Marketing książki, czyli czego się nauczyłem na własnym debiucie

Tomasz Węcki


Cześć, mam na imię Tomek i jestem grafomanem. Od kilkunastu lat udaje mi się połączyć przyjemne z pożytecznym i utrzymuję się przede wszystkim z pisania. Byłem już dziennikarzem, piarowcem, copywriterem, ghostwriterem, dokumentalistą i autorem tekstów do gier komputerowych. Teraz możesz również przeczytać moją pierwszą książkę – „Wtajemniczenie”.

13 komentarzy

  1. Marre pisze:

    Nie łam się, na samym dole hierarchii jest vanity. Jeśli ktoś się zna na temacie, to nie odrzuci self-puba z automatu (a przynajmniej nie powinien), natomiast vanity tak (a przynajmniej powinien).

  2. Tony pisze:

    Tomaszu,

    Jestem autorem książki, którą wydałem na własną rękę. Żeby ją w ogóle napisać, musiałem się wiele nauczyć. Również z Twojej strony, którą uważam za kopalnię wiedzy, dla takiego grafomana jak ja. Jeśli mogę się podzielić jakimś wnioskami, to najlepiej zrobię to tutaj. Bo mam do Ciebie ogromny szacunek. Może komuś pomoże.

    Próbowałem już przeróżnych metod promocji. Google Adwords, Facebook Ads, Facebooks Ads do lubimyczytac.pl, stoisko na Targach Warszawskich Targach książki, email marketing, paczki dla blogerów, wykop.pl, ulotki i również marketing w samej książce.

    Po pół roku sprzedaży mam 2400 sprzedanych egzemplarzy, 50 tys. fanów na Facebooku, podpisaną umowę o dystrybutorem o wejście do księgarń. Aktualnie dodrukowuję 5000 egzemplarzy.

    1) Wydawanie ebooka w tym kraju, jest według mnie nieopłacalne. Po pierwsze nie ma on takiej wartości, jaką ma książka papierowa. Tym bardziej dla czytelnika. Można ją udostępnić, skopiować, ściągnąć z chomikuj.pl. W dodatku nikt nie zauważy, że ktoś czyta Twoją książkę w tramwaju czy pociągu – chyba że dasz nura komuś w ekran. Druga sprawa to że VAT na książki papierowe to tylko 5%, a na elektroniczne aż 23%. I jak tutaj wytłumaczyć to klientowi? Książka drukowana wygląda lepiej na zdjęciach (blogerów, na Instagramie, na półkach u czytelników). Ja zrezygnowałem z Ebooka i nigdy nie zamierzam go tworzyć.

    2) Targi Książki – własne stoisko kosztuje kupę pieniędzy, jeśli się nie ma dobrego miejsca na samych Targach, ledwo można wyjść na zero. Ale polecam na nie chodzić ze swoją książką, bo to idealne miejsce żeby poznać wielu ludzi.

    c) Google Adwords – nie polecam. Za drogi. Dopiero po wydaniu 900 złotych, Google sam do Ciebie dzwoni i proponuje bezpłatną, 3-tygodniową pomoc. Za to plus. Ale wyjście na zero graniczy z cudem.

    d) Pisanie własnego bloga – oczywiście. Tym bardziej jeśli jest napędzany przez Social Media.

    e) Facebook Ad – świetna forma reklamy. Ja mam taką strategię, że najpierw promuję Fan Page, a potem do ludzi którzy go polubili, kierują reklamę. 90% zysków jest właśnie stąd. Jeśli znajdziesz, że zainwestowanie kwoty X w reklamę na FB, daję Ci Y (czyli np. X+ 2000 zł) to idź na całość. Jednak bez jakiegokolwiek kapitału własnego, jest to trudne.

    g) Wysyłałem też paczki do blogerów. Z prezerwatywami, bletkami i małą flaszeczką Jacka Danielsa. I efekt był raczej słaby. Zrobili jedno zdjęcie, trafiło na Instagram, coś tam się sprzedało, ale w porównaniu z e) to nic.

    f) W moim przypadku, mam naprawdę dobry produkt. Bo sama książka ma 550 stron i jest czymś absolutnie nowym, jeśli chodzi o książki podróżnicze. Ludzie ją albo kochają, albo nienawidzą. A to przyciąga. Część historii jest udostępniona na blogu, ale część jest niedostępna. Więc jeśli komuś się podobają treści, kupuje książkę. To eliminuje niezadowolonych klientów, bo ludzie wiedzą czego się spodziewać. Stąd też ocena 8,74 na lubimyczytac.pl Gdy sprzedawałem książkę bezpośrednio na Targach, kilku ludzi kupiło ją, kompletnie nie mając pojęcia, co zastaną. I pojawiły się negatywne komentarze.

    Tytuł książki: „Bunkrów nie ma”

    Z luźniejszych przemyśleń: Im jesteś większy, tym łatwiej się sprzedaje. Spójrz na przykład na Pokolenie Ikea. Facet wydaje z wydawnictwem. Mają ogromne wyniki sprzedaży. Najnowsza książka „Brud” jest słaba. Pisana na siłę według mnie. Poza tym przepełniona materiałem, który potem będzie pasował idealnie na cytat na Fan Page „Pokolenie Ikea”. Cytaty pochodzą z demotywatorów. Ale… Jest 2 na liście bestsellerów w takim Empiku (za którym wiem, że nie przepadasz). I to wszystko bierze się z zasięgu na Facebooku i dowodu społecznego. Bo skoro na okładce jest napisane, że gość sprzedał 120 tys. egzemplarzy, to ludzie myślą że książka jest dobra. Co jest subiektywne.

    Inwestuj w e) To się najlepiej sprawdza.

    • Tomasz Węcki pisze:

      O, spoko. Wychodzi zresztą, że mamy podobne doświadczenia. Podpisuję się też pod skutecznością Facebook Ads. Wiele razy korzystałem, przez lata i do różnych celów – nigdy nie byłem zawiedziony. Tym razem efekt wyszedł słabo nie z powodu reklam, ale e-booka.

      No, może też z powodu landing page – tego nie jestem pewien. Być może ludzie, którzy nic nie wiedzą o książce, potrzebują obszerniejszego wprowadzenia i, ogólnie, większych atrakcji, zanim zdecydują się na kupno. Może powinienem, jak Ty ze swoim blogiem, iść właśnie w rozbudowaną prezentację. Rzecz do rozważenia.

      BTW, a propos AdWords – wiesz, że organizacje pozarządowe (non-profit) mogą dostać w ramach programu Google Ad Grants 10 tysięcy USD miesięcznie na promocję netową? Żeby z tego legalnie korzystać trzeba prowadzić, oczywiście, działalność charytatywną. Wspominam jednak, bo to chyba jedyny przypadek, kiedy AdWords się opłacają.

      Co mnie jednak uderza w Twojej relacji, to że blog traktujesz jak oczywistość, a tymczasem większość konwersji idzie z reklam fejsbukowych. Dobrze to rozumiem? Bo jeśli tak, 80% roboty idzie w bloga, a większość efektu i tak masz skądinąd. 😀

      O tym właśnie mówię – że tak naprawdę blog nie jest konieczny. Wiadomo, że gdy już ktoś go ma, to super, na pewno da się na nim zyskać. Ale to nie jest aż takie efektywne narzędzie, żeby faktycznie trzeba było się z nim męczyć.

      Jeszcze targi mnie ciekawią. W sumie to ile kosztuje stoisko? I czy próbowałeś doczepić się do jakiegoś kolektywu? Słyszałem, że jak komuś nie zbywa na kasie, to się często wynajmuje na spółkę z innymi wydawcami.

      A co do Pokolenia Ikea i Piotra C… Cóż, nie wierzę w te jego wyniki. W sensie, owszem, na pewno ma przyzwoite osiągi, bestsellerowe wręcz. Tyle że w Polsce bestseller to marne 10 tysięcy sprzedanych egzemplarzy – no i tyle pewnie dał radę sprzedać. Natomiast 120 tysięcy? Hmm… Patrzę na to, jak Piotr C się komunikuje ze światem, patrzę na to, kto jest jego wydawcą; patrzę – i spodziewam się bardzo niskiej przejrzystości danych. Te 120 tysięcy prawdopodobnie dotyczy wszystkich wydanych przez niego książek, zawiera dane e-booków, a do tego jest liczbą egzemplarzy wprowadzonych do obrotu, a nie faktyczną wysokością sprzedaży. Nikogo nie przyłapałem na oszustwie, oczywiście; to tylko moja intuicja działa. Nie zdziwię się jednak, jeśli te 120 tysięcy to „chłyt makertingowy” bez pokrycia, wykorzystany jedynie dla zyskania społecznego dowodu słuszności.

      Ale! Pomimo tego, jego blog to ciągle dobry przykład dźwigni marketingowej. Jeśli ktoś chce się wpakować w prowadzenie bloga, żeby dzięki niemu sprzedawać, tędy droga. Twój też działa na tej zasadzie, jeśli się nie mylę. Ja mógłbym liczyć na dobrą konwersję dopiero wtedy, gdybym sprzedawał książki o pisaniu. 😀

  3. sd pisze:

    „Jeśli już musisz założyć bloga w celach promocyjnych (bo, na przykład, inaczej Cię zastrzelą), myśl w kategoriach tematu, a nie kunsztu literackiego. Nie rób bloga po to, żeby pokazać, że dobrze piszesz. Rób bloga po to, żeby zebrać ludzi zainteresowanych tym, o czym piszesz. Przekonywanie, że umiesz sprawnie składać zdania, to element budowy osobistego wizerunku, a nie sprzedaży. Owszem, pierwsze drugiemu pomaga, ale niczego nie gwarantuje. Czytelnik może być przekonany o Twoich umiejętnościach, ale akurat wypuszczasz w świat jakąś fantastykę, której on nie trawi, więc nie kupi, bo po co.”

    Dlatego teraz zapytam drogi Autorze, czemu nie zastosowałeś tej rady względem siebie i nie wydałeś książki o pisaniu? 🙂 Nabyłabym w ciemno, bo po to zaglądam na Twojego bloga – jestem zainteresowana tym, co piszesz o pisaniu, a niekoniecznie jak sam piszesz i urban fantasy. Co nie zmienia faktu, że ebooka poczytałam i „postawiłam piwo” (a nawet kilka) z tej okazji. Możliwe, że więcej osób zrobiło podobnie i może warto wziąć tę formę zarobku na książce pod uwagę, ale z drugiej strony ciężko ocenić czy ktoś wpłacił kasę w ramach podziękowania za ebooka, czy za możliwość czytania spisku. W każdym razie, dziękuję za podzielenie się doświadczeniami z wydania własnym sumptem. Każdy taki głos jest cenny i daje do myślenia. Pozdrawiam

    • Tomasz Węcki pisze:

      Książki o pisaniu zawsze wisiały nad tym blogiem, więc pewnie kiedyś się pojawią. 😉 Mam ten zgryz, że oddając swoje przemyślenia za darmo, w formie wpisów, jednak biorę na siebie mniejszą odpowiedzialność. Najwyżej palnę głupotę, ludzie się ze mnie pośmieją, i tyle. Za książkę – przynajmniej za taką, za którą brałbym kasę – już bym odpowiadał bardziej. Składam przecież obietnicę, że rozwiążę czyjś problem i jeszcze za to inkasuję. Wolę więc się porządnie przygotować do tematu, zrobić szerszy research, samemu wypróbować to i owo.

      Co do postawionego piwa (dzięki, swoją drogą!), ludzie zwykle pisali za co mi stawiają. 🙂 No ale fakt, ktoś mógł pisać, że za „Wtajemniczenie”, a tak naprawdę chodziło o całokształt. Tę formę zarobku jeszcze omówię, ale to raczej przy okazji kwestii sprzedażowo-finansowych, a nie przy marketingu.

      • sd pisze:

        „Składam przecież obietnicę, że rozwiążę czyjś problem i jeszcze za to inkasuję.” Proponuję więc nie składać obietnicy 🙂 Bo czy można komuś obiecać, że dzięki radom napisze bestseller? Można mu co najwyżej dać narzędzia, podpowiedzi, inspiracje, motywację do działania i tym właśnie jest dla mnie „spisek”.
        Ale co jest w tym papierze, że człowiek powinien brać za swoje słowa większą odpowiedzialność niż na blogu? Tak, wiem, giną drzewa, a tak serio – nie przywiązywałabym do formy przekazu tak wielkiego poczucia odpowiedzialności. Osobiście chciałabym mieć poradnik w wersji papierowej, bo lubię kreślić/podkreślać/zaznaczać (czego nie da się robić na blogu) i jest to dla mnie po prostu wygodniejsze. Z jednej strony rozumiem obawy i fajnie, że podchodzisz do sprawy na poważnie (chcesz przygotować się do tematu, zrobić research itd.), a z drugiej – czytelnicy bloga wiedzą, czego się spodziewać i za co zapłacą, nie ma więc mowy o kupowaniu kota w worku, co często zdarza się w przypadku beletrystyki. Niezadowoleni znajdą się zawsze i Ci, którzy będą twierdzić, że nie powinieneś dawać rad o pisaniu, bo nie wydałeś jeszcze xxx książek w tru wydawnictwie 😉 Tylko kogo oni obchodzą? Mnie nie. W każdym razie, mam nadzieję, że doczekam się wersji papierowej, trzymam kciuki!

  4. Fleur pisze:

    Mam pewne pytanko, a mianowicie…Do jakich blogerów pisałeś na pierwszym miejscu?

  5. Tomek Adamiec pisze:

    Cześć Tomku,

    Jeżeli pozwolisz, to miałbym małą sugestię, która mogłaby poprawić wynik konwersji 3,33%.

    Pod każdym postem masz baner reklamujący e-booka i to jest świetny pomysł.

    Przypuśćmy jednak, że na Twój blog wchodzi osoba, która Cię jeszcze nie zna (np. trafiła z wyszukiwarki).

    Nie wie, że autorem bloga jest Tomasz Węcki.

    A jeżeli tego nie wie, to pytanie na banerze, niewiele jej będzie mówić, prawda? 🙂

    Nie będzie też wiedzieć, że może kliknąć w ten baner, aby pobrać darmowego e-booka. Być możne z chęcią by to zrobiła, ale nie wie, że pod kliknięciem w baner kryje się darmowy e-book.

    Może warto by takiej osobie powiedzieć wprost „Pobierz bezpłatnie moją książkę”. (To jest wymyślone na szybko, można to przerobić). Ważne, żeby napis „wzywał do konkretnej akcji”, w Twoim przypadku pobrania książki.

    Na koniec chciałbym Ci napisać, że prowadzisz świetnego bloga, a w najbliższym czasie zabieram się za Twoją książkę 🙂

    Pozdrawiam Cię serdecznie 🙂

  6. Polecam w ramach wniosków na przyszłość: lektura obowiązkowa każdego self-publishera 🙂
    http://jakoszczedzacpieniadze.pl/self-publishing-finansowy-ninja-case-study-czesc-1

  7. Zwróciłem szczególną uwagę na wspomnienie o trudności w przeistoczeniu z ” ducha pisarza w ducha sprzedawcy „, jest to bardzo poważny problem, niesamowicie trudny do przeskoczenia, potwierdzam to z pozycji zawodowego marketingowca i zarazem z pozycji pisarza-myśliciela…

    Wszedłem przypadkiem, czegoś szukając, i zostałem na jakiś czas, to dobry pomysł byś zabrał się za pisanie książki o pisaniu, zostań trenerem, pisz książki, pisz bloga, twórz markę, masz predyspozycje i masz już doświadczenie cenne.

    Niebawem wielu ludzi pojmie, że powinni napisać książkę , ki , dla własnego interesu, dla budowy własnej marki itd. – Taki czas nadchodzi i ty możesz na tym zarobić fortunę, jest taka szansa. Ludzie na pewnych poziomach, w pewnych zawodach, będą potrzebować podparcia się dorobkiem w postaci książki, książek, jak tlenu.

    Wszystko wietrzeje, wszystko oszukane albo opłacone i kupione, nawet opinie w internecie, dlatego nadchodzi nowa era, era w której wiele osób zabierze się za pisanie książek, ale nie po to by na nich zarabiać, ale po to by dzięki nim móc zarabiać na swoich profesjach , biznesach…

    A w wolnych chwilach baw się w swoje pisanie, zwłaszcza, że będziesz już miał kasę na promocję własnych dzieł…. i nic nie stanie już na drodze do Prawdy o rzeczywistej wartości Twoich książek i o sile, potencjale rzeczywistego a może wyimaginowanego targetu, na który tak bardzo liczysz….

    Powodzenia.

  8. MY LEGENDS pisze:

    Witam jestem tu nowa i chciałabym abyście mi pomogli z jednym fragmentem mojej książki którą piszę. Mam nadzieje że mi pomożecie. Ta książka opowiada o pewnej nastolatce gdzie jej idealny świat zaczyna się rozpadać z powodu do przeprowadzki gdyż jej tata (dostał awans na agenta specjalnego) i tam właśnie zaczyna szukać nowej siebie. Oto fragment: Później spojrzałam na zegarek była 6:30 to oznacza że trzeba wstawać, bo o dziesiątej startuje samolot.

  9. Paweł pisze:

    Faktycznie wartościowy blog i fajne teksty Autora, ale tez i innych którzy dołączyli – jestem dokładnie w tym samym miejscu, co Wy rok temu. W sumie to uważam się zobowiązany by podzielić się moimi wynikami i doświadczeniami, jak już będą, ale na szybko myśląc…
    czy nie byłoby synergiczną efektywnością, by jakaś grupa piszących, nie koniecznie niekonkurencyjne gatunki, połączyła swoje siły.
    Myślę, że jedno stoisko na Targach książki spokojnie może zareklamować kilku autorów, szczególnie debiutantów, lub self publisherów, a jednak koszta do podziału. Myślę, ze spotkanie, żeby pogadać o tych zagadnieniach w realu, czy nawet na skype to możliwość wymiany dużo większej ilości doświadczeń i danych, kontaktów i podpowiedzi. Myślę, że kilka głów zawsze potencjalnie daje większy efekt niż pojedynczy nurt myślowy, w najgorszym przypadku poznaje się znajomych po fachu i tyle.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *