Zrób to sam: kultywacja czytelnictwa w domu, szkole i ogrodzie

Tomasz Węcki


Cześć, mam na imię Tomek i jestem grafomanem. Od kilkunastu lat udaje mi się połączyć przyjemne z pożytecznym i utrzymuję się przede wszystkim z pisania. Byłem już dziennikarzem, piarowcem, copywriterem, ghostwriterem, dokumentalistą i autorem tekstów do gier komputerowych. Teraz możesz również przeczytać moją pierwszą książkę – „Wtajemniczenie”.

3 komentarze

  1. Mesik napisał(a):

    Drogi Tomku ,czy masz jakas rade dla poczatkujacego (poza uzywaniem polskich liter:) z takim oto dylematem :
    Chcialoby sie pisac ,pisac duzo ,byc moze zyc z tego ,tylko od czego zaczac ?Jakie sensowne mozliwosci tutaj istnieja przy zalozeniu ,ze mowimy o ojcu dzieciom ,nie mogacym pozwolic sobie na zarobki rzedu 1200zl.
    Na dzien dzisiejszy bardziej pod uwage biore druga opcje ,mianowicie :
    Zrobic dobry , duzy (obojetne ,wazne aby kapucha byla)
    biznes ,zarobic okragla banke lub dwie , a nastepnie bez krepacji poswiecic sie tworczosci , tworczosci nieskrepowanej obawa o pieniadze , a wiec de facto rowniez nie torpedowanej przez nia.
    Z tego co widze ,ty w zycie wprowadziles pierwsze rozwiazanie,czy podobny cel rowniez Ci przyswieca ,czy nie zawracasz sobie takimi mrzonkami glowy ?
    Czy myslales kiedys o drugim i czy sadzisz ,ze mozna osiagnac cel (poswiecic sie pisaniu na caly etat nie dla pieniedzy ,te przyjda lub nie) za pomoca tej pierwszej drogi ,czy jednak w naszym kraju bardziej prawdopodobna jest opcja druga ? Rowniez czas jest istotny ,a wydaje mi sie ,ze w tej kwestii opcja druga moze byc jednak bardziej wskazana (pomijajac wyjatkowe sytuacje).
    Co uwazasz ?

    • Tomasz Węcki napisał(a):

      Słuchaj, w tej kwestii nie jestem żadnym autorytetem. Idę po omacku, jak wszyscy. Ot, na przykład: na początku roku rzuciłem pracę – bo miałem jej dosyć, czułem się wystarczająco bezpiecznie finansowo, a do tego chciałem więcej czasu poświęcić pisaniu książek. Na bezrobociu wytrzymałem raptem kilka miesięcy. Znalazła się firma, która zaproponowała mi nawet więcej kasy, zgodziła się na współpracę w pełni zdalną – i tak dalej. Same frykasy. Tylko że teraz pracuję i znów wraca do mnie wszystko, przed czym chciałem uciec. Oczywiście, częściej też myślę o cudzych projektach, które komuś innemu pomnożą kapitał, niż o rzeczach, które chciałabym robić na własny rachunek. No i tak to jest. Bardzo prawdopodobne, że czeka mnie kolejny rzut robotą.

      No ale, ej, przynajmniej mogę potwierdzić, że jeśli człowiek już nad książką pracuje (zamiast tylko rozmyślać), bezrobocie bardzo pomaga – uwalnia czas i energię. Tylko trzeba mieć dużą kasę, żelazne nerwy albo bardzo niskie potrzeby, żeby wytrwać. Finansowo najsensowniej zadziałać na dwa fronty. To znaczy, zadbać o minimalizację kosztów życia, a także odłożyć jak najwięcej „na czarną godzinę”. Wtedy nie musisz liczyć na wygraną w totka, ani super-biznesy, które zwykle nie nadchodzą.

      W Twoim wypadku zacząłbym jednak od optymalizacji czasu, nie finansów. Postaraj się pisać regularnie, np. wieczorami, kiedy dzieci śpią, albo rano, zanim dom się obudzi. Dopiero kiedy przekonasz się, że dajesz radę, wena nie kaprysi za bardzo, teksty wychodzą Ci strawne, no i przede wszystkim – że cały czas masz o czym pisać. Dopiero kiedy się o tym wszystkim przekonasz, warto rozważać kolejne kroki, zwłaszcza tak ryzykowne jak rzucanie roboty.

      W sumie to bardzo podobnie jak z zakładaniem własnego biznesu. Bez przygotowania szybko przepalisz kapitał i zostaniesz z niczym.

  2. mesik napisał(a):

    Dzięki, pozdrawiam.
    Cóż to takiego w człowieku ,że najbardziej kręcą z lekka utopijne scenariusze 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *