Debiut literacki – jak to zrobić dobrze?

Tomasz Węcki


Cześć, mam na imię Tomek i jestem grafomanem. Od kilkunastu lat udaje mi się połączyć przyjemne z pożytecznym i utrzymuję się przede wszystkim z pisania. Byłem już dziennikarzem, piarowcem, copywriterem, ghostwriterem, dokumentalistą i autorem tekstów do gier komputerowych. Teraz możesz również przeczytać moją pierwszą książkę – „Wtajemniczenie”.

15 komentarzy

  1. Gringo napisał(a):

    A co jeśli ktoś ma dobrą książkę, którą i tak odrzucili wszyscy wydawcy? 😛

    • Karusia napisał(a):

      Jak np. Pottera w latach 90 🙂

    • Tomasz Węcki napisał(a):

      Zdarza się to o wiele rzadziej, niż debiutant w takiej sytuacji by sobie życzył.

      No ale powiem tak: e-booka można przygotować za darmo. Nawet płatne opcje zaczynają się obecnie od śmiesznych sum (np. 36 zł w Ridero). Jeśli chcesz skonfrontować swoje dzieło ze światem, nic nie stoi na przeszkodzie, żeby rzucić je w sieć do darmowego ściągnięcia.

      Nie warto tylko ulegać wizji „własnej książki na półce księgarni”. Druk i dystrybucja kosztują, więc jeśli żaden wydawca w książkę nie uwierzy, wydatki będzie musiał pokryć sam autor. Mało który debiutant wychodzi dobrze na takiej inwestycji.

  2. Justyna Kowalska napisał(a):

    Gratuluję Tomek i trzymam kciuki 🙂

  3. Martyna Szkołyk napisał(a):

    Dzięki za ten tekst. 🙂 Moja powieść „się” pisze, a równolegle staram się jak najwięcej dowiedzieć o tym jak ją wydać.

  4. Hoviel napisał(a):

    A czy w obecnej sytuacji na rynku wydawniczym warto wydać ebooka zamiast tradycyjnej książki? Osobiście wydaje mi się, że w Polsce mało kto woli wersję elektroniczną, ale mieszkam na totalnym odludziu, więc może nie mam racji.

    • Tomasz Węcki napisał(a):

      To zależy. E-booki sprzedają się dużo gorzej od książek papierowych. Marża na e-bookach też zwykle jest mniejsza (wbrew temu, w co wierzy pół internetu). No i wypuszczenie e-booka jest równoznaczne z tym, że książka po chwili zostanie spiracona. Więc biznesowo – to naprawdę denna inwestycja.

      Z drugiej strony, tylko e-booka oddasz za darmo w masowej skali (papier trzeba zawsze wydrukować w określonym nakładzie). Tylko e-book może mieć de facto zerowe koszty dystrybucji. Więc wydawanie e-książki pro bono albo w celach promocyjnych ma dużo sensu.

  5. Daghan napisał(a):

    Sprzeczał bym się z tym, że wydanie własnej książki za własną kasę to jakaś ujma. Wszystko zależy od podejścia. Jeśli chcemy by ktoś poczytał nasze dzieło możemy je rozesłać do bibliotek. Jeśli chcemy z tego żyć, to faktycznie powinniśmy mierzyć wysoko.

    • Tomasz Węcki napisał(a):

      Nie uważam, że wydawanie za własną kasę to ujma. Tyle że nie chodzi o to, co ja uważam. 😉 Wierz mi, jest mnóstwo ludzi, którzy wbili sobie do głowy, że „self-publishing psuje rynek”. Albo że każda książka z vanity press to gówno. Albo że w taki sposób wydają tylko grafomani, bo gdyby ktoś chciał ich wydać inaczej, to by wydali inaczej. No i na podstawie tych światłych przekonań owi ludzie wyrabiają sobie opinie o książkach. Widzą: self-pub. Widzą: debiut. Wnioskują: musowo kaszana.

  6. Cuprum napisał(a):

    Ale banały.

  7. Wkurzony Pisarz napisał(a):

    Moim zdaniem do tradycyjnego wydawcy opłaca się iść TYLKO kiedy jesteś debiutantem (a i to nie zawsze), lub gdy nie nastawiasz się na zarabianie na książkach. Więcej tu:
    http://leszekbigos.com/kiedy-warto-podpisac-umowe-z-tradycyjnym-wydawca/
    Miłej lektury 🙂

    • Tomasz Węcki napisał(a):

      Słuszne uwagi (i spoko blog, poczytam). No ale sam wspominasz, że są jeszcze tacy pisarze, którym na kasie zbytnio nie zależy. 😀 No więc wychodzi, że wydawcy opłacają się nie tylko debiutantom. W sumie każdy, kto nie potrafi lub nie chce ogarniać strony biznesowej, powinien uderzać najpierw do jakiegoś solidnego wydawnictwa…

      • Wkurzony Pisarz napisał(a):

        Wydawcy opłacają się debiutantom, LUB gdy nie nastawiasz się na hajs. Tak stoi również w komentarzu, niczego nie pominąłem 😉

        Chodzi mi tylko o to, że jeżeli ktoś nie chce ogarniać strony biznesowej, to niech potem nie płacze, że z pisania nie ma pieniędzy. Pisarze to chyba jedyna grupa zawodowa, wśród której przyjęło się oddawać całą kontrolę nad swoim dziełem komuś innemu i oczekiwać, że nie zostanie się wydymanym. 95% nawet nie przeczyta umowy wydawniczej przed podpisaniem, tego jestem pewien 🙂 Cóż, mają, co chcą 😉

  8. Dominika napisał(a):

    A co z objętością książki? Nie mogę znaleźć jednoznacznej odpowiedzi. Co jeśli moja książka – debiut ma +/- 500 stron (A5)? Czy to dobrze, czy to źle? Czy są jakieś preferowane objętości?
    Z góry dziękuję za podpowiedź.

  9. Klara69 napisał(a):

    Co jutro gotujecie na obiad? Ja zrobie rumfordzka wedlug starego przepisu. Cos pysznego, poszukajcie sobie w goglu: zupa rumfordzka babci

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *