Pięć sposobów na przetrwanie końca świata po literackiej porażce

Ostatni konkurs sprawił, że miałam nadzieję na dostanie się do dość ważnej antologii, jednak po publikacji wyników zdałam sobie sprawę, że szans nie miałam w ogóle. Zauważyłam to już po samych tytułach, chociaż żadnego autora nie znałam. Powiedziałam sobie, a także do ekranu mojego ukochanego, zacinającego się laptopa, że będę dzielna. I napiszę kilka miłych słów dla wyróżnionych osób.

Nie napisałam.

Jednak zabolało.

Zabolało, a przecież mówiłam sobie, że fantastyka nigdy nie była dla mnie łaskawa – albo nudziła, albo sprawiała, że nie rozumiałam tego, co chce mi powiedzieć. Moją domeną jest obyczajówka, ale kto piszącemu zabroni spróbować? Napisałam tekst, ledwo mieszcząc się w maksymalnej granicy znaków ze spacjami. Nieco chaotyczny, o charakterze bardzo parodiowym – fabuła zaś zbudowana na Jasiu i Małgosi, tylko zamiast chłopca była siostra bliźniaczka, o tym samym imieniu. Małgosia i Małgosia. Obie dziewczyny, a raczej kobiety, ustawiłam pośrodku plag i zniszczenia, bo ziemi przestało się chcieć istnieć.

Nie przeszło, rozumiem. Co poszło źle? Nie mam pojęcia i nie dowiem się, a jednak człowieka w dołku ściska. Co w tej sytuacji najlepiej zrobić?

Nawiasem mówiąc, sytuację tę można porównać do maila od wydawnictwa, w którym odrzuca ono naszą powieść; innymi słowy – wykorzystujcie rady do każdej literackiej porażki.

1. Wyłącz Worda, zamknij komputer, odetnij się od Internetu

Ale zapisz ten plik z powieścią!

Najlepsze, według mnie, w czasie porażki, jest oderwanie się od źródła cierpienia. To znaczy: przestać scrollować ekran, by po tysiąc razy upewniać się w porażce. Nie ma to najmniejszego sensu – najlepiej więc wyłączyć komputer. Zakończyć rozmowy z ludźmi na Messengerze, zapisać plik, zamknąć laptopa. Niech odpocznie – co z tego, że akurat masz wolny weekend. Jeżeli zaczniesz pisać w tej chwili, Twój tekst będzie przesiąknięty żalem, a to stworzy spiralę nienawiści do wszystkich słów i każdego z osobna. Może to skutkować całkowitym zaprzestaniem pisania! Potwierdzone na własnej skórze.

Zresztą nic Ci nie będzie, jak usiądziesz przy biurku z książką lub z zeszytem, najlepiej czystym. Jeśli masz maszynę, to jeszcze lepiej – polecam ją, jeżeli chodzi o rozładowanie ciśnienia. Ja mam taką starą, w która trzeba uderzać ze stosowną siłą, by literki wybijały się na papierze. Jeżeli jej nie posiadasz – wystarczy kartka, kredki, mazaki. Nie bez powodu w stresujących czasach bestsellerami są kolorowanki, prawda?

2. Nagraj swój testament

Wiem, brzmi to dość dziwnie i nie, nie namawiam nikogo absolutnie do skończenia ze sobą. Raczej do tego, żeby szybko pozbyć się poczucia porażki. Ja siadam zazwyczaj w pokoju i odpalam aplikację dyktafonu na komórce. Zawijam się w pościel, z dala od komputera, oczywiście, i zaczynam siebie nagrywać. Normalnie: pamiętając, jak wygląda testament z Harry’ego Pottera, lecę z tekstem, wpatrując się w ścianę, ale kończę po połowie minuty. No jak to, tak mało mam literatury do wciśnięcia komuś po mojej śmierci? Hej, Angela, rzeczywiście tyle ci brakuje! Debiutanckiej, już w pełni autorskiej książki, trzeciej, drugiej, piętnastej wydanej powieści. Brakuje twojego tomiku wierszy! A może zbiorku felietonów? A co, jeżeli jeszcze gdzieś chcesz coś publikować, a potem przekazać to światu? Nie można się poddawać – zawsze kończę nagrywanie takim zdaniem. Nie można, nie bądź tchórz.

3. Wyjdź z domu, znajdź wiosnę

Przyznać się, kto cały weekend przesiedział w domu? Ja, powiem bez bicia. Siedziałam i siedziałam, i po zobaczeniu wyników stwierdziłam, że przesiedzę bezczynnie resztę niedzieli. Owszem, tak zrobiłam. Co mi to dało?

Praktycznie nic. A mogłam się zrelaksować. Wyjść na spacer, tak blisko mam w las, polne ścieżki, mało uczęszczane. Jeszcze gdzieś za domem czai się ogród, jakaś ławka. Można było to zrobić, poczuć ciepło słońca, pooglądać młode pączki na drzewach owocowych, przy okazji pomyśleć o działce przy bloku po przeprowadzce. Zrelaksować się z kochaną osobą, przestań myśleć o porażce w sposób ciągły i beznadziejny. Bo skoro wiośnie chce się rok po roku przychodzić na świat, to dlaczego my opadamy z sił przy pierwszej, lepszej przegranej?

Jeżeli zaś nie masz do dyspozycji ładnej pogody (nie ma brzydkiej pogody, są tylko sytuacje, podczas których należy wyjąć stare kalosze) możesz wybrać się do galerii lub do kawiarni. Kupić kawę, usiąść bez telefonu w dłoni i przez godzinę, może trzy, pooglądać przechodzących ludzi. Podsłuchiwać też możesz – zdarza mi się przykładowo, że trafiam na niesamowite historie, które zasilają moje piszące się powieści. Tylko wstań od tego ekranu.

4. Włącz maraton swoich ulubionych filmów

Zdarza mi się tak, że po przegranej nie chcę patrzeć na literaturę i wybieram film lub muzykę. Moim ulubionym seansem jest „Mary i Max” – niepokojąca animacja, która skupia się na niewyobrażalnej relacji ośmioletniej dziewczynki z czterdziestoletnim mężczyzną z zespołem Aspergera. Komunikują się za pomocą listów – Mary mieszka w Australii, zaś Max w Stanach. Cała fabuła jest niezwykła, a jednocześnie dotyka każdego człowieka. Jest pełna naszych myśli i drobnych przygód, których doświadczyliśmy lub doświadczymy w życiu. Ta bajka dla ludzi dojrzałych pomaga mi odkryć, że w sumie nic nie przegrałam. Nadal żyję, nie umieram, nikt mi nie odciął palców. Jestem w stanie pisać. Jestem w stanie bawić się historiami swoich bohaterów, by nie były tylko absurdalne, ale miały piekielne wspaniałą głębię. Bo sądzę, że największym komplementem dla pisarza jest fakt, że ktoś mógł się w opowieści odnaleźć. Dla mnie jest.

To nic, że wydawnictwo się w niej nie odnalazło, to nic, że konkurs mi nie poszedł. Mogę pisać dalej. Rozpoczynać ewolucje. Ja. W moim literackim świecie.

Tylko jeszcze dziesięć minut i kilka najważniejszych scen filmu obejrzę.

5. Najedz się

Owszem, ta rada nie jest dla wszystkich, ale jeżeli nie masz większego problemu z odłożeniem na jeden dzień diety, to jak najbardziej polecam. Jedzenie ma coś takiego w sobie, że na myśl o nim uśmiecham się od ucha do ucha. Co jest Twoim ulubionym daniem? Moim deser, od razu się przyznam. Od kilku tygodni miałam ochotę na ciasto. Nie jakąś tam tartę, chociaż bardzo ją lubię. Na porządny kawałek biszkoptu, z dobrym kremem domowym i owocami, nawet mrożonymi. Zjadłam ją, siedząc przy otwartym oknie balkonowym. Kanarki i ja wietrzyliśmy się. Zabawnie było. Potem do tego dodałam lody, kilka ciastek, pół czekolady… Ale gęba mi się śmiała!

Celowo nie skupiałam się na literaturze – w takim momentach warto zrobić sobie przerwę i pomyśleć o sobie. Niekoniecznie o jakichś tam błędach, fatalnych pomysłach na treść i bohaterów. Warto zastanowić się, czy czasem ktoś nie potrzebuje naszej uwagi. A może powinniśmy wrócić do starego hobby, bo zostawiliśmy je od tak? Cokolwiek to by nie było, najważniejsze jest wasze nastawienie.

Literackich porażek jest wiele i będzie ich wiele. Mogą pojawić się nawet wtedy, gdy będziecie mieć na koncie wydane powieści, także te poczytne.

Ale to wszystko jest absolutnie przejściowe.

Zapisz się na newsletter! Spisek Pisarzy wysyła tylko to, co warto przeczytać.



Angela Kudenko


Przemądrzały życiowo gówniarz. Dąży do doskonałości języka. Bawi się w filologa polskiego; marzy o tym, by kiedyś zobaczyć swoje obyczajowe utwory na podium (Nike lub inne fajne nagrody). Niedługo zanudzi świat swoim pierwszym tomikiem wierszy. Kolekcjonuje zbyt drogie lalki, gra kucharkę klasy A. Dużo marzy, mało gada, najwięcej o tematach tabu. Wydała tomik wierszy „Kobieciara”. Więcej jej tekstów możesz przeczytać na blogu "Polki gorszego sortu".

6 odpowiedzi

  1. Hanna Greń pisze:

    Jak na „przemądrzałego życiowo gówniarza” produkujesz zdecydowanie za mądre teksty 😛
    Porażka boli, tak jak boli krytyka. Otrzymawszy dziewięć dobrych recenzji swojego dzieła i tak najwięcej myśli poświęcisz tej dziesiątej, w której twój tekst zjechano w te i nazad.
    Po otrzymaniu od wydawcy maila z odmową łapię za siekierę i wyżywam się na drewnie. Nie napiszę, co sobie wtedy wyobrażam! Po rozładowaniu emocji czytam jeszcze raz, usiłując znaleźć w nim coś pozytywnego. Czasem się udaje.
    Ostatnio dostałam coś takiego: „Pani powieść jest świetna, niestety niedokładnie wpasowuje się w nasz profil”. Po drugim czytaniu zatrzymałam się na pierwszej części zdania i przy niej pozostałam. 😀 Potem zajęłam się haftem i od razu humor się polepszył.

  2. Maciej pisze:

    Myślę, że wystarczy zacząć traktować swoje pisanie jako ekscentryczne hobby, czy jakąś zupełną fanaberię – i problem zniknie :)
    A przynajmniej krytyka będzie mniej bolała.

  3. Buka43 pisze:

    Wspaniały tekst. Dziękuję za motywację :)

  4. maja pisze:

    No i ponoć tak to już Umysł ma w zwyczaju – że skupia się na braku, braki bardzo wyraźnie zauważa.

    Mnie w takich sytuacjach pomaga świadomość, tego – o czym nauczają chociażby przywódcy duchowi – że nie jesteśmy ani Ciałem ani Umysłem, lecz one są narzędziami, które posiadamy :) My mamy władze nad myślami :) A jesteśmy – jak to pięknie określają niektórzy – Czystą Świadomością :)

    PS Wpis naprawdę baaardzo miło się czytało! Pomimo obranego tematu, pozytywna Energia bije z niego na wskroś!

  5. Astralny pisze:

    A ja powiem, że ostatnio również brałem udział w konkursie. Tekst jaki napisałem, według mnie wypadł dobrze. A dość dobrze potrafię ocenić, czy powinienem się wstydzić tego co napisałem, czy nie.
    Jednak, to co mnie zdziwiło, to, że konkurs wygrała pani, która już zadebiutowała w innym konkursie. Tak się zastanawiam, czy tym razem wygrała, że względu na dobry tekst, czy już nazwisko?
    Nie chodzi mi o to, że powinienem JA zająć główne miejsce, ale np. osoba nieznana. Mam nadzieje, że rozumiecie mój dylemat, który w sumie zaznaczyłem powyżej.
    Pozdrawiam! :]

    • Angela Kudenko pisze:

      Astralny, niestety większość konkursów podejmuje się kodowania tekstów. Dzięki tej metodzie właśnie jury nie ocenia opowiadań w sposób subiektywny. Przykro mi, ale najprawdopodobniej tekst rywalki był po prostu lepszy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *