Kiedy czytelnik porzuca książkę (infografika)

Przeglądając niezgłębione zasoby internetu trafiłem na infografikę wykonaną przez Goodreads – o tym, kiedy czytelnicy porzucają lekturę i dlaczego.

Grafika oparta jest na ankiecie przeprowadzonej wśród użytkowników serwisu w roku 2013. Wszystko po angielskiemu. Na koniec – moje podsumowanie najważniejszych rzeczy.

 

kiedy czytelnik porzuca książkę - Goodreads

 

Na co – moim zdaniem – warto zwrócić uwagę?

  1. Ponad 46% ankietowanych czytelników zaprzestaje lektury, kiedy książką się znudzi. W praktyce to może oznaczać dowolny problem z tekstem – od kiepskiego stylu, przez mielizny fabularne, słabujące napięcie, aż do źle skonstruowanych bohaterów. Co jest naprawdę ciekawe, to duża różnica pomiędzy liczbą takich deklaracji a bardziej konkretnymi powodami („nie lubię głównego bohatera” albo „autor robi coś, czego nienawidzę”). Nawet „książka jest niezwykle głupia” zarobiło o wiele mniej punktów. „Powolna i nudna” króluje, więc choć tyle pewnego: napisanie smętnej, rozlanej powieści to najgorsze, co można zrobić.
  2. Takie zarzuty jak „książka jest niemoralna”, „autor robi coś, czego nienawidzę” czy nawet „nie lubię bohatera” mają statystycznie marginalne znaczenie. Co oznacza, że opłaca się podejmować ryzykowną tematykę – o ile oczywiście pomaga to w stworzeniu opowieści odpornej na nudę.
  3. Książki porzucane są najczęściej albo na początku („po pierwszym rozdziale”), albo po tym, jak wprowadzenie zamienia się w „środek” (do stu stron od startu). Z jednej strony świadczy to o tym, jak ważne jest stworzenie ciekawego rozpoczęcia. Z drugiej: nie warto dać się zwariować. Żaden twórca nie ma aż takiej elastyczności, żeby dostosować się do gustu każdego czytelnika. Może zamiast gonić za idealnym początkiem, warto wykorzystać okazję do odsiania tych, którzy i tak nie będą kompatybilni?
  4. Zaskakująco wielu czytelników czuje potrzebę dobrnięcia do końca, choćby czytali gniota. Jeśli o mnie chodzi, jestem bezlitosny. Nie mam problemu z rzuceniem napoczętej pozycji, która mnie zmęczyła – przecież kary za to nie ma. Ba, książki naprawdę złe kończą u nas jako zabawka dla królika (czyli w strzępach). Więc – czytanie do końca na siłę to dla mnie rzecz nie do pojęcia. Największe zaskoczenie ankiety. :)

Zapisz się na newsletter! Spisek Pisarzy wysyła tylko to, co warto przeczytać.



Tomasz Węcki

Tomasz Węcki


Cześć, mam na imię Tomek i jestem grafomanem. Od kilkunastu lat udaje mi się połączyć przyjemne z pożytecznym i utrzymuję się przede wszystkim z pisania. Byłem już dziennikarzem, piarowcem, copywriterem, ghostwriterem, dokumentalistą i autorem tekstów do gier komputerowych. Teraz możesz również przeczytać moją pierwszą książkę – „Wtajemniczenie”.

14 odpowiedzi

  1. Ratuo pisze:

    Ciekawe badania.
    „Ponad 46% ankietowanych czytelników zaprzestaje lektury, kiedy książką się znudzi.” – dla mnie to wynika trochę z tego w jakich czasach żyjemy. Dzieciaki mają teraz dostęp do ogólnie dostępnej wiedzy, której nie było w czasach klasyków.
    Znają wszystkie możliwe typy narracji, zwieńczenia fabuły – oglądają mnóstwo filmów i seriali, do których też mają łatwy dostęp.
    Młodego czytelnika z pokolenia na pokolenie coraz trudniej zaskoczyć i zachęcić – dlatego potrzebni są autorzy, jak jeszcze nigdy, z czymś nowym. Z oryginalnym stylem. Autorzy którzy będą przy okazji kontrastem do wciskanego na rynek wydawniczy jako bestseller gówna, promowanego wśród młodych ludzi.

    • Patryk Sygidus (Sakitta) pisze:

      No wynika z tego tyle, że oklepanych schematów nie ma co powielać. Kiedyś, jak robiłem prezentację maturalną z polskiego na egzamin ustny, miałem temat (z pamięci… mogłem coś przekręcić): „Przedstaw i omów sposoby i realizację motywów zaczerpniętych z religii monoteistycznych i politeistycznych we współczesnej literaturze fantastycznej.” Czytając literaturę fachową oraz robiąc własne „badania” doznałem szoku, ponieważ w całym Wiedźminie, Władcy Pierścieni ani Diunie (na których się opierałem) nie znalazłem jednego motywu, który można by uznać za nowatorski. Nic, kompletnie wszystko skopiowane. Teraz to się nazywa ładnie „euhemeryzacja”, ale problem polega na tym, że jeżeli przeczytam już trochę więcej książek jestem skazany na „oglądanie powtórek z nieco inną oprawą graficzną”. Nic dziwnego, że ludzie rzucają te książki, skoro autorzy z reguły zamiast kreatywnie pójść leśną ścieżką i pokazać mi piękne góry wolą przejechać się autostradą razem z innymi i patrzeć przez okna na rozkopane zjazdy pełne pijanych roboli zakończone bramką do płacenia. Weźmy takiego Dana Browna. Kiedyś sięgnąłem po jedną jego książkę i byłem zachwycony. Potem sięgnąłem po następną i okazało się, że bez problemu przewidywałem każdy zwrot fabularny. Przy trzeciej już tylko się nudziłem. Doczytałem, bo doczytałem, ale każda z nich klepie dokładnie te same schematy, przez co autor mógł mnie zaskoczyć czymkolwiek tylko w jednej z nich.

  2. Patryk Sygidus (Sakitta) pisze:

    Te pierwsze dwa odsiewy (0-100 str.) mogą też mówić o osobach, które zazwyczaj rzucają książkę. Nie muszą to być osoby, które tej książki nie skończyły, lecz następną już skończą, lecz takie, które prawie nigdy żadnej nie kończą. Trochę zabrakło mi pytań w tej sprawie. Samemu zwykle rzucam książkę (jak już) to właśnie przed 50 str. Główny powód to niestety nuda. Gdy zaczyna się dziać dosłownie nic, no przykro mi. Niestety, jeśli dzieje się dużo, ale wszystko jest okropnie głupie, też mam tego dość.

  3. chris.marshall pisze:

    Ja w życiu porzuciłem tylko jedną książkę, mniej więcej w połowie. ‚Bezsenność’ Kinga. Powód ten sam co 46% ankietowanych.

  4. Karola pisze:

    „Ba, książki naprawdę złe kończą u nas jako zabawka dla królika (czyli w strzępach).”

    CO?! Nawet zła książka to książka. Dlaczego TO robisz?!

    • Tomasz Węcki Tomasz Węcki pisze:

      Katharsis.

    • slqn pisze:

      Książka to przedmiot jak każdy inny, a nie obiekt kultu. Nie widzę nic dziwnego w tym, by marna książka posłużyła właśnie królikowi – pewnie i tak będzie miał z niej więcej korzyści niż potencjalny czytelnik.

  5. MasońskiDuch pisze:

    Badania bardzo ciekawe, ale powiem nieco o porzucaniu książek w moim wypadku. Otóż porzucam też książki interesujące, które wiem, że mogą mnie bardzo wciągnąć podczas dalszej lektury. Czyli w moim mniemaniu bardzo dobre. Kiedy to robię? Kiedy nie mogę skupić się na czytaniu. Kiedy nie mam czasu i wiem, że będę czytał w kratkę, np. co kilka dni. Nie chcę sobie spieprzyć książki :) Dla mnie dobra książka to przeżycie, niesamowita przyjemność – czasami wolę odstawić taką pozycję po tych 50 stronach i przeczytać ją za pół roku jednym tchem niż dziobać ją po 20 stron tygodniowo. Czy wy też tak macie?
    Pozdrawiam.

  6. sd pisze:

    Ja powiem czemu nie porzucam książki – kiedy ma krótkie rozdziały. Wiem, to śmieszne, ale długie rozdziały działają na mnie usypiająco, tracę cierpliwość, nawet jak dzieje się jakaś akcja, poza tym nie lubię przerywać czytania w połowie rozdziału, a kiedy mam mało czasu, to odkładam książkę na wieczne później, jak będę miała więcej czasu podobnie jak MasońskiDuch. Przy krótkich rozdziałach ten problem znika, wiem że zdążę doczytać, co daje mi satysfakcję, że małymi krokami zmierzam do przodu. A i mam wtedy poczucie, że książka jest przez to bardziej dynamiczna, więcej się dzieje. Kolejny rozdział to jakby obietnica nowych wrażeń, a więc im częściej się pojawia, tym lepiej. Może to tylko chwyt psychologiczny, ale na mnie zdecydowanie działa.

  7. Bert pisze:

    Chyba jeszcze się nie zdarzyło, bym przerwał książkę. Ostatnio problem miałem z „Emmanuelle”, dokładnie w połowie. Oczywiście dotrwałem do końca, choć nerwowo odliczałem kartki, ale robię tak, bo nigdy nie wiem, co będzie dalej. Jeśli nie skończę książki, to będzie ona sabotować myśli i za jakiś czas o sobie przypomni. Prędzej czy później. Do tej pory, faktycznie zostało już wszystko powiedziane, pokazane, napisane, ale uważam że oprócz samej historii ważne jest, jak jest podana. Jeśli książka powiela schematy, to jeśli jest dobrze napisana, znajdą się czytelnicy.

  8. Monika pisze:

    Książki porzucam rzadko, więc autor musi się naprawdę postarać. Najczęstsze powody są trzy i zwykle muszą występować łącznie: książka jest nudna (słowo klucz!), głupia i/lub wtórna. Nie czytam niczego, co nie sprawia mi przyjemności. Niczego, co mnie żenuje. I niczego, co czytałam już setki razy, a autor nie postarał się o wypełnienie znanej formy nową treścią. Tu dodam, że nie mam nic przeciwko sprawdzonym formom, stałym motywom itp. W końcu to na nich opiera się literatura gatunkowa. Ale zawsze chodzi o to, co autor z tym zrobi.Czyli jak zawsze chodzi o talent.

  9. Boby pisze:

    Zacząłem czytać Wtajemniczonych…. przepraszam autora, ale nie mogę czytać dalej mimo, że doszedłem do czwartej strony. Może to nie moja „bajka” nie wiem. Jedyne co mnie zaciekawiło to styl pisania. Myślę Tomku, że gdybyś miał temat w stylu Kodu da Vinci to napisał byś bestseller

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *