawić willę w Konstancinie i żyć z dywidendy. Nie w tym kraju, nie w tym systemie. Dlatego cieszę się z tego co mam: zdrowie, przyjaciół, fajną pracę, pozwalająca mi poświęcać czas i na czytanie, i na pisanie, i jest git 😉

A za każdym razem gdy mam słabszy dzień powtarzam sobie sparafrazowany cytat kolegi Fistacha z Testosteronu: „Panowie, ja się w to wszystko nie mieszałem, bo ja artysta jestem. Dla mnie najważniejsze to pisać, a czy to potem ktoś kupi czy nie to naprawdę mnie to wała interesuje” 😉

Mam tylko jeden warunek: to co napiszę musi mi się po prostu podobać. Grafomańskiemu tłuczeniu wierszówki mówimy stanowcze nie 😉

Błękitny Płomień
Błękitny Płomień
3 lat temu
Reply to  Ilghazi

Uff! Czyli nie ja jedna z takim podejściem 🙂

Moli
Moli
11 lat temu

Tak sobie czytam o tych Twoich rozterkach i wydają się być jak najbardziej prawdziwe. A mimo wszytko chciałabym być na Twoim miejscu, bo mojej książki nikt nie zdecydował się wydać i ciągle leży w szufladzie. Wydrukowane całe 400 stron. Rok pracy zamknięty na amen. Rozumiem Twoje obawy, ale pomyśl sobie, że jednak jesteś szczęśliwcem, Twoja książka, w przeciwieństwie do mojej, pojawi się jednak w księgarniach, nawet jeśli będzie wetknięta w najdalszy kąt, ujrzy światło dzienne. Ktoś weźmie ją do ręki, otworzy i być może się zachwyci. Może nawet trafi do biblioteki… Mnóstwo osób lubi poznawać nowych autorów i wbrew pozorom daje szansę debiutantom, wiem co piszę, bo sama często sięgam po debiuty i zdarza się, że po lekturze „świeżynki” z jednakową niecierpliwością oczekuję na kolejne publikacje debiutanta, jak i sprawdzonych, czytanych od lat pisarzy. Jeśli druga książka potwierdza moje oczekiwania, wiem, że zostanę już przy tym autorze i kiedy ponownie zobaczę jego nazwisko z zapowiedziach wydawniczych na 100 % sprawdzę co też tym razem przyszło mu do głowy.
I jeszcze jedna rzecz. Kiedy lizałam swoje rany po nieudanych próbach opublikowania swojego „dzieła” gdzieś w przestworzach internetu przeczytałam jak to znana w tej chwili pisarka opowiadała historię, gdzie po dłuższej pracy nad książką wydawnictwo, w którym publikowała odmówiło jej tym razem publikacji, po prostu książka się nie spodobała i już. I co? Czy walczyła? Nie. Najzwyczajniej na świecie napisała kolejną książkę. Pamiętam w jak wielkie osłupienie wprawiła mnie ta historia. Nie mieściło mi się w głowie, że ot tak można napisać koleją książkę, myślałam wtedy, że już nigdy po swoim niepowodzeniu nie będę miała pomysłu na kolejne powieści. Bardzo się myliłam. Teraz piszę kolejną książkę, mam pomysł na trzy następne i, co najważniejsze, chyba już wiem jakie błędy popełniłam przy pierwszej. Nie poddaję się, mam nadzieję, że za którymś razem wreszcie się uda, tzn. moja powieść będzie na tyle dobra, że ktoś zgodzi się ja opublikować, a jeśli nie sama się za to zabiorę (jeszcze nie wiem jak, ale się dowiem). I nawiązując do Twojej sytuacji – nawet jeśli Twoja pierwsza książka nie odniesie wielkiego sukcesu, napiszesz kolejne.
Może druga albo trzecia stanie się bestsellerem albo przynajmniej sprzeda się w przyzwoitym nakładzie. Wybacz, że to napiszę, ale pierwsze książki często nie są najlepsze, a wyjątek Allende tylko potwierdza tę regułę. Najważniejsze jednak, że zrobiłeś pierwszy krok, później będzie już łatwiej, z opublikowaną książką nie będziesz już dla wydawnictwa, tego czy innego, człowiekiem znikąd. Po prostu napiszesz kolejne książki, może już teraz warto o tym pomyśleć w bezsenne noce.
Życzę powodzenia i wiary we własną drogę.
Pozdrawiam

Ilghazi
11 lat temu
Reply to  Moli

Niesamowity komentarz. Dzięki Moli! Tak właśnie trzeba… 😉

Emlee
Emlee
11 lat temu

Czy młodzi pisarze mają szansę na publikacje? Pytam, ponieważ sama należę do grona osób, którzy już w młodym wieku pragną, aby ich pasja, otworzyła im kolejne okna na świat. Czy wydawnictwa interesują się „młodziakami”? Od razu zaznaczę, że moja powieść ma trafić do grona nastoletnich odbiorców.
Twoje obawy chociaż mi znane, są również dla mnie motywacją.
Co ludzie pomyślą o naszych dziełach?
Może i będą sądzić, że to sterta bzdur, jednak halo, to nie oni wydali książki, to nie ich nazwiska widnieją na okładkach. Dla mnie ludzie są inspiracją. Chociaż boję się reakcji innych wiem, że trzeba się mierzyć z różnymi opiniami, nie należy jednak rezygnować ze swoich marzeń, ponieważ Hania mówi „Nie”, a Stasiu śmieje się w twarz. W moim przypadku właśnie to mnie motywuje najbardziej! Aby pokazać, że się dało radę, nawet jeśli inni w to nie wierzą.
Czy książka się spodoba? Rzadko kiedy bywa, że książka nie trafi do żadnego z czytelników. Zawsze znajdzie się ktoś, kto stanie murem za naszym dziełem i schowa do szufladki „Ulubione”, ponieważ każdy z nas jest inny. Najważniejsze (tak mi się przynajmniej wydaje) dla debiutanta, jest cieszyć się nawet z najmniejszej pozytywnej recenzji, bo to automatycznie pokazuje, że zrobiliśmy coś dobrego, co być może przyciągnie innych. Trzeba po prostu zaufać książce, zaufać samemu sobie.
A co z promocją książki? Nie jestem znawcą, a nawet powiedziałabym, że zdecydowanie nie należę do takich osób. Sądzę, jednak, że w tym przypadku nasze samozaparcie będzie najlepszym lekarstwem. Nasze dzieło więc musimy zadbać o jego rozgłos. Wiem, że samemu ciężko, ale nawet to nie ogranicza nas do tego, abyśmy nie próbowali reklamować naszej książki. Są małe i większe sposoby i nawet te małe sądzę, że będą miały swój udział.
Debiutanckie książki zawsze są pełne niedociągnięć lub pomyłek, no ale przecież są debiutantami, nie od razu każdy pisze historie, które będę majstersztykami. One nas przybliżają do sukcesu, bo z każdą kolejna książką uczymy się na błędach. Nigdy nie jest tak, że wszystko podoba nam się i jest perfekcyjnie, zawsze zostanie jakieś „ale”, sądzę jednak, że taki jest defekt pisarzy. Zawsze dążą do idealności, chociaż czasami bywa tak, że to ich tylko hamuje. Po pięćdziesiąt razy zmazują jedną linijkę, zamiast pisać dalej. Nic nie jest doskonałe, ludzie też nie, chociaż zdarzają się wyjątki, w których ktoś znajduje SWÓJ ideał. Podobnie jest z książkami, dla jednego może być perfekcyjna, dla drugiego może być podstawką pod kubek. Trzeba się po prostu z tym pogodzić.
Może to mój młody wiek sprawia, że pomimo lekkich obaw, wciąż myślę pozytywnie i zostaje optymistą odnośnie swojej książki, ale ja naprawdę wierzę, że trzeba po prostu wierzyć. Jak inni mają uwierzyć w nasze dzieło, jeśli my sami w nie wierzymy? Na twoim miejscu skakałabym z radości wiedząc, że mogę wziąć swoją książkę w rękę i z dumą powiedzieć, że jest moje i ja tego dokonałam. Naprawdę nie przejmowałabym się wtedy opiniami innych, ponieważ dokonałam tego o czym marzyłam i nikt nie może odebrać radości, jaka z tego płynie.
Pozdrawiam :)

Piotr "Zegarmistrz" Muszyński

Powiem uczciwie, bo nie lubię kłamać: wiek poniżej 18 lat może poważnie skomplikować proces wydawniczy. W świetle polskiego prawa osoba, która ukończyła 13 lat może zawierać umowy handlowe tylko w sprawach drobniejszych (np. samodzielnie kupować w klepach), jednak umowy dotyczące spraw grubszych (tak, jak np. umowy wydawnicze) są automatycznie nieważne.

Być może mogą je zawrzeć za ciebie opiekunowie prawni, jednak musiałbym się o to dopytać prawnika.

Na pocieszenie powiem dwie rzeczy: po pierwsze proces twórczy i wydawniczy (zwłaszcza w przypadku debiutantów) jest bardzo powolny. Np. w moim przypadku pierwszą powieść pisałem prawie 2 lata (i drugie tyle wydawałem) więc pewnie zanim skończysz zdążysz dorosnąć.

Po drugie: nie znam w prawdzie żadnego nastoletniego pisarza, ale znam chyba z 4 czy 5 osób, które w wieku 14-15 lat publikowały bardzo kompetentne teksty dziennikarskie w periodtykach ogólnopolskich, więc jak najbardziej w tym wieku da się wydawać.

Liz
Liz
11 lat temu

Kiedy zobaczyłam te wszystkie komentarze nade mną przez chwilę przestraszyłam się, że mój będzie zbyt krótki i źle wypadnie na tle innych, po czym zaczęłam się śmiać, że boję się prawie dokładnie tego co Pan, tylko na znacznie mniejszą skalę 😉
A chciałam napisać bardzo króciutko:
Teraz rozumiem czemu moja mama-pisarka tak się stresuje i wałęsa bez celu i sensu po domu z każdą zbliżającą się premierą.

Zygfryd
Zygfryd
11 lat temu

Nie obraź się. Ale osoba używająca takiego języka potocznego raczej nie mogła napisać wybitnego dzieła.

Elfir
Elfir
11 lat temu
Reply to  Zygfryd

A zwykłą, nie ambitną powieść, która przyniesie miliony i zostanie sfilowana, jak to zrobiła Meyer z sagą o wampirach lub Mitchell z Greyem?

hag
hag
11 lat temu

Doskonale opisałeś moje własne odczucia, Łukaszu. Teraz to wszystko jest za tobą, Fanaberia jest dobra i podoba się czytelnikom. Moja natomiast właśnie czeka na premierę i przeżywam dokładnie to samo, co ty. Dodatkowo poczułam się zdołowana, bo recenzje przedpremierowe są średnie, głównie przez to, że książka nie mieści się dokładnie w kanonie kryminału. Z drugiej strony osoby, które ją przeczytały, domagały się drugiej części i wręcz wisiały nade mną, czekając na ukończenie, co z kolei świadczy o tym, że chyba nie jest taka zła. Jestem przerażona i momentami żałuję, że ją wysłałam do wydawnictwa. Prócz tego drżę na myśl, jak zareagują na nią znajomi policjanci i wyobrażam sobie, że śmieją się ze mnie lub śmiertelnie się obrażają. Na domiar złego odnoszę wrażenie, że mój mąż uważa, iż uczyniłam coś haniebnego (bardzo pilnował, by nikomu z gości nie wpadł w ręce egzemplarz sygnalny).
Ponarzekałam sobie trochę, co nie znaczy, że się poddałam. Pisze nadal.

JC
JC
11 lat temu

Cześć Łukaszu! Moja premiera równo za miesiąc. Trzęsę się bardziej niż galareta z nóżek na traktorze. Boje się tych wszystkich strasznych upiorów, które wymieniłeś. I oczywiście złych recenzji. Ale tak między nami, najbardziej boje się,że rozczaruje ludzi, którzy we mnie wierzą i ufają,że napisałam dobrą książkę.

zbuju
zbuju
10 lat temu

ja dopiero zaczynam swoje początki z pisaniem nie mam w całości napisanego dzieła ale na razie przez o krez dwóch lat cały czas je tworzę mam już nie złą ilość stron tylko nie wiem czy to co piszę jest coś wartę. Dla mnie to na pewno staram się każdą wolną chwilę poświęcam na pisanie większej ilości stron. Jeszcze nie mam w całości napisanej żadnej książki ale mam nadzieje że kiedyś to nastąpi. Dzięki tym poradom dostałem nowe doładowanie energii do pisania

Nasza strona używa plików cookies, żeby działała sprawnie i żebyśmy mogli lepiej dopasować treści do Twoich potrzeb. Możesz je zaakceptować, zmienić ustawienia albo dowiedzieć się więcej w naszej polityce prywatności.
Ustawienia
Zaakceptuj
Polityka prywatności
Polityka prywatności
Cookie name Active
Zapisz ustawienia
Ustawienia