Czy jesteś frajerem? – co debiutanci robią źle

Tomasz Węcki

Cześć, mam na imię Tomek i jestem grafomanem. Od kilkunastu lat udaje mi się połączyć przyjemne z pożytecznym i utrzymuję się przede wszystkim z pisania. Byłem już dziennikarzem, piarowcem, copywriterem, ghostwriterem, dokumentalistą i autorem tekstów do gier komputerowych. W moim poradniku „Jak napisać powieść?” znajdziesz jeszcze więcej przydatnych porad dla pisarzy.

11 komentarzy

  1. Prosty Człowiek pisze:

    Kolejny bardzo praktyczny tekst. Zastanawia mnie tylko jedna rzecz: czy warto debiutować serią, wydając pierwszy tom? Czy odniesiemy większą korzyść przez zdobycie publiki pod następne części, czy raczej klapę zniechęcając czytelników szukających jednostrzału?

    • vigl pisze:

      Czasy są takie, że lekkie seryjne opowiastki – najlepiej w ogóle bardziej przypominające serial NX/HBO niż literaturę – mają szansę na największy komercyjny sukces. Zasadniczo zaczęcie od serii może sporo ułatwić: możesz zyskać jednocześnie czytelników jak i kontrakt na kolejne części – oczywiście przy założeniu, że znajdziesz to odpowiednie/najlepsze dla Ciebie wydawnictwo. 🙂

    • Tomek Węcki pisze:

      To zależy. Wydawcy raczej nie są sentymentalni, więc nie będą mieli problemów ze skasowaniem serii, która sprzedawała się dobrze, ale ma trend spadkowy. To jedna sprawa. Wydawanie serii wcale nie gwarantuje sukcesu.

      Druga sprawa: debiutanci są bardzo słabi w tworzeniu serii – i to nie jest mój wymysł, ale niestety statystyka powszechnie znana. Większość debiutantów tworzących serie wybiera akurat taką formę, bo… nie potrafi ogarnąć fabuły. Nie umieją doprowadzić opowieści do końca, a często nawet nie rozumieją mechanizmu punktu zwrotnego. Zamiast intrygującego serialu wychodzi im więc telenowela – ale oczywiście sami tego nie wiedzą, myśląc że przechytrzyli system i złapali boga za nogi. Przecież jeśli wydawca weźmie pierwszy tom, to już jest sukces jakby w pełni, a że nie mamy pomysłu na satysfakcjonujące zakończenie – to szczegół.

      No i w związku z tym: wydawcy NIE CHCĄ brać serii od debiutantów. To się może zdarzyć, ale praktyka pokazuje, że jest przypadkiem rzadkim. Zwłaszcza że nawet po obiecujących pierwszych tomach (pisanych latami), debiutant potrafi wysiąść przy drugim (który MUSI być napisany najwyżej w rok). To wszystko jest, krótko mówiąc, ryzykiem inwestycyjnym.

      Na miejscu debiutanta o wiele rozsądniej napisać zamkniętą opowieść z zakończeniem, które umożliwia kontynuację.

      • Prosty Człowiek pisze:

        Dziękuję za wyczerpującą odpowiedź. Pozdrawiam!

      • Kędzior pisze:

        Pierwsza kwestia – Empik.
        Empik to w tej chwili tylko 30% rynku, tak jak księgarnie stacjonarne (30-40%). Kto idzie do Empiku i po co? Żeby zobaczyć, obejrzeć książkę i następnie kupić ją w taniej księgarni internetowej. Więc na przykład „top ten” Empiku nie świadczy kompletnie o niczym. Ponad to, na pólkach panuje tam taki syf, że odradzam sprawdzanie działów tematycznych pod względem zaprezentowanych tam wydawnictw czy autorów. Można się zdziwić.

        Druga kwestia – serie.
        Robert Małecki zadebiutował właśnie serią kryminalną i – przynajmniej wg jego wydawcy – tylko seria ma sens, bo czytelnik „wsiąka” w dalszy ciąg opowieści. I to właśnie serię trudniej ogarnąć pisarsko, niż pojedynczą sztukę. Bo w serii wszystko musi być spójne i współgrać ze sobą. Pozostawienie tylko otwartego zakończenia nie daje jeszcze startu do napisania kolejnej(ych) powieści. Ponad to wydawcy – wiem z własnego przypadku – od razu pytają o kontynuację (w moim przypadku przysłali umowę na cztery tomy od razu).

      • Tomasz Węcki pisze:

        Kwestia Empiku jest nie wiem do czego – że ludzie nie mogą sprawdzać, jakie wydawnictwa tam trafiły na półki, bo syf? Jasne, są o wiele lepsze sposoby na risercz, ale jednak pozostanę przy swojej radzie jako adekwatnej na początek.

        Natomiast w kwestii serii się zgadzamy: rzeczywiście są trudniejsze do ogarnięcia literackiego, właśnie to napisałem w poprzednim komentarzu. Ogólnie to też prawda, że serie chodzą dobrze, i że wydawcy serie lubią, często wręcz zachęcają do ich pisania. Ale zachęcają, na przykład, przywołanego przez Ciebie Małeckiego. A nie losowego debiutanta, który pisze tomami, bo nie potrafi napisać zamkniętej historii.

  2. Robert pisze:

    Świetny artykuł i dziękuję za merytoryczną rozmowę w komentarzach.
    Przynajmniej teraz wiem jak NIE być frajerem 🙂

  3. Piotr pisze:

    Fajny artykuł o mojej prawdziwej bolączce – debiucie 😉
    Na razie piszę bloga i pozostaje mi ostatni (mam nadzieję) szlif mej powieści, którą piszę już od 2015stego 😀

  4. Maddie pisze:

    Matko, dopiero co rozesłałam powieść do wydawnictw (korzystając z Twojego kursu ^^) i czytając ten tekst, aż mi serce drżało. Bo po prawdzie ciężko jest ocenić, czy debiut będzie dobry… ja swoją powieść pisałam latami, ale głównie dlatego, że jestem leniem i chociaż miałam pomysł, konspekt i linię czasową to pisałam po stronie na tydzień xD Ale to mi odpowiadało. Może był to po części taki systen obronny, bo bałam się, co będzie jak wreszcie sięgnę po swoje marzenie.
    Skok już wykonałam, ba!, nawet mi jedno wydawnictwo odpisało. Jeśli jednak wcześniej panikowałam, to było nic w porownaniu do tego, co czuję teraz. Jedną złą decyzją mogę zostać frajerem… Skąd mam wiedzieć, z którym wydawnictwem się dogadam? To już powiedziałabym byłoby szczęście.

  5. Tataga pisze:

    Drogi Tomku, a jak zapatrujesz się na łączenie gatunków? Przypuśćmy, że chciałabym zadebiutować książką łączącą kryminał i horror (obecnie jest duża moda na seriale kryminalno-paranormalne, chociażby Stranger Things). Dlaczego by nie napisać w ten sposób książki? A może debiut, który stawia na eklektyzm gatunkowy nie jest dobrym rozwiązaniem?

  6. Niezorientowany pisze:

    Bardzo fajne i życiowe porady. Mam jednak wątpliwości, co do rozważań nad gatunkiem, który należy wybrać, żeby dobrze zadebiutować. U debiutantów kluczem jest (jak rozumiem) pomysł i historia, którą chce się opowiedzieć. Historia, która sprawia ci radość (angielskie „fun” chyba nawet lepiej to oddaje). Jeśli uda ci się stworzyć coś na prawdę ciekawego w niszy, to już wydawca (nie koniecznie pierwszy, może 15-ty – patrz Harry Potter) znajdzie miejsce, aby cię jakoś tak wcisnąć, żeby to wydać. Jeśli jednak będziesz się starał na siłę wcisnąć w konwencję gatunki, który do końca ci nie odpowiada, to wątpię, żebyś stworzył coś ciekawego. Chyba, że jesteś naprawdę genialny.
    Co do łączenia gatunków, to mam nadzieję, że to działa, gdyż jestem w połowie przygodówki dla młodzieży (survival apokaliptyczny) w dodatku w konwencji pamiętnika. Jeśli to wydadzą, to znaczy, że można wydać wszystko. Jeśli nie, to i tak mam świetną zabawę pisząc to. 🙂
    A co do serii, to właśnie Martin jest przykładem, że można zupełnie nie mieć wizji zakończenia, a stworzyć światowy hit.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *