Pięć rad, jak zmieścić wybuchowy konflikt w opowiadaniu

Piszesz opowiadania, które nie wybuchają czytelnikowi w twarz? Może pora to zmienić. 😉

W poprzednim wpisie na temat opowiadań podkreślałem, jak bardzo trzeba się w nich streszczać. Nie mogą być przecież zbyt długie, a do tego – najlepiej działają, jeśli są jednowątkowe. Ograniczona przestrzeń stwarza wiele problemów, które nie istnieją w wypadku powieści. Ale – daje też unikalne możliwości.

Oto rzeczy, o których warto pamiętać podczas prowadzenia konfliktu w opowiadaniu.

Konflikt wewnętrzny i zewnętrzny są ściśle powiązane

Konflikt zewnętrzny to sytuacja, gdy źródłem problemów jest świat. Chcesz czegoś, ale nie możesz tego dostać. Konflikt wewnętrzny to problem dotyczący psychiki bohatera; jego sprzeczne pragnienia, obawy, nawyki. Czyli, na przykład – chcesz czegoś, ale nie chce Ci się wstać z fotela.

To zawsze dobry pomysł, żeby oba te rodzaje konfliktu powiązać ze sobą – i w opowiadaniu, i w powieści. Różnica polega na tym, że pisząc powieść planujesz wiele wątków, wykorzystujesz szeroką gamę pomysłów. W efekcie: często zmienia się ton opowieści, dzieją się różnorodne rzeczy, bohaterowie odwiedzają wiele miejsc. W takich okolicznościach silne powiązanie konfliktów wewnętrznych postaci z ich „zewnętrznymi” perypetiami może wyjść nachalnie. Tak jakby powieść była cały czas o tym samym. Lepiej więc odsunąć konflikty na odległość metafory. Być może postać ma trudności w zaakceptowaniu autorytetów, ale nie musi się przez całą książkę kłócić z ojcem.

W opowiadaniu z konfliktem jest dokładnie na odwrót. Najlepiej jeśli konflikt wewnętrzny i zewnętrzny są blisko, jeden z drugiego wynika. Jeśli, dajmy na to, piszesz o konkwistadorze szukającym fontanny młodości, w ramach konfliktu wewnętrznego dobrze podkreślić jego strach przed śmiercią, desperację z powodu starości lub choroby, a może ból po stracie kogoś bliskiego. Czy warto ryzykować życiem dla nieśmiertelności? Czy nieszczęśliwe trwanie warto rozciągać w nieskończoność? Tak czy siak, bohater będzie szukał rozwiązania rozterek wewnętrznych w świecie zewnętrznym.

Opowiadanie powinno być jednowątkowe, więc warto w tym jednym wątku zmieścić jak najwięcej niuansów.

To wnętrze nadaje pęd, nie okoliczności

Podobno czytelnicy preferują konflikty zewnętrzne od wewnętrznych. Jeśli problemy przychodzą z zewnątrz, łatwiej też zbudować wokół nich fabułę. Choćby z tych względów – warto, żeby konfliktu zewnętrznego w opowiadaniu było dużo.

To nie znaczy, że konflikt wewnętrzny można sobie odpuścić. Bohater, który w ogóle go nie przeżywa, zwykle wydaje się pusty. Dobrym rozwiązaniem w przypadku opowiadań jest pokazanie tego konfliktu na tyle, aby uzasadnić nim działania bohatera, dać mu kopa do rozruchu – ale nie więcej. Wyraz tego konfliktu powinien nastąpić na początku (gdy inicjujemy akcję), aby potem wrócić na koniec (gdy pokazujemy, jaką postać przeszła przemianę).

Czy da się stworzyć udane opowiadanie z dominującym konfliktem wewnętrznym? Jak najbardziej. Jest to jednak trudne, więc trzeba mieć na tę okazję dobry pomysł. Opowiadanie to forma zwarta i dynamiczna. Skupiając się za bardzo na wnętrzu postaci, ryzykujesz popadnięcie w gadulstwo lub smęcenie. Bohater raczej będzie rozważać, niż działać, a cel jego dywagacji może być trudny do odgadnięcia.

Potrzebujesz antagonisty

Antagonista to personifikacja osi konfliktu – wewnętrznego lub zewnętrznego. Przeciwieństwo bohatera zawsze powinno być osobą, albo przynajmniej mieć cechy osobowe. Człowiek nie może przecież spierać się z bezrozumną siłą natury – to jest co najwyżej ryzyko, zagrożenie, ale nie przeciwnik.

Antagonista potrzebuje bowiem własnej motywacji, zawziętości oraz planu. Jedyne, co go różni od bohatera, to przeciwstawny cel. Dzięki temu wchodzi postaci w paradę i przyczynia się do wzrostu napięcia.

O ile w powieści można wprowadzać wielu przeciwników i umieszczać ich w skomplikowanych relacjach z bohaterem – w opowiadaniu to nie przejdzie. Opowiadanie musi mieć jasno zdefiniowanego, pojedynczego antagonistę. Typ może mieć pomocników, ale nie będziesz mieć miejsca, żeby mocno rozwinąć ich osobowości.

Kiedy mówię o przeciwnikach, uogólniam – co z kolei skłania ludzi do wyobrażania sobie ich jako kabaretowych złoczyńców, w cylindrze, z laseczką i podkręconym wąsem. Tymczasem antagonistą może być, na przykład, wyniosła figura ojca w opowieści o radzeniu sobie z bagażem dzieciństwa, albo nawet upierdliwie złośliwa pogoda (a więc: uosobiona), która zawsze znajdzie sposób na pokrzyżowanie szyków bohaterom opowieści o przetrwaniu w dziczy. Ba! Jeśli dobrze do tego podejść, bohater sam może być swoim przeciwnikiem. I nikt nie mówi, że protagonista i jego oponent muszą się nienawidzić; co ich stawia przeciw sobie to sprzeczne dążenia.

Najważniejsze, żeby pamiętać: opowiadanie bez antagonisty grzęźnie. Konflikt w takiej opowieści wydaje się odległy, oderwany od realiów – wydumany.

Rozwiązanie musi być wyraziste

Jeśli dobrze znasz swojego bohatera, będziesz w stanie określić bagaż emocjonalny, który ze sobą targa. Właśnie ten ciężar czyni go bardziej zdeterminowanym, albo powstrzymuje od osiągnięcia celów, które postawisz przed nim w opowieści. W miarę rozwoju fabuły, weźmiesz te strachy i zmartwienia, i zwiększysz ich dotkliwość. Okoliczności, wydarzenia, również działania antagonisty – wszystko doprowadzi postać do kresu, niemal wywlekając jej konflikt wewnętrzny na zewnątrz.

Ta sprężyna musi uwolnić napięcie. I w tym, jak tego dokonać, tkwi różnica między opowiadaniem a powieścią. Gdy masz do dyspozycji kilkaset stron, możesz rozpisać sceny finałowe nawet na dwadzieścia, ba, pięćdziesiąt. Później da się jeszcze dorzucić nawet kilka rozdziałów, w których pozamykasz wątki. Da się dorzucić epilog. W opowiadaniu – zwyczajnie nie masz tego miejsca. Moment rozprężenia musi więc zawrzeć się w jednej, bardzo wyrazistej i znaczącej scenie.

Najlepiej taką scenę wymyślić już na początku – już wtedy, gdy wiesz, w jakie konflikty postać uwikłasz. To znacznie ułatwia dalszą pracę.

Jak to przekazać?

Po pierwsze: pamiętaj o zasadzie „show, don’t tell”. To niby oczywistość, a sama reguła nie jest żelazna, ale – opowiadanie wymusza większą oszczędność słów. W takich okolicznościach może pojawić się pokusa, żeby napisać „Marian był bardzo smutny”, zamiast męczyć się z dodawaniem kolejnych niuansów, które mają czytelnika wprowadzić w klimat.

Po drugie, nie bój się monologów wewnętrznych (o ile są krótkie!). Bohater ma prawo do własnych opinii, które można przytaczać. Jeśli czujesz, że oddziaływanie opisami lub klimatem jest zbyt okrężne – po prostu rozkaż postaci podzielić się myślami.

Po trzecie, skoro w opowiadaniu i tak konflikt zewnętrzny jest mocniej powiązany z wewnętrznym, możesz śmiało dawać temu wyraz w opisach. Facet, który nie golił się od tygodnia, ma najwyraźniej ważniejsze zmartwienia na głowie. Kobieta, która zmienia fryzurę, być może chce zmienić coś więcej. Wewnętrzne zmiany dają o sobie znać na zewnątrz. Dotyczy to ubioru, języka ciała, tonu mowy – cokolwiek pasuje.

No i po czwarte, clou programu – korzystaj z dialogów! To szczególnie istotne w opowiadaniu. Dialogi same z siebie zwiększają dynamikę tekstu, sprawiają też, że czytelnikowi wydaje się łatwiejszy do przetworzenia. Dowolną formę konfliktu można wyrazić w trakcie rozmowy (tak, nawet konflikt wewnętrzny). Jeśli się postarasz, dzięki dialogom dasz radę przekazać tę samą treść w mniejszej liczbie słów, niż gdyby opierać się przede wszystkim na opisach.

Konflikt to jedna z tych rzeczy, która sprawia, że przewracamy kartkę za kartką. Dobre opowiadania polegają na nim jeszcze mocniej, niż dobre powieści.

Zapisz się na newsletter! Spisek Pisarzy wysyła tylko to, co warto przeczytać.



Tomasz Węcki

Tomasz Węcki


Cześć, mam na imię Tomek i jestem grafomanem. Od kilkunastu lat udaje mi się połączyć przyjemne z pożytecznym i utrzymuję się przede wszystkim z pisania. Byłem już dziennikarzem, piarowcem, copywriterem, ghostwriterem, dokumentalistą i autorem tekstów do gier komputerowych. Teraz możesz również przeczytać moją pierwszą książkę – „Wtajemniczenie”.

2 odpowiedzi

  1. Kasia pisze:

    świetny blog, zaglądam i często korzystam z pana rad. Jestem poczatkującą pisarką i potrzebuje kierunkowskazów, inaczej się gubię. Niektórzy czytelnicy, pana bloga, piszą, ze to są sprawy oczywiste ale nie dla wszystkich. Nie zajmuje się pisaniem zawodowo, piszę dla przyjemności, po to, aby oderwać się od szarej rzeczywistości. ale chciałabym poznać tajniki dobrego pisania. Kiedyś, kiedy ukaże się moja powieść, nie będę musiała się chować ze wstydu.

  2. EndriuS pisze:

    Dzięki za kolejny wpis. Ciekawie i na temat – jak zawsze zresztą!
    Pozdrawiam i z niecierpliwością czekam na kolejne artykuły..

    PS. Moim skromnym zdaniem najciekawsze są wszelkie technikalia pisania. Z każdym kolejnym wpisem kreuje się tu coraz bogatszy materiał na ciekawe warsztaty pisarskie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *