Jak wygląda „Wtajemniczenie”?

Książki przyszły! Trzysta sztuk czeka na zapakowanie i rozesłanie.

Tak wygląda okładka. Zdjęcie zrobione moim tosterem – aż dziwne, że jakoś wyszło.

 

Wtajemniczenie - Tomasz Węcki

 

Zaraz, co ja robię?! Jesteśmy przecież na blogu. Muszę dać stylizację lajfstajlową!

 

Wtajemniczenie Tomasza Węckiego w zestawie

 

Odhaczone.

Książka jest cienka i – jak na współczesne standardy wydawnicze – dość skromna. Żadnych tłoczeń, skrzydełek czy innych wodotrysków. Na szczęście wygląda na wystarczająco solidną, żeby przetrzymać wielokrotne wertowanie kartek.

 

Wtajemniczenie nie trwa w nieskończoność

 

No i są ilustracje Stworzastego. O, tutaj jedna w bonusie. 😉

 

Stworzasty

 

Po solidnych oględzinach zauważyłem też o wiele mniej przyjemny „bonus”.

 

zwroty Wtajemniczenia

 

Tia. Błąd z kategorii „Word ci tego nie podkreśli”. Treść między okładkami miała dwie fazy korekty, więc małe są szanse na podobne niespodzianki. Okładkową zajawkę potraktowaliśmy jednak lżej, no bo co mogło pójść nie tak? Co można spartaczyć w tak krótkim i przejrzystym tekście?

Powiedzmy więc tak: mam do rozesłania trzysta egzemplarzy z *ahem* unikalną skazą charakterystyczną dla tego właśnie, pierwszego wydania. Biały kruk, bez mała, o którego antykwariusze będą toczyć boje!

Cóż, tego się przynajmniej trzymam, bo inaczej idzie zwariować.

Aha – wysyłkę zaczynam już jutro rano. Jeśli nie czekasz na wersję darmową, albo na niezależne recenzje, lepszego momentu na zamówienie nie będzie. 😉

 

Lub pobierz e-book za darmo:

 

Zapisz się na newsletter! Spisek Pisarzy wysyła tylko to, co warto przeczytać.



Tomasz Węcki

Tomasz Węcki


Cześć, mam na imię Tomek i jestem grafomanem. Od kilkunastu lat udaje mi się połączyć przyjemne z pożytecznym i utrzymuję się przede wszystkim z pisania. Byłem już dziennikarzem, piarowcem, copywriterem, ghostwriterem, dokumentalistą i autorem tekstów do gier komputerowych. Teraz możesz również przeczytać moją pierwszą książkę – „Wtajemniczenie”.

23 odpowiedzi

  1. Piotr pisze:

    Tomaszu. Pozwoliłem sobie ściągnąć w mobi. Dziękuję. Opinią na temat twojego dzieła podzielę się po lekturze. Pozdrawiam.

  2. filolog purysta pisze:

    UuUu… Dwie linijki niżej też jest byk jak ta lala. Są sytuacje, kiedy wręcz nie powinno się stosować dużej litery przy pisaniu zaimków osobowych. A ta jest jedną z nich.

    • Tomasz Węcki Tomasz Węcki pisze:

      Filologu purysto ;), wyjaśnij lub zalinkuj do źródeł. Bo ja tępy jestem i nie rozumiem czemu, zwracając się bezpośrednio do czytelnika, mam zrezygnować z grzecznościowego zastosowania dużej litery.

      • Kacper pisze:

        Nie pisze się zaimków osobowych z dużej litery w tekstach stricte literackich!

      • Tomasz Węcki Tomasz Węcki pisze:

        Nie ma takiej zasady.

        Normą jest pisanie zaimków osobowych małą literą, a wyjątkiem od niej są sytuacje, gdy zwracamy się do kogoś bezpośrednio i chcemy wyrazić swój szacunek – wtedy zaczynamy dużą literą. Nie ma to znaczenia, czy piszemy list, czy książkę.

        Sytuacja z literaturą jest o tyle specyficzna, że do czytelnika zwraca się bohater lub narrator, a nie bezpośrednio autor – w związku z czym nie ma potrzeby podkreślania grzecznościowego aspektu komunikacji. To nie oznacza, że nie można pisać zaimków osobowych dużą literą, bo „tak się nie robi w tekście literackim”. To oznacza tylko tyle, że nie ma uzasadnienia do stosowania tej formy (która jest wyjątkiem od reguły).

        Natomiast tekst z tyłu okładki nie jest cytatem z powieści – jest zwrotem bezpośrednio od autora do czytelnika. W związku z czym, aspekt grzecznościowy ma znaczenie. Moim zdaniem właśnie pisanie zaimków osobowych małą literą byłoby uchybiebniem.

        Jeśli jestem w błędzie, proszę, niech mnie ktoś mądry z niego wyprowadzi.

  3. Astralny pisze:

    To masz Tomasz książkę :)
    Pobrałem pdf’a. W wolnym czasie przeczytam, a teraz przejrzę.

  4. aterdaigh pisze:

    Rozdział „Omega” w fizycznym wydaniu mojego egzemplarza zaczyna się od „dę poczuć się jak w domu. Miejscem, do którego bym należał, tak jak ono do mnie.”. Nic wcześniej nie ma. Po stronie z ilustracją kolejna (109) zaczyna się właśnie w taki sposób. Osobiście mi to nie przeszkadza :) Mam tylko nadzieję, że to błąd w druku tej jednej książki, a nie wszystkich.

    • Tomasz Węcki Tomasz Węcki pisze:

      Błąd występuje w, na oko, 10% egzemplarzy. Zanim się zorientowałem, zdążyłem wysłać ponad dwadzieścia sztuk, więc pewnie trafi się jeszcze komuś.

      Podaj numer zamówienia (ten z rachunku), a wyślę Ci drugi egzemplarz bez błędu. 😉 Jeśli nie pamiętasz numeru, pisz na kontakt(at)spisekpisarzy.pl

      • aterdaigh pisze:

        Jeśli jest taka opcja to chętnie skorzystam. Numer zamówienia to 2431. Dziękuję bardzo :)

  5. Fleury pisze:

    Zaczęłam czytać książkę w PDF, przyznaję że jestem pozytywnie zaskoczona. Kiedy zaczęłam odnajdywać w tekście słowa takie jak: ,,Duchy” ,,gryźce” czy ,,dusiciele” sądziłam że będzie to coś czego kompletnie nie zrozumiem, jednak dość szybko można się wgryźć w ,,zasady” duchów.
    Nie przeczytałam jeszcze całości (choć na pewno to zrobię) przyznaję że nie jestem nawet w całości, uznałam jednak że zdecydowanie muszę napisać ten komentarz. Co mnie do tego zachęciło? Dokładnie ten fragment:
    ,,Do jasnej cholery! „Apa-nase” znaczy wypierdalaj! Więc wypierdalaj, skurwysynu! Wypierdalaj!”
    Nie ukrywam że do opowieści podeszłam raczej z poważnym nastawieniem wobec czego te słowa wprawiły mnie w najprawdziwsze rozbawienie ;3
    Plus, muszę przyznać że Zając okazuje się być prawdziwym arcymistrzem w robieniu pierwszego wrażenia ;D
    ,,Nazywam się Tomasz Zając i jestem ostatnim potomkiem długiej linii psychopatów, sadystów i zwykłych małych skurwieli {…}”

    Tak więc generalnie, już po pierwszych kilkunastu stronach naprawdę pochwalam pomysł i styl w jakim piszesz, oby tak dalej ;3

  6. Fleury pisze:

    *nie jestem nawet w połowie.

    Ah te błędy które zauważamy po fakcie…

  7. Doktorek Czas pisze:

    Kiedy ściągnęłam pierwszy rozdział zastanawiałam się czy nie kupić, ale potem ściągnęłam pełną wersję. Niestety z czasem jest coraz gorzej.

    SPOJLER :
    W książce jest rzeczywiście kilka fajnych pomysłów np. Nazwy niektórych stworów, zaklęcia dziadka-komunisty, opisy, ale to raczej za mało
    ./SPOJLER

    Jednak obawiam się że większość to pustka, mało rzeczy ciekawych, dużo waty. Bohaterowie wskakują tylko na pięć minut żeby posunąć akcję i zaraz znikają więc nie ma sensu się przywiązywać. Pomiędzy nimi nie ma żadnych ciekawych interakcji. W dodatku książka jest krótka a historyjka raczej prościutka

    SPOJLER:
    Jest sobie mag, opowiada o swoim życiu, dowiaduje się że wielki demon rozrabia, szuka wielkiego demona, pokonuje go.
    /SPOJLER

    To się nadaje na podstawę dla historii pełnej ciekawych, pomysłów, spostrzeżeń, zwrotów akcji, zagadek i relacji międzyludzkich. Tylko że tego tutaj zabrakło(trochę było, ale za mało). Niezłe opowiadanie, ale to za mało żeby przekonać mnie do wydania pieniędzy.(przyznaję, internet z całą tą masą darmowych książek i opowiadań trochę rozpieszcza)

  8. Damian pisze:

    Dziękuję za przesłanie książki :) skończyłem dziś ją czytać, więc przesyłam swoje wrażenia. Na początku muszę przyznać byłem zdziwiony, że taka cienka – w mojej biblioteczce to rzadkość. Bardzo mnie ucieszył fakt, że akcja toczy się we Wrocławiu – taki smaczek dla mieszkańca. Czyta się gładko, a im dalej w las tym lepiej: opisy, dialogi i cała reszta dobrze współgra, ale czasem chce się więcej. Szacunek za dobrą wyobraźnię i poczucie humoru. Ale żeby nie było tak różowo; błędów kilka znalazłem (co pewnie zdarzyło się samemu autorowi już po fakcie :-), ale też nie wpływają na gorszy odbiór książki. Minusem jest też mała objętość i mała liczba wątków pobocznych: historia, świat i sam główny bohater mają potencjał na więcej. Podobały mi się smaczki filozoficzne, ciekawi mnie jak je rozwiniesz w kolejnych częściach 😛 złamałeś monopol boga i szatana na posiadaną moc nadprzyrodzoną – Twój proboszcz nie będzie zachwycony 😛

    Jako czytelnika ciekawi mnie kilka kwestii:
    – Główny bohater nosi takie samo imię jak autor. Zbieg okoliczności? 😛
    – Tomasz Zając miał ciężkie dzieciństwo. Dziadek wiadomo, że żył jeszcze w latach powojennych a potem? niestety ten wątek został tylko zarysowany. Nie spotkał Tomasza czy po prostu żył gdzieś indziej, w innym miejscu?
    – są plany na kolejną cześć?

    • Tomasz Węcki Tomasz Węcki pisze:

      „Główny bohater nosi takie samo imię jak autor. Zbieg okoliczności?”

      Tak i nie. To nie jest moje alter ego, jeśli o to pytasz. :)

      „Tomasz Zając miał ciężkie dzieciństwo. Dziadek wiadomo, że żył jeszcze w latach powojennych a potem? niestety ten wątek został tylko zarysowany. Nie spotkał Tomasza czy po prostu żył gdzieś indziej, w innym miejscu?”

      O dziadku będzie więcej. Ale myślę, że bez spojlowania mogę powiedzieć tyle: nie spotkali się nigdy. Tomasz zna dziadka tylko z notatek.

      „Są plany na kolejną cześć?”

      Są plany na całą serię. Kolejna część już jest w produkcji. Czekałem tylko na reakcje czytelników, żeby się upewnić, ale od jakiegoś czasu widzę, że warto.

  9. Riboq pisze:

    Pobrałam mobi, teraz zamówiłam papier. Niekwestionowany potencjał sprawia, że naprawdę wierzę, że nasz Mag wyskoczy na powierzchnię polskiego czytelnictwa jak bojka. Są potknięcia, jakieś literówki – i z reguły bardzo mnie kwaszą takie wpadki. Jednakże, czytałam ostatnio szereg wydawanych w e-formie tekstów, ogłaszanych jako dobrze rokujące, a urywały mi jedynie bukiet neuronów.
    Jestem zachwycona, bo widzę żyzną sagę. I zamówiłam, bo będę się kiedyś z rozczuleniem uśmiechała, że mam ten pierwszy egzymplarz, kiedy to jeszcze autor nie sprzedawał praw do serialu :D.
    Serio, serio – nie kadzę.
    Można się pastwić nad niektórymi błędzikami, tylko po co? Wszyscy tutaj piszemy i wszyscy się rozwijamy (szybciej lub wolniej), i to co dobre należy windować, by mogło być jeszcze lepsze.
    Tymczasem ustawię sobie Maga Tomasza na półce i poczekam na kolejne tytuły.
    PS. Czy można jeszcze liczyć na autografy? 😀

    • Tomasz Węcki Tomasz Węcki pisze:

      Autografy – jak najbardziej. :)

      A literówki i tego typu stęknięcia mnie też kwaszą, zwłaszcza jeśli to ja jestem ich autorem. Mam zresztą wrażenie, że we „Wtajemniczeniu” przeszło ich więcej, niż powinno. Najwyraźniej za bardzo uwierzyłem w niezawodność procesu, którego nawet nie miałem jak przetestować.

  10. Zagożała czytelniczka DOBRYCH książek tzn. nie twoich pisze:

    Szkoda kadać! Czytając PDF cieszę się, że nie zakupiłam tego syfu. Jednocześnie pisałam z koleżanką na czacie. Co drugie zdanie jej przepisywałam bo chciałyśmy się razem pośmiać z beznadziejności tej książki. Bohater to…. idiota! Niech się zastanowi!!! Wie, że nie przekona do niczego policji, ale wrzeszczy tak, że ludzie myślą, że to na nich, serio? Po za tym, te zaklęcia, raz idiotyczne wiersze po Polsku bez magicznej poświaty, a raz magiczne przekleństwa, przewleczone tłumaczeniem. Przyznam, że jest to jedyna książka, której nie dam rady przeczytać ani rozdziału. Dam znać jak uda mi się zmusić na czytanie dalej niż do ukrytej kamery, ale! Nie sprowadzaj na społeczeństwo ludzkie totalnego odmużdżenia pisząc chaotyczne badziewia!

    Temat – fajny ciekawy, ale nie wykorzystano potencjały (PS: Nie zerżnięte od potworów Yo-khai przypadkiem?!)
    Bohater – palant, jeżeli myślisz, że to kogoś śmieszy, to chyba nie bohater, a szanowny autor postradał wszelkie zmysły.
    Książka – chaos, tego nie da się czytać!!!!!!!!

    • Paszczak pisze:

      *Zagorzała *gadać *odmóżdżenia *potencjału

      A czytania książek przez czat nie polecam. Może dlatego lektura była dla ciebie za trudna?

      Mam tylko nadzieję, że Autor nie potraktuje poważnie twojego komentarza.

      • Tomasz Węcki Tomasz Węcki pisze:

        Poważnie się nie da. 😀

        Ale o mnie się nie martw, Paszczaku. Stary już jestem. Internety nie takie rzeczy zdążyły mi powiedzieć.

  11. Luz Torpeda pisze:

    Bardzo, bardzo słaba książka. Napisana zniezgrabnym, wyjątkowo przykrym stylem. Na przykład co to za zdanie: „Obserwowałem te narodziny od kilku dni, od kiedy na niebie pojawił się czarny bąbel, jak burzowa chmura”. To jest literatura? To jest gówno. Śmierdzące, smutne gówno.

    I ktoś taki daje rady, jak pisać. Skończ waść, wstydu oszczędź.

  12. Marzycielka pisze:

    Książka przeczytana szybciutko, jeden dzień. I jedyne co mi naprawdę nie przypadło do gustu, to jej długość.
    Bardzo ciekawy pomysł. Zaklęcia komiczne, podobnie jak niektóre fragmenty (ach te egzorcyzmy… :)). Niestety budżet książkowy w marnym stanie, w grę wchodzi biblioteka albo wyprzedaże po piątaka. Tylko dlatego nie kupuję.
    Mam nadzieję, że to nie koniec przygód Zająca. I, że jeszcze się załapię na jakieś…

    P.S. Literówki? Od dawna wiem, że jak się wciągnę to rozpoznaje imiona postaci po wyglądzie, nie czytając ich. Ale dopiero czytając komentarze dowiedziałam się o jakichś błędach. Ta moja uwaga…

  13. sd pisze:

    Zacznę od tego, że bardzo podobają mi się porady na spisku, a „Wtajemniczenie” wydaje się interesujące po tym, co zdążyłam przeczytać w pdf. Kupiłabym książkę, ale… No cóż, nie będę owijać w bawełnę – książka wygląda jak taki książkowy fast food, przynajmniej na zdjęciach, bo w dłoni nie trzymałam. W każdym razie co mnie odrzuciło: czcionka bezszeryfowa, okładka też jakaś bez wodotrysków jak to określiłeś, całość cieniutka jak na jedno posiedzenie w toalecie, papier w sumie nie wiem jakiej jakości, więc się nie wypowiem. Do czego zmierzam? Otóż, gdy decyduję się na zakup książki (i pewnie nie tylko ja) zwracam uwagę na wartość estetyczną wydania, co by potem książeczka cieszyła moje oko kiedy wędruje po całym mieszkaniu w zależności gdzie ją czytam. Inaczej nie mam powodu kupować papieru, wolę ebook. No to wtrąciłam swoje trzy grosze, dziękuję za uwagę

  14. Karawan Karawan pisze:

    Ot i polskie piekiełko! Niejaki Lec powiedział kiedyś; „więc plujmy sobie nawzajem w kaszę! To takie polskie…To takie…Nasze! ” Nie czytałem. O ile jednak „gówno” w literaturze może być przeze mnie strawione jako wyraz literacki to w prywatnej ocenie dowodzi tylko braku kultury. Pan Mleczko takim „oceniaczom” jak „Zagożała…” i „Luz Torpeda” dedykował był rysunek aktu płciowego nosorożca z żyrafą i podpisem: „Człowieku nie pieprz bez sensu”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *