Home Forum Twórczość spiskowców ćwiczenie pierwsze

This topic contains 1 reply, has 2 voices, and was last updated by  Licho 4 months, 1 week ago.

  • Author
    Posts
  • #2768

    brakagata
    Participant

    Kornel przedzierał sie przez pole bitwy ze zwierzęcym instyktem, Ramię w ramię z kompanami. Czuli, że wróg jest bez szans. Ze wszystkich stron parli na zbrojownię.
    Kule sie ich nie imały. W pełnym ostrzale szli naprzód. Dumni z podniesionymi głowami.
    Huk wystrzeliwanych naboi, świst przelatujących kul, krzyki z każdej strony, skowyty bólu i rozpaczy zdawały się tworzyć niezwykle spójną symfonie. Wprawiony słuchacz był w stanie wyłapac najsubtelniejsze ledwo słyszalne szepty- modlitwy, błaganie .Kornel czuł, że to on trzyma batute.
    Przed nim szedł niezwykle zuchwałym krokiem Bruno.
    Odwracał się co rusz do Kornela, a to puścić oczko, a to rzucić żartem.Obaj wyrózniali sie nadzwyczajną odwagą i zapałem. Wielu wierzyło i była to prawda, że swą siłę w głównej mierze brali z łączącej ich przyjaźni. Pierwszego dnia misji, kiedy przeszłość została stracona, droga wydawała się być niemożliwa do przejścia, a cel nieznany rozsądnym było znalezienie kompana. Kornel z natury stał z boku. Bruno od razu skupił grupę wokół siebie. Spojrzał na Kajetana i wiedział,że nie w owcach szukających pasterza znajdzie wsparcie, a w tym jednym wilku.
    Trasa oddziału ustalona przez Generała, była dla chłopców tak samo nie znana jak sam dowódca. Mniej lub bardziej umyślna zmiana kierunku oddalała ich od zbrojowni-miejsca ostatecznej bitwy. Błądząc po dzikich terenach czuli się mniej zagubieni niż kiedy przybliżali się do przeznaczenia.
    Kilometry dzielące od celu były te same, a jednak droga która przeszli była znacznie dłuższa. Nowe przeszkody łudząco przypominały stare, nie przerażając jak za pierwszym razem.
    Przestali zbaczać z trasy bo droga która prowadziła do obozu wroga była coraz prostszsa.
    Rzekę którą wcześniej próbowali obejść znali już na tyle, że spłyneli nurtem.
    Byli ostatnią jednostką, pozstali czekal. Plan był inny.

    W Zbrojowni trzy oddziały stacjonowały od miesięcy. Powodem była wiadomość zaslyszana na obcych falach radiowych o planowanym ataku. Początek był wyjątkowo emocjonujący. Obfitował w wyobrażenia o wojnie, deklaracje okrucieństwa wobec nieznanego wroga. ćwiczenia z czyszczenia broni zawieranie nowych przyjaźni.
    Z czasem wrogość do nieproszonego, ale jakże oczekiwanego gościa wzrastała wprost proporcjonalnie do spóźnienia.Pojawiały się pogłoski, że widziano , że słyszano. Znajomości zacieśniały się czas upływał na rozmowach głównie o przyszłości, również kobiet, ulubionych potraw. Domowych pupilach i dalekich krajach. Kiedy przedyskutowano już kwestie sensu istnienia, zaczęto nieśmiało poruszać kwestie sensu czuwania.
    W kompleksie budynków mieszczących liczną lecz średnio wykwalifikowaną armię, głównie mlodych chłopców, opadł entuzjazm rozmowy ucichły ćwiczenia były wyćwiczone i tylko biały szum radia wrzechobecny jak powietrze, coraz żałośniej krzyczał o braku jakichkolwiek informacji.
    Sytuacja w której znależli się żołnierze każdego kolejnego dnia była obdzierana z sensu.
    Za absurdem szedł dowcip wędrujący z ust do ust. kiedy ucichły chichoty, i armia pogrązyła się w ciszy, zaczęła narastać myśl która pchała sie na usta wszystkich a powiedział jeden:
    „jak brzmiała treść wiadomości?” ludzie starali sobie przypomnieć, naprawde próbowali, nie mogli, „kto słyszał tę wiadomość w tym przeklętym radio ?” nikt, jeden człowiek którego nie było tu dnia ani przed wiadomością ani po wiadomości.
    „Jak przyjdą to powiedzcie, żeby poczekali bo jestem w domu” Powiedział chłopiec, wstał z podłogi i poszedł do wyjścia. reszta wpierw niedowierzając po chwilii zaczęła żywo dyskutując o możliwych konsekwencjach,czasie który tu spędzili i niczym klocki domina jeden po drugim zaczeli wstawać i kierować sie do wyjścia. Tłum zaczął sie wylewać. nabierać na sile jak fala. Niestety napotkała opór, tył nie wiedział co się dzieje, przód ten opór stawiał wracając do środka
    „Oni tu są!” „Do broni!”
    Byli bezbronni. Przeznaczenie na które czekali, zaskoczyło ich.
    Przeciwko wielomiesięcznym ćwiczeniom, obietnicą męstwa , zbiorowości wiary w jedność ze wszystkich stron wyszli dumni, skoncentrowani doświadczeni drogą dojrzali mężczyźni.
    Kul wystrzelonych w gości była ilość planowana, żadna nie przymierzona.

    Bruno i Kornel szli niezmordowani, będąc u celu którego znaczenia nie rozumieli, tak ich poprowadziła trasa. bitwa była krótka.

    -nam kazali iśc, im kazali czekać – Kornel powiedział bezradnie do Bruna
    -czasami dobrze zabłądzić, a jeszcze lepiej się spóźnić.

  • #2808

    Licho
    Participant

    Powiem szczerze, że nie mam ani serca do tekstów wojennych, ani doświadczenia. Jednak z porad innych korzystałam, a tutaj ostatnio cisza, więc wypada wspomóc koleżankę(wnioskuję z nicku zakończonego na „a”, więc jakby co to przepraszam).

    Najpierw krótko o fabule(na ile da się o niej mówić, w takiej krótkiej scence): Mamy opis dwóch grup z której jedna broni zbrojowni, a druga atakuje, walki między nimi, a także tego co się działo przed walką.
    Przed walką jedna grupa czas jakiś(piszą tu że miesiące, ale zaraz powiem czemu to nie do końca jasne) błądziła po lesie, druga siedziała na zadkach. Ta siedząca opisana jest jako dzieciaki, nie biorące wcześnie udziału w żadnej wojnie, dopiero na miejscu odbywające ćwiczenia. Dzieciaki pozbawione dowódcy, to znaczy jakiś był, ale im nieznany. Wnioskuje że dowódca który wysłał tutaj część podległych mu oddziałów, możliwe że zaraz po tym jak ich pobrano do wojska. Z powodu komunikatów, że ktoś uderzy na zbrojownię. Zbrojownia stoi w jakimś lesie i nie wydaje się by byli tam jacyś miejscowi, broni też tam chyba nie ma
    „Byli bezbronni. Przeznaczenie na które czekali, zaskoczyło ich.”
    Przynajmniej tak rozumiem to zdanie. Po co im więc kazano bronić to nie wiem. Brzmi mi to podejrzanie podobnie jak następne fragmenty:
    „Kul wystrzelonych w gości była ilość planowana, żadna nie przymierzona. ”
    Ktoś planował ilość kul
    „-nam kazali iśc, im kazali czekać – Kornel powiedział bezradnie do Bruna”
    Ci sami ktosie jednym kazali iść a drugim czekać?
    Brzmi to wszystko jak gra wojenna podczas której z niewiadomych powodów wyrżnięto część rekrutów.
    Zwyczajnie jest podejrzane to że z chłopcami nie wysłano żadnego doświadczonego dowódcy, że kazali im nie wiedzieć po co czekać na atak na jakieś zadupie, że nikt nie wie co, gdzie i jak.Niema nic o tym kto atakuje mimo że chyba takie wiadomości dość szybko się roznoszą, nie ma organizacji, dowódcy wyparowali po wydaniu początkowych rozkazów.

    I tyle moich domysłów oraz wrażeń z fabuły. Nie mam szczerze mówiąc pojęcia co kto i dlaczego. Wszelkie emocje utopiły się w ogólnikach. Czy można czuć coś do chłopów którzy:”Obaj wyrózniali sie nadzwyczajną odwagą i zapałem.” Gdy się nic nie wie o okolicznościach tego wyróżniania się?

    Kilka cytatów:
    „Kornel przedzierał sie przez pole bitwy ze zwierzęcym instyktem, Ramię w ramię z kompanami.”
    Ze zwierzęcym instynktem, znaczy próbował się ukryć w jakiejś norze, czy obsikiwał mijane drzewa? A może to pole bitwy miało zwierzęcy instynkt? Nie podoba mi się ta część zdania, jest mało obrazowa, częściowo chyba z winy tego wytartego sformułowania. „Ramię” jest po przecinku w tym samym zdaniu, więc z małej litery.

    „Kule sie ich nie imały. W pełnym ostrzale szli naprzód. Dumni z podniesionymi głowami.”
    Dlaczego się nie imały? Pomijając kolejne wytarte sformułowanie(czy tak się jeszcze pisze na poważnie? Bo jak pisałam raczej się nie znam na książkach z tej dziedziny), skoro szli w ostrzale, to raczej była szansa że oberwą. W te podniesione nie wiedzieć po co głowy. Więc raczej durni byli nie dumni.
    „Wprawiony słuchacz był w stanie wyłapac najsubtelniejsze ledwo słyszalne szepty- modlitwy, błaganie”
    Musiał by raczej być blisko błagających, dźwięki ciche są chyba zagłuszane przez głośne, a nie trwają obok nich?
    „Kornel czuł, że to on trzyma batute.”
    Czemu, przecież tylko idzie?
    „Spojrzał na Kajetana i wiedział,że nie w owcach szukających pasterza znajdzie wsparcie, a w tym jednym wilku.”
    Wcześniej była mowa o Kornelu. to to samo imię? Wilki to zwierzęta silnie stadne, chętnie słuchające silnego przewodnika. Jak już to trzeba uściślić że to samotny wilk. Chociaż to znowu wyświechtane sformułowanie.

    „Trasa oddziału ustalona przez Generała, była dla chłopców tak samo nie znana jak sam dowódca. Mniej lub bardziej umyślna zmiana kierunku oddalała ich od zbrojowni-miejsca ostatecznej bitwy. Błądząc po dzikich terenach czuli się mniej zagubieni niż kiedy przybliżali się do przeznaczenia.”
    Ten Generał idzie z nimi? Bo wtedy by go chyba poznali przez te kilka miesięcy? No i by nie błądzili. Więc, wysłał ich z mapą? Też nie bo nie znali trasy. Nie wiem za bardzo co się tu dzieje.

    „Kilometry dzielące od celu były te same, a jednak droga która przeszli była znacznie dłuższa.”
    Te same jak co? Nie rozumiem tego zdania. Podejrzewam że chodzi o to, że szli okrężną drogą, ale pewna nie jestem.
    „Rzekę którą wcześniej próbowali obejść znali już na tyle, że spłyneli nurtem.”
    Czyli mam rację, w kółko się kręcili.
    „Byli ostatnią jednostką, pozstali czekal. Plan był inny.”
    Inny od czego, w tych dwóch zdaniach, to już niczego nie rozumiem.

    „Znajomości zacieśniały się czas upływał na rozmowach głównie o przyszłości, również kobiet, ulubionych potraw.”
    Przyszłości kobiet i ulubionych potraw?

    „„kto słyszał tę wiadomość w tym przeklętym radio ?” nikt, jeden człowiek którego nie było tu dnia ani przed wiadomością ani po wiadomości.”
    Co? Jeden człowiek nie związany z armią kazał im ruszyć, więc armia wyruszyła? To w końcu ktoś z góry postanowił, czy oni postanowili na podstawie niepewnej wiadomości? To coraz bardziej wygląda jak armia kierowana przez dzieci.

    „,czasie który tu spędzili i niczym klocki domina jeden po drugim zaczeli wstawać i kierować sie do wyjścia.”
    Klocków domina idących ku wyjściu, nie widuje się codziennie.

    „Byli bezbronni. Przeznaczenie na które czekali, zaskoczyło ich.”
    Czemu bezbronni? Byli wyćwiczeni i w zbrojowni. Swoją drogą pięknie się tamci wstrzelili w moment.

    „Przeciwko wielomiesięcznym ćwiczeniom, obietnicą męstwa , zbiorowości wiary w jedność ze wszystkich stron wyszli dumni, skoncentrowani doświadczeni drogą dojrzali mężczyźni.”
    Po kilku miesiącach których żaden z oddziałów nie hibernował, jedni to chłopcy, a drudzy dojrzali mężczyźni. Różnica wieku musiała być już na starcie. Mówisz zdaje się, że tamci wygrali z powodu doświadczenia. Ale doświadczenia czego?
    Nic nie słyszymy żeby z kimś walczyli po drodze, zdaje się głównie idą i to w kółko, pewnie też polują dla zdobycia żywności,. Mam wątpliwości czy silne nogi i zdolność zakładania sideł robi aż taką różnicę. Zwłaszcza że tamci przecież poświęcili te kilka miesięcy na treningi.
    No i byli zmęczeni drogą. Albo to albo tamci nie wystawiali wart, co powinni robić choćby i z rutyny i przegapili moment kiedy wróg założył im obóz pod oknami.

    „Kul wystrzelonych w gości była ilość planowana, żadna nie przymierzona. ”
    Znowu nie rozumiem zdania. Znaczy rozumiem: kule mieli czyli jednak nie byli bezbronni, chyba że planowana ilość to zero. Żadna nie przymierzona czyli na ślepo strzelali? Treść niby pojmuję, ale jak to się ma do kontekstu?

    „Bruno i Kornel szli niezmordowani, będąc u celu którego znaczenia nie rozumieli, tak ich poprowadziła trasa. bitwa była krótka.”
    A powinni być zmordowani drogą, zdezorientowani bo przecież nie rozumieli celu, zniechęceni świadomością że chodzą w kółko itp.

    „-nam kazali iśc, im kazali czekać – Kornel powiedział bezradnie do Bruna”
    No i ja też się czuję bezradna. kto kazał, dlaczego, specjalnie czy nie i o co walczą?
    „-czasami dobrze zabłądzić, a jeszcze lepiej się spóźnić.”
    Zabłądzili czy tak ich Generał prowadził? Tak dobrze się spóźnić, dając wrogowi czas na przeszkolenie wojska i zebranie posiłków(Kilka miesięcy! Co się w tym czasie działo na innych frontach? Brzmi trochę jakby tam innych frontów nie było.)? I co w sumie zrobią z tym terenem? Przecież jak wieść o tej masakrze się rozejdzie, to wyślą lepszych żołnierzy do odbicia go. Chyba że to naprawdę jakieś postapo i wszystko co miały obie strony, to te armie dzieci.

    Tyle z mojej strony, jeśli zdecydujesz się jeszcze coś wrzucić, to też się postaram przeczytać. Na razie trudno mi wydać jednoznaczną opinię(zwłaszcza że nie mój dział), bo nie wszystko co się tam zdarzyło rozumiem.

You must be logged in to reply to this topic.