Zapisz się na newsletter:

Jak zostać kiepskim recenzentem? Poradnik nie tylko dla orłów

Chcesz pisać recenzje, ale nie chcesz się męczyć? Lubisz czytać książki, ale niewiele z nich rozumiesz? Oto zestaw rad dla Ciebie – jak zostać krytykiem literackim i się przy tym nie spocić.

Powiem otwarcie, że najczęściej trafiam na rzetelne, sensowne teksty recenzenckie. Owszem, nie każdy domorosły krytyk jest profesorem literaturoznawstwa, więc wnikliwość tych tekstów bywa różna. Mam jednak wrażenie, że ludzie starają się równać w górę, a jeśli już analizują cudze dzieło, chcą je traktować sprawiedliwie.

Najwyraźniej cały ten trud jest niepotrzebny, bo największe wrażenie robią recenzje denne. A im bardziej są spartaczone, im bardziej rażące, tym mocniej zapadają w pamięć. Jeśli więc chcesz, żeby Cię zauważono, ucz się od mistrzów – od perełek zaszczycających łamy blogów, portali, a nawet ogólnopolskich tygodników. To właśnie dzięki obserwacji ich niestrudzonej pracy zdobyłem sekretną wiedzę, którą zaraz się z Tobą podzielę.

Oto siedem cech potrzebnych do tworzenia najbardziej niekompetentnych recenzji na świecie.

Brak przygotowania

Oto problem: masz ocenić literaturę, na której się kompletnie nie znasz. Nie czytasz danego gatunku, nie kojarzysz kontekstu, nie masz wystarczająco szerokiej perspektywy. Po prostu – nie masz pojęcia, z czym tę książkę zjeść.

Wyjściem z sytuacji jest zachowanie otwartego umysłu i bardzo uważna lektura. Łatwiej powiedzieć, niż zrobić, więc w takich sytuacjach poznaje się klasę recenzenta. Czy na obcym terenie ciągle stać go na wnikliwość?

Ale kto by się przejmował klasą? Samo słowo kojarzy się ze szkołą, czyli z niczym przyjemnym. Spokojnie, dasz radę popełnić tekst bez zmiany strategii i zbędnego wysiłku!

Przede wszystkim: celebruj swoje oczekiwania. Nieważne, że niczego nie pomogą Ci zrozumieć. Jeśli książka się z nimi nie zgrywa – to wina książki. Niech recenzja będzie zapisem zdziwienia, że można pisać inaczej, niż to sobie wyobrażasz. Tak jest szczerze i uczciwie. Nie ukrywasz tego! Podobnie jak dyletanckich ocen, naiwnych opinii oraz płytkich uwag. Bez rzetelnego przygotowania stać Cię będzie właśnie na tyle.

„Bo mnie się wydaje”

W każdej recenzji jest miejsce na opinię. Wielu powiedziałoby wręcz, że o to w niej chodzi. Kłopot zaczyna się dopiero wtedy, gdy recenzentowi za bardzo „zaczyna się wydawać”. Gdy dokonuje nadinterpretacji, nadaje zbytnie znaczenie drugorzędnym motywom, za to ignoruje treści nie pasujące do tezy. W efekcie widzi w książce to, co chce zobaczyć – i nic więcej.

Człowiek bardziej skromny wyciągałby wnioski na podstawie faktów, a nie widzimisię. Ty jednak chcesz stworzyć najbardziej denną recenzję wszech czasów, więc porzuć hamulce. Nie jesteś jak ci przeciętniacy. Dla Ciebie obiektywna rzeczywistość nie istnieje.

Jeśli wpadniesz na zwariowaną interpretację, która może nie mieć umocowania w książce, ale fajnie zabrzmi w recenzji – trzymaj się jej. Jeśli czegoś nie zrozumiesz i z tego błędnego rozumienia wyciągniesz ciekawe wnioski – nie koryguj! Liczy się tylko to, żeby mieć o czym nawijać w Twoim tekście, w recenzji. Książka to cudze wypociny; tylko pretekst. Ważne jest to, co Ty powiesz.

Zawsze znajdzie się jakiś troll, który zechce przekłuć Twoją bańkę – a to uwagami, że recenzja nierzetelna, a to zarzutami, że wnioski stronnicze. Ignoruj go. Masz prawo do własnej opinii, nawet najdurniejszej. I co ci zrobi?

Zarozumialstwo

Jesteśmy w domu. Bo i po co cały ten wysiłek pisania recenzji? Żeby porozmawiać o książkach?! Ha! Dobre sobie.

Ludzie mają się liczyć z Twoim zdaniem. Dlaczego? Bo to TWOJE zdanie.

Zarozumialstwo będzie łatwe do zauważenia, jeśli recenzent nie jest szczególnie kompetentny. Pojawi się rozdźwięk między tym, jak trafne są jego sądy, a tym, jak bardzo jest z nich dumny. Czytelnik zna recenzowaną pozycję, czy nie – wyłapie, że coś tu jest nie tak. Dlatego najlepiej zgrywać eksperta, sypać mądrymi terminami i silić się na piętrowe wnioski.

Pamiętaj tylko, że nie wykorzystujesz swojej wiedzy, aby ujawnić głębsze znaczenia zawarte w książce. Książka, jak ustaliliśmy, niewiele ma Cię interesować. Czerpiesz z własnej erudycji wyłącznie po to, żeby wyeksponować własną erudycję. Twoje wnioski nie muszą być odkrywcze – wystarczy, jeśli będą podane tak, aby hołota nie mogła ich łatwo zrozumieć.

Krótko mówiąc, napisz więcej o sobie, niż o przedmiocie recenzji – i zrób to tak, żeby zabrzmieć na mądrzejszego, niż jesteś. O to chodzi.

Giętki kręgosłup

Tchórzostwo często idzie w parze z obłudą, więc dobrze, jeśli razem zawitają do Twojego tekstu.

Nie ma gorszej sytuacji, niż ta, kiedy czytelnicy podważają sensowność Twoich osądów. Oni są od tego, żeby Cię podziwiać! Niestety, nie jesteś Ludwikiem XIV ani satrapą w Korei Północnej, więc nie można tego podziwu zadekretować. Trzeba go wydobyć innymi sposobami, postarać się, pościemniać. I właśnie w tych zabiegach brak odpowiedniej giętkości może Ci przeszkodzić. No bo co, jeśli palniesz coś kontrowersyjnego – i ludzie zamiast klaskać, zaczną zarzucać Ci nieznajomość tematu?

Najlepsza droga: wyjść przed szereg, żeby powiedzieć coś, z czym wszyscy się zgadzają. Albo przynajmniej – coś, za co ktoś ważny poklepie po główce. Że nie masz o książce nic ciekawego do powiedzenia? Mniejsza z tym. Że powieść nie wzbudziła w tobie żadnych refleksji? Bez znaczenia. Liczy się efekt, czyli światło reflektorów skierowane przez trzy sekundy w Twoją stronę.

Jeśli więc nie jesteś pierwszym krytykiem książki, przeczytaj poprzedników – i powiedz to samo, co oni. W kupie siła; gdy ktoś zgłosi wątpliwości, możesz podeprzeć się autorytetem innych, być może bardziej znanych recenzentów. Jeśli nad danym dziełem publika powszechnie się zachwyca – dołącz do peanów. Jeśli gani – traktuj to jak zielone światło do wylania pomyj.

I pamiętaj: kiedy Ty się nie sprzedasz dla tych trzech sekund sławy, zrobi to ktoś inny. Naprawdę chcesz przepuścić taką okazję?

Zacietrzewienie

Wspominałem już, że w recenzji najważniejsza jest Twoja opinia? Pójdziemy krok dalej: ta opinia to jedyne, co się liczy. Ta opinia to prawda absolutna.

Podkreślaj swoją postawę, używając słów takich jak „zawsze”, „nigdy”, „wszyscy”. Pisz z emfazą. Popadaj w ślepą ekscytację lub grzmij niczym Zeus z Olimpu. Im więcej patosu włożysz w słowa, tym poważniej zabrzmią!

Funkcją recenzji jest przekazanie oceny cudzego dzieła. Rzetelna ocena wymaga natomiast bezstronności, a także uwagi i analitycznego podejścia. Krótko mówiąc, wymaga umiaru.

Pokaż więc, że to nie wchodzi w grę; że nawet spokoju nie potrafisz zachować, o bezstronności i umiarze nie wspominając. Jeśli chcesz tworzyć najbardziej bezwartościowe recenzje świata – trzęś się nad każdą ze swoich opinii, jakby to była najbardziej światła myśl na Ziemi. Przecież wiadomo, po co ludzie czytają Twoje teksty – nie po rzeczowy osąd. Oni chcą po prostu zobaczyć, jak dostajesz drgawek.

Nierzetelność

Nie masz czasu na lekturę? Nie wysłali egzemplarza recenzenckiego, a żal ci płacić za własny? Nie potrafisz czytać? Żaden problem! Możesz napisać recenzję na podstawie okładki. Widzianej na cudzym zdjęciu w internecie; w niskiej rozdzielczości. Przez chwilę.

Ba! Możesz napisać recenzję dowolnej książki i sprzedać jako recenzję tej. Po prostu rzucaj ogólnikami typu „powieść mogła być lepsza”. No i marudź, najlepiej na nieokreślone rzeczy. Ot, literówki lub błędy logiczne. Broń boże nie podawaj przykładów! Co z tego, że tylko Ty potrafisz te mankamenty dostrzec. Nawet lepiej, innych krytyków stawia to w pozycji mniej spostrzegawczych.

W tworzeniu beznadziejnie spieprzonych recenzji nie chodzi ani o komentarz do rzeczywistości, ani nawet o uczciwą komunikację. Idzie tylko o to, żeby Ciebie czytali, Tobie poświęcali uwagę. Więc nie kryguj się; im mniej książek przeczytasz, tym więcej recenzji zdążysz napisać.

Foch!

Prędzej czy później ktoś powie Ci wprost, że odwalasz popelinę. Nie rozpaczaj. Ten moment jest konieczny, aby w pełni zrealizować Twój potencjał.

Teraz bowiem możesz puścić focha.

Jak oni śmią odmawiać Ci prawa do własnej opinii?! Czy oni nie wiedzą, że Ty tu piszesz szczerze i od serca? Czy oni nie rozumieją, że pozycja recenzenta jest szczególna i pozwala mu na ignorowanie własnych wtop, przy jednoczesnym wytykaniu błędów u innych?

Na każdy rzeczowy argument reaguj, jakby to była obelga. Jeśli będziesz mieć szczęście, z drugiej strony padną wreszcie faktyczne obelgi – i wtedy wygrasz. Sprowadzając przeciwnika na swój poziom, pokażesz, że nie ma moralnego prawa, aby Cię krytykować.

A jeśli przyczepi się do Ciebie autor książki, którą recenzujesz – o, to sytuacja idealna do puszczenia focha. Przecież robota takiego autora to dostarczyć Ci materiału, nic więcej. To Ty krytykujesz jego, nie on Ciebie. Ty masz prawo mu wytknąć cokolwiek, on Tobie – nic. Tak jest skonstruowany ten świat. Puść focha, byle śmierdzącego; niech się autor dowie, gdzie jego miejsce.

I pamiętaj – realizując każde z moich zaleceń, koncertowo spartaczysz swoje recenzje. Jeśli nie potrafisz osiągnąć tego poziomu, trudno. Wystarczy, że skupisz się na jednym z punktów, a Twoje teksty zaczną kłuć po oczach, a przynajmniej nasiąkną nieintencjonalnym humorem.

Subscribe
Powiadom o
guest

9 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Patryk
Patryk
8 lat temu

„Zawsze znajdzie się jakiś troll, który zechce przekłuć Twoją bańkę – a to uwagami, że recenzja nierzetelna, a to zarzutami, że wnioski stronnicze. Ignoruj go. Masz prawo do własnej opinii, nawet najdurniejszej. I co ci zrobi?”

Ignoruj? Nie!!! Lepiej się z nim kłócić. Niech dowie się, że nie ma racji.

Maciej Wojtas
8 lat temu

Recenzja książki na podstawie jej okładki?
Recenzja książki, której nie miało się nawet w ręce?

Proszsz… http://maciejwojtas.pl/narratologia/

Madzia
Madzia
8 lat temu

Warto pamiętać również o tym, że każdy poza tobą, jest idiotą. Co z tego że koś odpowiada na twoją recenzję rzetelnie, popierając swoje wypowiedzi przykładami z książki czy filmu. Ty napisałeś tą recenzję, więc wiesz lepiej!

Cienki Bolek
Cienki Bolek
8 lat temu

Twoje pióro zachwyca, a Twój kunszt literacki budzi podziw. Rolą oświeconych i utalentowanych jest nieumiejętnych pouczać, za co szczere podziękowania. Recenzja to rzetelna analiza i trafna ocena. Czy każda wypowiedź „perełek na łamach portali i blogów” jest fachową recenzją? W sieci jest multum ciekawych recenzji, lecz przeważają wypowiedzi amatorów. Czy amator laik po zapoznaniu się z dziełem ma prawo do wyrażania swojej opinii? Ilu odbiorców, to tyle, a może nawet więcej, różnorodnych interpretacji. Jak bardzo konieczne jest gruntowne przygotowanie, by wyrazić swoje najpierwsze skojarzenia i wrażenia? Jak dalece nieprawdziwe mogą być osobiste odczucia, nawet jeśli nie przedstawiają dzieła we właściwym świetle? Zrozumiałym jest, że Wyczulonego Profesjonalistę razi każda ignorancja i nieudolność. A może zwyczajnie nie warto pochylać się nad czymś bezdennie dennym. A może jednak czyjś denny komentarz ukrywa zakamarki, do których warto dotrzeć….

lolipop
lolipop
8 lat temu

Mam pytanie. Czy taki szary osobnik przed 20-stką jak ja, bez żadnego doświadczenia jeśli chodzi o pisanie książek… Czy gdybym napisał książkę, to jakieś wydawnictwo zgodziłoby się na zrobienie dla niej okładki, wydrukowanie jej?

Totem
Totem
8 lat temu
Reply to  lolipop

No… Nie wiem co mogę powiedzieć oprócz tego co pewnie wiesz. To zależy od jakości książki. Nikt nie powiedział, że Twoja pierwsza książka ma być beznadziejna.

P
P
8 lat temu

A ja przybywam z pytaniem z zupełnie innej beczki. Najbardziej zależy mi na Twojej odpowiedzi, Tomku, bo ciężko dorwać kogoś, kto pisaniem para się zawodowo, a nawet jeżeli nie zawodowo, to po prostu codziennie i w miarę na poważnie.
Piszę regularnie od trzech lub czterech lat, a od pół roku skupiam się wyłącznie na jednym projekcie. Może to krótki okres, ale skupiałam się na nim po kilka godzin dziennie każdego dnia, nieraz nawet po sześć. I nagle, zupełnie z dnia na dzień, straciłam cały zapał do pisania – i to nie tylko do tego projektu, ale do pisania w ogóle. To trochę szczególne wypalenie, bo wciąż czytam tyle samo, jeżeli nawet nie więcej niż kiedyś, wciąż nie potrafię przestać myśleć o scenach z tej powieści i wciąż – chociaż wyłącznie w myślach – wzbudzają moje podekscytowanie. Ale jak tylko siadam do pliku Worda, zaczyna boleć mnie głowa, wszystko mi, kolokwialne mówiąc, opada i czuję, że się zwyczajnie męczę. Wszystko brzmi źle i chociaż zwykle pisałam od razu prawie-prawie ostateczną wersję zdań/scen, nie bawiłam się w pięć draftów, tak teraz nie potrafię powstrzymać się od poprawiania i zmieniania jednego zdania dziesięć razy, zanim jeszcze napiszę kolejne.
To sprawka wewnętrznego krytyka? Czy może dłuższego weltschmerzu twórczego? Forsuję codzienną pracę, ale chociaż powieść posuwa się do przodu, wciąż tylko się męczę. :/ Jak już wspomniałam, chociaż ciągle myślę o tym projekcie, w ogóle nie mam siły go pisać. Tak samo nie mam żadnych chęci do zaczynania czegoś nowego, po prostu zero chęci do jakiegokolwiek pisania.

Sylwia
Sylwia
8 lat temu

Piękny artykuł. Tak prawdziwy, że aż miałam łzy w oczach ze śmiechu. Gratulacje za zabranie wszystkich smaczków do kupy.

Najbardziej w recenzjach chyba wkurza mnie podpunkt „bo mnie się wydaje”. Potrafią wyjść wtedy absolutne cuda z kosmosu. Recenzent zamiast wczytać się uważnie, leci po łepkach lub po prostu jest do czegoś uprzedzony i wychodzą niestworzone teorie spiskowe. Taka recenzja jest wtedy tak bez sensu, że szkoda czasu spędzonego na jej czytanie.

Nasza strona używa plików cookies, żeby działała sprawnie i żebyśmy mogli lepiej dopasować treści do Twoich potrzeb. Możesz je zaakceptować, zmienić ustawienia albo dowiedzieć się więcej w naszej polityce prywatności.
Ustawienia
Zaakceptuj
Polityka prywatności
Polityka prywatności
Cookie name Active
Zapisz ustawienia
Ustawienia