„Wtajemniczenie” – można już zamawiać!

Dzisiaj, właśnie teraz, rusza przedsprzedaż mojej książki – „Wtajemniczenie”. Mam do rozesłania 300 egzemplarzy, 133 stron każdy, w miękkich okładkach. Wydanie skromne, lecz treść prześwietna (tak naprawdę nie mnie to oceniać, ale optymizm dźwignią handlu).

Piszę „przedsprzedaż”, bo oficjalna premiera wypadnie 17 czerwca, w piątek. Wtedy też udostępnię za darmo powieść w formie e-booka, w czterech formatach (PDF, MOBI, EPUB, FB2). Mówiąc, że za darmo, mam na myśli „absolutnie za totalny frajer i do tego na otwartej licencji”. Dokładniej: Creative Commons (CC BY-NC-SA 3.0 PL).

Na razie można zamówić papier – dla tych, co wolą książkę pomacać i powąchać. Cena to 20 złotych za egzemplarz, plus 5.90 za przesyłkę (Poczta Polska).

Nakład jest w drodze z drukarni do mojej hacjendy, więc finalnego produktu jeszcze nie widziałem. Wysyłkę zacznę zaraz po tym, jak paczki dotrą. Na dniach, podejrzewam – bo mam nadzieję, że nie wysłali ich okrężną drogą przez Chiny. Tak czy owak, na pewno dostaniecie swoje egzemplarze przed oficjalną premierą.

Aha, bym zapomniał – na każdej książce kupionej teraz, w przedsprzedaży, moja koślawa łapa nabazgrze autograf. Jeśli ktoś chce osobistą dedykację (albo nie chce żadnych bazgrołów), niech wypełni odpowiednio pole z uwagami przy zamówieniu.

 


Lub pobierz e-book za darmo:

 

 

O czym to jest?

Zacytuję tekst z okładki:

Wychodzisz z domu i zaczynasz się zastanawiać – czy wyłączyłem żelazko? Czy zamknęłam drzwi? Może warto wrócić i sprawdzić? Niepokój rośnie z każdym krokiem. Wreszcie nie wytrzymujesz, zawracasz, sprawdzasz – jak ostatni frajer, bo przecież wszystko w porządku, zamknięte i wyłączone.

To nie umysł płata Ci figle. Istnieje niewidzialny świat duchów, które żerują na ludzkich emocjach, marzeniach i snach. Twoje obawy o żelazko to sprawka jednego z nich – takiego, co czai się na klatkach schodowych i tuż za bramami. Istnieje mnóstwo stworów jemu podobnych: wywołujących nachalne sny albo sprowadzających napady głodu. Zwykle zostawiają człowieka niedługo po tym, jak zastosują na nim swoje sztuczki. Istnieją jednak potwory dużo groźniejsze; takie, które wybierają swoje ofiary starannie i dręczą je długo, zawzięcie, na wiele sposobów. Aż wreszcie człowiek pęka jak orzech – i można wyjeść z niego, co najsmaczniejsze.

Ty duchów nie widzisz. Tomasz Zając, bohater „Wtajemniczenia”, widzi je doskonale. Co zrobi z taką wiedzą? Co Ty byś z nią zrobił?

Czy to samodzielna książka, czy początek cyklu?

Mam nadzieję, że to drugie. Wszystko zależy od reakcji czytelników. Dlatego proszę Cię, jeśli lektura wywrze jakieś wrażenie (na plus lub minus), daj temu wyraz. Możesz mi wysłać maila, możesz napisać recenzję na własnym blogu albo na którymś forum. Będę śledzić internety, więc jest spora szansa, że zauważę. Ważną wskazówką są też uśrednione oceny na takich stronach jak „Lubimy czytać”, więc zachęcam do klikania.

Do tej pory, w procesie beta-czytania, usłyszałem już różnorakie opinie. Od „napisałbym to lepiej”, poprzez „totalnie nie dla mnie”, poprzez „ryje mózg”, aż do „niepokojące i zaraźliwe”. Nie spodziewam się więc powszechnych zachwytów, bo to ewidentnie nie taka książka. Cokolwiek będziesz mieć do powiedzenia, nie musisz się przejmować samopoczuciem autora – mnie interesuje, czy summa summarum chcesz przeczytać więcej o tej postaci i jej świecie.

Książka wydana jest własnym sumptem, przez wydawnictwo, czy jeszcze inaczej?

Mówimy tu o self-publishingu w najczystszej postaci. Innymi słowy, nie tylko dzieło napisałem, ale też samodzielnie dopilnowałem jego wydania. Zadanie miałem o tyle ułatwione, że skorzystałem z narzędzi dostępnych w systemie Ridero. Dzięki temu, na przykład, skład zajął kilkanaście minut.

Planuję zresztą opisać cały proces wydawniczy w osobnym artykule, a także opowiedzieć więcej o samym Ridero – bo to bardzo przydatna rzecz, dostępna praktycznie za darmo.

No, czyli – bez ubierania w piękne słowa – jestem self-publisherem. Dołączyłem do nobliwego grona pand zwycienzcuf, a wszystko po to, żeby popsuć rynek wydawniczy. Taki już ze mnie drań.

Dlaczego nie ma od razu darmowego e-booka?!

Ludzie decydujący się na książkę papierową ryzykują więcej, więc chcę dać im choćby ten bonus, że otrzymają swój egzemplarz o kilka dni wcześniej. Po prostu.

Jest też drugi powód – w międzyczasie zmieniła się lekko koncepcja e-booka i trzeba nanieść poprawki. Nie wymaga to wiele pracy, ale zawsze lepiej wykonać ją na spokojnie.

Dlaczego przedsprzedaż?

Najważniejsza okazała się logistyka. Zakładam wysyłanie książek na bieżąco, czyli w każdy dzień roboczy. Gdybym w takim trybie musiał rozesłać pierwszą, największą falę zamówień, chyba na nic innego nie starczyłoby już czasu. Przedsprzedaż daje mi przynajmniej tygodniowy bufor na załatwienie sprawy i rozwiązanie ewentualnych problemów.

Dlaczego tak drogo/tanio?

Głównym celem całego zamieszania jest przetestowanie tej drogi dystrybucji – nie będę ukrywać. Takie testy mają sens tylko przy realistycznych założeniach, w warunkach bliskich rynkowym standardom. Rezultaty muszą być zdatne do powielenia w wielu przypadkach i dać się przenieść z teorii na praktykę. Stąd książka musi mieć cenę na tyle wysoką, żeby na siebie zarobić.

W moim wypadku koszt druku to około 5 złotych za sztukę, a zarobkiem muszę dzielić się tylko z fiskusem (no, jeszcze z operatorem płatności, ale to groszowe sprawy). Zysk po opodatkowaniu powinien wyjść w okolicach 12 złotych na egzemplarzu. Po rozesłaniu całego nakładu (300 sztuk), zarobię tyle samo, co pisarz publikujący tradycyjnie, któremu udało się sprzedać 1000 – 1500 sztuk powieści. Konkretne cyfry łatwiej porównać, więc konkret to nasz przyjaciel.

Poza tym, książki podobnej objętości, co „Wtajemniczenie”, można kupić w księgarniach po cenach z przedziału 20-30 złotych. Zaczynamy od rynkowej średniej.

Co dalej?

Szczerze mówiąc, teraz pałeczka jest po Twojej stronie, czytelnika. Chcesz zobaczyć, jak wyszła wersja papierowa – jest okazja. Wystarczy Ci e-book – będzie za darmo siedemnastego!

Mnie pozostaje obsługa logistyczna i skwapliwe rejestrowanie reakcji. Zbiorę w ten sposób dane, które – miejmy nadzieję – doprowadzą do wniosków przydatnych dla nas wszystkich. W międzyczasie będę po cichu trzymać kciuki, żeby werdykt w sprawie pana Zająca wypadł na jego korzyść. Mimo wszystko, lubię skubańca. Chętnie napiszę o nim więcej.

Zapisz się na newsletter! Spisek Pisarzy wysyła tylko to, co warto przeczytać.



Tomasz Węcki

Tomasz Węcki


Cześć, mam na imię Tomek i jestem grafomanem. Od kilkunastu lat udaje mi się połączyć przyjemne z pożytecznym i utrzymuję się przede wszystkim z pisania. Byłem już dziennikarzem, piarowcem, copywriterem, ghostwriterem, dokumentalistą i autorem tekstów do gier komputerowych. Teraz możesz również przeczytać moją pierwszą książkę – „Wtajemniczenie”.

17 odpowiedzi

  1. Gmaz pisze:

    Próbka wygląda zachęcająco, ale trochę się obawiam zamawiać książkę, której nie widziałem na oczy. Nie obraź się. :) Może chociaż zdjęcie okładki?

    • Tomasz Węcki Tomasz Węcki pisze:

      Jasne, postaram się wrzucić więcej informacji niebawem. Zdjęcia będą możliwe po odebraniu paczek z drukarni. 😉

  2. Hanna pisze:

    Witam – już od długiego czasu regularnie obserwuję Spisek Pisarzy. Nie ukrywam też, że z niecierpliwością czekałam na efekt Pana pracy :-). Przeczytałam fragment „Wtajemniczenia” – cóż, jak na razie ten wstęp w żaden sposób nie wykreował u mnie formy tego, o czym będzie ta powieść. Ale wcale nie jest to wyraz zawodu – bo niezwykle zaskoczył mnie styl, jakim Pan się posługuje. Przypomina mi nieco Kinga, z domieszką paru dobrych polskich pisarzy. A to ogromny plus wśród tylu nowych i beznadziejnych powieści, zwanych przez wydawców arcydziełami, które niestety dane mi było przeczytać. Cudownie, że akcja dzieje się (chyba) w polskich realiach. Niestety, jak na razie, nie zachwycił mnie Pański pomysł – nie dlatego, że jest nietrafiony czy zły – po prostu lubię zupełnie inne książki. Jestem przekonana, że bez reszty wciągnęła bym się w historię Tomasza (Pańskiego imiennika – podziwiam! Ja zawsze się tego boję w swoich opowiadaniach). Natomiast czy by mnie oczarowała? Nie wiem. Mimo wszystko, moim zdaniem, zapowiada się Pan bardzo obiecująco jako pisarz. Życzę wielu sukcesów i kolejnych powieści, liczę, że niedługo większe grono czytelników o nich usłyszy. Pozdrawiam serdecznie :-)

  3. Zamówiłam, bo tematyka niesamowicie mnie intryguje, na dodatek widzę, że akcja dzieje się w moim ukochanym Wrocławiu. Po pierwszym rozdziale dużo powiedzieć nie mogę, ale uwielbiam ryzyko, dlatego mam nadzieję, że książka już niedługo trafi w moje ręce i będę mogła sprawdzić czy warto było ;). Na pewno podzielę się swoimi wrażeniami na stronie.

  4. Lukas pisze:

    „(…) jeśli lektura wywrze jakieś wrażenie (na plus lub minus), daj temu wyraz. Możesz mi wysłać maila, możesz napisać recenzję na własnym blogu albo na którymś forum. Będę śledzić internety, więc jest spora szansa, że zauważę. Ważną wskazówką są też uśrednione oceny na takich stronach jak „Lubimy czytać”, więc zachęcam do klikania.”

    To brzmi bardziej jak zachęta do robienia szumu, a nie do dawania feedbacku…

    • Tomasz Węcki Tomasz Węcki pisze:

      No nie, to nie jest takie proste, jak Ci się wydaje. Tutaj, na Spisku, spotykam się zwykle z dwiema reakcjami na moje słowa – albo ktoś przychodzi mnie pochwalić, albo chce ze mną polemizować. Tymczasem po lekturze książki często występuje sytuacja, gdy czytelnik ma swoje przemyślenia, ale nie jest gotów iść do autora i się z nim konfrontować. Skoro tak, łatwiej się wypowiedzieć w gronie innych czytelników, w ramach medium niezależnego od widzimisię pisarza.

      Jeśli przy okazji zrobi się szum okół książki – normalna sprawa. Skłamałbym, gdybym powiedział, że na to nie liczę. Ale też kłamałbym wierutnie, gdybym mówił, że to właśnie o szum mi chodzi.

  5. ela pisze:

    Tomku, a co z zagranicom??? Bo ja w zalewanej Francji mieszkam, a jestem z tych co wolą wąchać i macać papier (wiek, czy co ?), wiec chetnie bym zamówiła papierową. Tak z ciekawości, z sympatii, z solidarności, z itp, itd. Da się? Czy poniose jakieś straszne koszty przesyłek i innych i jeszcze z płaceniem będzie skomplikowanie??? Pozdrawiam i…wysypiaj sie teraz, zanim zaczniesz następną :-)

    • Tomasz Węcki Tomasz Węcki pisze:

      No tak, w tej chwili zagranica jest dyskryminowana. Głównie dlatego, że koszty przesyłki są rzeczywiście znaczne. Robię rekonesans, czy nie da się ich obniżyć, ale problemem są: a) moje możliwości logistyczno-organizacyjne oraz b) mała liczba przesyłek, które spodziewam się wykonać. O ile coś się wyklaruje, dam znać na blogu.

      • Arek pisze:

        Parlament Europejski wziął właśnie na tapetę koszty przesyłek w ramach UE. Są szanse zatem by spadły – tak jak raoming. Pozdrawiam

  6. M. pisze:

    Wielkie gratulacje. :)
    Mam dylemat, bo większość książek kupuję jako ebooki. Ale chciałabym zapłacić za Twoją pracę i moją rozrywkę. I co teraz? :)

    • Tomasz Węcki Tomasz Węcki pisze:

      Razem z wypuszczeniem e-booka zamierzam włączyć na Spisku opcję „postawienia autorom piwa”, czyli darowizny równej 5 zł. De facto to właśnie jest taki nienachalny sposób monetyzacji e-booka. 😉

  7. Konrad Puchalski pisze:

    Czekałem na Pana książkę już od dłuższego czasu. Przez ostatnie parę tygodni niemal codziennie sprawdzałem Spisek, licząc, że w końcu ją znajdę. Przeczytałem pierwszy rozdział, od czasu do czasu uśmiechając się pod nosem. „Wtajemniczenie” – a raczej jego próbka, spodobało mi się w swojej „polskości”. Książkę zamierzam kupić z ciekawości, która drążyła mnie odkąd ukazała się informacja, że powieść zostanie wydana. Już przy pierwszych słowach zauważyłem pewne podobieństwo do mangi Kazue Kato „Ao no exorcist”, co zaintrygowało mnie jeszcze bardziej. Moim zdaniem polski rynek książkowy potrzebuje takich powieści – w końcu są one tym, czego chcą czytelnicy. (Zresztą, sam pewnie Pan to zauważył po odzewie na Facebooku)

    Cóż mogę dodać?
    Życzę Panu powodzenia ze sprzedażą i mam nadzieję, że zainteresowanie książką będzie na tyle znaczące, że uda się Panu wydać cały cykl.

    Pozdrawiam.

  8. Arek pisze:

    Trochę nie rozumiem tego testu. Jeśli ma to być weryfikacja, to dlaczego jeden kanał jest darmowy, a drugi po kosztach + marża? Z zasady czytam ebooki i obecnie męczę się z drukowaną wersją „Ksiąg Jakubowych” (prezent); dwa razy już dostałem po głowie tą cegłówką 😉 Podsumowując, ebook powinien również być płatny, by porównać oba kanały (opcję darmowej wersji drukowanej pomijam z wiadomych względów). Wtedy czytelnicy wybieraliby rzeczywiście preferowany format. Teraz ebooki wybiorą ci, którzy je wolą i ci wrażliwi na cenę plus mieszkający za granicą (bez wyboru)… Druk zamówią natomiast jego zwolennicy minus wrażliwi na cenę. Wynik badania będzie zatem zafałszowany dla obu grup/kanałów…

    • Tomasz Węcki Tomasz Węcki pisze:

      Tak, jestem przecież świadom tych warunków. Będzie zabawa z analizą, a same wyniki trzeba będzie, na przykład, szacować z założeniem różnych „ukrytych” czynników. Pierwotnie chciałem przeprowadzić sprawę dużo czyściej, ale musiałbym na to przeznaczyć przynajmniej dwie powieści. Kupa czasu. Zamiast czekać rok, wolę już teraz mieć wyniki niedokładne, ale wystarczające do wskazania najbardziej obiecujących dróg rozwoju.

  9. Patryk Sygidus (Sakitta) pisze:

    No… jako fan e-książek cię nie wesprę, ale jakiś czas po siedemnastym trzeba będzie cię shejcić na Lubimy Czytać albo jakiejś innej domenie dla ludzi nie mających co robić ze swoim życiem, no chyba że mnie pozytywnie zaskoczysz, na co gorąco liczę.

  10. Maud2 pisze:

    Panie Tomku, jak na razie przeczytałam pierwszy rozdział i kilka stron drugiego. Od razu zaznaczam, że poniżej wyrażam swoją subiektywną – podkreślam: SUBIEKTYWNĄ – opinię na temat tekstu.
    Do rzeczy. Jakoś mnie nie wciągnęło. Szkoda, bo po Pana wpisach na temat pisania itp. spodziewałam się że pierwsze strony tak mnie powalą, że będę błagała o więcej. Ech… Niestety nie narzuca mi się żadna myśl w stylu „co będzie dalej?”, „jak to się potoczy?”. Wcale nie jestem ciekawa. Przykro mi.
    Sam pomysł na fabułę niby dobry, ale jak dla mnie za dużo opisywania, komentarzy głównego bohatera zamiast pokazywania. Styl trochę męczący, zwłaszcza w pierwszym rozdziale. Nie to że jestem przeciwna używaniu bardziej wyrafinowanego słownictwa, ale podczas czytania mam poczucie „przekombinowania”. Za dużo tego, zwłaszcza że zdania są krótkie, stąd wrażenie natłoku sformułowań. Moim zdaniem jest sporo potknięć stylistycznych, słowa są zbyt na siłę pozestawiane w czasem mało zrozumiałe zbitki, a to utrudnia lekturę i irytuje.
    Panie Tomku, dobrze pamiętam z Pana postów, że książka miała korektę? Rzeczywiście nie natrafiłam na nachalne literówki, przecinki na ogół są tam, gdzie być powinny – to na plus, bo nawet tradycyjne wydawnictwa potrafią wypuścić na rynek bubel pod tym względem. Niestety, tekst nie jest pozbawiony będów. Mam przeczucie, że na s. 7 (czytam wersję pdf) potwory raczej nie korzystają ze szczepień (zamiast „szczepiły” powinno być „sczepiły”), a dress code ze s. 9 wg słownika ortograficznego PWN odmienia się inaczej. A to nie wszystkie „kwiatki”, jakie znalazłam na kilku pierwszych stronach.
    Panie Tomku, według mnie ma Pan naprawdę duży potencjał, ale popracowałabym nad bardziej przejrzystym stylem i taką konstrukcją bohatera i zwłaszcza początku książki, które wywołają u czytelnika emocje, bardziej zachęcą do czytania. Tego ostatniego niestety mi zabrakło.
    Pozdrawiam

  11. Sorgen pisze:

    Przeczytałem.
    Pierwsze co chciałem poruszyć. Książka czy opowiadanie? Nie żeby sprawiałoby mi to jakiś problem, po prostu, jak dla mnie bardziej to drugie.
    Drugie. Czytając pierwszy rozdział bawiłem się wyśmienicie. Niemal mistrzowskie przedstawienie bohatera. Nawet nie wiedziałem, kiedy tak dobrze go posnałem. Martwiłem się jednak, że zadanie Cię przerośnie i później przyjdzie rozczarowanie. Byłem miło zaskoczony czytając kolejne rozdziały, naprawdę dobrą książka. Czuło się klimat, bohater świetnie napisany. Tyle, że czegoś mi brakowało. Nie wiem co to było, nie potrafię tego zdefiniować. Fabuła była naprawdę dobra, ale w ostatnich rozdziałach było trochę przeskoków, sprawiających wrażenie jakby Ci się śpieszyło do końca. Brakowało mi też trochę akcji. W książce się działo, ale może znalazłby się sposób, żeby przedłużyć akcję dodatkowymi poszlakami. Z drugiej jednak strony lepiej nie wpychać niczego na siłę. Muszę też zwrócić uwagę na powiedzonka w stylu „wyjechać w Bieszczady” (ale to raczej kwestia gustu) i to, że czasami mówiłeś dwa razy o tym samym (np. pierwszy akapit 95 strony był niepotrzebny).
    Ogólnie rzecz biorąc, świetny pomysł, wykonanie też. Prócz tego wielki plus za Onfira, genialna postać. Książka robi ogromne wrażenie zwłaszcza, że to debiut. Słowa uznania.
    Czekam na kontynuację, mam nadzieję bardziej rozbudowaną. Co tam… Czekam na serię! Powodzenia!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *