Zapisz się na newsletter:

Debiut literacki – jak to zrobić dobrze?

No więc – skończone. Ostatnie zdanie doszlifowane. Książka jest gotowa, aby przywitać się ze światem. Przed Tobą – literacki debiut! Jak się do tego zabrać, żeby sprawy kompletnie nie spartaczyć?

Masz trzy możliwości: zaoferowanie książki wydawnictwom, self-publishing oraz publikacja subsydiowana (czyli vanity publishing). Już wyjaśniam, po kolei.

Wydawnictwa tradycyjne

Od nich zacznij! Potrzebujesz przede wszystkim konspektu, który wyślesz na maila kontaktowego. Do tego należy dołączyć przynajmniej kilka pierwszych rozdziałów (a najlepiej cały tekst). Niektóre wydawnictwa wymagają propozycji w specyficznej formie (np. przyjmują tylko wydruki przesłane pocztą). Jeśli tak jest, informacja powinna pojawić się na ich stronie, na przykład pod zakładką „dla autorów”. W przeciwnym wypadku, korzystaj tylko z e-maila i uniwersalnych formatów pliku – PDF, RTF. Warto pamiętać, że DOC, DOCX są umiarkowanie bezpieczne jeśli idzie o kompatybilność. Word to bardzo popularny edytor, ale nie wszędzie z niego korzystają.

Pisarz z dorobkiem może próbować sprzedać książkę jeszcze zanim zostanie ukończona, ale debiutant nie powinien. Upewnij się, że wszystko w powieści jest dopięte na ostatni guzik.

Na odpowiedź możesz czekać nawet do roku. Nie żartuję. Wyślij książkę do wielu wydawców naraz i nie śpiesz się z wyborem. Jeśli Twoja powieść jest coś warta, z pewnością wywoła reakcję. Ot, zaleta obecnej sytuacji na rynku: zawsze jest zapotrzebowanie na nowy towar.

Okresu oczekiwania nie marnuj na trzymanie kciuków. Zamiast tego ładuj baterie do pracy nad następną książką, a jeszcze lepiej – faktycznie nad nią pracuj. W końcu jedną powieścią świata nie podbijesz.

Gdy otrzymasz propozycję, negocjuj warunki umowy. Wcześniej pisałem, jak się do tego zabrać. Pamiętaj jednak, że to ogólne rady i najlepiej będzie, jeśli pójdziesz z propozycjami umów do prawnika, specjalisty od prawa autorskiego. Konsultacja kosztuje sto, dwieście złotych – w razie wtopy stracisz o wiele więcej.

Natomiast o tym, jak zrobić konspekt powieści, możesz dowiedzieć się z naszego kursu online.

Wydawnictwo małe czy duże? Debiutantowi zwykle chodzi przede wszystkim o chwałę i sławę, niekoniecznie o pieniądze. Z tej perspektywy – lepszy jest wydawca duży lub średni. Takie przedsiębiorstwo działa prężnie na rynku, publikuje wiele książek, ma sprawnie zorganizowaną dystrybucję. Nie zainwestuje wiele w promocję debiutanta, ale z drugiej strony: niskim kosztem i tak potrafi sporo osiągnąć.

Poza tym, najbardziej znane wydawnictwa to swego rodzaju nobilitacja dla początkującego autora. Lepiej brzmi „książka opublikowana nakładem Wydawnictwa Literackiego”, niż „a sam ją sobie wydałem za kasę od cioci”.

Mały wydawca opłaca się wtedy, gdy przeznaczy istotne zasoby na promocję. Przy czym „zasoby” nie muszą oznaczać finansów – liczy się również know-how, dobry pomysł, kontakty. Warto dowiedzieć się, co wydawnictwo zamierza zrobić z książką, a także wydobyć jak najwięcej obietnic na piśmie. Ktoś, kto szczerze wierzy w Twoją powieść, może okazać się o wiele lepszym partnerem, niż wyjadacz, który potraktuje ją wyłącznie jak kolejny element portfolio. Albo materiał do wypchania już z góry opłaconej półki w księgarni.

Self-publishing

Zadebiutowałem, wydając książkę – „Wtajemniczenie” – własnym sumptem. Wyczyn powtórzyłem z poradnikiem Jak napisać powieść?. Da się. Żadna krzywda człowieka od tego nie spotyka. Więcej: to jest dość tanie, nawet w druku. Natomiast e-booka można wypuścić w świat nie ponosząc żadnych kosztów.

Kłopot tylko w jednym: nie jestem typowym debiutantem.

Po pierwsze, już wcześniej miałem narzędzia i zasoby, dzięki którym mogłem roznieść wieści o książce: w miarę poczytny blog, praktyczną wiedzę, kapitał społeczny. W anglosaskiej nauce o pisaniu określa się to mianem „platformy”. Ten mechanizm może u kogoś innego wyglądać odmiennie, a już na pewno nie musi opierać się na blogu. Przede wszystkim to kwestia dostępu do kanałów komunikacyjnych (własnych lub cudzych), a także umiejętności nakłonienia ludzi do tego, żeby przez chwilę posłuchali. Jeśli tego nie masz – self-publishing będzie o wiele trudniejszy.

Po drugie, od początku myślałem o książce w kategoriach biznesowych. No, może przesadzam – tak naprawdę „Wtajemniczenie” to jazda próbna, podczas której sprawdzałem, jak dużo błędów popełnię. Nie byłem też pewien, czy pomysł się spodoba; czy wykonanie będzie wystarczająco dobre; czy wydanie i oprawa graficzna będą miały istotne znaczenie. Miałem więc sporo wątpliwości natury artystycznej, za to żadnych co do tego, jak niewiele zarobię. Patrząc jednak w dłuższej perspektywie, to wszystko są przygotowania do procesu biznesowego: stworzenia atrakcyjnego produktu, który zostanie sprzedany sprawnie i z wysoką marżą (wszystko zaprocentowało przy okazji sprzedaży poradnika). Jeżeli chcesz myśleć o swojej książce wyłącznie w kategoriach artystycznych, nie rób sobie krzywdy i nie pakuj się w self-pub.

Po trzecie, wydanie książki własnym sumptem nie przynosi chwały. Dla mnie to nie problem; dla wielu debiutantów to spora przykrość. Podobnie sprawa wygląda, kiedy chcesz dzięki książce zbudować rozpoznawalność albo potwierdzić status eksperta. Wtedy warto podeprzeć się autorytetem znanego wydawcy, czego przy self-publishingu nie uświadczysz.

Po czwarte, zanim zapisałem pierwsze słowo „Wtajemniczenia”, wiedziałem, że wydam książkę samodzielnie. To nie jest tak, że żaden wydawca nie chciał jej przyjąć, więc zostałem jak z gorącym kartoflem. Jeśli Ty znajdziesz się w takiej właśnie sytuacji, powiem otwarcie: self-publishing nie jest rozwiązaniem. Gdy przez rok nagabywania i czekania na reakcję żaden wydawca się nie odezwie – jest duże ryzyko, że Twoja książka to gniot. Schowaj ją do szuflady i kolejną napisz inaczej. Nie wydawaj za własną kasę, bo będziesz później płakać.

Krótko mówiąc, self-pub to droga dla ludzi, którzy wiedzą jak obsłużyć ten dziwny towar zwany książką. Gdy dopiero stawiasz pierwsze kroki, najprawdopodobniej wywrócisz się na najbliższych wertepach.

Vanity press

Publikacja subsydiowana polega na tym, że idziesz do wydawcy, płacisz mu za przygotowanie książki, a potem cieszysz się z tego, że trafiła na półki księgarń.

No, z tym wyjątkiem, że nie każda książka faktycznie trafia. I niewielu pisarzy faktycznie się cieszy.

W teorii wydanie subsydiowane to połączenie zalet wydawania samodzielnego i ze wsparciem wydawcy. Chcesz coś opublikować – i publikujesz, bez oglądania się na cudzą łaskę. Jednocześnie nie musisz znać się na wszystkim (self-publisher często musi), a także nie ponosisz ryzyka, że z braku doświadczenia popełnisz banalne błędy.

Tyle teoria. W praktyce vanity publishing to najbardziej szemrany sektor rynku wydawniczego. Wszystko dlatego, że łatwo w tym modelu zastosować strategię biznesową polegającą na wyzyskiwaniu braku doświadczenia młodych pisarzy. To autor płaci za publikację, więc to na nim wydawca zarabia – w większym stopniu niż na czytelnikach. Jeśli pisarz nie potrafi zabezpieczyć swoich interesów, łatwo go zrobić w konia.

Więcej o perypetiach z vanity press pisałem w artykule na temat zarobków polskich literatów. To nie była wesoła lektura.

Nie mówię, że vanity publishing to opcja, z której nikt nie powinien korzystać. Znam jednak o wiele więcej twórców, którzy dali się naciąć, niż takich, którzy są zadowoleni ze współpracy. W polskich warunkach wydawanie subsydiowane wymaga znajomości rynku, wyjątkowo uważnej lektury umów, dobrych umiejętności negocjacyjnych, a na koniec twardej ręki i czujnego oka do kontroli rezultatów. Niestety, trzeba zakładać, że po podpisaniu kontraktu oraz zgarnięciu kasy, wydawcy już się nie będzie chciało.

Krótko mówiąc: polski vanity press nie jest dla debiutantów.

Jeśli kończysz swoją pierwszą książkę i zastanawiasz się, gdzie to wydać – uderzaj do wydawnictw tradycyjnych. Najlepiej znanych. To naprawdę jest najrozsądniejsze miejsce, żeby zacząć.

Chcesz konkretnych nazw? Idź do którejś z sieciowych księgarń, poszukaj książek podobnych do Twojej i wypisz każdego wydawcę, który ma na półce więcej niż jeden tytuł. Gdy trafisz do Empiku – zwróć uwagę, czyje książki zabierają najwięcej miejsca. W ten sposób znajdziesz najprężniej działające przedsiębiorstwa.

I przede wszystkim: nie śpiesz się. Debiutujesz tylko raz; lepiej to zrobić porządnie i na spokojnie.

Subscribe
Powiadom o
guest

23 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Gringo
Gringo
9 lat temu

A co jeśli ktoś ma dobrą książkę, którą i tak odrzucili wszyscy wydawcy? 😛

Karusia
Karusia
9 lat temu
Reply to  Gringo

Jak np. Pottera w latach 90 🙂

Justyna Kowalska
Justyna Kowalska
9 lat temu

Gratuluję Tomek i trzymam kciuki 🙂

Martyna Szkołyk
9 lat temu

Dzięki za ten tekst. 🙂 Moja powieść „się” pisze, a równolegle staram się jak najwięcej dowiedzieć o tym jak ją wydać.

Hoviel
Hoviel
9 lat temu

A czy w obecnej sytuacji na rynku wydawniczym warto wydać ebooka zamiast tradycyjnej książki? Osobiście wydaje mi się, że w Polsce mało kto woli wersję elektroniczną, ale mieszkam na totalnym odludziu, więc może nie mam racji.

Daghan
9 lat temu

Sprzeczał bym się z tym, że wydanie własnej książki za własną kasę to jakaś ujma. Wszystko zależy od podejścia. Jeśli chcemy by ktoś poczytał nasze dzieło możemy je rozesłać do bibliotek. Jeśli chcemy z tego żyć, to faktycznie powinniśmy mierzyć wysoko.

Cuprum
Cuprum
9 lat temu

Ale banały.

Wkurzony Pisarz
9 lat temu

Moim zdaniem do tradycyjnego wydawcy opłaca się iść TYLKO kiedy jesteś debiutantem (a i to nie zawsze), lub gdy nie nastawiasz się na zarabianie na książkach. Więcej tu:
http://leszekbigos.com/kiedy-warto-podpisac-umowe-z-tradycyjnym-wydawca/
Miłej lektury 🙂

Wkurzony Pisarz
9 lat temu
Reply to  Tomasz Węcki

Wydawcy opłacają się debiutantom, LUB gdy nie nastawiasz się na hajs. Tak stoi również w komentarzu, niczego nie pominąłem 😉

Chodzi mi tylko o to, że jeżeli ktoś nie chce ogarniać strony biznesowej, to niech potem nie płacze, że z pisania nie ma pieniędzy. Pisarze to chyba jedyna grupa zawodowa, wśród której przyjęło się oddawać całą kontrolę nad swoim dziełem komuś innemu i oczekiwać, że nie zostanie się wydymanym. 95% nawet nie przeczyta umowy wydawniczej przed podpisaniem, tego jestem pewien 🙂 Cóż, mają, co chcą 😉

Dominika
Dominika
8 lat temu

A co z objętością książki? Nie mogę znaleźć jednoznacznej odpowiedzi. Co jeśli moja książka – debiut ma +/- 500 stron (A5)? Czy to dobrze, czy to źle? Czy są jakieś preferowane objętości?
Z góry dziękuję za podpowiedź.

Somebody
Somebody
5 lat temu
Reply to  Dominika

Powiem tak. Możesz pisać tyle ile ci się podoba, tylko- oczywiśćie- żeby troche sesu w tym było. Na przykład nasza polska noblistka Olga Tokarczuk napisała „Księgi Jakubowe” które mają 1000 stron ;D

Klara69
Klara69
7 lat temu

Co jutro gotujecie na obiad? Ja zrobie rumfordzka wedlug starego przepisu. Cos pysznego, poszukajcie sobie w goglu: zupa rumfordzka babci

Kasia Latu
Kasia Latu
7 lat temu

Hey 🙂 Czy ktoś może polecić wydawnictwo, w którym warto wydać książkę za własne pieniądze? Jest ich wiele i ciężko wybrać. Napisałam książkę, ale jest to mój totalny debiut i wydawnictwa tradycyjne raczej nie są zainteresowane. Książka to mieszanka sci-fi i fantasy. Dzięki bardzo za pomoc.

Maryla L.
Maryla L.
7 lat temu

Fajne porady, tylko nie ma tu nic znaleźć wydawnictwa tradycyjne. Przynajmniej ich nazwy. Ktoś podpowie?

Maryla L.
Maryla L.
7 lat temu

Fajne porady, tylko nie ma nic które to są wydawnictwa tradycyjne. Przynajmniej ich nazwy. Ktoś podpowie?

xyz
xyz
7 lat temu
Reply to  Maryla L.

To takie wydawnictwa, którym wysyłasz powieść, a one albo są zainteresowani, albo nie i mogą Ci zaoferować wydanie powieści. W sensie – nie musisz im dopłacać. Takie najzwyklejsze.

Kurczak
Kurczak
5 lat temu

Dziękuję za ten tekst. Jest klarowny, konkretny i pomocny. Cieszę się, że go znalazłam, pomógł mi odważyć się na negocjacje wydawnicze i zdecydowanie tego nie żałuję – mimo że zmiany w umowie drobne, satysfakcja duża.

Ewelina24
Ewelina24
3 lat temu

Mam pytanie , czy jest taka opcja ze ktos chce wydac ksiazke ale chce byc anonimowy przed znajomymi i rodziną, czy jest taka opcja?

Jolanta
Jolanta
2 lat temu

Dzień dobry. Zdarzyła mi się w życiu pewna historia i tę historię opisałam bardzo dokładniei i w miarę obiektywnie gdyż nie chciałam nikogo skrzywdzić. Może to banalne, ale opisałam historię kilkuletniego związku z człowiekiem z narcystycznym zaburzeniem osobowości. Chciałabym założyć blog i udostępnić tę opowieść innym osobom albo zmagającym się z tym problemem, albo ku przestrodze. Nie bardzo wiem jak się do tego zabrać więc byłabym bardzo wdzięczna za wskazówkę. Pozdrawiam serdecznie, Jolanta

Nasza strona używa plików cookies, żeby działała sprawnie i żebyśmy mogli lepiej dopasować treści do Twoich potrzeb. Możesz je zaakceptować, zmienić ustawienia albo dowiedzieć się więcej w naszej polityce prywatności.
Ustawienia
Zaakceptuj
Polityka prywatności
Polityka prywatności
Cookie name Active
Zapisz ustawienia
Ustawienia