Kto naprawdę zarabia na książkach – i czemu nie ty?!

Tomasz Węcki

Cześć, mam na imię Tomek i jestem grafomanem. Od kilkunastu lat udaje mi się połączyć przyjemne z pożytecznym i utrzymuję się przede wszystkim z pisania. Byłem już dziennikarzem, piarowcem, copywriterem, ghostwriterem, dokumentalistą i autorem tekstów do gier komputerowych. Teraz możesz również przeczytać moją pierwszą książkę – „Wtajemniczenie”.

18 komentarzy

  1. A. Transki pisze:

    Bardzo amatorska grafika i tak samo niepoważny tekst. Po pierwsze, zysk to nie przychód. To bardzo poważna pomyłka, albo celowe zagranie pod publiczkę, żeby pokazać wydawców jako najgorszych. Po drugie, jak można nie liczyć kosztów składu jako kluczowych dla powstania książki? Co, samo się zrobi? Za darmo? Po trzecie, REALNE koszty druku to od 9 złotych wzwyż. Doucz się, zanim zaczniesz opowiadać brednie i siać dezinformację. Jestem byłym pracownikiem wydawnictwa. A ty ewidentnie znasz temat tylko z teorii i głupot rozpowszechnianych po internecie.

    • Tomasz Węcki pisze:

      1. „zysk to nie przychód” – odniosłem się do tego w dwóch miejscach tekstu. Wałkowanie tego tematu niczego nie zmienia. I tak macie TEN SAM KAWAŁEK TORTU.
      2. Kwestię kosztów składu też znajdziesz w artykule. Nawet gdybym je doliczył, zmniejszyłbym Wasz kawałek o 1 zł, a nie o 2, 3 lub 4, bo to absurd zakładać najdroższą opcję, kiedy jest mnóstwo tańszych. Więc – i tak wasz kawałek tortu wyszedłby soczyście.
      3. Polecam zrobić solidny research w obecnych cenach druku, a nie polegać na sytuacji zapamiętanej z pracy dla wydawcy lata temu. Ceny są najróżniejsze, ale stawka 9 złotych to albo wyjątkowej jakości druk, albo cena dla ciap i frajerów, którzy zamawiają mały nakład na ostatnią chwilę u pierwszego lepszego drukarza.

  2. Oltero pisze:

    Nie wiem, czy jesteś grafomanem, ale na na pewno jesteś dyletantem. Mylisz zysk z przychodem, nie masz pojęcia o kosztach stałych, ba, nie wiesz nawet, że opracowanie książki odbywa się na LEGALNYM oprogramowaniu, które też swoje kosztuje, a tych kosztów nie uwzględniasz w żadnym z nowych wpisów.
    Co więcej, sadzisz kocopoły takie jak „A wiesz, że „biedne księgarnie” zatrzymują 30%, a nawet do 50% z ceny książki?”. Otóż nie, księgarnie nie mają takich marż – takie marże mają wyłącznie sieci księgarskie, pracujące w duopolu, który zabija rynek. Czyli Empik, kiedyś Matras, może jeszcze na nieco podobnych warunkach Świat Książki. Niesieciowe księgarnie mają całkiem inne warunki, ale tego nie wiesz i zapewne nie masz jak sprawdzić – bo prawdziwy rynek wydawniczy to znasz tylko z opowieści sieciowych, zwykle snutych przez niezadowolonych.
    Gorzej: nawet w kwestii tego , ile autor zarabia na książce, też opowiadasz pierdoły, bo jeśli książka kosztuje 40 zł w detalu, to często autor ma nie 2, a 3-4 zł. Nadal mało, ale jednak inaczej niż u Ciebie. I często są spore, kilkutysięczne zaliczki, więc nawet jeśli książka się sprzeda tragicznie, to autor nie pracuje za darmo.
    I tak nic Cię nie przekona, bo bronisz przecież swojej porażki w starciu z tradycyjnym rynkiem, stąd wydawcy muszą być źli, a autorzy z nimi współpracujący – głupcami. Więc moje uwagi nie są skierowane do Ciebie, nie musisz odpowiadać. Są skierowane do osób, które mogą Ci uwierzyć, a nie powinny 🙂

    • Tomasz Węcki pisze:

      „Mylisz zysk z przychodem, nie masz pojęcia o kosztach stałych, ba, nie wiesz nawet, że opracowanie książki odbywa się na LEGALNYM oprogramowaniu, które też swoje kosztuje, a tych kosztów nie uwzględniasz w żadnym z nowych wpisów.”

      We wpisie wyraźnie zaznaczam, że ze swojej działki wydawca musi opłacić koszty stałe. Od tego, jak dobrze jest zorganizowany, zależy ich wysokość. Nie ma sensu, abym punktował każdy możliwy wydatek, bo wyjdzie nam długa lista potencjalnych kosztów, które jednemu wydawcy zajmują kilkanaście procent z przychodów, a drugiemu 80.

      „Co więcej, sadzisz kocopoły takie jak „A wiesz, że „biedne księgarnie” zatrzymują 30%, a nawet do 50% z ceny książki?”. Otóż nie, księgarnie nie mają takich marż – takie marże mają wyłącznie sieci księgarskie, pracujące w duopolu, który zabija rynek”

      Czyli, którko mówiąc, marża na poziomie 50% to prawda – bo taką wyciska Empik. Właśnie to napisałem i sam to przyznajesz. Tymczasem średnia marża to faktycznie 30%. Problemem księgarni są promocje, czyli rabaty dla czytelnika. Ale do tego się nie odnosisz, zakładam, że z braku wiedzy.

      „(…) prawdziwy rynek wydawniczy to znasz tylko z opowieści sieciowych, zwykle snutych przez niezadowolonych”

      Mam bezpośrednią styczność z rynkiem wydawniczym od kilkunastu lat. Nie muszę być wydawcą, aby widzieć, jak działają. I jak często strzelają sobie w stopę.

      „(…) nawet w kwestii tego , ile autor zarabia na książce, też opowiadasz pierdoły, bo jeśli książka kosztuje 40 zł w detalu, to często autor ma nie 2, a 3-4 zł”

      Piszesz to na blogu dla pisarzy. Kto Ci tu uwierzy w takie stawki? Średnie honorarium to 10% od ceny hurtowej, czyli okolica 2 złotych. Oczywiście da się znaleźć przykłady honorariów i na 6 złotych – ale to margines, a nie większość.

      „I często są spore, kilkutysięczne zaliczki, więc nawet jeśli książka się sprzeda tragicznie, to autor nie pracuje za darmo”

      Taaa… Spore zaliczki. Powtarzam, piszesz swoje bujdy na blogu dla pisarzy. 🙂

      „I tak nic Cię nie przekona, bo bronisz przecież swojej porażki w starciu z tradycyjnym rynkiem”

      Widzę, jak ten rynek działa, i widzę, jak mało ogarnia wielu wydawców. Nie boję się porażki na tym rynku, bo nie zamierzam na niego wchodzić inaczej niż jako self. A co do tego, co mnie przekona – zawsze konkrety, dobre argumenty, a nie jęczenie i obelgi.

    • Castor pisze:

      Wydałem tylko jedną książkę, ale w tradycyjnym wydawnictwie. Małym, ale już zapyziałym. Właściciel to był taki sam mądrala jak Oltero. Obiecywał złote góry, a później czekałem dwa lata na pieniądze. Zaliczki oczywiście nie widziałem. Tak więc wiecie, różnie bywa, ale na niektóre teksty otwiera mi się nóż w kieszeni.

    • Paweł pisze:

      Ja dostałem w 2011, 3 zeta od ceny det 52.50 za poradnik biznesowy, nie było nawet kontekstu do rozmowy o jakichkolwiek zaliczkach, chyba że pusty śmiech.

  3. Maja pisze:

    Dostaję od 1,15 do 1,8 zł za każdy egzemplarz swojej książki. Gdybym miała 4 złote to ho, ho. Nawet 2 to dużo, bo nie znam autora, który tyle dostał.

    • JBR pisze:

      Ja debiutując dostałem 3zł od egzemplarza i kilka tysięcy zaliczki. Może to kwestia wydawnictwa… Co się tyczy wyliczenia to robię w poligrafii i obśmiałem się setnie. Ludzie powyżej wypunktowali główne bzdury więc nie ma sensu abym po nich powtarzał.

      • Tomasz Węcki pisze:

        To jest dokładnie kwestia wydawnictwa. Wyobraź sobie, że ze swoją stawką za debiut jesteś w mniejszości – a większość dostaje dużo niższe propozycje. Co do punktowania bzdur, też nie ma sensu, abym tracił czas na ich ponowne wyjaśnianie.

  4. gosiag pisze:

    Ja dostaję za egzemplarz coś koło 2 zł. Cena ksiązki 36 zł. Hurtownik kupuje za 13 zł. Kto zarabia?

    • Tomasz Węcki pisze:

      Dystrybucja. A wydawcę, który zaczyna od sprzedawania za 13 zł, warto zmienić na bardziej ogarniętego.

  5. gosiag pisze:

    O jakich zaliczkach opowiada ten Oltero? Ja, żeby duże wydawnictwo zechciało wydać moją książkę, zapłaciłam 5600. Nigdy nie odzyskam tej kwoty. Autor ma 3-4 zł? Viekawe który? Może pani Wałęsa. jedno się zgadza. Współpracując z dużym wydawnictwem jestem głupia. Trzeba było wydać jako self.

    • Vigl pisze:

      gosiag, co to znaczy, że zapłaciłaś 5600 za wydanie książki? Nie rozumiem dlaczego i za co – jako autor – musiałaś płacić cokolwiek „dużemu wydawnictwu”?

  6. Jarek pisze:

    O, widzę, że kolega boi się komentarze publikować 😀 No cóż… Trzeba było nie pisać głupot to by nie było krytycznych.

    • Tomasz Węcki pisze:

      Nie mam żadnego komentarza w spamie ani jako oczekującego. Więc po prostu coś kliknąłeś nie tak.

  7. Paweł Pankiewicz pisze:

    Tomek, jestem wielkim entuzjastą Twojego bloga i szczególnie cenię sobie wpisy dot. żywotu pisarza. Ten ostatni jednak trochę mnie zdziwił. Co do różnicy przychód/zysk: nawet jeśli podane proporcje podziału strumienia przychodów („kawałki tortu” jak to nazywasz) są wiarygodne, to nie można zapominać o kategorii zysku, a to zupełnie inna bajka. Dlaczego to takie ważne? Jeśli pisarz dostaje 2 zł „przychodu” za egzemplarz, to płaci od tego podatek dochodowy… i na tym w zasadzie koniec. Oczywiście pisarz ponosi „koszty” w postaci poświęconego czasu, może wydatki na nabycie licencji na program do obróbki tekstu (ale bądźmy szczerzy: nie jest to niezbędne, można pisać za free w OpenOffice albo Google Docs). Tak więc te 2 zł przychodu to w przybliżeniu zysk pisarza. Koniec. W przypadku księgarni czy dystrybutora sytuacja jest zgoła inna. Jak słusznie podnoszą niektórzy krytycy, koszty wydania konkretnej książki to nie wszystko: każdy biznes ponosi koszty stałe, które często mogą przewyższać koszty zmienne. I z tej perspektywy, jeśli na egzemplarzu księgarnia ma np. 12 zł przychodu, to po odliczeniu kosztów zmiennych oraz proporcjonalnie przypadających kosztów zmiennych może się okazać, że zysk wyniesie… mniej niż 2 zł. Jasne, nie zawsze, na koniec dnia przecież wydawcy i księgarnie to biznesy nastawione na zysk (nawet jeśli mają misję rozwoju czytelnictwa i wspierania ambitnej literatury, nadal działają w realiach gospodarki wolnorynkowej – nie da się tego ominąć).

  8. Kasia pisze:

    Word wcale nie jest za free. Plece co miesiąc abonament 7 euro

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *