Nudne opowieści? Nigdy więcej! Trzy pisarskie problemy, którym można zaradzić.

Tomasz Węcki


Cześć, mam na imię Tomek i jestem grafomanem. Od kilkunastu lat udaje mi się połączyć przyjemne z pożytecznym i utrzymuję się przede wszystkim z pisania. Byłem już dziennikarzem, piarowcem, copywriterem, ghostwriterem, dokumentalistą i autorem tekstów do gier komputerowych. Teraz możesz również przeczytać moją pierwszą książkę – „Wtajemniczenie”.

20 komentarzy

  1. Kulson napisał(a):

    Rozwleczone i bardzo trudne w czytaniu. Może o zwrotach akcji było ciekawe, ale dlaczego nie ma nic o strzelbie Czechowa? Reszta to banał i jakieś mądrości dziadka spod budki z piwem. Naprawdę tak piszesz, czy tylko dajesz takie marne rady, żeby pozbyć się konkurencji? A dowcipy żałosne. Jak słoń, serio? Żenada.

    • Tomasz Węcki napisał(a):

      Jest o strzelbie Czechowa. Czytaj uważnie. 😉 Przy okazji, Twoja wypowiedź mogłaby wyglądać, na przykład, tak:

      Miałem problemy z doczytaniem do końca, ponieważ podajesz za dużo materiału na raz. Ciekawy był fragment o zwrotach akcji, ale za mało w nim o strzelbie Czechowa. Nie znalazłem wielu informacji, których bym wcześniej nie wiedział, ale dzięki za wysiłek. Tylko dowcipy można było darować, bo nie śmieszą.

      Jest wszystko, co chciałeś powiedzieć, minus uszczypliwości. Jeśli nie chcesz, żeby ludzie traktowali Cię jak szczeniaka, nie zachowuj się jak jeden.

    • Bartosz Woliński napisał(a):

      A mnie się wpis pana Węckiego podobał. Ameryki ani żadnego innego kontynentu nie odkrył, a część tego co napisał pewnie przewijała się w poprzednich wpisach. Tutaj jednak ładnie i przystępnie zwarł najważniejsze elementy z dozą innowacji. Mało tego, taki sposób powtarzania jest w porządku i pozytywnie wpływa na zapamiętywanie. Oczywiście nie chodzi o to, żeby w kółko klepać to samo. Warto też zwrócić uwagę, że często nie jest się świadomym najprostszych rzeczy i dopiero przeczytanie o nich uświadamia, że przecież to wszystko jest takie proste i logiczne. Pewnie bym tego nie pisał, gdyby nie te uszczypliwości. Teraz zmierzam modyfikować plan mojej powieści.

      PS wpis wcale nie jest taki długi, bywały dłuższe, przez które faktycznie było trudno przebrnąć. A żart o słoniu bardzo przewrotny.

  2. Riboq napisał(a):

    Dobry tekst, chociaż rozsypała mi się nieco struktura. Nie wypunktowałabym teraz tych zasad. Jednak co do sedna sprawy: zgadzam się ze wszystkim, sporo z rzeczy, o których piszesz stosuję intuicyjnie, co trochę jednak mnie rozprasza. Czemu? Obecnie trochę planuję, co daje niesamowite efekty, bo do tej pory byłam klasycznym Pantserem, czyli pisałam bez planu, ale zostawiałam otwarte furtki. A zbyt wiele otwartych furtek kołuje, nie tylko potencjalnego czytelnika, ale mnie samą. Ten wpis otworzył mi na to oczy. Mam jednak pytanie: co jeżeli nie mam jednego protagonisty z jednym celem? Co jeżeli historia docelowo opowiada o tym, że absolutnie nic nie jest tym czym wydaje się być i właśnie ten brak jednoznaczności jest solą życia? Opowiadana poprzez różne postaci, których życie splata się w większym konflikcie. Czy istnieje optymalna ilość bohaterów, których można wpleść, tak, żeby czytelnik nie oszalał? Czy skomasowanie ich wyzwań, decyzji i przemian w liczbie kilkunastu nie jest przerostem? Stety, niestety mam tak skonstruowaną wyobraźnię, że praktycznie każde stworzenie u mnie jest potencjalną strzelbą Czechowa, co kusi niepomiernie.
    Zmierzam do pytania: skoro lubuję się w „filozoficznym fantasy” – czy sprawdzi się zobrazowanie idei decyzjami i przemianami wielu bohaterów, czy jednak lepiej przyjmie/nadaje się jeden z rozbudowaną ścieżką, doświadczający innych? A może to tylko kwestia doświadczenia i umiejętności ogarnięcia większego zwierzyńca?

    • Tomasz Węcki napisał(a):

      Wyszła straszna kobyła z tego wpisu, to prawda. Myślałem, żeby podzielić na trzy, ale było mi żal.

      Co do Twojej opowieści – optymalna liczba protagonistów to jeden! 😀 Im więcej wątków dodasz, tym więcej zamieszania do ogarnięcia. Da się to odpalić, ale przy kilkunastu, no… czeka Cię długa saga w najlepszym razie. W najgorszym, śmietnik. Wiesz, planowałem też wpis o tym, jak nie przedobrzyć z komplikowaniem powieści, może akurat się przyda na coś. Tak na szybko: wybrałbym góra trzech protagonistów i najpóźniej w połowie książki związał ich wątki ze sobą.

      Ale pomysł na opowieść mi się podoba (tzn. że świat jest nieoczywisty i składa się z mozaiki perspektyw). Może wystarczy, jeśli będziesz przeskakiwać co jakiś czas po punktach widzenia? Np. jedną na trzy sceny oddawać do narracji którejś z postaci pobocznych? W ten sposób ich perspektywy będą dokładać się do motywu, ale trzon opowieści zostanie ten sam, tzn. dalej będzie o góra kilku bohaterach.

    • Indyphar napisał(a):

      Moim skromnym zdaniem, ładowanie na pierwszy plan nawet kilku postaci, to pisarskie samobójstwo. Nawet w filmie „8 części prawdy”, mimo że co chwilę widzimy to samo wydarzenie z perspektywy innej osoby, protagonista jest jeden – każda postać ma jakiś cel i motywację, ale konflikt rozgrywa się między głównym bohaterem a antagonistą. Pozdrawiam

  3. Endru napisał(a):

    Trzeba mieć jednak jaja, żeby po wydaniu jednej, przeciętnej mini-powieści brać się za pisanie obszernego poradnika o pisaniu powieści właśnie. 😉

    Odnośnie samej konstruktywnej krytki – bo wszak niej tak bardzo pragniesz, Tomku – odniosę się tylko do jednego fragmentu:

    „Weź taką historię:
    Marcin wyszedł z domu na zakupy. W mięsnym kupił kilogram kiełbasy śląskiej, w warzywniaku paprykę z cebulą, a w sklepie na rogu przecier pomidorowy i przyprawy. Wrócił do kuchni, wszystko dokładnie pokroił, wrzucił do gara, wymieszał. Po ugotowaniu wyszło mu pyszne leczo.
    Koniec.
    Co, czekasz na więcej? Na jakąś puentę? Albo na to, aż coś pierdyknie i Marcinowi zwali się niebo na głowę?”

    Niesamowicie się powtarzasz jeśli chodzi o wymuszanie dynamiki w scenach, miałkiej akcji i przeciwności losu dotykających protagonistę. A prawda jest taka, że są to rzeczy wtórne i zupełnie drugorzędne, gdy przychodzi do oceny jakości danej historii, zarówno z perspektywy autora, jak i czytelnika. Dobry pisarz wyciśnie powyższą historyjkę tak, że czytelnikowi podskoczy tętno albo spocą się dłonie. Polecam przypomnieć sobie fragment z Innej Duszy Orbitowskiego, gdzie autor rozkłada na czynniki pierwsze proces wyrobu ciasta przez Jędrka. Na dobre kilka stron. I nie sposób się oderwać.
    A to tylko jeden, mały przykład. Jeśli chcemy pisać dobrze – może ograniczymy kryminały, thrillery, Mrozów i Kingów, za to odświeżmy sobie Dostojewskiego i Marqueza, co?

    • Tomasz Węcki napisał(a):

      „Inna dusza” zaczęła dla mnie działać dopiero po pierwszym zabójstwie. Wtedy zaskoczyło napięcie, bo wiadomo było, że morderca się sypnie (w pierwszej scenie jest w więzieniu). No i – kogo jeszcze zabije? Plus fundamentalne pytanie książki: dlaczego on to robi? To są techniki prosto z thrillerów. Marquez tego nie wymyślił.

      Natomiast ten wątek z ciastem nie był o cieście, ale o tym, że bohater chce pasować, a nie potrafi. Czyli czytało się to dobrze, bo fragment realizował podstawowy motyw opowieści. Wspominam o takim pisaniu w tekście, gdybyś nie zauważył.

      A, co do moich jaj – dziękuję za komplement. Dopóki mieszczą się w majtach, nie narzekam. Powiem tylko, że kiedyś było gorzej: dawałem rady na Spisku, a nie miałem ŻADNEJ książki pod własnym nazwiskiem.

  4. Jo napisał(a):

    Mnie zawsze dziwi, że największe mądrale i zrzędy same nie osiągnęły niczego. Co niektóry komentarz tutaj jest po prostu poza wszelkim poziomem i to przerażające, że ktoś taki sam pcha się na podest znawcy literatury. Nie podoba się, nie czytać. Albo przynajmniej nie bluzgać i nie rzygać własną niemocą i podkręconym ego.
    Tak, również w przypadku pisania łatwiej jest wiedzieć jak pisać i znać teorię, trudniej NApisać naprawdę udany tekst.
    Gdzie wasze pierwsze dzieła, które już weszły do kanonu i bestsellery, mądrale?

    Spisek jest moim zdaniem jednym z najlepszych blogów na temat pisania jakie znam, a znam bardzo wiele. Dzięki.

    • Tomasz Węcki napisał(a):

      To nie tylko na Spisku takie atrakcje. W Polsce, gdy ktoś „robi w kulturze”, co chwila trafia na wybuchową mieszankę perfekcjonizmu i niemocy.

      Kurczę, może o tym napiszę następny wpis. 😀

    • Harry napisał(a):

      Myślę podobnie. To bardzo pouczający blog, chyba że jest się już mistrzem pióra. Chociaż nawet, jeśli wiesz, jak pisać, warto sobie przypomnieć. Czekam na poradnik.

  5. Karo napisał(a):

    A mi się bardzo podoba wpis – choć wiele elementów też stosowałam już wcześniej, intuicyjnie.
    Pomysł na notkę o tym, jak zbytnio nie skomplikować powieści jest świetny – chętnie bym o tym przeczytała, bo sama mam straszne tendencje do przedobrzania i kombinowania 😀

    • Tomasz Węcki napisał(a):

      Dzięki! I myślę, że nie tylko Ty czekasz na taką notkę. 😀 Nadmierne kombinowanie to wręcz standardowy problem po tym, jak ktoś wreszcie odkryje, co to struktura opowieści i jak wiele można dzięki temu ugrać. A tymczasem trik polega na tym, żeby iść przez opowieść pewnie i sięgać głęboko, a nie mnożyć komplikacje.

  6. Ziggy napisał(a):

    A ja z innej beczki. Kiedy będzie książka? 🙂

    • Tomasz Węcki napisał(a):

      O ile się uda, do wiosny powinna być gotowa. Gdyby coś mi wypadło (dysk, na przykład), pewnie będzie latem.

  7. Kajmak napisał(a):

    Uwielbiam!
    Jakbyś wiedział czego szukam i potrzebuję :). Z reguły jestem dość uporządkowaną osobą i o ile robię coś często, jestem w stanie utworzyć jakiś plan działania, o tyle w pisaniu historii jestem świeżynką i nie bardzo wiem jak się za to zabrać, żeby oprócz samych błyskotliwych pomysłów (a jak;) !) miało to jakąś strukturę, sens i budziło zainteresowanie na więcej niż jednym poziomie.
    Wiem że pewnie ilu pisarzy, tyle pomysłów na to jak pracować, ale Twoje sposoby i podpowiedzi bardzo mi się podobają. Na pewno wykorzystam.
    I rzecz jasna dopinguję i oczekuję na książko poradnik.
    Dzięki!

  8. Anna napisał(a):

    Pozwolę sobie na mały offtopic, bo nie wiem, gdzie mogę zadać swoje pytanie. Mianowicie: czy istnieje możliwość dodania tego bloga do platformy Bloglovin’? Sądzę, że wielu czytelnikom ułatwiłoby to życie 🙂

  9. Olek napisał(a):

    Dzięki za artykuł, na pewno pomoże mi i wszystkim młodym pisarzom 🙂

  10. Agnieszka napisał(a):

    Bardzo dużo się od Ciebie uczę. Nie tyle ile bym chciała i ile powinnam, ale i tak jesteś dla mnie najistotniejszym źródłem wiedzy z dziedziny teorii pisania.

  11. Anna napisał(a):

    „Globalne zagrożenie”, „Plemię w niebezpieczeństwie” to nie pisanie, to się dzieje. Czy ktoś nam pisze życie?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *