Płytka kałuża pisarskiej pychy

Przeprowadziłam wywiad. Dziwnie mi się rozmawia z niektórymi autorami. Zwłaszcza tymi, którzy są święcie przekonani że jestem blogerem. A czy ja jestem blogerem? Czy pisanie recenzji i przeprowadzanie wywiadów definiuje mnie jako blogera? Boże, nie!

Płytkość ludzkiego postrzegania mnie czasami zadziwia. I nikogo ani niczego w tym miejscu nie obrażam – tylko po pijaku przestaję być taktowna. Zacznę może od początku. Zajmuję się pisaniem. Nie zawodowo, nie w celach zarobkowych (ale niech podniesie rękę ten piszący, któremu chociaż raz do głowy nie wpadła wizja obrzydliwego bogactwa dzięki poczytnym powieściom), nie dla zabicia czasu. Piszę, bo lubię – i zawsze to powtarzam. Pisanie jest częścią mnie, mimo że moja doba jest ostatnio o dobę za krótka i trochę z tym krucho. Piszę artykuły potocznie zwane felietonami, acz do The Felietonistki z prawdziwego zdarzenia sporo zapewne mi brakuje; piszę opowiadania różnego rodzaju, różnych gatunków (w horror też planuję uderzyć, wow), różnymi stylami, różnorakie. Piszę także dłuższe formy, na przykład powieści na sześćset stron, które później wywalam do kosza magicznym przyciskiem delete, bo po głębszej zadumie nad tworem nie wynika z tego nic ciekawego. Piszę fantasy, bo lubię fantasy – obyczajową prozę życia mam na co dzień, ale i o tym też ostatnio zaczęłam pisać. Pisuję wywiady, recenzje na trzy strony uparcie nazywane przeze mnie opiniami, zagłębiam się w strumień świadomości mojego męskiego narratora opowiastek BDSM, jestem poważną panią prezes w wydawanej w tym roku powieści erotycznej (stanowczo zbyt łagodne określenie). Tak sobie po prostu piszę. Czytam oczywiście też, za mało, za krótko, za wolno – grunt, że jednak. I grunt, że dokładnie.

Uściślając – nie mam wykształcenia w tym kierunku, jestem pieprzonym samoukiem i potrafię dostosować swój styl, charakter i dobór słów, plus inne takie, do wymogów pisanego przeze mnie właśnie tekstu. Wkładam w to niemało, choć wciąż za mało pracy. Mam wysoko podniesioną przez siebie samą poprzeczkę i ścigam się z własnymi możliwościami. Wszystko dlatego, że to lubię. Kiedy czytam czyjąś książkę, zwłaszcza polskiego autora, zaglądam na jego strony, do jego bio, zamieniam się na krótką chwilę w psychofana. Bo lubię też wiedzieć, z kim mam do czynienia, zanim go ocenię.

I to jest właśnie ta płytka kałuża.

Świat literacki to głębokie jezioro bez dna, gdzie utopią Cię na pierwszym lepszym poślizgu – inni autorzy, blogerzy czy jakieś zupełnie nowe twory myślące (zazwyczaj), o których istnieniu jeszcze nie mamy pojęcia. Płytką kałużą jest ich postrzeganie. Bo najzwyczajniej w świecie jest płytkie. Bez obrazy.

Do wywiadów także się przygotowuję. Sprawdzam, kim jest autor i o co mogę go wypytać, staram się, aby rozmowa przechodziła spontanicznie, lekko, a nawet i zabawnie. Ale moja dziecięca wręcz radość gaśnie z chwilą, w której uzmysławiam sobie, że dany autor nie ma o mnie zielonego pojęcia i mieć nie chce. W dodatku chce jedynie odbębnić wywiad, skoro już musi i przy tym z góry przypisuje mi etykietkę: bloger. Stoję po obu stronach barykady (pewnie jak obecnie większość) i gdyby tak komuś chciało się przeczytać moje bio, jak ja to robię przed rozpoczęciem wywiadu, rozmowa, jak sądzę, byłaby ciekawsza. Przede wszystkim dowiedzielibyście się, że nie jestem napalona na treści, nie przerasta mnie forma, nie interesuje mnie puste przepytanie ani durne przechwałki, nie lubię też wywalania na wierzch całego zasobu wiedzy i udowadniania na siłę takiego bądź innego poziomu. Lubię rozmawiać na normalnym, tym ludzkim poziomie. Bez wywyższania się, zadzierania nosa, mówienia ciągle o sobie, jaka to ja jestem idealna, genialna i wspaniała (no wręcz nie idzie zaprzeczyć), jak to ja bardzo jestem zapracowana (nie jestem, obijam się). Nie musielibyście uświadamiać mi, jak ciężkim kawałkiem chleba jest pisanie, bo ja to wiem, chleba za to nie mam. Nie ignorowalibyście moich odpowiedzi i prób nawiązania tego dialogu międzyludzkiego. Ludzie, wam drogi zabraknie w tym pościgu za niczym i donikąd.

Bez sensu jest żałować ignorancji i zapatrzenia w siebie, we własną doskonałość. W płytkiej kałuży też można się utopić. Ostatnio moją ulubioną odpowiedzią na wszystko jest stwierdzenie – karma wraca. Powtarzane wielokrotnie, w różnych stanach emocjonalnych, fizycznych i psychicznych, naprawdę działa. Serio, testowane także po %, wtedy siła rażenia się zwiększa, bo obojętność w stosunku do otoczenia również się zwiększa. Każdy z nas dostaje to, na co zasługuje.

Uściślając po raz drugi – szkoda, że dialog międzyludzki ginie w otchłani czegoś, co nas od wewnątrz pożera. Osoba, która przeprowadza z kimś wywiad, może być równie dobrze dziennikarzem z jakiegoś czasopisma o sporym nakładzie, a nie blogerem. Dlaczego więc z góry traktować tę osobę… z góry? Dla mnie to zabawne, poważnie. Lubię siedzieć po drugiej stronie ekranu i patrzeć, jak ktoś próbuje mi wytłumaczyć, jakie to on ma innowacyjne podejście, jak to trudno się pisze, jak należy pisać, aby pisać, jak ja nie mam o tym z założenia pojęcia, itp. Co za niespodzianka – nigdy nie wiesz, z kim tak naprawdę rozmawiasz.

Ktoś chętny na wywiad?

Zapisz się na newsletter! Spisek Pisarzy wysyła tylko to, co warto przeczytać.



Anna M. Chaudière

Anna M. Chaudière


Kobieta gorszego sortu. Ruda z wyboru, buntownik też z wyboru. Utopiona w fantasy, zakochana w słowach oraz… Pasjonatka prawdziwego piękna. Fanatyczka pachnącego kwiecia i dobrej herbaty. Autorka poczytnej powieści, która jeszcze wtrąci swoje trzy grosze do świata w kolejnych dwóch częściach, jak tylko raczą przybyć wezwane (mówią, że cierpliwość to cnota). Kocha życie tak bardzo, jak nienawidzi. Ceni święty spokój i poprawnych politycznie ludzi, szaleństwem nie gardzi. Amatorka fotografii i handmade. The Felietonistka - niedzielna - i równie niedzielna blogerka. Właścicielka setki tekstów, którym powoli nadaje status: opublikowane. Słowem – architekt. Robienia, nic nierobienia, życia. A przede wszystkim niemożliwych zwycięstw.
Jej teksty możesz znaleźć na Szuflada.net, na blogu "Polki gorszego sortu" oraz na Najlepszej Erotyce. Nowe wydanie pierwszej części jej książki „Niewolnica” ukaże się jesienią.

18 odpowiedzi

  1. Anna T. pisze:

    Wybacz, ale trochę nie rozumiem. To Ty przeprowadzasz wywiad z autorem, Ty zadajesz mu pytania, on odpowiada… a masz pretensje, że nie jest odwrotnie? Kurka, to napisz coś chwytliwego, niech świat o Tobie usłyszy, wtedy będą przeprowadzać wywiady z Tobą 😉 skąd niby autor, z którym przeprowadzasz wywiad, ma wiedzieć, że również piszesz, skoro jak sama stwierdziłaś: „Piszę także dłuższe formy, na przykład powieści na sześćset stron, które później wywalam do kosza magicznym przyciskiem delete, bo po głębszej zadumie nad tworem nie wynika z tego nic ciekawego.”. Skoro nic ciekawego… to o co mają Cię pytać?

    • Jarek pisze:

      Zgadzam się – wywiad to nie zwykła rozmowa, a osoba go przeprowadzająca powinna pozostać w cieniu. To osoba wypytywana jest w centrum uwagi i to jest też jej 5 minut na autopromocję. Trochę jakby dziennikarz miał pretensję do, dajmy na to Małysza, że ten nie jest zainteresowany jego hobby.

  2. Krzysiek P. pisze:

    No to może się wypowiem…
    Udzielałem sporo wywiadów i przyznaję, że nie zawsze dowiedziałem się czegoś o dziennikarzu. Zależy jak przebiegała rozmowa. Jak to była luźna wymiana zdań, albo czat, to coś się zawsze przekradło, a jak wysłał mi ścianę tekstu, to już gorzej.

    Co do blogera/dziennikarza. Każdy bloger jest dziennikarzem. Nie każdy dziennikarz jest blogerem. Pisząc notki opiniotwórcze, artykuły, wywiady, recenzje stajesz się dziennikarzem.

    Z pisaniem jest tak samo, choć mówienie jestem pisarzem, dla wielu oznacza „Świetnie piszę i wydaję bestsellery” a powinno znaczyć „piszę. Zajmuję się pisaniem książek”

    Piszę bo lubię do szuflady to wymuszone kłamstwo, a przynajmniej ja to tak odebrałem. Kiedy ktoś mnie pyta o pisanie odpowiadam „Całe życie marzyłem żeby zostać pisarzem i zobaczyć swoje nazwisko na półce w empiku” i nie czuję się z tym jakoś źle. Marzymy o wielkości, sławie i docenieniu naszych wieloletnich starań… to źle?

    Mówienie piszę bo lubię wcale nie zachęca mnie do zapoznania się treścią. Wręcz sugeruje mi, że autorka ma wy*****ne na czytelników, no bo i tak będzie pisać, bo to lubi… prawda?

    Piszę, bo chcę przekazać swoim czytelnikom mądrości, których sam nie przeczytałem będąc w ich wieku, a mogły mi się przydać. Piszę bo chciałby usłyszeć dialog dwóch nerdów dyskutujących o postaciach z mojej powieści fantasy. To są moje życiowe dewizy po co codziennie wstukuję kolejne strony tekstu.

    Taka frustracja nie zjednuje sobie ludzi. Artykuł mógłby się nazywać „Jestem wściekła, że nikt mnie nie zna”

  3. Orkan pisze:

    Ja się od wywiadów z kolei migam, bo od kilku lat w zasadzie nic nowego nie napisałem, jeśli nie liczyć narracji do kilku gier wideo. Ale jak już mi się zdarzy, to zdecydowanie wolę pogadać o życiu, śmierci i dupie Maryni, bo słuchanie po raz enty tych samych pytań potrafi zabić w człowieku cały entuzjazm.

  4. Jerzy Zylber pisze:

    Umiejętność rozmowy ginie przerażająco szybko – nawet pomiędzy osobami piszącymi, więc obcującymi ze słowem w innym wymiarze niż dialog na ławce, czy w sklepie przy ladzie. Dlaczego? Bo jesteśmy wsobni. I tak odczytuję ten tekst, jako wołanie o otwarcie się na drugiego człowieka a nie jazdę w tych samych (bezpiecznych) lodowych rynnach.
    Wywiad… nie. Ale chętnie z Tobą pogadam.

  5. Maria pisze:

    Jestem dziennikarką. Tekst autorki nie jest najwyższej próby, niezależnie od przekazu. Nie wiem, dlaczego określenie ‚bloger’ miałoby kogokolwiek boleć, ono nie obraża. Ktoś prowadzi blog – jest blogerem, trudna sprawa, ale jeśli boli, można zamknąć bloga. Co do wywiadów – świetnie, jeśli ktoś czytał wcześniej moje teksty, to bardzo przyjemnie zaskakuje. Ale to moja praca – przeprowadzić wywiad, za to mi płacą, i ja mam wiedzieć coś o rozmówcy. Narzekanie, że ktoś nie poczytał o dziennikarzu, to szloch urażonego ego, które chciałoby też osiągnąć coś takiego, by to ktoś z nami przeprowadził wywiad, żeby to na nas świeciły reflektory sceniczne… prawda? 😉 Wiele razy czytałam negatywne komentarze pod tekstem i wiem, że są nieprzyjemne. To chyba pierwszy, który zostawiam osobiście, ale nie mogłam się powstrzymać. A czy chciałabym udzielić wywiadu osobie, która rozpisuje swoje pretensje w słabym literacko stylu na kilka tysięcy znaków? Dziękuję, postoję

  6. embe pisze:

    No dobra, ale z tego tekstu nic nie wynika. Tupiesz nóżką i… w sumie tyle. Nie po to czyta się wywiady, by dowiedzieć się czegoś o dziennikarzu. Jeśli Cię to wkurza, to z tego zrezygnuj. Nic na siłę, no nie?

  7. Doktorek Czas pisze:

    „Zwłaszcza tymi, którzy są święcie przekonani że jestem blogerem. A czy ja jestem blogerem? Czy pisanie recenzji i przeprowadzanie wywiadów definiuje mnie jako blogera? Boże, nie!”
    Pisanie bloga, albo na blogu cię definiuje. Bóg nie ma tu nic do roboty.

    „I nikogo ani niczego w tym miejscu nie obrażam – tylko po pijaku przestaję być taktowna. ”
    Aaaa, to trzeba było tak od razu. Apel do wszystkich: Piszcie sobie po pijaku jak musicie, ale wysyłajcie na trzeźwo.

    „Piszę także dłuższe formy, na przykład powieści na sześćset stron, które później wywalam do kosza magicznym
    przyciskiem delete, bo po głębszej zadumie nad tworem nie wynika z tego nic ciekawego.”
    Trudno żeby coś miało wynikać z kasowania powieści.(albo z zadumy, trudno stwierdzić co tutaj jest „tym”)

    ” jestem poważną panią prezes w wydawanej w tym roku powieści erotycznej (stanowczo zbyt łagodne określenie)”
    Słowo którego szukasz to prawdopodobnie „pornograficzna”.

    „Uściślając – nie mam wykształcenia w tym kierunku, jestem pieprzonym samoukiem i potrafię dostosować swój styl, charakter i dobór słów, plus inne takie, do wymogów pisanego przeze mnie właśnie tekstu”
    Patrząc po zaprezentowanym tutaj stylu, ten tekst musiał mieć bardzo dziwne wymogi.

    „Bo lubię też wiedzieć, z kim mam do czynienia, zanim go ocenię.”
    Pojęcia nie mam po co chcesz oceniać autora kiedy czytasz jego książkę, ale niech będzie.

    „I to jest właśnie ta płytka kałuża.”
    Co? Ocenianie autorów, biografie, czytanie książek, ściganie się z możliwościami?
    Czy ktoś jest w stanie stwierdzić o czym jest ten akapit?

    „Świat literacki to głębokie jezioro bez dna, gdzie utopią Cię na pierwszym lepszym poślizgu – inni autorzy, blogerzy czy jakieś zupełnie nowe twory myślące (zazwyczaj), o których istnieniu jeszcze nie mamy pojęcia. Płytką kałużą jest ich postrzeganie.”
    Też wierzę że istnieje sporo tworów myślących o których nie mamy pojęcia. Na innych planetach, wymiarach itp. Nie wiem natomiast czy rzeczywiście postrzegają świat kałużą.
    W każdym razie: świat to głębokie jezioro bez dna w którym utopią cię autorzy, blogerzy oraz kosmici. Dobrze rozumiem?
    „Ale moja dziecięca wręcz radość gaśnie z chwilą, w której uzmysławiam sobie, że dany autor nie ma o mnie zielonego pojęcia i mieć nie chce”
    Bo przecież to jest w wywiadzie najważniejsze. Żeby dziennikarz mógł pogadać o sobie. Mam propozycję: zrób wywiad sama ze sobą, będziesz usatysfakcjonowana.
    „Stoję po obu stronach barykady (pewnie jak obecnie większość) i gdyby tak komuś chciało się przeczytać moje bio, jak ja to robię przed rozpoczęciem wywiadu, rozmowa, jak sądzę, byłaby ciekawsza. ”
    No pewnie że ciekawsza, przecież wtedy byłaby o tobie. Chwila, masz już własną biografię? Sama napisałaś czy zleciłaś?

    „Przede wszystkim dowiedzielibyście się, że nie jestem napalona na treści, nie przerasta mnie forma, nie interesuje mnie puste przepytanie ani durne przechwałki, nie lubię też wywalania na wierzch całego zasobu wiedzy i udowadniania na siłę takiego bądź innego poziomu.”
    A to co lubisz powinno być przecież dla wszystkich najważniejsze. I to przecież nie tak, że dziennikarz decyduje o co pyta. Nie, to pisarz wymyśla o czym mówić w oparciu o CV dziennikarza. Tak. A psy szczekają dupami.

    „Nie musielibyście uświadamiać mi, jak ciężkim kawałkiem chleba jest pisanie, bo ja to wiem, chleba za to nie mam”
    Ta pani jeszcze nie odkryła, że wywiad nie jest na prywatny użytek dziennikarza. Zresztą tak samo jak ten artykuł. Czytelnicy nie mają szans się dowiedzieć co ją zdenerwowało i samodzielnie ocenić czy to zabawne/ smutne/ irytujące. Jedyne co dostają to masa bełkotliwych ogólników.

    „Bez sensu jest żałować ignorancji i zapatrzenia w siebie, we własną doskonałość.”
    Właśnie widzę, że pani nie żałuje.

    „Uściślając po raz drugi – szkoda, że dialog międzyludzki ginie w otchłani czegoś, co nas od wewnątrz pożera. ”
    Uściślając, mnie nic nie pożera.

    „Dlaczego więc z góry traktować tę osobę… z góry? Dla mnie to zabawne, poważnie. ”
    Wielcy bogowie! Powiedz co jest takie zabawne, to też się pośmiejemy. Z niego albo z ciebie. Na razie jedyne co można tutaj ocenić, to twój stan emocjonalny i płynący z niego bełkotliwy strumień świadomości.

  8. Kaszub pisze:

    Ten artykuł jest żenujący. Pozdrawiam Autorkę przez wielkie A.

  9. Wilczysko pisze:

    Myślę, że autorce chodzi po prostu o obustronny szacunek. Gdybym podczas przeprowadzania wywiadu był traktowany jak średnio rozwinięty trzynastolatek, też pewnie, w którymś momencie, straciłbym cierpliwość i napisał coś w stylu: Człowieku, googlnij sobie, ja też piszę! 😉
    Swoją drogą zawsze zerkałem, kto ze mną chce przeprowadzić wywiad; czy traktuje swój blog poważnie, czy nie chce mu się na stronie kończyć zdania kropką… Ale ja jestem niszowym autorem i tych wywiadów nie było wiele, więc może dlatego do każdego podchodziłem bardziej uważnie.

  10. brioszka pisze:

    Droga pani prezes z wydawanej w tym roku powieści erotycznej,
    odradzam publikowanie tekstów pisanych pod wpływem urażonego ego. Wylanie żali na papier może pomóc w pozbyciu się jadu z duszy, ale powinny one pozostać w cieniu wspomnianej przez panią szuflady. W tekstach na Spisku pisarzy, szukam cennych wskazówek, informacji, porad, lub choćby utworów, których czytanie jest przyjemnością. Powyższy artykuł nie spełnia ani jednego z kryteriów, w dodatku zdecydowanie zaniża poziom na portalu. Spodziewałabym się ujrzeć go na forum wśród twórczości początkujących, a nie w dziale „ Żywot pisarza”.

  11. xyz pisze:

    AŁtorka artykuliku sama się zaorała. AŁtorka poczytnej powieści, która jeszcze nie została wydana. Ałtorka gorszego sortu – i w tym jednym się zgadzam.

  12. PawelP pisze:

    Ciekawy tekst, dobrze napisany, lekki – ale jednak widać w nim pewne frustracje autorki i nie wiem czy to dobrze. Bo tytuł może się odnosić zarówno do osoby z którą autorka przeprowadzała wywiad (o której nie wiemy nic poza tym, że podobno podchodziła do autorki z góry), ale może się odnosić też do autorki, która no cóż chciałaby żeby ktoś przestudiował jej życiorys, odkrył kim autorka jest, czym się zajmuje. Jeżeli ktoś proponuje wywiad to ludzie zwykle z góry zakładają, że ten ktoś jest po prostu dziennikarzem lub blogerem – bo kimże innym? Czy to źle? Czy można kogoś o to winić? I czy tylko to autorka nazywa traktowaniem z góry? Jeśli tylko to to faktycznie jest to tekst o kałuży pisarskiej pychy – pychy autorki. Jeśli coś więcej to szkoda, że autorka nam tego nie zdradziła. Zachęcam do pisania bo widać efekty pisania powieści na 600 stron w stylu autorki, który mimo, że może źle wykorzystany w tym tekście na pewno należy ocenić jako lekki i przyjemny w lekturze. Być może własnie dlatego trafił jednak do działu Żywot pisarza – mimo wszystko dużo mówi o pewnym rodzaju niespełnienia, a sam sposób pisania wciągający i nie można tego autorce odmówić.

  13. Jose pisze:

    W jakimś tam sensie Panią rozumiem. Jestem muzykiem – niszowym twórcą muzyki ilustracyjnej, komponuję głównie na potrzeby spektakli teatralnych. Żyję z tego i kocham to. Jednak zanim dostałem pierwsze zlecenie byłem dziennikarzem muzycznym. Moja praca polegała na robieniu wywiadów z twórcami, którzy byli (nadal są) kilka kroków przede mną. Robimy jako dziennikarze dobrą robotę promując ludzi, którym się powiodło a jeżeli sami idziemy drogą artystyczną to praca blogera/dziennikarza pozwala nam na wyciągnięcie dodatkowych wartości. Nie ma się o co obrażać na rozmówców, warto natomiast znać swoje miejsce. Wzorem takiej postawy jest dla mnie Pan Marcin Kydryński – znakomity kompozytor, aranżer ale też doskonały dziennikarz muzyczny.

    Pozdrawiam i życzę więcej optymizmu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *