Jak zostać kiepskim recenzentem? Poradnik nie tylko dla orłów

Tomasz Węcki


Cześć, mam na imię Tomek i jestem grafomanem. Od kilkunastu lat udaje mi się połączyć przyjemne z pożytecznym i utrzymuję się przede wszystkim z pisania. Byłem już dziennikarzem, piarowcem, copywriterem, ghostwriterem, dokumentalistą i autorem tekstów do gier komputerowych. Teraz możesz również przeczytać moją pierwszą książkę – „Wtajemniczenie”.

9 komentarzy

  1. Patryk napisał(a):

    „Zawsze znajdzie się jakiś troll, który zechce przekłuć Twoją bańkę – a to uwagami, że recenzja nierzetelna, a to zarzutami, że wnioski stronnicze. Ignoruj go. Masz prawo do własnej opinii, nawet najdurniejszej. I co ci zrobi?”

    Ignoruj? Nie!!! Lepiej się z nim kłócić. Niech dowie się, że nie ma racji.

  2. Maciej Wojtas napisał(a):

    Recenzja książki na podstawie jej okładki?
    Recenzja książki, której nie miało się nawet w ręce?

    Proszsz… http://maciejwojtas.pl/narratologia/

  3. Madzia napisał(a):

    Warto pamiętać również o tym, że każdy poza tobą, jest idiotą. Co z tego że koś odpowiada na twoją recenzję rzetelnie, popierając swoje wypowiedzi przykładami z książki czy filmu. Ty napisałeś tą recenzję, więc wiesz lepiej!

  4. Cienki Bolek napisał(a):

    Twoje pióro zachwyca, a Twój kunszt literacki budzi podziw. Rolą oświeconych i utalentowanych jest nieumiejętnych pouczać, za co szczere podziękowania. Recenzja to rzetelna analiza i trafna ocena. Czy każda wypowiedź „perełek na łamach portali i blogów” jest fachową recenzją? W sieci jest multum ciekawych recenzji, lecz przeważają wypowiedzi amatorów. Czy amator laik po zapoznaniu się z dziełem ma prawo do wyrażania swojej opinii? Ilu odbiorców, to tyle, a może nawet więcej, różnorodnych interpretacji. Jak bardzo konieczne jest gruntowne przygotowanie, by wyrazić swoje najpierwsze skojarzenia i wrażenia? Jak dalece nieprawdziwe mogą być osobiste odczucia, nawet jeśli nie przedstawiają dzieła we właściwym świetle? Zrozumiałym jest, że Wyczulonego Profesjonalistę razi każda ignorancja i nieudolność. A może zwyczajnie nie warto pochylać się nad czymś bezdennie dennym. A może jednak czyjś denny komentarz ukrywa zakamarki, do których warto dotrzeć….

    • Tomasz Węcki napisał(a):

      Nie zrozumieliśmy się. Nie wytykam ludziom, że są amatorami. Większość z wymienionych przeze mnie cech widziałem też u „profesjonalistów”, którzy za swoje recenzje biorą kasę.

      Jeśli czytam recenzję, oczekuję, że recenzent się przyłożył do lektury i z całych sił spróbował coś z książki wynieść. Owszem, wolę recenzje wnikliwe – a do stworzenia takiej trzeba solidnego przygotowania. Nie przeszkadza mi jednak, jeśli za recenzowanie bierze się ktoś młodszy, nawet trochę naiwny. Pod warunkiem, że się stara – i ma coś do powiedzenia, książka poruszyła mu w łepetynie.

      Nie trawię natomiast recenzji byle jakich, napisanych na odwal się, w których recenzent, mimo braku ciekawych spostrzeżeń, kreuje się na półboga i szafuje ocenami prosto z tyłka.

  5. lolipop napisał(a):

    Mam pytanie. Czy taki szary osobnik przed 20-stką jak ja, bez żadnego doświadczenia jeśli chodzi o pisanie książek… Czy gdybym napisał książkę, to jakieś wydawnictwo zgodziłoby się na zrobienie dla niej okładki, wydrukowanie jej?

    • Totem napisał(a):

      No… Nie wiem co mogę powiedzieć oprócz tego co pewnie wiesz. To zależy od jakości książki. Nikt nie powiedział, że Twoja pierwsza książka ma być beznadziejna.

  6. P napisał(a):

    A ja przybywam z pytaniem z zupełnie innej beczki. Najbardziej zależy mi na Twojej odpowiedzi, Tomku, bo ciężko dorwać kogoś, kto pisaniem para się zawodowo, a nawet jeżeli nie zawodowo, to po prostu codziennie i w miarę na poważnie.
    Piszę regularnie od trzech lub czterech lat, a od pół roku skupiam się wyłącznie na jednym projekcie. Może to krótki okres, ale skupiałam się na nim po kilka godzin dziennie każdego dnia, nieraz nawet po sześć. I nagle, zupełnie z dnia na dzień, straciłam cały zapał do pisania – i to nie tylko do tego projektu, ale do pisania w ogóle. To trochę szczególne wypalenie, bo wciąż czytam tyle samo, jeżeli nawet nie więcej niż kiedyś, wciąż nie potrafię przestać myśleć o scenach z tej powieści i wciąż – chociaż wyłącznie w myślach – wzbudzają moje podekscytowanie. Ale jak tylko siadam do pliku Worda, zaczyna boleć mnie głowa, wszystko mi, kolokwialne mówiąc, opada i czuję, że się zwyczajnie męczę. Wszystko brzmi źle i chociaż zwykle pisałam od razu prawie-prawie ostateczną wersję zdań/scen, nie bawiłam się w pięć draftów, tak teraz nie potrafię powstrzymać się od poprawiania i zmieniania jednego zdania dziesięć razy, zanim jeszcze napiszę kolejne.
    To sprawka wewnętrznego krytyka? Czy może dłuższego weltschmerzu twórczego? Forsuję codzienną pracę, ale chociaż powieść posuwa się do przodu, wciąż tylko się męczę. :/ Jak już wspomniałam, chociaż ciągle myślę o tym projekcie, w ogóle nie mam siły go pisać. Tak samo nie mam żadnych chęci do zaczynania czegoś nowego, po prostu zero chęci do jakiegokolwiek pisania.

  7. Sylwia napisał(a):

    Piękny artykuł. Tak prawdziwy, że aż miałam łzy w oczach ze śmiechu. Gratulacje za zabranie wszystkich smaczków do kupy.

    Najbardziej w recenzjach chyba wkurza mnie podpunkt „bo mnie się wydaje”. Potrafią wyjść wtedy absolutne cuda z kosmosu. Recenzent zamiast wczytać się uważnie, leci po łepkach lub po prostu jest do czegoś uprzedzony i wychodzą niestworzone teorie spiskowe. Taka recenzja jest wtedy tak bez sensu, że szkoda czasu spędzonego na jej czytanie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *