Zrób to sam: kultywacja czytelnictwa w domu, szkole i ogrodzie

Najnowszy raport z badań czytelnictwa nie pozostawia złudzeń: jest źle i może być gorzej. Zanim jednak poddasz się rozpaczy i zaczniesz pomstować na świat, zastanów się, co możesz zrobić dla sprawy.

Owo mityczne „czytelnictwo” to konstrukt ze świata statystyki. Zwykły człowiek, jak ja lub Ty, niewiele poradzi na tak uogólniony problem. Jak niby mamy sprawić, że rolnik z Koczowólki zacznie czytać coś poza „Faktem”, a emeryt z Wąchocka będzie częściej chodzić do biblioteki? Nie mamy na to wpływu. Mamy jednak bardzo duży wpływ na to, co dzieje się bezpośrednio wokół nas. Ba, każde spotkanie z innym człowiekiem to okazja, żeby coś zmienić w naszym lub jego świecie.

Oto pięć rad, jak nie panikować i cierpliwie kultywować czytelnictwo we własnym ogródku.

Rozmawiaj o książkach, które lubisz

Każdą książkę, która Ci się spodoba, polecaj innym. Proste i skuteczne. Pomagasz w ten sposób wszystkim: autor będzie mieć większy zasięg, a czytelnicy sięgną po dobrą książkę, zamiast po przypadkową chałę. Nawet Tobie coś skapnie, bo dzięki opowieści będziesz przez chwilę w centrum uwagi! 😀

Nie musisz mieć szerokiego audytorium, żeby polecać książki. Owszem, zawsze warto dołączyć do grup na Facebooku, kółek dyskusyjnych przy bibliotekach, a nawet rozkręcić bloga recenzenckiego. Jeśli jednak wszystko to brzmi onieśmielająco, nie musisz się w to pakować. Kilkoro przyjaciół wystarczy aż nadto. Jeden człowiek do pogadania – to już nieźle.

Pomóż nieczytającym znaleźć książki, które polubią

W szkołach przekonuje się uczniów, że każda książka to „Nad Niemnem”, a do tego trzeba wiedzieć, co poeta miał na myśli. Wielu ludzi po tak nieudolnym praniu mózgu odchodzi z przekonaniem, że książki są za trudne. Że dla nich nikt niczego nie napisał. W czym zresztą utwierdza ich postawa czytelniczych bufonów. Bo przecież – jeśli podoba Ci się Grey, jesteś zakompleksioną gospodynią, Piekara pisze tylko dla mizoginów, a Michalak to disco polo literatury.

Tymczasem – książki są dla ludzi. Tak, nawet te, które uważamy za kiepskie. Chwała Ci, jeśli od Coelho wolisz Cortázara, ale narzucanie innym swojego gustu to dziecinada.

Dlatego pomagaj nieczytającym w znalezieniu takich lektur, które im się spodobają. Otwórz się choć trochę dla nieczytacza. Wypytaj, co lubi – jakie filmy, na przykład. Może w coś gra? Często się zdarza, że powstały książki, których akcja rozgrywa się w uniwersum danej gry lub popularnej serii filmów. Zwykle to nie jest wybitna literatura, ale co z tego?

Jeśli książka się spodoba, tzn. da coś czytelnikowi, zagra na tych samych falach – czytelnik sięgnie po więcej podobnych lektur. Przeczyta te nieszczęsne Greye, potem sięgnie po inne romanse. Wreszcie oczyta się tak, że mu zbrzydną – ale strach przed lekturą minie, a w jego miejsce być może zagości nawyk. Przy odrobinie szczęścia, po romansach przyjdą ambitniejsze książki obyczajowe, a po nich może nawet powieści naprawdę trudne. To jedyny skuteczny sposób, żeby wyrobić sobie gust. Trzeba czytać, cokolwiek. Nikt nie zaczyna od Joyce’a.

Pamiętaj, że każdy ma jakiś powód…

Roztrząsając problem czytelnictwa na poziomie systemu, oczywiście trudno znaleźć jasną i prostą odpowiedź – czemu jest tak źle? Tyle że jeśli zejdziemy na poziom jednostki, każdy znajdzie jakąś wymówkę.

Jeden powód już znamy – trauma po szkole. Co jeszcze można usłyszeć?

  1. Nie czytam, bo nie mam czasu.
  2. Nie czytam, bo filmy i gry dają to samo, tylko bardziej.
  3. Oddałem te wszystkie książki, bo są ciężkie, kurzą się i zajmują dużo miejsca.
  4. Książki są dla mnie zdecydowanie za drogie!

I tak dalej. To brzmi jak poważne, obiektywne przeszkody. W końcu – czytanie rzeczywiście wymaga nakładów, wysiłku i wolnego czasu. Tyle tylko, że już dawno znaleziono sposoby, żeby czytelnikom życie ułatwić.

Nie masz czasu? Przerzuć się na audiobooki. Da się ich słuchać nawet kiedy prowadzisz samochód.

Filmy i gry dają to samo? Nie dają, ale żeby się o tym przekonać nie musisz czytać antycznych tomiszcz. Wystarczy, że sięgniesz po literaturę towarzyszącą Twoim ulubionym rozrywkom.

Książki są ciężkie i śmierdzą? Czytaj e-booki! Na czytniku zmieścisz całą biblioteczkę. Znikną też problemy z przeprowadzką.

Nowe książki za drogie? Cóż, to akurat prawda – moim zdaniem powinny być tańsze przynajmniej o 25%. Ale od czego są biblioteki? Od czego księgarskie dyskonty? Ba, z internetu możesz „pożyczyć” książkę za darmo. Nie popieram, ale do diaska – nie udawajmy, że to nie jest opcja.

Rozwiązania są więc proste. Tyle że nie znajdziesz ich siedząc wygodnie na czytelniczym parnasie, gdzie jedyną książką zasługującą na to miano jest wybitne klasyczne dzieło, wydane w twardej oprawie przez szanowane wydawnictwo. Jeśli rzeczywiście przejmujesz się czytelnictwem, nie stać Cię na pogardę dla e-booków, nie stać Cię na wstręt do literatury popularnej. A już na pewno – nie nie stać Cię na podnoszenie własnego statusu kosztem „tych wszystkich głupków, co nie czytają”.

Co prowadzi nas do następnego punktu…

Nie piętnuj, nie mądrz się, nie pierdol

Już rozumiesz, co proponuję – otwartą komunikację, znoszenie barier, dobieranie tytułów do odbiorcy, zamiast kształtowania odbiorcy pod tytuł. Przekaz dla nieczytaczy: książki są po to, żeby Wam było w życiu lepiej. I sami, we własnym tempie, możecie się o tym przekonać.

Tyle że mogę sobie tutaj gadać, na niszowym blogasku, a w szerokim kraju i tak ludzie będą wybierać odwrotną strategię – piętnowania. Nieczytanie to patologia; świadczy o tępocie, braku wyobraźni i lenistwie. „Nie czytasz, nie idę z tobą do łóżka”. Kto nie czyta, ten dureń. Bo tak. Bo dzięki temu piętnujący może pozbyć się odpowiedzialności, a przy okazji łechta własne ego.

W efekcie do nieczytających wysyłany jest negatywny komunikat. Że są gorsi. Że nikt ich tu nie chce. Że muszą spełnić czyjeś wymagania tylko po to, aby nie odbierano im godności. Wreszcie – że te całe książki to jedna wielka hipokryzja, udawanie wzniosłości, zarozumialstwo. A czytający to żadna elita intelektualna, tylko zwykła buceria.

Z mojej perspektywy rozwiązanie jest proste: wystarczy z tym skończyć. Nie piętnować, nie mądrzyć się i nie pierdolić, że bez czytania nie ma życia. Te negatywne reakcje wybuchają od lat i jakoś do tej pory nikomu nie pomogły.

Świeć przykładem!

Jeśli chcesz, żeby ludzie wokół Ciebie czytali więcej i częściej, pomóc może tylko pozytywne sprzężenie zwrotne. Czyli przede wszystkim, Twoje pozytywne nastawienie. Nie myśl więc o tym, że otaczają Cię debile, że jesteś w zanikającej mniejszości, że książka umiera. Nie myśl o tym, że rośnie bariera między Tobą a resztą Polski – bo tak myśląc zechcesz się schować za tym murem.

Pomyśl, że dzięki książkom poznajesz inne światy, otwierasz się na nowe perspektywy. Książki zamieniają Twoją rzeczywistość na lepszą – i robią to głębiej niż jakikolwiek film czy gra. Książki to wolność.

Pomóż wyzwolić się innym.

Zapisz się na newsletter! Spisek Pisarzy wysyła tylko to, co warto przeczytać.



Tomasz Węcki

Tomasz Węcki


Cześć, mam na imię Tomek i jestem grafomanem. Od kilkunastu lat udaje mi się połączyć przyjemne z pożytecznym i utrzymuję się przede wszystkim z pisania. Byłem już dziennikarzem, piarowcem, copywriterem, ghostwriterem, dokumentalistą i autorem tekstów do gier komputerowych. Teraz możesz również przeczytać moją pierwszą książkę – „Wtajemniczenie”.

3 odpowiedzi

  1. Mesik pisze:

    Drogi Tomku ,czy masz jakas rade dla poczatkujacego (poza uzywaniem polskich liter:) z takim oto dylematem :
    Chcialoby sie pisac ,pisac duzo ,byc moze zyc z tego ,tylko od czego zaczac ?Jakie sensowne mozliwosci tutaj istnieja przy zalozeniu ,ze mowimy o ojcu dzieciom ,nie mogacym pozwolic sobie na zarobki rzedu 1200zl.
    Na dzien dzisiejszy bardziej pod uwage biore druga opcje ,mianowicie :
    Zrobic dobry , duzy (obojetne ,wazne aby kapucha byla)
    biznes ,zarobic okragla banke lub dwie , a nastepnie bez krepacji poswiecic sie tworczosci , tworczosci nieskrepowanej obawa o pieniadze , a wiec de facto rowniez nie torpedowanej przez nia.
    Z tego co widze ,ty w zycie wprowadziles pierwsze rozwiazanie,czy podobny cel rowniez Ci przyswieca ,czy nie zawracasz sobie takimi mrzonkami glowy ?
    Czy myslales kiedys o drugim i czy sadzisz ,ze mozna osiagnac cel (poswiecic sie pisaniu na caly etat nie dla pieniedzy ,te przyjda lub nie) za pomoca tej pierwszej drogi ,czy jednak w naszym kraju bardziej prawdopodobna jest opcja druga ? Rowniez czas jest istotny ,a wydaje mi sie ,ze w tej kwestii opcja druga moze byc jednak bardziej wskazana (pomijajac wyjatkowe sytuacje).
    Co uwazasz ?

    • Tomasz Węcki Tomasz Węcki pisze:

      Słuchaj, w tej kwestii nie jestem żadnym autorytetem. Idę po omacku, jak wszyscy. Ot, na przykład: na początku roku rzuciłem pracę – bo miałem jej dosyć, czułem się wystarczająco bezpiecznie finansowo, a do tego chciałem więcej czasu poświęcić pisaniu książek. Na bezrobociu wytrzymałem raptem kilka miesięcy. Znalazła się firma, która zaproponowała mi nawet więcej kasy, zgodziła się na współpracę w pełni zdalną – i tak dalej. Same frykasy. Tylko że teraz pracuję i znów wraca do mnie wszystko, przed czym chciałem uciec. Oczywiście, częściej też myślę o cudzych projektach, które komuś innemu pomnożą kapitał, niż o rzeczach, które chciałabym robić na własny rachunek. No i tak to jest. Bardzo prawdopodobne, że czeka mnie kolejny rzut robotą.

      No ale, ej, przynajmniej mogę potwierdzić, że jeśli człowiek już nad książką pracuje (zamiast tylko rozmyślać), bezrobocie bardzo pomaga – uwalnia czas i energię. Tylko trzeba mieć dużą kasę, żelazne nerwy albo bardzo niskie potrzeby, żeby wytrwać. Finansowo najsensowniej zadziałać na dwa fronty. To znaczy, zadbać o minimalizację kosztów życia, a także odłożyć jak najwięcej „na czarną godzinę”. Wtedy nie musisz liczyć na wygraną w totka, ani super-biznesy, które zwykle nie nadchodzą.

      W Twoim wypadku zacząłbym jednak od optymalizacji czasu, nie finansów. Postaraj się pisać regularnie, np. wieczorami, kiedy dzieci śpią, albo rano, zanim dom się obudzi. Dopiero kiedy przekonasz się, że dajesz radę, wena nie kaprysi za bardzo, teksty wychodzą Ci strawne, no i przede wszystkim – że cały czas masz o czym pisać. Dopiero kiedy się o tym wszystkim przekonasz, warto rozważać kolejne kroki, zwłaszcza tak ryzykowne jak rzucanie roboty.

      W sumie to bardzo podobnie jak z zakładaniem własnego biznesu. Bez przygotowania szybko przepalisz kapitał i zostaniesz z niczym.

  2. mesik pisze:

    Dzięki, pozdrawiam.
    Cóż to takiego w człowieku ,że najbardziej kręcą z lekka utopijne scenariusze :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *