Wewnętrzny krytyk – co to za bestia?

Tomasz Węcki


Cześć, mam na imię Tomek i jestem grafomanem. Od kilkunastu lat udaje mi się połączyć przyjemne z pożytecznym i utrzymuję się przede wszystkim z pisania. Byłem już dziennikarzem, piarowcem, copywriterem, ghostwriterem, dokumentalistą i autorem tekstów do gier komputerowych. Teraz możesz również przeczytać moją pierwszą książkę – „Wtajemniczenie”.

19 komentarzy

  1. Wewnętrzny Krytyk napisał(a):

    Czy aby na pewno dobrze stawiasz przecinki przed „albo”?

  2. B3B1 napisał(a):

    Bardzo ciekawy i motywujący tekst. Czekam na kolejne!
    Ps: Jeśli ma Pan chwilę czasu, będę wdzięczny za odpisanie na mój komentarz pod poprzednim wpisem. Nigdzie nie mogę znaleźć żadnej pomocnej odpowiedzi na to pytanie, a sam problem męczy mnie niemiłosiernie 🙁

  3. Kasia Alias Kinga napisał(a):

    Cieszę się że Pan znowu pisze, świetnie!

  4. Czarciousta napisał(a):

    Cha cha cha! Podpisuję się pod tym dwoma rękami 😀

  5. Wookash napisał(a):

    Osobiście uważam, że te zasady dotyczące wewnętrznego krytyka da się zastosować również w innych sferach życia. Przecież ten krytyk nam się dobiera do tyłka nie tylko przy pisaniu.

  6. SirVimes napisał(a):

    Nie wiem czy to ma sens. Jeśli tekst jest zły – widzisz to, bo nie wygląda jak coś publikowalnego, ma błędy, babole, powtórzenia. Jeśli nie, jeśli styl gra – nie ma sprawy.
    Znów wymyśla się tu problemy, które…na dobrą sprawę nie istnieją. Ludzie którzy są pretensjonalni doświadczają krzyku, cała reszta po prostu pisze, poprawia, sprawdza, konsultuje się z lepszymi i od nowa.

    • Tomasz Węcki napisał(a):

      Uhum… W sumie lubię takie komentarze, więc zacznijmy tak:

      Skąd wiesz, że tekst jest zły? Przychodzi jakiś kolega i Ci mówi? Czy sam z siebie to dostrzegasz? Jeśli to drugie, masz wewnętrznego krytyka; to on Ci mówi, że takich gniotów nie publikują. Ocena jest możliwa tylko z perspektywy, więc żeby ocenić własną pracę, musisz się od niej wyalienować. Ten sam mechanizm działa, kiedy np. oceniasz własne czyny – czy były moralne, albo czy przyniosły ci korzyść (kryterium nie ma znaczenia). Musisz się wyalienować od siebie z momentu popełniania czynu, a więc przyjąć perspektywę z dystansu. Inaczej to nie wyjdzie!

      Dlaczego tego nie widzisz? Bo to normalny proces, który zachodzi w mgnieniu oka. Cały czas przeskakujemy pomiędzy perspektywami – ba, można patrzeć na nasz umysł jak na kolekcję perspektyw. Więc dla Ciebie to nie jest tak, jakby nagle Ci się ktoś obcy wtrącał w myśli. Trochę zmienia Ci się punkt skupienia, i tyle. Uświadomisz to sobie dopiero wtedy, kiedy zrobisz uczciwą introspekcję.

      I dla większości ludzi tak to właśnie wygląda, bo mają zgodną relację z wewnętrznym krytykiem. Zgodną, to znaczy – po prostu go słuchają. Jesteś najwyraźniej na etapie budowania warsztatu, więc „konsultacje z lepszymi” i poprawianie tekstów wedle zewnętrznych wymagań to konstruktywne zachowanie. Wewnętrzny krytyk nie tylko Ci nie przeszkadza, ale wręcz pomaga; w ten sposób zbroisz się przeciwko odrzuceniu. Jeśli nauczysz się pisać tak, jak „trzeba pisać”, nikt się do Ciebie nie doczepi.

      Tyle że w pewnym momencie napiszesz już tę grzeczną i zgrabnie ułożoną powieść, która spodoba się Twoim konsultantom. Spodoba się też Tobie (ale umówmy się, że to płynna granica). Wypuścisz ją w świat – i będzie jako tako. Część czytelników polubi, część może pokocha, ale większości ludzi nie obejdzie, a znajdą się nawet tacy, co przypierdolą się dla samej satysfakcji przypierdolenia. Jeśli tych ostatnich będzie wystarczająco wielu, zaczniesz się przejmować – czy mi konsultanci dobrze poradzili? A może nie mam talentu? A może nie jestem gotów? Ten „krzyk”, którego doświadczają „pretensjonalni”, to nie wyraz pretensji, ale zaskoczenia.

      Ostatecznie – nie zadowolisz wszystkich. Zawsze będą ludzie, którzy odrzucą Twoje dzieło, często z wielką mocą. Im szersze grono odbiorców, tym bardziej to widać. A tymczasem zewnętrzne wymagania to jedyny kompas, jaki wewnętrzny krytyk zna. Przy następnej książce staniesz więc przed dylematem, jak to rozwiązać. Pisać jeszcze bardziej zachowawczo? Ignorować negatywne opinie? Moim zdaniem, najlepszym rozwiązaniem jest świadomość, że to tak naprawdę nie jest Twój problem – tzn. nie jest to problem tej części Twojej osoby, która faktycznie chce tworzyć.

      • SirVimes napisał(a):

        Słowa, słowa i słowa.
        Czytam SP od dobrze ponad roku. W tym czasie wyszły drukiem trzy moje opwiadania(na przestrzeni ostatnich sześciu miesięcy). Mało czy dużo? Nie wiem.
        Roztrząsasz rzeczy zbyteczne. Bo to co nazywasz krytykiem… Tego nie ma. Albo piszesz tak, ze da się to opublikować, albo nie. Jeśli masz to pierwsze… Czujesz, że to jest dobre, bo pozbawione elementarnych błędów.

      • Tomasz Węcki napisał(a):

        No tak, słowa to jest coś, czego używamy do przekazu znaczenia. Zamiast zbywać półsłówkami, zastanów się czemu marnuję czas na roztrząsanie rzeczy zbytecznych.

  7. Justyna J. J. napisał(a):

    „Pamiętaj, że Twoja intencja twórcza, Twój przekaz, są ważniejsze od formy. Forma ma Ci służyć, a nie Cię ograniczać.” U mnie tu leży pies pogrzebany. Kwestia formy często tak mnie rozprasza, że treść schodzi na dalszy plan. Potem czytam co napisałam i dochodzę do wniosku, że piszę nie na temat 😕 a gdy poprawiam, znów forma mi nie pasuje i tak w kółko. Masz może jakąś rade na to, Tomku?

    • Tomasz Węcki napisał(a):

      Olej formę i pisz na temat. Tzn. pierwszy szkic, bo oczywiście z takim nastawieniem dokładasz sobie roboty na etapie szlifowania. No ale ten etap przyjdzie później, kiedy najtrudniejsza część (wydobycie tekstu z nicości) już będzie za Tobą.

  8. harstf napisał(a):

    Jak miło wejść tutaj po dłuższym czasie smutnego oczekiwania i zobaczyć nowy wpis; w dodatku tak ciekawy. Nie tylko pomoże niektórym w radzeniu sobie z wewnętrznym krytykiem, ale też w jakiś sposób skłania do głębszych refleksji nad tym jak to człowiek w sumie sam ze sobą funkcjonuje. Bardzo to cenię, bo mi faktycznie dało dużo do myślenia.

  9. Mesik napisał(a):

    Bardzo mnie się to podoba co Pan napisał 😀.
    Gratulacje i prosimy o więcej.

  10. Xej napisał(a):

    Dawno mnie tu nie było, a tu takie cuda. Ostatnio doświadczam niesamowicie inspirujących rzeczy i ten tekst wpisuje się w ten mój mały trend. Absolutnie genialnie napisane i motywujące. Może nie ze wszystkim się zgodzę, bo wewnętrzny krytyk czasami ma rację, tak jak czasami racje ma redaktor. Nie przyjmując krytyki, nie będziemy się rozwijać, ale przyjmując ją bezrefleksyjnie zatrzymamy się albo wręcz będziemy cofać. Powiedziałabym, że kluczem do radzenia sobie z wewnętrzną krytyką jest zbadanie jej przyczyny. I to dogłębnie. Jeśli mówi „nie rób tego, to się nie spodoba jakiejś tam grupie ludzi” można mu pokazać środkowy palec, ale jeśli mówi „hej, czekaj, twoja postać w tej scenie by się tak nie zachowała, to nie w jej stylu”, zdecydowanie warto to przemyśleć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *