Home Forum Twórczość spiskowców Fragment tekstu

This topic contains 15 replies, has 3 voices, and was last updated by  Dariusz Pabis 3 weeks, 1 day ago.

  • Author
    Posts
  • #2393

    Dariusz Pabis
    Participant

    Cześć, Proszę o opinie.
    Gdyby ktoś mógł to proszę też o ocenę od 1 do 10

    PROLOG
    -Mamo! – Mamo!
    -Tak Rivanie?
    -Też będę jak mój ojciec. – Wielkim podróżnikiem, będę opowiadał o wielkich przygodach, cały świat będzie mnie podziwiał.
    Rivan nie znał ojca, jego matka mu o nim opowiadała, mówiła, że zostawił go jak miał zaledwie dwa latka.
    -Tak będzie synku, ale nie zostaw mamy jak twój ojciec. – Zajrzyj czasem.
    -Oczywiście mamo!
    Mały chłopiec pogrążony w oceanie marzeń zbierał muszle z brzegu Morza Welie, wodząc nimi po piasku kreślił miecze, ludzi i ich przygody w dość… dziecięcy sposób.
    Niespodziewanie gwizd, trzask, jak gdyby uderzenie meteorytu, po chatce rodziny Rivana nic nie zostało jego matka leżała martwa, rozpłatana na dwie części. Młody chłopak ogłuszony przez głośny pisk przymrużył oczy jakby zapadając w letarg, zemdlał.
    Obudził się dopiero w sierocińcu „Złote Serce” gdzie opiekowały się nim dwie elfie kapłanki, w całym sierocińcu było ich około dwadzieścia pozostałe zajmowały się innymi dziećmi, które w równie brutalny sposób straciły swe rodziny.
    Poranione miejsca dziecka oblepione były papką ziół leczniczych z laspacji, dzieciak westchnął niepewnie i z przerażeniem. – Gdzie jestem?
    Elfie kapłanki milczały, nie chciały jeszcze bardziej przestraszyć chłopaka, w końcu stracił rodzinę.
    Rivan jeszcze raz spytał zmęczonym ochrypłym głosikiem. – Gdzie jestem?
    Jedna z kapłanek obmacała dziecko oliwą o przyjemnym zapachu szałwii. – Jesteś w sierocińcu maluszku, nie obawiaj się nie zrobimy ci krzywdy.
    Łagodny i kojący głos elfiej kapłanki musnął uszka chłopca, który natychmiastowo usnął.
    Potem w sierocińcu pojawił się czarodziej, po jego pewnych choć ciężkich ruchach było widać, że znał się z elfami, podpierając się laską przemówił do głównej z kapłanek Feili. – To ci nowi?. – Wskazał dwoma kościstymi palcami na Rivana i jeszcze jednego chłopca… elfa.
    Kapłanka nie zastanawiając się odparła spokojnie. – Tak Rivan i Ekir, chcesz ich przygarnąć?
    – Opowiedz mi o nich. Rzekł starzec, miał dziwne spojrzenie kiedy spoglądał na Rivana.
    Feila opowiedziała mu co przydarzyło się siedmioletniemu Rivanowi, mag jeszcze raz spojrzał w stronę chłopca… tym razem pewniej.
    – Niestety niedużo wiem o Ekirze, ale wiem, iż on nadal ma rodzinę. – Więc proszę cię Serbiusie nie zabieraj go.
    Mag milczał, podszedł do Ekira, a później do Rivana, wiódł wzrokiem po jego twarzy… coś zaświeciło mu w oczach.
    Starzec odwrócił się ku kapłanki Feili i oznajmił. – Ekir może i ma rodziców, lecz lepiej będzie dla niego jeżeli wezmę go ze sobą… nauczy się jak przetrwać w dziczy.
    Kapłanka spojrzała z żalem na Serbiusa. – Może i masz rację. – W głębi duszy nie chciała go oddać.
    Czarodziej otworzył portal zabrał dzieci i zniknął…

  • #2396

    Piotr Dobry
    Participant

    Cześć.
    Za interpunkcję masz 2 w skali 1-10. Okropna, przypadkowa, nielogiczna. Przestań stawiać myślniki i pauzy tam, gdzie Ci się podoba; obecnie nie wiadomo za bardzo, gdzie kończy się dialog.
    Za fabułę masz 2 w tej samej skali. To fragment o niczym w dodatku…
    Za sposób wykonania masz 2. Bardzo źle się to czytało. Między innymi przez okropną interpunkcję, ale głównie przez takie rozwiązania fabularne, jakie są w książeczkach dla dzieci: dzieje się coś, potem przeskok do czegoś innego, a między nimi rzeczy:
    a) niejasne,
    b) nie dające się do niczego przypiąć,
    c) niewyjaśnione.
    Po prostu zlepek wydarzeń (które dziecku nie przeszkadzają).
    Jakieś tam istnienie, jakiś grom z nieba, jakiś sierociniec z elfimi kapłankami, jakiś mag, jakieś intencje maga. Nic tu nie ma sensu, nic nie jest wyjaśnione.

  • #2399

    Dariusz Pabis
    Participant

    Dzięki, masz całkowitą rację 😉
    Zauważyłem to dopiero, kiedy Ty o tym napisałeś 😀

  • #2400

    Dariusz Pabis
    Participant

    To może dam tu kawałek pierwszego rozdziału 😀

    ROZDZIAŁ I

    Tajemniczy sen
    Karczma „Królicza Łapka”, gwar jak zawsze był w niej bardzo głośny, codziennie wielu wędrowców, żołnierzy, czy zwykłych obwiesiów, którzy chcieli spokojnie się napić, przybywało zza gór, gdzie leżała Zerania, czy zza Morza Lera, tam zaś znajdowało się Narsum, niekiedy można było dobrze przysiąść z pełnym kuflem żytniej i pooglądać bójki zwykłych pijaków.
    Za ladą stał nikt inny, jak karczmarz, który zwykłą szmatką ścierał wylany alkohol z lady, z grymasem na twarzy mył kufle.
    Z rogu gospody dobiegały głośne wrzaski dwóch wędrowców… elfa i człowieka.
    Elf był bardzo napity, klaszcząc, śpiewając popijał wódkę, jego przyjaciel był trzeźwy, ale też nie siedział cicho.
    -Hop, hop! i kolejeczka!
    -Czy ty zawsze musisz tak głośno chlać Ekir?!
    -Zamiast marudzić…Hik!… walnął byś ze mną kielona…Hik! co Rivan? – Wędrowiec po dwudziestce musi się napić dobrej kervijskiej hahaha!
    -Nie mam dzisiaj ochoty na picie, nawet z druhem.
    -Rozumiem, coś cię trapi, tak?
    -Ekir, idę spać, o świcie wyruszamy.
    -Ja tu jeszcze trochę zostanę…Hik!
    -Jak zostajesz to płacisz.
    -Eeee! to ja też idę spać…Hik!
    Rivan wstał z krzesła zapłacił karczmarzowi za jedzenie z szynkwasu, noc i oczywiście za czystą kervijską, której Ekir wypił dość sporo.
    Razem z Ekirem udali się do drzwi, gdzie mieli przespać noc, kroki Rivana były spokojne, ale stąpał mocno, elf napity szedł jakby na czworaka, kiedy weszli do pokoju Rivan ściągnął z siebie czarną szatę z rzemieniowymi naramiennikami
    położył ją na stole, po czym zdjął buty koloru, jak gdyby hebanowego, czerń wlepiała się w oczy tak mocno, jakby wydawało się, że ktoś nałożył
    czar iluzji, a ona oddziałuje na ciebie z wielką mocą.
    Poprawił gęste i długie czarne włosy, odsłaniając znamię na czole w kształcie połamanego krzyża.
    Niebieskie oczy Rivana patrzyły w stronę okna spoglądając na śpiewających, pijących i grających w karty Amarańskich żołnierzy w fioletowych kaftanach i
    stalowych zbrojach z herbem dziwnego drzewa, który przypominał dąb.
    Blada jak ściana cera, mocne rysy twarzy, ogolone broda i wąsy, tak mniej więcej przedstawiała się twarz wędrowca.
    Ekir, pijany elf, zdjął tylko żółtą bandanę rozpuścił swoje morskie włosia niczym Wielki Ocean Zalgi, położył się, zamknął zielone oczy i poszedł gnić.
    Gładkie jak u elfa rysy, ale pociachane pazurami, jaskrawa cera, podkrążone oczy od alkoholu… ocierał twarzą o poduszkę z białą poszewką.
    Nawet nie zdjął butów, ha! niewychowany elf! pierwsze słyszę! no no, przynajmniej topór i tarczę odłożył przy ścianie… zaraz zaraz… topór i tarcza?
    A gdzie elficki łuk z cedru czy miecz ze złotą rękojeścią i elfickim wygrawerowaniem na ostrzu, albo nożyk? Nie ma… otóż elf ten był inny niż pozostałe,
    Ekir miał dość monotonnego asortymentu jakie nosiły wszystkie elfy krainy Nerys.
    Rivan oderwał wzrok od zabawiających się strażników i zdjął kolczugę, która oddała metaliczny dźwięk i srebrzysty poblask, położył na podłodze i ułożył
    się do snu, tępo oddechu nabierało coraz to spokojniejszego rytmu… zasnął.
    -Rivan za tobą! – za tobą do cholery!
    -Spokojnie Ekir, mam wszystko pod kontrolą!
    -Ubijmy czym prędzej te wilki i wracajmy do naszej starej leśniczówki, odwiedzimy Serbiusa. -powiedział Ekir dysząc.
    -Dobra! tylko…tylko! – Cholera te wilki nie dają za wygraną!
    -No i znów ratować dupsko Rivana trzeba, bo on nawet przed wilkami zwiewa! – Akess na di!
    Elf znający się na magii, nic nadzwyczajnego… rzucił jakiś ognisty czar na poziomie przeciętniaka i z wilków zostały tylko te zabite…
    -Darowałbyś sobie tą swoją poezję Ekir! – Bez tej swojej magii byłbyś jak ryba bez wody, więc stul dziób!
    -No no Rivan po Jolanie bym się takiej wściekłości spodziewał, ale po tobie!
    -Dobra dobra, obedrzyjmy ich ze skóry, przydadzą się Serbiusowi na jakiś kocyk.
    -I raz! i dwa! – I nie ma skóry nasz wilczek bury! -podśpiewywał sobie elf.
    -Ekir zajmij się tymi tutaj ja idę po wodę.
    -Najodważniejszym najcięższa praca przypada, co Rivan?
    -Nie gadaj tylko obdzieraj!
    Rivan poszedł w głębszą stronę Lasu Itrys, ponieważ tam zawsze brał wodę ze studni razem z Ekirem, można by było powiedzieć, że las otaczają najzwyklejsze
    stare suche dęby, ale zdziwiłby się ten kto by brał to pod uwagę, bo fakt, że dęby te mistycznie wyglądać nie wyglądają, to magie w sobie mają, a jakże
    starą, chyba starszą niż sam Serbius, a uwierzcie młody to on nie jest.
    -Hej! – Gdzie jest studnia? – Rivan rozglądał się dookoła.
    -Zdaje się, że zniknęła…ale jak?!
    Wyglądało na to, że po studni ani widu, ani słychu, gdy trochę dalej zza drzewa, tak tego samego dębu jak wszystkie inne w tym cholernym lesie wyszła piękna kobieta, Ekir porównałby ją pewnie do harpii, jak to on, ale co on tam wie elfik jeden.
    No więc…na czym to ja skończyłem…aaa tak! kobieta…kobieta.
    Włosy brązowe niczym te młode dęby z tego lasu, a one to były naprawdę majestatyczne, dotykały jej białych ramion, oczy też brązowe, lecz gdy patrzyło się w jej kierunku to oderwać wzroku się nie mogło bo tak piękne te oczęta posiadała, pełne czerwone usta jak gdyby pomalowane, średniego wzrostu jak się
    patrzyło, biała suknia odbijała światło słoneczne nawet te ledwo przebijające się przez drzewa, na głowie diadem ze złota zdobiony szmaragdami, rubinami,
    szafirami i innymi drogimi kamieniami.
    Buźka gładziutka, ostre rysy twarzy, grzeszyła urodą.
    Rivan stał jak słup, zagapiony na piękność jakiej jeszcze nigdy nie spotkał, a może po prostu był zboczony, nie mógł wydusić słowa, albo bał się, że wystraszy kobietę i nie będzie mógł dużej wlepiać swoje gały w ponętne kształty, zboczuch jeden!
    Kobieta szła w stronę ruin, do których nawet grupa Amarańskich żołnierzy bałaby się się wejść na sam widok gęstego mroku i jęków straconych dawniej niehonorowo dusz.
    Rivan próbował krzyczeć do niej, ale coś mu nie pozwalało, jakaś moc odjęła mu mowę, kobieta weszła do ruin i zniknęła we mgle.
    Po chwili Rivan upadł na ziemię próbując wykrzesać słowa : Ekir…Ekir…

  • #2401

    Piotr Dobry
    Participant

    Daruj, ale przeczytałem mniej więcej ćwierć.
    Fabularnie mi bardzo nie odpowiada. Nie, nie fabularnie tylko tym, jak to opisujesz.
    Moim zdaniem warto porzucić opisy, porównania itd. Wypadają źle. Porzuć je na jakiś czas i popracuj nad nimi.
    Podobno interpunkcji można się nauczyć. Nie wiem tego, nigdy nie musiałem tego robić. No ale zobacz, że Tobie się to przyda:
    Karczma „Królicza Łapka”, gwar jak zawsze był w niej bardzo głośny, codziennie wielu wędrowców, żołnierzy, [tu!] czy zwykłych obwiesiów, którzy chcieli spokojnie się napić, przybywało zza gór, gdzie leżała Zerania, czy zza Morza Lera, tam zaś znajdowało się Narsum, niekiedy można było dobrze przysiąść z pełnym kuflem żytniej i pooglądać bójki zwykłych pijaków.
    Za ladą stał nikt inny, [tu!] jak karczmarz, który zwykłą szmatką ścierał wylany alkohol z lady, z grymasem na twarzy mył kufle.
    Z rogu gospody dobiegały głośne wrzaski dwóch wędrowców… [tu!] elfa i człowieka.
    Elf był bardzo napity, klaszcząc, śpiewając popijał wódkę, jego przyjaciel był trzeźwy, ale też nie siedział cicho.

    Trzy błędy w pierwszym fragmencie. Dobra, nie jest to przesadnie dużo. Ale w całym tekście robi się tego mrowie.

    Twoje opisy rzeczywistości ranią mnie dziś najbardziej.
    „Karczma „Królicza Łapka”, gwar jak zawsze był w niej bardzo głośny” – gwar nie może być głośny. Głośny może być dźwięk, głos, huk itd., ale gwar może być doniosły, duży, dojmujący itd.
    „przybywało zza gór, gdzie leżała Zerania, czy zza Morza Lera, tam zaś znajdowało się Narsum…” – po co to? Na tym etapie nic nikomu nie mówi, za to straszy tym, że jeżeli nie zapamięta się teraz trudnej nazwy, to w dalszej części się człowiek pogubi. Wprowadzaj nazwy sukcesywnie. A jeżeli już lubisz takie opisy, to pomiń nazwy własne. Napisz o górach i morzu, ale bez ich nazw.
    „zwykłych obwiesiów, którzy chcieli spokojnie się napić, przybywało zza gór, gdzie leżała Zerania, czy zza Morza Lera, tam zaś znajdowało się Narsum, niekiedy można było dobrze przysiąść” – coś tu nie gra. „Tam zaś znajdowało się Narsum”. Tam? Gdzie? To zdanie tu zupełnie nie pasuje; nie wiadomo, do czego je dopiąć. Za morzem jest to Narsum? Czy w tej karczmie?
    „niekiedy można było dobrze przysiąść” – na pewno nie przysiada się dobrze.
    „Za ladą stał nikt inny, jak karczmarz, który zwykłą szmatką ścierał wylany alkohol z lady, z grymasem na twarzy mył kufle.” – karczmarze zazwyczaj są super kultystami chaosu i tak dalej. Ale nawet oni nie potrafią jednocześnie ścierać alkoholu z lady i myć kufli.
    A przy okazji: jakiego wyrazu używa się na ladę w takim miejscu? Na pewno nie lada. Zazwyczaj mówi się na to szynkwas.

    I na koniec: co jest celem Twojego tekstu? Co jest celem dla Ciebie i dla innych?
    Dla wielu innych tym celem powinna być dobra zabawa podczas czytania. Więc nie możesz ich nudzić.
    Kiedy zaczynasz od zaserwowania mi karczmy, opisujesz jakieś krainy, potem pokazujesz karczmarza, to mnie to tak naprawdę ani nie bawi, ani nie obchodzi, ani nie interesuje.
    Zacznij od trzęsienia ziemi!

  • #2402

    Dariusz Pabis
    Participant

    Rozumiem.
    Mam tylko zastrzeżenia co do tego :
    „zwykłych obwiesiów, którzy chcieli spokojnie się napić, przybywało zza gór, gdzie leżała Zerania, czy zza Morza Lera, tam zaś znajdowało się Narsum, niekiedy można było dobrze przysiąść” – coś tu nie gra. „Tam zaś znajdowało się Narsum”. Tam? Gdzie? To zdanie tu zupełnie nie pasuje; nie wiadomo, do czego je dopiąć. Za morzem jest to Narsum? Czy w tej karczmie?
    Jest podane, że zza morza 😀 ( może tylko ja tak widzę).
    Dla mnie jest to poprawnie. (Wiem, że po tym od razu następuje to :”niekiedy można było dobrze przysiąść”, ale w moim mniemaniu nadal jest zrozumiałe, że za morzem znajduję się owa kraina).

    Mam nadzieję, że będziesz tak za rok, kiedy już będę lepszy i wtedy też ocenisz moje zmagania 😉

    PS
    To z karczmarzem ( super kultysta chaosu ), zabawne, w pozytywnym tego słowa znaczeniu 😉
    Pozdrawiam.

  • #2403

    Piotr Dobry
    Participant

    Cześć.
    Mam nadzieję, że będziesz lepszy za miesiąc, a najlepiej za trzy tygodnie. Po co czekać rok?

    Nie pytałeś, a mimo to powtórzę Ci te rady, które mogę uznać za najlepsze dla siebie.
    1. Miej coś do przekazania, a najlepiej niech tym czymś będą: uczucie smutku i akcja. Według mnie takie rzeczy się najlepiej czyta (podobnie jak najlepiej ogląda się półnagie kobiety).
    2. Niech kolejne wydarzenia jakoś się ze sobą łączą, a najlepiej niech łączą się ze sobą bardzo mocno, tj. logicznie (co nie oznacza, że ta logiczność musi być widoczna jak na dłoni).
    3. Trenuj poprzez pisanie rzeczy trudnych (bez względu na ich długość; nie twierdzę, że trzeba pisać, pisać i pisać). Potrenuj opis patetycznej sceny batalistycznej, erotyczną grę wstępną, strach dziewczyny słyszącej odgłos metalowej rury ciągniętej po betonie, wygląd świata oczami czterolatka itd.
    4. To, co zapisałem w punkcie 3., da Ci jedną z najważniejszych umiejętności: zaczniesz myśleć jak ktoś inny niż Ty. Myśl jak ktoś inny/jak coś innego, a nie jak Twoje wyobrażenie o kimś innym.
    5. Czytaj własne teksty. Po pierwsze, jeżeli go przeczytasz, a nie tylko odświeżysz w pamięci, to wyłapiesz błędy interpunkcyjne i wynikające z pisania na klawiaturze. Po drugie, jeżeli przeczytasz na głos dialogi, w dodatku z intonacją albo jakąś manierą, to może się okazać, że bezzębna staruszka nie powinna rzucać hasłami typu „a dajże grosz dla żebrzącej wśród bezdennych kurzymóżdżków” – sens nie ma znaczenia, ale spróbuj to przeczytać bez potknięcia, a potem pomyśl, ile bezzębnych i niewykształconych staruch zdoła tak powiedzieć.
    6. Stań w sytuacji, którą stworzyłeś. Zwolnij na chwilę akcję (nie zatrzymuj) i przejdź się po scenie. Uczyń się niewidzialnym i nie dawaj sobie prawa do ingerowania w scenę. Przyjrzyj się temu, co widzisz. Pomyśl, czy to ma sens, czy osoby tak właśnie zrobią i czy demony tak postąpią. Rozważ, czy stu magów w wieku siedemdziesięciu lat potrafi wyciągnąć rękę do czaru w tym samym ułamku sekundy. Pomyśl, czy super inteligentny demon naprawdę będzie się tłumaczył śmiertelnikowi ze swojego planu tylko po to, aby ten mógł użyć artefaktu i go zabić (demony żyją dłużej niż stu takich, jak on, więc kolejny śmiertelnik jest dla niego jak mucha czy kamyk – nie tłumaczysz się czemuś tak marnemu). Pomyśl, ilu pastuchów zdoła nawrzucać rycerzowi, skoro dokładnie wiedzą, że jeżeli ten ich nie zabije, to co najmniej wychłoszcze, a chłosta oznacza zakażenie i śmierć. I rozważ, czy na pewno każdy (w tym Ty) zareaguje w ciągu chwili, gdy zobaczy nad sobą smoka, spadający samolot, boga, ogniste tornado czy licza (bo ja sądzę, że paraliżujący strach zabije prawie każdego w większości tych sytuacji, a innych zmusi do ucieczki). W końcu uzmysłów sobie, ile masz w głowie, jak mądry jesteś, jak inteligentny, a jak głupi jest wiejski chłopak ganiający z kijkiem: ile myśli przyjdzie do głowy Tobie (i jakiej jakości), a ile jemu (i jakiej jakości).
    7. Nigdy, nigdy, nigdy, nigdy nie nudź czytelnika. Jeżeli masz podejrzenie, że Twój własny tekst jest nudny, to od razu możesz mieć pewność, że jest nudny. Bo obcy nie będzie patrzeć na to z sentymentem.
    8. Myśl. Pomyśl na przykład o strachu. Czy magiczna burza piaskowa z wyładowaniami, w której coś ryczy jest dla Ciebie straszna? Straszna będzie wówczas, gdy będzie tuż przed Tobą, prawda? Będzie obojętna, gdy będziesz 2000 kilometrów dalej. I będzie obojętna, gdy Cię uśmierci. Ale czy szalejąca o krok od Ciebie burza będzie tak samo dojmująca dla czytelnika? Czy zdoła odczuć Twoją trwogę? Tak, jeżeli przekonasz go, że to realne zagrożenie dla Twojego bohatera. I na pewno nie, jeżeli przydarzy się głównemu bohaterowi w połowie powieści – przecież i tak przeżyje, a jest mało prawdopodobne, że powołałeś burzę tylko po to, aby ucięła bohaterowi rękę czy nogę. Oczywiście burza może zabić jego towarzysza i pojawi się smutek (o ile dobrze to opiszesz). Ale sama burza jest zawsze neutralna. Demon jest neutralny. Wojna jest neutralna. Dla czytelnika to są rzeczy obojętne tak długo, jak długo nie będą stanowić prawdziwego zagrożenia dla głównych bohaterów.
    Dlatego Indianę Jonesa, Larę Croft, Niezgodną i wiele, wiel innych filmów przygodowych ogląda się po prostu jak zlepek wydarzeń neutralnych lub zabawnych. Nie wzbudzają emocji typu strach czy smutek, bo przez cały film żadna przygoda nie stanowi realnego zagrożenia i widz o tym dobrze wie. Zlepek przygód pozostanie zlepkiem przygód.
    9. Zaczynaj obmyślanie fabuły od zakończenia, a dopiero potem dobuduj bohatera i przygody. To nie jest sztywna reguła, ale według mnie jest najprostsza i najlepsza. Nie trzymaj się szablonu: jeżeli uznasz po 2 dniach, że jakaś przygoda nie pasuje, to zapomnij o niej. Jeżeli stwierdzisz, że Twój ukochany bohater nie pasuje to połowy przygód, to zmień bohatera. Jeżeli masz lepszy pomysł, to go zapisz. Jeżeli znalazłeś świetne rozgałęzienie dla pomysłu, to go zapisz i użyj.

  • #2404

    Dariusz Pabis
    Participant

    Dziękuję za wskazówki.
    A nie wiem czemu rok. Tak po prostu palnąłem, nie myślałem nad szybszym doszlifowaniem umiejętności 😀
    Mam dopiero 17 lat więc jeszcze dużo mogę się nauczyć.
    Nie myślałem nad tym tak ja Ty, gdy wstawiłeś te podpunkty.
    Tak naprawdę o niczym nie myślałem, kiedy pisałem powieść, leciałem na żywioł (może to mnie zgubiło).
    Mniejsza z tym, dzięki jeszcze raz za wskazówki.
    Do zobaczenia ;).

  • #2405

    Dariusz Pabis
    Participant

    Mam jeszcze jedno pytanie.
    Mianowicie, czym zamienić te przeskoki jeżeli kończy się akcja w danym miejscu? 😛

  • #2406

    Piotr Dobry
    Participant

    Czasami da się czymś zastąpić, a czasami nie.
    Rozumiem, że mówimy tu o sytuacji, w której następne wydarzenia dzieją się w innym czasie i/lub w innym miejscu.
    Nie zastępuj niczym, ale graficznie przedstaw to, że skończył się jakiś rozdział.
    Ja na ogół robię tak:

    ***

    Czasami tak:

    *****

    Czyli jest „enter”, nieparzysta (u mnie, ale to obojętne) ilość asterisków i kolejny „enter”.

    U Ciebie:
    a) młody chłopak omdlał. I tu kończy się jakaś część (bez znaczenia, że ma np. 10 wierszy). Więc kończysz ją w wyżej opisany sposób. Ale kolejnej już nie zaczynasz tak, jak u Ciebie, czyli „Obudził się dopiero w sierocińcu „Złote Serce” gdzie opiekowały się nim…”, tylko tak, jakby czytelnik skończył czytać poprzednią część kilka dni temu. Więc nie ma odniesień do poprzednich zdań. Wyglądałoby to mniej więcej tak:
    „Wydawało mu się, że jest w niebie albo innym miejscu, gdzie trafiają martwe dzieci z opowieści wiejskich babek. Najpierw zobaczył piękną twarz, twarz kobiety. Biło z niej tak wiele dobra i współczucia… I gdy już prawie uwierzył, że ta chwila będzie wieczna, obraz jakby się wyostrzył; nachylała się nad nim najprawdziwsza elfka, istota tak samo prawdziwa, jak śmieszny ludzik na końcu tęczy albo straszny potwór w pudełku starego i głupiego Arszwalda. Słowa takie, jak „sierociniec”, „kapłanka”, „bezpieczny” docierały do niego z bardzo daleka, jakby ktoś krzyczał w czasie ulewy, chcąc zagłuszyć pioruny.
    Piorun! Huk! Pożar! W jednej chwili wróciły do niego wspomnienia…”,

    b) chłopak zasnął. U Ciebie jest nielogiczna ciągłość tekstu: „Potem w sierocińcu pojawił się czarodziej, po jego pewnych choć ciężkich ruchach…”. A powinno być na przykład:

    *****

    Wydawało mu się, że od jego przybycia do tego pamiętnego wieczora, gdy spotkał „jego” minęło dwadzieścia dni. Półelfki, które w sierocińcu przygotowywały jedzenie, znały chyba tylko kilka przepisów, bo po różowym gulaszu z kurczaka była zawsze zupa z kwaśnych owoców i trawy, po niej podejrzana papka z jakiejś ryby, następnego dnia pajda chleba i mleko z miodem, później kolorowe warzywa w sosie, którzy przypominał gluty i do którego zawsze rzygał Welten – chłopak, który nigdy nic nie mówił, a potem…, a potem znowu gulasz.
    Dzisiaj milczący chłopak z brzydką blizną na policzku znowu narzygał do warzyw w sosie z glutów, a niedługo po zachodzie słońca ujrzał przez moment w korytarzu „jego”. Kolorowe szaty przywodziły na myśl dekoracje jarmarczne, a zapach ziół sprawiał, że…” I coś tam dalej.

    W pierwszym fragmencie masz trzy takie niespójne kawałki. Wcale nie muszą i nie powinny się łączyć. Wizualnie pokażesz, że jest jakiś przeskok: w czasie albo przestrzeni (bo nie musisz w nowej części pisać o tym samym bohaterze), a dalszy ciąg opowieści będzie jak ta sama bajka, tylko opowiadana dziecku następnego wieczora (kiedy nic albo prawie nic nie pamięta z tego, co było wczoraj).

  • #2407

    Dariusz Pabis
    Participant

    Dzięki wielkie za pomoc. 😀

  • #2414

    Dariusz Pabis
    Participant

    Kiedy robię te gwiazdki :D, to tworzy się dziwna linia, to normalne? 😛

  • #2415

    Piotr Dobry
    Participant

    Dariuszu, ale to już nie jest temat dotyczący pisania, tylko obsługi Worda/OpenOffice’a.

    1. Nie pokazuj innym tak dalece posuniętej bezradności. Czytelnik dojdzie do wniosku, że koresponduje z kimś wyjątkowo zielonym bądź żerującym na cudzym czasie. Skoro możesz coś sprawdzić w Google i efekt będzie tak samo dobry, to sprawdzaj w Google.
    2. Gwiazdki nie zamieniają się w linię zawsze i wszędzie. Np. w tym edytorze, na tej stronie nie zamieniają się. Zamieniają się w linię w niektórych edytorach tekstu. U mnie zawsze działa kliknięcie strzałki „wstecz” po tym, jak gwiazdki przekonwertują się na linię.
    3. To nie muszą być gwiazdki. Czytaj, a zobaczysz, że jedni robią „&&&&&”, inni „*****”, a jeszcze inni „<<<>>>”. Ty jesteś autorem i masz dowolność. Możesz również oznaczać kolejne numery rozdziałów, np. „I”, „II”, „III”, ale albo musisz je liczyć, albo odpowiednio ustawić arkusz, w którym piszesz.
    4. Zupełnie prywatnie: kiedy widzę, że ktoś zgłasza się do mnie z pytaniem zapisanym tak, jak Ty to zrobiłeś, czyli z emotkami w środku, to mam mieszane uczucia z tendencją do tych negatywnych. Kojarzy mi się to z z typowym wpisem z Facebooka.

  • #2416

    Dariusz Pabis
    Participant

    Rozumiem. Tak już mam z emotkami, lubię je.

  • #2635

    brioszka
    Participant

    Cześć Dariuszu,
    będę komentować. Nie zrażaj się i mam nadzieję, że potraktujesz to jako subiektywną, życzliwą opinię, a nie złośliwy atak. Plusy są takie, że przeczytałam całość i nie usnęłam, nie pokręciło mnie i nawet bym poczytała więcej. Posługując się wytartymi schematami stworzyłeś dopuszczalne postaci. Coś się dzieje, prędzej skołujesz czytelnika niż się zasiedzisz w jednym miejscu, scenerii.

    Dobra, a teraz trochę nieprzyjemności.
    Opis katastrofy/wybuchu, który zabił matkę Rivana, ma trzy słowa. Opis zabawy w piasku jest dłuższy! A to mogłoby być ciekawe, plastyczne. Poza tym łatwo przeoczyć spiritus movens powieści.
    Jak wygląda połamany krzyż i to w dodatku w formie blizny? Nie masz chyba na myśli pacyfki? (A może zostawimy bliznę na czole panu Potterowi? Masz całe ciało na znaczenie szczególnymi śladami katastrofy, którą bohater przeżył cudem, tracąc rodzinę..)
    Kapłanka obmacała dziecko oliwą o zapachu szałwii. Czy tylko dla mnie brzmi to jak podstawa ścigania jej z artykułu 200 kk?
    Wyrzuciłabym zbędne „jakby”. Nie idzie się „jakby na czworakach” nie ma koloru „jakby hebanowego”, nie zapada się w „jakby letarg”.
    Opis twarzy Ekira. „Gładkie jak u elfa rysy, ale pociachane pazurami, jaskrawa cera, podkrążone oczy od alkoholu… ocierał twarzą o poduszkę z białą poszewką.” Co to ma znaczyć? A podkrążone oczy nie są skutkiem spożycia alkoholu, zmęczenia raczej, ew. kaca ale na to za wcześnie.
    Ostatnia scena. Nie widzę piękna tej kobiety. To, że włosy są brązowe jak dęby, nie znaczy że są majestatyczne, a tak można by to zrozumieć. Widziałeś kiedyś majestatyczne włosy? Mogłabym się tak czepiać każdego słówka, ale to nie ma sensu. Znajdź kobietę, którą uważasz za piękną. Może być zdjęcie. I się pogap przez chwilę. A potem opisz to, co widzisz, co na Ciebie działa. Tak, ciało też. Jestem pewna, że stać Cię na więcej niż „gładka buźka”,”ostre rysy” i czerwone usta.
    Po drugie, udowodnisz, że gapienie się na piękną kobietę nie czyni mężczyzny zboczeńcem.
    Czasem wrzucasz bardzo osobowe, bardzo potoczne wstawki. Może to Twój zamysł, może chcesz takiego komentującego narratora. A może zapomniałeś usunąć własne notatki z właściwego tekstu. Mi się to nie podoba, ale to moja opinia.
    Strasznie pędzisz, byle dalej. Z jednej strony nie nudzisz, i to dobrze. Z drugiej – akcja może być wartka, ale powinna być także dobrze namalowana słowami.

    Jest tak sobie. Ale będzie lepiej, jeśli nie odpuścisz. W skali od 1-10: 4. Ale w skali „mam 17 lat i pisałem w przypływie weny”… dwa elfickie łuki z cedru i nożyk na zachętę.

  • #2912

    Dariusz Pabis
    Participant

    Dawno tu nie zaglądałem. Nie sądziłem nawet, że ktokolwiek jeszcze wypowie się na temat mego, można by rzec przestarzałego, fragmentu.
    Dziękuję za Twą krytykę oraz kilka wskazówek dotyczących pisania. Niewątpliwie przydadzą mi się.

You must be logged in to reply to this topic.