Dlaczego e-booki są drogie?

Średnia cena e-booków to 19 złotych. Zdarza się też, że kosztują tyle samo, co książka papierowa (30 zł i więcej). Bywa, że są od papieru droższe. Rozmija się to z oczekiwaniami czytelników, którzy woleliby wersje elektroniczne kupować nawet po 10 złotych. Skąd te różnice i dlaczego tak drogo?

Mam ostatnio trochę lepszy wgląd w mechanikę obrotu e-bookami, więc parę rzeczy nagle stało się kryształowo jasnymi. Wnioski ubiorę w zwięzłe punkty, żeby było czytelniej – i żeby można było szerować ten artykuł każdemu, kto uważa, że książka elektroniczna musi być tania, bo tak.

E-book to pełnoprawny substytut książki papierowej

Przekonałem się o tym, gdy sprzedaż drukowanej wersji „Wtajemniczenia” spadła o jakieś 90% po udostępnieniu e-booka za darmo. Oczywiście – darmo wygrywa zawsze i ze wszystkim, żadna nowość. Spodziewałem się jednak, że te wszystkie deklaracje „czytam tylko na papierze” coś znaczą, a spadek sprzedaży będzie mniej radykalny. Przecież e-book to towar mniej wartościowy.

Otóż – nie. Z pewnością wielu czytelników preferuje papier, ale nie aż tak, żeby ignorować znaczną różnicę cen. E-book wyraźnie tańszy od papieru zaniża zyski wydawcy. Obniżać ceny opłaca się dopiero wtedy, gdy pierwsza popularność książki już minęła.

Koszty dla wydawcy są prawie identyczne

Często słyszę argument, że e-booki powinny być tańsze, bo przecież w ich wypadku nie ma kosztów druku i ewentualnego składowania. Więc za co ja płacę?! Za widzimisiem wydafcy!!1

Tymczasem z punktu widzenia wydawnictwa koszty związane z produkcją i sprzedażą jednej czy drugiej wersji książki są bardzo podobne. Dystrybutorzy i tak biorą około 50% ceny detalicznej jako marżę – e-book czy nie, jeden kit. Wprawdzie papier rzeczywiście wymaga pokrycia kosztów druku, ale to nie są szczególnie wysokie sumy. Myślę, że można założyć 5 złotych dla przeciętnej książki (300 stron, okładka miękka, papier offsetowy średniej jakości). Przy cenie detalicznej ustawionej na 40 zł, przeciętny koszt druku stanowi ledwo 12,5%. Tego wydatku nie ma, oczywiście, przy wersjach cyfrowych. Za to – pojawia się VAT. Dla wydań elektronicznych stawka wynosi 23%, podczas gdy dla papieru tylko 5%. Przy wyżej wycenionych e-bookach różnica równa kosztom druku.

Jedyna przewaga e-booków polega na tym, że VAT płaci się po sprzedaży, a na druk trzeba pieniądze wyłożyć z góry. To jednak prowadzi do kolejnego problemu…

Papier to główny produkt

Książka papierowa musi się sprzedać. Po prostu. Zbyt wiele kapitału trzeba zainwestować w to, żeby pojawiła się na rynku, zbyt wiele energii włożyć w to, żeby cyrkulowała.

Nad e-bookiem nie wisi aż taka presja. Może się wydawać, że to zaleta; przewrotnie jednak – działa to na niekorzyść wydań cyfrowych. Jeśli zainwestujesz kilkadziesiąt tysięcy we wprowadzenie produktu na rynek, będzie Ci zależeć na tym, żeby ten wydatek nie poszedł na marne, a zamrożony w towarze kapitał mógł się uwolnić. E-booki automatycznie trafiają więc na boczny tor, choćby tylko dlatego, że nie trzeba się nimi równie mocno przejmować.

Poza tym: może to nieintuicyjne, ale inwestycja w papier jest bezpieczniejsza.

E-booka ostatecznie zawsze oddajesz za darmo

Nie pomogą żadne zabezpieczenia; każde wydanie elektroniczne trafi na chomika czy torrenty. Tym szybciej, im większy potencjał sprzedażowy ma książka, im więcej pieniędzy wydawca wyłożył na promocję, a więc – im bardziej zależy mu na zyskach.

Dlaczego to problem wart uwagi? Patrz pierwszy śródtytuł. Spiracona książka jest za darmo – a „za darmo” zawsze wygrywa. Wydawnictwo musi się liczyć z ryzykiem mniejszych zysków tylko dlatego, że wydaje e-booka.

Można, oczywiście, przyjąć ten cios na klatę i liczyć na sprzedaż w księgarniach nawet pomimo tego, że nasza książka bryluje na Pirate Bay’u. Podejrzewam, że większość wydawców tak właśnie robi. Jeśli jednak ktoś chce się zabezpieczyć przed podobnym losem, jedynym wyjściem jest opóźnienie premiery e-booka w stosunku do wydania papierowego. Serio, jedynym. Wprawdzie w międzyczasie pojawią się amatorskie konwersje, ale to już rzeczywiście będzie produkt drugiej kategorii (są robione automatycznie, a więc zawierają mnóstwo literówek). Miną miesiące, zanim ktoś wykona wartościową przeróbkę.

Ale w czym problem? E-booki to tylko 2% rynku!

Jasne, e-booki szczególnie dobrze się nie sprzedają. To nie znaczy jednak, że nie mają wpływu na rynek i wyniki finansowe wydawców.

Biblioteka Analiz szacuje straty branży z tytułu piractwa na 250 milionów złotych rocznie. Wartość całego rynku e-booków to 60 milionów (w 2015 roku). Około 30% czytelników przyznaje się do nielegalnego ściągania książek (ta grupa jest prawdopodobnie większa; po prostu nie wszyscy są wystarczająco odważni, żeby się przyznać).

E-booki się nie sprzedają, bo konkurują z darmowymi wersjami „pożyczonymi” z internetu. Ich cena nie ma aż takiego znaczenia. Nawet gdyby spadła do pięciu złotych (teraz średnia jest w okolicach 19), i tak będzie to drożej, niż u chomików.

Słowem, e-book to ryzyko

E-book może być świetnym pomysłem w wypadku niszowych projektów i mało znanych twórców. Z pewnością łatwiej go użyć jako narzędzia marketingowego (ot, choćby rozdając za darmo przynajmniej część powieści). Dla wydawcy, który orientuje się przede wszystkim na sprzedaż papierowych książek w księgarniach stacjonarnych – e-book to bardziej kłopot, niż szansa.

To już nie te czasy, że można było zupełnie zignorować świat cyfrowy, więc e-booki powstają, są promowane i czasem nawet traktowane preferencyjnie pod względem cen. Wydawcy zaakceptowali, że nie da się od tego uciec. Ale gdyby mogli, wielu z chęcią by spróbowało.

Nie ma więc powszechnego nastawienia na rozwój rynku książki elektronicznej. Dominuje postawa zachowawcza i mentalność „doimy, ile się da”. Nie dlatego, że wydawcy to sknery, ani dlatego, że „som gupi” – po prostu, dla nich e-booki to autentycznie słaby biznes.

Oczywiście, oznacza to też, że obniżka VAT na wydania cyfrowe nie spowodowałaby szybkiego spadku cen. Tak samo – większa sprzedaż nie miałaby wpływu na ceny, przynajmniej w krótkim czasie. Paradoks, ale najwyraźniej żyjemy w paradoksalnych czasach.

 

Foto: lauragrafie. via Foter.com / CC BY-ND

Zapisz się na newsletter! Spisek Pisarzy wysyła tylko to, co warto przeczytać.



Tomasz Węcki

Tomasz Węcki


Cześć, mam na imię Tomek i jestem grafomanem. Od kilkunastu lat udaje mi się połączyć przyjemne z pożytecznym i utrzymuję się przede wszystkim z pisania. Byłem już dziennikarzem, piarowcem, copywriterem, ghostwriterem, dokumentalistą i autorem tekstów do gier komputerowych. Teraz możesz również przeczytać moją pierwszą książkę – „Wtajemniczenie”.

14 odpowiedzi

  1. Vera Eikon pisze:

    Dobry artykuł. Jednak e-booki też wymagają inwestycji. W każdym razie te porządnie wydane. Dobra okładka, korekta, redakcja – kosztują kasę. Niestety.

  2. M pisze:

    A ja ciągle czekam, abyś te wszystkie wpisy Spisku Pisarzy wydał w formie jednej książki i to na papierze, bo ja e-booków nie lubię – oczywiście za rozsądną cenę podobną do tej jak Wtajemniczenie.

  3. D pisze:

    Dobra, dobra, ale jak mój wymarzony reportaż w EBOOKU kosztował 40 zł, to ja podziękuję…

  4. D pisze:

    BTW Panie Tomku, co z wpisem o problemach z pomysłami na koniec opowieści?

  5. Patryk Sygidus (Sakitta) pisze:

    Swoją drogą, byłbym ciekawy Twojej analizy książek mówionych.

  6. Cyfranek pisze:

    Trwają właśnie konsultacje społeczne na temat stawki VAT na e-booki, może warto zabrać głos: http://cyfranek.booklikes.com/post/1445041/unia-europejska-pyta-o-stawke-vat-na-e-booki-wypowiedz-sie

  7. Bartosz Woliński pisze:

    Jestem niezależnym autorem i rok temu własnymi siłami wydałem swoją pierwszą książkę. I fizycznie, i elektronicznie. Sądziłem, że wystarczy mi ebook w podstawowej wersji PDF, ale moja redaktorka zapewniała, że współczesny czytelnik potrzebuje jeszcze mieć do wyboru format MOBI i EPUB. Stwierdziłem, że okej, niech będzie… I było to kilkadziesiąt złotych w błoto, bo przez rok na kilkadziesiąt dobrze sprzedanych książek papierowych, sprzedałem jedynie dwa ebooki i to po ostrej przecenie. A tych groszy nawet nie dostałem, bo na stronie, na której publikowałem, można było wypłacać dopiero od 50 zł… Teraz nawet nie mam gdzie publikować ebooków, bo Wydaje.pl zamknięte, Virtualo od Empiku stwierdziło, że będzie pracować tylko z wydawnictwami czy coś takiego… A na Allegro nie można wstawiać ebooków. Dlatego wersja elektroniczna następnej książki tylko w PDF-ie i może znajdę coś, żeby to sprzedawać.

  8. MasońskiDuch pisze:

    Nie wiem jak z innymi pirackimi plikowniami, ale na chomikuj można coś z robić z piratami:
    – jeśli ktoś wystawi na swoim chomiku dzieło bez waszej zgody i to zauważycie, to serwis może usunąć ten plik lub co ciekawsze, możecie go zalegalizować. Niestety nie wiem jak wygląda procedura dojścia do praw autorskich w takim wypadku. Ustala się cenę pliku, za którą chomikowcy płacą w swojej wirtualnej walucie zaś wy dostajecie wtedy pieniądze od chomikuj. Możecie też na swoim chomiku wystawić plik w tej cenie. Nazywa się to „platformą wydawcy”. Polecam się tym zainteresować.

  9. Dany pisze:

    Panie Tomaszu, ciekawy artykuł :)
    MasońskiDuch, ciekawy komentarz :)

  10. Pikier pisze:

    To nie spisek pisarzy lecz Spisek Wydawców tudzież Dystrybutorów!
    Wraz z pojawieniem się ebooków wali im się świat pod nogami – no bo na czym tu zarabiać?
    Dlatego zaciekle starają się utrudnić pisarzowi-autorowi zaistnienie na rynku bez ich pośrednictwa. A przecież mógłby swoją gotową e-książkę sprzedawać nawet po 10 zł – to całkiem przyzwoita cena za wysłanie emaila z załącznikiem (5 jako honorarium – + 5 za fatygę).

    Do tego spisku dołączyło niestety ostatnio Allegro. Oto ich wyjaśnienie:

    W chwili obecnej kategoria E-booki jest kategorią zamkniętą i wymaga podpisania osobnej umowy. Sprzedawcy, którzy chcą rozpocząć sprzedaż e-booków na Allegro muszą spełniać odpowiednie wymagania – przede wszystkim techniczne (możliwość integracji z webAPI Allegro i z „Moją półką”, zabezpieczanie plików) oraz posiadać szeroką ofertę wielu wydawców.
    W tej chwili współpracujemy z największymi księgarniami na rynku e-booków, m.in. Virtualo, Ebookpointem, Liderią. Jeśli Pana oferta dostępna jest w tych księgarniach, zapewne jest już w sprzedaży na Allegro.

    Dodam że niemal wszyscy wydawcy (księgarnie) nie posiadają na swych stronach żadnej informacji ani zachęty skierowanej do autorów, a na listy rzadko odpowiadają, a jeśli nawet to tak zdawkowo że nie warto sobie zawracać głowy. W tej sytuacji zagadką jest skąd są w ogóle w sprzedaży jakiekolwiek ebooki?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *