Najważniejsze zwroty akcji – ściąga nie tylko dla orłów

Tomasz Węcki


Cześć, mam na imię Tomek i jestem grafomanem. Od kilkunastu lat udaje mi się połączyć przyjemne z pożytecznym i utrzymuję się przede wszystkim z pisania. Byłem już dziennikarzem, piarowcem, copywriterem, ghostwriterem, dokumentalistą i autorem tekstów do gier komputerowych. Teraz możesz również przeczytać moją pierwszą książkę – „Wtajemniczenie”.

9 komentarzy

  1. Patryk Sygidus pisze:

    Czyli jednym słowem: jeśli zrobisz coś inaczej, stworzysz nieprzewidywalną historię 😉

    • Tomasz Węcki pisze:

      No wiadomo, jak z każdym schematem. Wiernie kopiując zyskujesz niewiele, ale też najmniej to kosztuje. Kopiując po swojemu ryzykujesz mało. Robiąc zupełnie inaczej ryzykujesz dużo, ale jak się uda, robi największe wrażenie.

  2. Maja pisze:

    Tomku,
    Nie wiem czy można jeszcze dołączyć do Twojego poradnika pisania. Przeczytałam pierwsze ćwiczenie i komentarze pod nim i zauważyłam że na ostatnie komentarze nie odpowiadasz.

    • Tomasz Węcki pisze:

      Dołączyć można zawsze, terminów przecież nie ma. Nie odpowiadam, bo liczba komentarzy już dawno przerosła moje możliwości. Czasem czytam, choć głównie w powiadomieniach, które dostaje na maila.

      Dotychczasowe ćwiczenia i tak działają na zasadzie „writing prompt”, więc istotne jest, żeby zmierzyć się po swojemu z tematem. A nie to, żeby dostać ode mnie potwierdzenie, że się zrobiło wszystko zgodnie z kluczem i tak, jak bym chciał.

  3. Dany pisze:

    Dzieki za ten artykuł 🙂 Teraz wiem, że podświadomie używam tego schematu hehe 🙂 pewnie utarło się w trakcie czytania różnych książek tak napisanych.

  4. Fanlor pisze:

    Powyższy schemat jeszcze lepiej można zaobserwować w filmach. Może dlatego, że cała historia przedstawiona jest w 1,5 godziny i ogląda się ją od początku do końca w tym samym momencie. Tam zawsze jest tak, że albo bohater jest o krok od porażki a tu nagle nadchodzi niespodziewana pomoc, albo wszystko idzie jak po maśle i nagle zaczyna się sypać.

    Jest to w pełni poprawna, trzymająca widza/czytelnika w napięciu konstrukcja. Jednak przez ciągłe jej powtarzanie stała się tak popularna, że nawet wydawałoby się najbardziej zadziwiające zwroty akcji robią się przewidywalne i nudzące. Dlatego uważam, że chcąc napisać dobrą książkę warto się trzymać tego schematu. Chcąc napisać powieść wybitną koniecznie trzeba go unikać.

  5. Ola pisze:

    „Warto pamiętać: Incydent nie jest czymś, co postać robi, ale czymś, co się jej przytrafia”
    A to nie jest przypadkiem tak, że coś jej się przytrafia, bo coś zrobiła? Np. w fantasy postać nieświadomie nałożyła jakiś pierścień zagłady, więc nagle wszystkie stworzenia zaczynają ją atakować lub coś w tym stylu? W sensie czy wszelkie niefortunne wydarzenia muszą być z niczym nie związane i przypadkowe, czy po prostu niespodziewane?

  6. zaciekawiony pisze:

    Byle tylko nie trzymać się tego zbyt sztywno. P.D. James miała pewien stały schemat napięcia. Dało się wyrysować wykres emocjonalności akcji i po stwierdzeniu ile stron ma książka oszacować na której stronie nastąpi zawiązanie intrygi, a na której finał i drugi finał (lubiła gdy momenty kulminacyjne są dwa). Mimo to książki były ciekawe i nie następowało powtarzanie jeszcze raz tej samej opowieści.

  7. Boby pisze:

    Tu nic nowego się nie odkrywa…. ale dzięki za tłumaczenie…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *