Projekt Antyutopia, czyli czemu wyszło jak zawsze

W niedzielę nie miałem okazji oglądać na bieżąco transmisji z ogłoszenia wyników konkursu Projekt Utopia. Byłem zbyt zajęty. Obejrzałem pobieżnie na drugi dzień rano. I oczywiście, jak chyba wszyscy, odebrałem zdarzenie jako pokaz niezręczności. Napisałem kilka uwag na profilu facebookowym Spisku, sugerując przy okazji, że przecież organizatorzy nie są nieuczciwi, ani nie mieli nic złego na myśli. Po prostu nie umieją w Public Relations, a popularność konkursu spektakularnie ich przerosła.

Coś mi jednak nie dawało spokoju, więc w końcu wygospodarowałem czas, żeby przysiąść do transmisji i obejrzeć ją uważnie. Dopiero wtedy mnie oświeciło.

Wiecie co? Wszyscy zostaliśmy oszukani

„Liczymy na całkowite zaskoczenie! Chcielibyśmy przeczytać opowiadania, które proponują rozwiązania, które nie przyszłyby nam nigdy do głowy. Perspektywy, z których nikt jeszcze nie patrzył.”

To odpowiedź Mateusza Mielczarka, przedstawiciela Projektu Utopia, na moje pytanie „Czego spodziewacie się po tekstach konkursowych?”. Spodziewali się zaskoczenia. Tak przynajmniej to brzmiało przed zamknięciem naboru. Podczas transmisji usłyszeliśmy jednak co innego.

„Rozczarowałem się, że te wizje pokazywały więcej problemów niż rozwiązań”

Mówił Mariusz Truszkowski, zniechęcony tym, że jeszcze nie żyje w przyszłości – i że autorzy wielu nadesłanych prac też jeszcze nie żyją.

„To jest smutna wizja”

Ubolewał Marcin Beme, ponieważ musiał przeczytać coś, czego się nie spodziewał.

„Wielokrotnie przestudiował to, co jest napisane na stronie i w stu procentach to zrealizował”

Powiedziała z uznaniem Maria Kula o jednym z opowiadań, które zostało wyróżnione.

Rzeczywiście, jury spodziewało się czegoś zaskakującego. Ale nie za bardzo. Nie aż tak, żeby im się nie mieściło w głowach. Więcej, oczekiwali czegoś, co od początku im w głowach gościło – radosnej wizji przyszłości, najlepiej odpowiadającej na pytanie: „Rozwój technologiczny czy eko-życie, którędy wiedzie droga do zbawienia?”.

Inaczej mówiąc, wcale nie chodziło o nową perspektywę, która zmusiłaby jury do myślenia. Chodziło tylko o to, żeby wpasować się w klucz.

Szkoda, że od początku nie przyznali, że szukają ghostwritera, który najpierw pozna ich myśli, a później w ciekawy sposób je przepisze.

Utopia to banał

Wiecie, stworzenie takiej utopii, jakiej spodziewali się organizatorzy, jest bardzo proste. I prawdopodobnie dlatego mało kto rzeczywiście się nad taką wizją pochylił.

Czego chcą ludzie? Mieć pełną lodówkę. Nie przemęczać się – ale jednocześnie mieć pracę, która z kolei ma znaczenie. Mieć partnera lub partnerkę. Mieć zdrowe dzieci.

Chcą, żeby sąsiad im nie warczał zza płotu. Chcą, żeby było ładnie, cicho, porządnie, i żeby na ulicach nie spali bezdomni. Chcą jeszcze kilku sympatycznych rzeczy, na przykład zapachu sosen na podwórku, albo dobrego widoku na zachody słońca, albo wycieczki na Malediwy.

Chcą świata, który już mają. A przynajmniej – którego na co dzień doświadczają ludzie bogaci. Oto utopia na miarę Polski. Czy mamy się teraz zastanawiać, jaka jest najkrótsza droga do tego raju biurowej klasy średniej? To było prawdziwe kryterium oceny? Pisanie o tym jest uwłaczające, bo to nie jest wizja przyszłości – to wizja teraźniejszości na resorach. To już jest. Ba, to już było.

Co więcej, gdyby ta utopia była warta świeczki, nie potrzebowalibyśmy innej. Nie mielibyśmy też katastrofy klimatycznej, pełzającego kryzysu ekonomicznego, rosnących nierówności i wykluczenia. Nie ujawniałyby się też cienie naszej zbiorowej podświadomości – nie wracałoby widmo totalnej inwigilacji, nie groziłyby nam rządy uzurpatorów. No po prostu faktycznie zmierzalibyśmy do sielanki. Ale nie zmierzamy. Idziemy prosto w ciężkie czasy i nawet nie zauważyliśmy, kiedy to się stało.

W tej chwili nikt nie potrzebuje takiej utopii, jaką chcieliby zobaczyć organizatorzy konkursu. Nikt się nią nie przejmie. Nikomu taka utopia nie pomoże przetrwać Apokalipsy.

Tak rozumiana utopia to w najlepszym razie narzędzie wojny ideologicznej, a w najgorszym, pożywka dla fake newsów i wylęgarnia trolli.

Utopia to nie byle banał

Prawdziwa utopia to nie „wizja przyszłości”, ani „droga do postępu”, ale nadzieja. Utopia jest tym, co czujesz, a nie tym, co wiesz na pewno – a już tym bardziej, nie jest tym, co sobie ktoś wymyślił i próbuje wcisnąć pozostałym małpom ze stada.

Utopia to przyszłość, za którą warto cierpieć.

Utopia to Twoje dzieci, o które dbasz bardziej, niż dbano o Ciebie. Utopia to biznes lub aktywność, dzięki którym rzeczywiście zmieniasz swoją i cudzą rzeczywistość. Utopia to współczucie dla obcych. Utopia to odwaga mówienia swojej prawdy w świecie forsującym wspólne kłamstwo.

Utopia to powód do poświęceń, realny i namacalny – choć każdemu prezentujący się inaczej. Wynikający z serca, a nie z głowy. Z tego, czego potrzebujesz, a nie z jakiejś cholernej wizji, którą ktoś inny sobie wydumał.

Taka utopia pomaga przetrwać ciężkie czasy. Więcej, właśnie w ciężkich czasach widać ją najwyraźniej – i dlatego najłatwiej pisać o niej „mroczne” historie.

Ten konkurs mógł być świetną okazją do tego, aby odkrywać utopię w jej wielu wymiarach. Mógł być odpowiedzią na pytanie „czym dla Ciebie jest utopia”. Co daje Ci nadzieję? Co sprawia, że Twoje cierpienie ma sens?

Ale wiadomo – wyszło jak zawsze.

To jest nie na temat!

Niestety, organizatorzy mają kryteria „od – do”, w których pomysły na utopię muszą się zmieścić, a więc biada, jeśli piszesz o jakichś smutach. Ba, jeśli piszesz o smutach, to nie ma nawet znaczenia, czy piszesz z sensem, czy nie – wszystko jest równie bezużyteczne.

Pozwolę sobie upublicznić opowiadanie, które sam wysłałem na konkurs. Jest o smutach. Jest też o utopii – w sumie nawet na kilku poziomach znaczenia. I, naturalnie, jest „nie na temat”.

Oto ono

Opowiadanie wyszło przyzwoicie, więc prawdopodobnie dobiło się do tych 10 tekstów, które jury przeczytało na koniec. O ile tak było, jestem pewien, że jurorzy swawolnie obgadali je na wizji – od momentu, kiedy Maria Kula stwierdza, że jest literacko spoko, ale zupełnie i absolutnie nie na temat, później wszyscy żałują, że takie mroczne i psuje marzenia o eko-wioskach, a na koniec Marcin Beme osądza, że to musowo gotowiec (tonem zdradzającym niewiarę, że można im było wysłać coś AŻ TAK BARDZO nie na temat).

Sami oceńcie, czy faktycznie nie ma w tym opowiadaniu utopii.

Udostępniam je jednak nie po to, żeby się pochwalić, ale żeby dać wyraźny przykład, czego organizatorzy nie rozumieją. Prawdopodobnie większość autorów startujących w konkursie poszła za intuicją w podobną stronę, co ja. Ba, wręcz idę o zakład, że tak było, a ich dzieła trzeba interpretować po kluczu „utopii jako tego, co czujesz” i „utopii jako nadziei”, a nie „utopii jako sielankowej wizji”. Nikt nie wierzy w sielankowe wizje. Nie teraz, kiedy stoimy u progu najgorszych czasów od ostatniej wojny. I nie po tym, jak cały XX wiek spędziliśmy na rozmontowywaniu konceptu „świetlanej przyszłości”. Za to wszyscy wierzą w nadzieję, bo inaczej po prostu popełnilibyśmy zbiorowe samobójstwo.

Jurorzy tego jednak nie pojęli. Podczas transmisji wyglądali na autentycznie zdziwionych, że tylu ludzi nie trafiło w ich wąskie gusta. Zamiast zastanowić się nad przyczyną, woleli ogłosić – cóż – porażkę konkursu. Bo tak to w sumie brzmi. Nie widzą, że trzymają w rękach złoto. Dosłownie: wycinek zbiorowej duszy. Duszy, która krzyczy o bólu i o poszukiwaniu wyjścia. Zamiast skorzystać z tej informacji, szukają magika, który zaczaruje słowami rzeczywistość i sprawi, że czytelnicy zaczną się przejmować czymś, czym się nie przejmują. To jest arogancja – dokładnie ten jej rodzaj, który najpierw sprawia, że przegrywasz, a później, że obrażasz się na świat, bo ta wtopa to na pewno nie Twoja wina.

Czyli jak zwykle. Mieliśmy konkurs, który wzbudził nadzieje, który pobudził kreatywność rekordowej liczby uczestników, który mógł być początkiem dyskusji o nowej utopii. A później się okazało, że właściwie nikogo nie obchodzi, co te 727 osób miało do powiedzenia.

41 komentarzy do “Projekt Antyutopia, czyli czemu wyszło jak zawsze”

  1. A jednak coś się udało. Blisko setka autorów opowiadań konkursowych skrzyknęła się w grupie na FB. I zamierzają działać dalej.
    Nazwa grupy to Utopieni w Utopii.

  2. Ja bym dodał jeszcze jedną rzecz do tych rozważań o utopii. Mianowicie, każda utopia jest opowieścią o tym, czego nie ma i czego brakuje. Czyli opowiadanie samych pozytywnych rzeczy mija się z celem, bo nie pokazujemy tego braku. Jakiś sens może miałaby koncepcja „łączymy utopię z dystopią”, czyli pokazujemy brak, a później pokazujemy jakąś drogę wyjścia. Ale to też byłoby dla jury nie na temat.

    1. Myślę że organizatorzy tak sobie wyobrażali to, co dostaną – że to będą opowieści pokazujące to, co może być, ale budzące tęsknotę poprzez fakt, że tego nie ma. Moim zdaniem to szalenie naiwne. Już pominę, co wspominałem wcześniej, czyli że takie opowieści teraz nikomu nie pomogą. Najgorsze jest to, że ludzie mają różne braki i różne potrzeby, są w różnych sytuacjach, widzą więc też świat z różnych perspektyw. Stworzenie wizji, która odpowiadałaby na każdą z tych potrzeb jest niedorzeczne. W sensie, rzeczywiście mówimy tu o sytuacji, w której powstaje wizja utopijna w negatywnym sensie, czyli niemożliwa do zrealizowania.

      A jeżeli mówimy o realizacji konkretnych, ściśle określonych potrzeb, to mówimy o „czyjejś” utopii. Czyli o sytuacji, kiedy część ludzi czuje się wykluczona spoza zasięgu wzroku autora.

      Jedyne, co zostaje na polu, to miałki banał, który zarysowałem w artykule. Utopia „ciepłej wody w kranie”.

      Jurorzy mają na pewno rację w jednym – że zadanie, które przedstawili, jest bardzo trudne. Kłopot w tym, że z powodu swoich przesadnie ścisłych wymogów stawiają się po stronie problemu, a nie po stronie rozwiązania. Literalnie nie da się stworzyć przekonującej wizji pozostając w ich paradygmacie.

  3. Zgadzam się w pełni co do wniosków. Widać, że jurorzy mieli bardzo określoną wizję, jeśli chodzi o ten konkurs, jednak nie wyrazili tego jasno na samym początku i stąd problemy. Opowiadanie przeczytałam, jest świetne, bardzo dobrze napisane. Właśnie dlatego nie wierzyłam w ten niski poziom, bo jestem pewna, że w konkursie wzięło udział wiele osób, które pisać potrafią. Jednak, jeśli mam być szczera, rzeczywiście nie widać tu utopii. Akcja miała dziać się już w tym utopijnym świecie przyszłości; miała być ukazana droga, którą trzeba było przejść, aby dotrzeć do tego miejsca – tutaj niestety tego nie ma. Jest zarysowany tylko kierunek, w którym należałoby podążyć, aby zbudować lepszy świat. Ekowioska mam wrażenie wciśnięta trochę na siłę, bo organizatorzy podkreślali, że to dla nich ważny temat. Ale ostatecznie nic z tego nie wynika. Na pewno jednak praca nie wygląda na gotowca. Co ciekawe, w grupie na facebooku wiele osób uważało, że to właśnie o ich opowiadaniu w ten sposób wypowiadało się jury 🙂 Czyli coś jest na rzeczy. Mianem smutnej również bym jej nie określiła, jest po prostu prawdziwa (moja była zdecydowanie smutniejsza). To na pewno dużo lepsze niż tęcze i kwiatki, których jurorzy oczekiwali. Ale to, co najbardziej mnie uderzyło, to kolory uczuć, jakie otaczają ludzi – dokładnie ten sam motyw wykorzystuję w pisanej obecnie książce 🙂 Pozdrawiam serdecznie, opowiadanie jest piękne i zasługuje na to, żeby trafiło do ludzi, nawet jeśli nie spełniło kryteriów konkursu.

    1. To może uściślę: nie mam pretensji do jury, że akurat moje opowiadanie uznali za odstające tematycznie – spodziewałem się zresztą, że jeśli już, to śmignie gdzieś po obrzeżach konkursu. Ale też ostateczne wymagania jury są dla mnie ścisłe ponad wszelkie oczekiwania – wręcz, szczerze mówiąc, ponad zdrowy rozsądek. I jeśli idziemy tą drogą, no to faktycznie, mamy listę rzeczy do uwzględnienia, listę tematów, które koniecznie trzeba poruszyć, listę scenografii, które dodatkowo punktują. To jest pisanie pod klucz. O tym mówię w artykule, że tu o żadną kreatywność nie chodziło, pomimo optymistycznych zapewnień jury. Chodziło tylko o jak najsprawniejsze napisanie zadania domowego.

      Natomiast jeśli chodzi o moje podejście do utopii – jeśli nie widać w tym opowiadaniu nadziei, no to rzeczywiście spartaczyłem sprawę. 😀

      BTW, co do kolorów: takie postrzeganie świata to akurat zjawisko, które faktycznie istnieje. W realu. Ciekawe, prawda?

      1. Co do pisania pod klucz zgadzam się w pełni, odniosłam dokładnie takie samo wrażenie, słuchając jury. Myślę, że mnóstwo perełek zostało przez to zupełnie niezauważonych, a to wielka strata. W opowiadaniu widać nadzieję, jak najbardziej 🙂 w założeniach chodziło po prostu o inne ujęcie tematu, dlatego jestem w stanie zrozumieć, dlaczego w ich opinii mogło być niezgodne z kryteriami. Ale to tylko ocena pod kątem założeń konkursu, nie samego opowiadania. W tych założeniach właśnie był pies pogrzebany – całą trudność stanowiło umieszczenie historii w utopijnym świecie, pokazie piękna tego świata i drogi, jaka do niego prowadziła. Ja miałam z tym duży problem i więcej czasu zajęło mi zastanawianie się, jak to ugryźć, niż samo pisanie. Na pewno nie zrobiłam tego dobrze i tak, jakbym chciała. A tym bardziej nie trafiłam w oczekiwania jurorów, jak pewnie 99% uczestników 🙂 Zjawisko ciekawe, sama nawet należę do osób, które tego doświadczają, zawsze wydawało mi się, że to całkowicie normalne i każdy tak ma, dopiero w dorosłym życiu dowiedziałam się, że nie dla każdego niedziela jest czarna, a środa zgniłozielona 🙂 Oczywiście dotyczy to bardziej prozaicznych rzeczy, niż widzenie uczuć, taka podkręcona wersja jest zdecydowanie ciekawsza 🙂

      2. Witam synestetkę w takim razie. 😊 Ja też myślałam, że bazowanie na kolorach to absolutna norma i nuda.

      3. Też długo nie rozumiałem, że dla innych ludzi pismo i cyfry są wyłącznie czarno-białe. 😀 W sumie do dziś nie kumam, kiedy jakiś przesadnie czarno-biały redaktor upiera się na poprawianie moich sformułowań typu „nachalny budynek” czy „płaczące lody”.

        Ale to jest taki dość podstawowy poziom synestezji. Znam osobę, która „patrząc kolorami” potrafi błyskawicznie dokonywać naprawdę zaskakująco trafnych spostrzeżeń. Wręcz, powiedziałbym, na granicy jakiegoś postrzegania pozazmysłowego.

      4. Co to znaczy, że „na granicy postrzegania pozazmysłowego”? To znaczy, że co robi, przepowiada przyszłość?

      5. To znaczy, że po przeczytaniu tekstu albo po usłyszeniu jakichś wieści, widzi kolor tego tekstu lub informacji. I te kolory są dla niej dodatkowym źródłem wiedzy, tzn. wnioskuje po nich, że coś jest z czymś powiązane, albo że jest nieprawdą, i tym podobnie. Oczywiście to nie jest niezawodne, ale wiele razy byłem świadkiem, jak dociera w ten sposób do wniosków, które okazują się trafne, ale do których nie dałoby się dotrzeć po prostu drogą analizy dostępnych w danej chwili danych.

      6. O proszę, ludzie są jednak zaskakujący 🙂 no ja jestem na tym podstawowym, bardziej nudnym poziomie 😀 ale fajnie wiedzieć, że zdarzają się też takie wyjątkowe osobniki

      7. Ja też widzę kolory słów, dni tygodnia też mają dla mnie różne barwy (np. żółta niedziela, niebieska sobota, srebrny poniedziałek). I stosuję w swoim pisaniu metafory bardzo podobne jak te Pana Tomasza, i też nie raz kłóciłam się o nie z redaktorami 😉

    2. Ja również nie obejrzałam wyników – też miałam swoje sprawy. Jednak czytając komentarze, okazało się, że przegapiłam niechlubne show. Teraz, kiedy organizatorzy konkursu usunęli je, nie dowiem się, czy przypadkiem nie wspominali o moim zapewne nie dopasowanym tekście. Nieskromnie napiszę, że dla mnie wysłany tekst był właśnie owym osobistym rozumieniem pojęcia „utopia”, które napisałam w formie zapisu z roku życia bohaterki, która stara się zadbać o wszystkich dookoła zgodnie z ekologią, aby wpisać się w wyznaczony klucz – niestety więcej u mnie szacunku, barteru i tej dążącej do ideału zwyczajności – niż wymaganego gotowca na strukturę eko-wioski, którą potem można wykorzystać jako przepis na przyszłość. Co dobre, to fakt, że tak wiele osób chciało zabrać głos w tak ważnej sprawie i to świadczy o każdym z uczestników, chociaż czytałam opinię, że to całe oburzenie wynika z walki o kasę – może bym tak o sobie pomyślała, gdybym była jedną z czterech głównych zwycięzców zamiast jednego. W oczekiwaniu na kolejną pulę wybrańców oraz ostateczną listę szczęśliwców jako przyszłych współautorów e-booka (chociaż publikacja miała obejmować wszystkich uczestników), jedyne, na czym mi zależy, to aby organizatorzy nie zasłaniali się już brakiem czasu na lekturę wszystkich prac – czy my też nie mamy pracy, rodzin, obowiązków? Też pisaliśmy te teksty w swoim czasie wolnym. I co mi po poście na FB? Skoro można było wysłać zbiorowego maila o opóźnionym terminie wyników, równie dobrze można było przesłać kolejną wiadomość o podziękowaniu za przesłany tekst – może bez analizy i interpretacji, ale mniej bezosobowo niż zwykłe potwierdzenie przesłania pracy w formularzu zgłoszeniowym. Aczkolwiek nie zależy mi już na laurach w tym jakże prestiżowym konkursie.

    3. Rozczarowało mnie twoje opowiadanie 🙁 jest bardzo mocno przegadane, bardzo mocno dydaktyczne i takie publicystyczne, bardzo dosłowne. Oczywiście, kwestie druga i trzecia są być może sprawą gustu, ale co do pierwszej, broniłabym zdania, że jak tekst na jakieś 60 tysięcy znaków (tak myślę, popraw, jeśli bardzo pobłądziłam) to słabo.
      Ale nie mówię, że zły pomysł, przeciwnie, pomysł jest dobry. Kolory, długopis, nawet ta wioska by się broniła. Tylko w tekście o połowę krótszym. Co najmniej.
      A poza tym, może nie takie były twoje intencje, ale teraz ta skarga wygląda jak żale kogoś, kto się nie załapał na nagrody 🙂 to też słabe, choć rozumiem, że skomentowałeś dziwną sytuację, faktycznie – jest dziwna, przerosło to organizatorów. Co nie zmienia faktu, że sądzisz we własnej sprawie, tak to wygląda 🙂

      1. Wcześniej polecałem Projekt Utopia jako jeden z najciekawszych konkursów ostatnich lat. Tak sobie myślę, że jednak mam sporo powodów do zabierania głosu poza rzekomym rozżaleniem z powodu braku nagrody. Najważniejszym z nich jest to, że sporo myślałem o sprawie i mam faktycznie coś do powiedzenia.

        BTW, wiesz, że wprowadzam nową i rewolucyjną, naprawdę nieznaną nigdzie indziej zasadę i za trolowanie rozdaję bany?

        1. Przeczytałam opowiadanie i weszłam tu z powrotem, by napisać, że jestem zachwycona! Pomysł z kolorami jest super, i bardzo podoba mi się Twój styl pisania. Wpadł mi w oko komentarz Kiki, i Twój pod spodem, i poczułam się dziko rozczarowana. Za co Ty chcesz banować? Za to, że jej się nie spodobało? Że w jasny i kulturalny sposób napisała swoje zdanie? Przecież ma prawo, nie każdy musi być zachwycony Twoją twórczością. Naprawdę nie rozumiem, co rozumiesz poprzez trolowanie. Jak dla mnie to dyskusja.

        2. Ban jest za trolowanie, a nie za opinię o opowiadaniu. Przy czym, żeby było jasne: w tym wypadku za trolowanie uznaję któryś z kolei czepialski komentarz, który tak naprawdę nie wnosi nic do dyskusji. No bo z czym mam dyskutować? Z opinią o opowiadaniu nie zamierzam – zwłaszcza że to, łagodnie mówiąc, nie na temat. Nie ma znaczenia, czy to opowiadanie jest dobre czy nie. W artykule piszę o czymś zupełnie innym, i do tego znacznie szerszym niż jeden tekst, a nagle najważniejsze jest, że jednemu się opowiadanie podoba, a drugiemu nie. Gdyby chociaż komentarz odnosił się do sedna opka, czyli do tego, co chcę przekazać – ale po co. Na dokładkę wypowiedź kończy się złośliwością, na którą można odpowiedzieć tylko defensywnie. Sorry, ale kontynuowanie takiej dyskusji nie ma sensu.

      2. Żeby wyszło tak jak zawsze, to jeszcze musi się okazać, że nagrodzono kogoś znajomego, wtedy będzie to klasyka polskich konkursów wszelakich 😉

          1. Tadeusz Michrowski

            Jako zwycięzca mogę zapewnić, że w życiu nie widziałem żadnego z organizatorów na oczy. I to właśnie chęć poznania ich (bo robią fajne rzeczy) była jedną z głównych motywacji udziału w konkursie.

            Co do całej sprawy – nie jest to pierwszy konkurs, w którym uczestniczę (i wygrywam) i mam wrażenie, że sprawa trochę się niepotrzebnie rozdmuchała. W żadnym dużym konkursie jurorzy nie czytają wszystkich prac; zespoły, które zawężają zgłoszenia do grupy finalistów to standard.

            Mam nadzieję, że teksty zostaną wkrótce opublikowane i będą mogły bronić się same. Niemiło się te wszystkie spekulacje czyta, prawdę mówiąc.

          2. Ze swojej strony nie spekuluję na temat kumoterstwa i konspiracji. Wręcz uważam, że w tym wypadku to gruba przesada.

          3. „Jako zwycięzca mogę zapewnić…” – jako jeden z wyróżnionych, proszę pana. Jury wyraźnie powiedziało, że nie ma zwycięzcy. A konkretnie o pańskim wyrażało się tak, jakby opowiadanie było najlepszym ze słabego zbioru opowiadań o pozytywnych wizjach.

            Też jestem ciekawa opowiadań i odrzuconych, i wyróżnionych. Podejrzewam, że jakość literacka miała mniej wspólnego z wyborem, niż ten klucz, o którym pisze pan Tomek. Czyli wśród opowiadań odrzuconych znajdzie się przynajmniej kilka perełek.

          4. Tadeusz Michrowski

            Ech. Zachęcam do tego, żeby wysiłek wkładany w kąśliwe uwagi i „podejrzenia” o jakości cudzych tekstów (przed ich przeczytaniem) zainwestować po prostu w pisanie.
            Jako piszący jedziemy wszyscy na jednym wózku.

          5. No pięknie, nie dość, że nagle oceniam cudzy tekst, kiedy nie oceniam, to jeszcze mam się zamknąć i iść pisać. Pewnie dlatego, że słabo mi to wychodzi, prawda? Byłoby śmiesznie, taka przewrotna ironia.

            Proszę zejść z konia i przestać zgrywać wielkiego zwycięzcę. Tylko tyle mówię. Na pańskim miejscu byłabym zażenowana wyróżnieniem „najlepszy z najsłabszych”. I to nie ja tak pana oceniam, ale jury, które właśnie to powiedziało między słowami.

          6. Tadeusz Michrowski

            Myślę, że naprawdę większość negatywnych emocji dzieje się tutaj w Pani głowie. Nie zgrywam żadnego wielkiego zwycięzcy – od lat publikuję regularnie, nie wydarzyło się tu nic, co byłoby dla mnie jakimś wielkim palcem bożym. Jury doceniło tekst i tyle – nie mam aż tak cienkiej skóry, żeby te kilka mocniejszych słów bardzo mnie ubodło. Nie wydaje mi się też, żeby poziom był winą kogokolwiek poza nami, uczestniczącymi. Zachęciłem już zresztą organizatorów do tego, żeby pomyśleli nad sposobem, by teksty z fajnymi pomysłami, ale słabe warsztatowo, jakoś w zbiór włączyć, może poprzez pracę autorów z redaktorem. Sam z ochotą swój do redakcji oddam.

            Od siebie chciałem zaznaczyć, że zaręczam swoim nazwiskiem, że wyróżnienie otrzymałem uczciwie. Po to tylko była moja wypowiedź. Reszta to już tylko odpowiedź na Pani zgryźliwości i niepotrzebną zupełnie próbę „pokazania mi miejsca w szeregu”. Zaczekajmy z tym wszystkim, dajmy organizatorom szansę na to, żeby poskładać to wszystko do kupy, bo beneficjentami mają być przecież wszyscy – przede wszystkim czytelnicy. Wstrzymajmy się też z oceną poziomu i spekulacjami a propos typu i jakości tekstów przynajmniej do ich publikacji. To zupełnie niepotrzebne emocje.

            I na tym pozwolę sobie rozmowę skończyć.
            Pozdrawiam.

          7. Ja też jestem zdania, że nie warto ciągnąć tej wymiany. Dodam tylko od siebie, że to nie jest spekulacja, kiedy komentujemy opinie wygłoszone publicznie przez jury. A padło z ich ust wyraźnie, że są zawiedzeni poziomem literackim, i że duża część prac była „nie na temat”.

          1. Jeśli czujesz, że to potrzebne, to proszę bardzo. Nie mogę Ci tylko zagwarantować, że będę mieć jakąś odpowiedź.

        1. Opowiadanie wyszło właśnie tak jak mówisz, czyli przyzwoicie. Jeśli chcesz, to mogę zgłosić poprawki. Ale nie o to chodzi, bo ludzie lubią się skupiać na tym, że tu coś nie styka, tam czegoś za dużo, chyba po to, żeby fantazjować przy okazji jak to sami by napisali lepiej. W twoim opowiadaniu najmocniejszy jest koncept, czyli to, co najważniejsze i jednocześnie o czym domorośli krytycy mówią najmniej. Bo co to dla nich, jakiś pomysł, sami mają pomysły, sami by na taki pomysł wpadli. Tyle że nie wpadli. Mają ten pomysł w głowie dopiero teraz, po tym, jak już go przeczytali u kogoś innego.

            1. Przecież nie wiem. 😉 Napisałem, że jeśli było, część wypowiedzi idealnie do niego pasuje.

          1. Myślałem, że masz jakieś wtyki 😅.. BTW, w moim opowiadaniu założyłem sobie, że utopia jest definiowana etymologicznie, jako dobre miejsce/miejsce którego nie ma. (aczkolwiek warto walczyć aby kiedyś było), więc nieco inaczej do niej podchodzę. Niebawem opublikuje swoje wypociny dla potomnych. Pozdrawiam serdecznie!

          2. Świetnie napisany post. Sądzę, że trafił Pan w dziesiątkę.

            „Prawdopodobnie większość autorów startujących w konkursie poszła za intuicją w podobną stronę, co ja. Ba, wręcz idę o zakład, że tak było, a ich dzieła trzeba interpretować po kluczu „utopii jako tego, co czujesz” i „utopii jako nadziei”, a nie „utopii jako sielankowej wizji”…” – mogę się wypowiadać tylko we własnym imieniu, ale w moim przypadku właśnie tak było. Napisałam o trzyosobowej rodzinie, która przybyła ze „starego świata” do nowego, i to nowego będącego dopiero w trakcie mozolnej budowy, uczenia się życia na nowo, z nadzieją i optymizmem jako fundamentem tej budowy. Rodzinie, w której każdy ma swoje własne odczucia, własną perspektywę, własne oczekiwania, nadzieje, lęki, niepokoje, związane z wizją świata, u którego progu stoją po traumatycznych przejściach, wahając się – przekroczyć go, czy nie. Tym dla mnie jest literatura. I może się mylę, ale jeśli jurorzy spodziewali się, że ktoś „dokładnie przeaalizuje wytyczne na stronie i je zrealizuje”, to może nie trzeba było ogłaszać konkursu literackiego, ale konkurs na biznesplan, albo konkretny projekt ekowioski czy czegoś w tym rodzaju? W ten sposób może dostaliby to, czego chcą, a co najwyraźniej niewiele ma wspólnego z literaturą. I uwagi na temat „słabego poziomu literackiego” w zestawieniu z powyższym zachwytem na temat realizacji wytycznych brzmią… co najmniej dziwnie.

          3. Dochodzę coraz bardziej do wniosku, że autorzy konkursu minęli się z celem. Podstawą każdego opowiadania jest konflikt w około którego toczy się akcja. Oni zaś chcieli aby ktoś im stworzył powieść bez konfliktu, a więc fabuły? Nie dziwię się, że nikt nie sprostał oczekiwaniom jurorów, bo po prostu czegoś takiego nie da się napisać w formie fabularnej. Bo jak stworzyć konflikt w świecie idealnym? Można na ten temat stworzyć traktat filozoficzny, rozprawkę czy esej, ale nie fabułę. Inaczej tego wyrazić nie potrafię. Oki, można popełnić błąd, ale tu nawet nie oto chodzi. Mija już jakiś czas od konkursu, a jego autorzy wiją się jak żmija, nie wiedząc teraz co z tym fantem zrobić. Najgorsze jest to, że dali tak dużej liczbie osób nadzieję, a później ją perfidnie zdeptali. O ile z początku sam byłem po stronie jury i starałem się jakoś tego bronić, to po ostatnich działaniach twórców konkursu po prostu nie potrafię. Sztuczne przeprosiny, przy jednoczesnej próbie obrony czegoś, co tak naprawdę obronić się nie da. Szkoda, że nie wyciągnęli z tego żadnych wniosków.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *