Co nowego na Spisku w roku 2016?

TL;DR: niedługo mój debiut literacki. Poza tym, zmiany w layoucie i możliwe zamknięcie forum. Szukamy też pomocy w tworzeniu tekstów.

Po kolei:

Marzec – moja powieść

Dokładniej: minipowieść, bo wątpię, że przekroczę 150 stron. Niemniej, będzie to tekst literacki mojego autorstwa i w zasadzie debiut pod własnym nazwiskiem. :) Wreszcie będzie się można pośmiać ze mnie oraz głupich błędów, które z pewnością popełnię.

O czym to? O pewnym człowieku, który potrafi zobaczyć duchy – dziwne istoty, pasożytujące na ludzkich emocjach i marzeniach. Niestety, tylko on ma taką zdolność, wszyscy inni pozostają nieświadomi. Duchy korzystają, w najlepszym razie traktując ludzkość jak żyzne pastwisko, a w najgorszym – jak hodowlane bydło. Co zrobić z taką wiedzą, kiedy nikt nie wierzy w Twoje rewelacje?

Ogólnie: akcja dzieje się współcześnie, we Wrocławiu. Dla tych, co lubią szufladki – najbliżej będzie do urban fantasy. Zamierzam napisać więcej niż jeden tekst z tym samym bohaterem w roli głównej, no ale to pod warunkiem, że pierwszy się spodoba.

Teraz – gdzie da się owo dzieło dostać? Otóż, tutaj, na Spisku. Będzie można ściągnąć e-booka w kilku formatach. Za darmo. Na licencji Creative Commons. To znaczy, że nikt nikogo nie będzie ścigać za nielegalne rozprowadzanie (bo będzie legalne), tworzenie fanfików (gdyby kogoś naszła ochota), kopiowanie, przeklejanie, ani za cokolwiek innego. No, z wyjątkiem zarabiania na tym mamony, tudzież udawania, że się samemu owo dzieło napisało.

Dlaczego chcę oddać swoją pracę za darmo, zamiast iść do wydawnictwa, które wydrukuje książkę na pięknym papierze, umieści na eleganckiej półce księgarni, skąd dystyngowany czytelnik nabędzie ją za 4 dychy sztuka? Cóż, pomijając drobny szczegół, że nie zamierzam pompować tekstu poza te 150 stron, oto kilka powodów:

  1. Bo co bym nie zrobił, i tak nie zarobię wielkich pieniędzy.
  2. Bo rynek książki w obecnym kształcie jest patologiczny: ja nie zarobię, ale zarobią wszyscy pośrednicy.
  3. Bo z tego impasu nie ma łatwego wyjścia – potrzebujemy alternatywnych dróg dystrybucji i ktoś musi je przetestować.
  4. Bo Spisek to już na tyle duży blog, że jest na kim przeprowadzać testy. 😉
  5. Bo nikt tutaj jeszcze nie czytał moich bieda-prób literackich. Nie zamierzam żądać kasy za produkt o nieznanej jakości.

To dopiero pierwsze moje dzieło, które zamierzam wrzucić na Spisek, więc nie ostatnia okazja do testów. Oczywiście, opublikuję wyniki – wszyscy możemy skorzystać na tej wiedzy. Od rezultatów zależą też dalsze decyzje co do rozwoju bloga. Które kanały dystrybucji i promocji dają najlepsze efekty, tak realnie? Czy jest sens dzielić ten zasób z innymi autorami chcącymi publikować książki? Czy warto budować szerszą sieć pisarskiej samopomocy? To jednak pytania na następny rok i wrócimy do nich po zdobyciu bardziej podstawowej wiedzy.

Najpóźniej do czerwca – zmiana layoutu

Obecny szablon już jakiś czas temu dotarł do granic swoich możliwości. Teraz, najzwyczajniej, przeszkadza w rozwoju bloga. Szukam więc takich opcji, które jednocześnie poprawią wygląd strony oraz pozwolą mi łatwo wprowadzić kilka z planowanych zmian.

Tu jednak rodzi się dylemat. Co ze spiskowym forum? Stoi na wtyczce WordPressa, o której po roku używania nie mogę powiedzieć wiele dobrego. Obsługa tego cudu techniki i dostosowanie go do wymagań bloga kosztowało sporo potu i zgrzytania zębami. Tak samo będzie z nowym szablonem. Gdybym chciał ominąć ten wysiłek – dość znacznie ograniczę sobie możliwość wyboru nowego layoutu.

Stąd pytanie do Ciebie. Jak często wchodzisz na forum? Czy czujesz, że jest Ci potrzebne? Jego los nie jest przesądzony, więc Twój głos ma znaczenie.

Częstotliwość wpisów

Obserwuję niepokojącą tendencję do wydłużania okresów, kiedy nic się na Spisku nie pojawia. Najpierw częstotliwość spadła z wpisów cotygodniowych do co dwa tygodnie. Później – do raz na trzy tygodnie, aż wreszcie w grudniu do jednego miesięcznie.

Nie jestem z tego zadowolony, ale wiem już na pewno, że w nadchodzącym roku będę mieć jeszcze mniej czasu, niż w poprzednim. Zwłaszcza, kiedy w postanowienia noworoczne wpisałem nawinie „częściej pracować nad projektami literackimi”.

Słowem: potrzebuję pomocy. Głównie do ogarnięcia pracy bardziej dziennikarskiej, niż eseistycznej – wywiadów, komentarzy zjawisk branżowych i ew. recenzji. Mam nadzieję, że do końca roku uda mi się zabezpieczyć środki, aby płacić za taką pomoc realnymi pieniędzmi. Na razie mogę zaoferować tylko dostęp do moich kanałów komunikacyjnych, miejsce na blogu i linki do Twoich książek/stron/przedsięwzięć. Jeżeli Cię to interesuje i chcesz napisać coś dla Spisku – śmiało wysyłaj propozycje na kontakt@spisekpisarzy.pl.

 

Foto: Mary(n_n)West via Foter.com / CC BY-ND

Zapisz się na newsletter! Spisek Pisarzy wysyła tylko to, co warto przeczytać.



Tomasz Węcki

Tomasz Węcki


Cześć, mam na imię Tomek i jestem grafomanem. Od kilkunastu lat udaje mi się połączyć przyjemne z pożytecznym i utrzymuję się przede wszystkim z pisania. Byłem już dziennikarzem, piarowcem, copywriterem, ghostwriterem, dokumentalistą i autorem tekstów do gier komputerowych. Teraz możesz również przeczytać moją pierwszą książkę – „Wtajemniczenie”.

16 odpowiedzi

  1. adi pisze:

    Planuje Pan dosyć odważny i nieszablonowy ruch wydawniczy. Choć w przypadku dłużej serii książek, oddanie czytelnikom krótszego dzieła „intra” może się okazać – w dłuższej perspektywie – strzałem w dziesiątkę.

    Warto się zastanowić czy zamiast oddawać książkę gratis można by pokusić się o samodzielne wydanie
    (Pan sobie zapewne świetnie poradzi z redakcją / korektą / załatwieniem ISBN.) – wyłącznie w formie elektronicznej – i sprzedaż:
    – na tej stronie za symboliczną kwotę, która mogłaby być choć minimalną rekompensatą cierpień pisarza (nie każdy jest tak szlachetny i twardy jak Pan – inni są po porostu ludźmi i pisanie czasem jest drogą przez mękę ;))
    – dotacje / datki za tą książkę lub crowdfunding (na kolejną część)
    – skorzystać z serwisu, który sprzedaje przygotowane ebooki, załatwia papierkowe sprawy i dzieli się
    kasą z autorem (może ebookpoint (dot) pe el ?) Choć pewnie 150 stron mogłoby być zbyt krótkim utworem.

    Niemniej podziwiam Pana decyzję i chętnie przeczytam powieść :)

    PS. Pozwoliłem sobie napisać niniejszy komentarz, ponieważ próbuję napisać własną powieść SF
    (planuję 400 stron, mam około 50 z których średnio jestem zadowolony) – idzie jak po grudzie (ale ja mam
    zdecydowanie mniejszy talent i mniejsze doświadczenie niż Pan :).

    Ale w stosownym czasie (jeśli taki kiedykolwiek nadejdzie :) chciałem prosić Pana o kilka
    refleksji na pytania:
    – do jakich wydawnictw warto napisać (tych, które wydają debiutantów SF)?
    – czy lepiej (zakładam, że na liście mam > 3 wydawnictwa) wysłać do 1-2 na raz i czekać na odpowiedź
    jak nie nadejdzie albo będzie odmowna, to warto jeszcze raz przemyśleć jakość książki (i ją poprawić
    zanim podejmie się dalsze akcje) ;
    czy też słać do wszystkich – paląc za sobą jednocześnie mosty, bo gdy wszyscy odmówią…
    to za parę miesięcy nie ma chyba sensu wysyłać im wersji 2.0 :)

    Myślałem, że będzie Pan świeżo po debiucie i chętnie bym skorzystał z Pana wiedzy,
    a tu taka niespodzianka … :)

    Trzymam kciuki za ukończenie dzieła i rzesze zadowolonych czytelników :)

    • Tomasz Węcki Tomasz Węcki pisze:

      No, to nie jest tak, że nikt przede mną nie próbował podobnych rzeczy. Choćby stąd wiadomo, że sam zasięg takiej dystrybucji e-booka to żadna niespodzianka – po prostu wypadkowa zasięgów użytego medium (zwykle bloga) oraz umiejętności wzbudzenia zaangażowania. Raczej prosta kalkulacja. Zabawa zaczyna się właśnie wtedy, gdy uwzględnimy konwersję zasięgu na monety. Po tym wychodzi faktyczna efektywność dystrybucji: małe zasięgi dające dużo zysku kontra duże zasięgi, z których zysk jest śmieszny lub żaden. Chcę znaleźć właśnie taką drogę, która nawet przy mało znanej książce pozwala na uczciwy, przyzwoity zarobek. Więc tak – jak najbardziej w testach będę uwzględniać też kwestię pieniędzy:

      1. Na pierwszy ogień pójdzie model „shareware” znany z rynku programów komputerowych. Polega na tym, że ściągasz i używasz za darmo, od razu z pełnymi funkcjami, a płacisz dobrowolnie (i niekoniecznie od razu). Zwykle sam program przypomina o tym, że warto rzucić twórcom trochę grosza, choć poza tym w żaden sposób nie ogranicza możliwości. Wbrew pozorom, to działa. Ludzie faktycznie płacą za pożyteczne programy. Model nie jest popularny głównie dlatego, że w kapitalizmie chodzi o maksymalizację zysków, a do tego słabo nadają się pomysły oparte na dobrowolności. Tak czy siak, chcę to przetestować w odnesieniu do e-booków. Nie wiem, czy już przy tej pierwszej, zapowiedzianej opowieści, ale na pewno wkrótce.

      2. Crowdfunding na pewno będzie przetestowany. 😉 Jeśli wszystko pójdzie po mojej myśli, w przyszłym roku będę mieć trzy mini-powieści, a więc wystarczająco materiału na książkę papierową.

      3. Skorzystam z zewnętrznych sieci dstrybucyjnych – i nie tylko księgarni z e-bookami. Mam na przykład nadzieję, że Book Rage będzie chciało kiedyś wziąć którąś z książek. 😉 Zewnętrzne sieci to też element dystrybucji, na pewno ich nie pominę.

      4. Nie wykluczam, że będę również sprzedawać coś prosto ze strony „za symboliczną kwotę”. To jednak droga już całkiem nieźle przetestowana, a więc najmniej ekscytująca.

      Teraz, odnośnie Twojego ostatniego pytania. Wydawnictwa, do których sam bym uderzał z powieścią SF, to: Powergraph, Fabryka Słów, Uroboros (czyli tak naprawdę Foksal). To wydawcy doświadczeni i wyspecjalizowani w fantastyce. Nie przejmuj się, że jesteś debiutantem. Jeśli książka jest dobra, będzie odzew.

      Natomiast nie traktuj wydawcy jako testera. Jeśli chcesz iść tradycyjną droga wydawniczą, Twoim klientem nie są tak naprawdę czytelnicy, ale właśnie wydawca. Nie możesz klientowi wysyłać niedopieszczonego produktu. Przetestuj go na znajomych i innych chętnych czytelnikach. Nie zawsze dostaniesz „profesjonalne” uwagi, ale jeśli nie ograniczysz się do jednej czy dwóch osób, wyjdzie z tych uwag jakiś wzorzec tego, co się podoba, a co nie wyszło.

      • adi pisze:

        Dziękuję za odpowiedź.

        Zdaję sobie sprawę, że taki model dystrybucji występuje – u nas raczej mało popularny.
        Ale, raczej w przypadku książek technicznych. Gdzie daje się gratis jakąś porcję wiedzy (relatywnie niewielką np. jakieś tablice/arkusze lub dotyczącą starszych wersji jakiś bibliotek / języków).
        Tak można budować grupę odbiorców (zwykle przez własny newsletter) i promować (sprzedając np. przez Amazona) coś większego / nowszego. Co jakiś czas dając za darmo nowszą książkę (ograniczonej ilości osób ) – za napisanie uczciwej recenzji.

        Shareware (czy jego odmiany typu postcardware) sprawdzał się w przypadku programów komputerowych z trzech powodów:
        – programu się ciągle używa (czy też wraca do niego co jakiś czas); ebook czyta jednorazowo
        i zwykle zapomina ;] Chyba, że to podręcznik do np. języka programowania.
        – kiedyś było znacznie mniej dostępnego oprogramowania, teraz można naleźć odpowiedniki niemal wszystkiego na dogodniejszej licencji
        – historycznie (przed powszechnym dostępem do internetu) trudniej było o cracki (czasem trzeba było samemu spróbować złamać zabezpieczenia :)) i piractwo nie było aż tak powszechne.

        Teraz bardziej się jednak daje wersję Trial wersje wykastrowaną, aby sobie nie scrackować.
        Być może takie „intro” 1 z 4 opowieści może być swoistym odpowiednikiem „Triala”… bez
        urazy 😉

        AD 3. Tego nie znam :)

        Jak @Margotka pisała, również wolałbym wersję papierową (nic chyba nie zastąpi przyjemności obcowania z prawdziwą książką), ale oczywiście ebook też musi być, bo ten rynek w Polsce mocno rośnie i szkoda by było rezygnować z niego ( i jest tańszy dla wydawcy).

        Planuję, aby powieść składała się z 3 części (działów), po ukończeniu każdej z nich będę dokładnie ją edytował (choć na razie nie wyobrażam sobie, że mogę dużo usunąć ;] ) Jak skończę całość książki to zamierzam 2 krotnie dokładnie przeczytać i wygładzić jak najwięcej niedoskonałości.

        Dzięki cennym poradom z Waszego bloga zmieniłem m.in. rozpoczęcie rezygnując (przenosząc jego fragmenty wgłąb książki) ze swoistego wstępu typu „co się działo z Ziemią do czasu rozpoczęcia akcji”. Teraz wygląda to trochę bardziej naturalnie – gdy postacie (lub narrator) przy różnych okazjach krótko nawiązują do tych wydarzeń (budując stopniowo obraz bieżącego świata u czytelnika), zamiast 2 stron tekstu wstępu podanego na tacy.

        Później wyślę do 4-5 znajomych, których uwagi (jeśli, zdołają dotrwać do końca lektury 😉 postaram się uwzględnić. Dopiero wtedy „zaatakuję” wydawnictwa.

        I tu się zastanawiam czy masowo do 3-4 na raz czy jednak stopniować wysyłkę.
        Zastanawiam się jeszcze nad Wydawnictwem Dolnośląskim (Publicat S.A.) oni w SF się nie specjalizują. Mam nadzieję, że wyjdzie mi coś wychodzącego po za kanony czysto
        SF… (no ale to pewnie tylko moje marzenia :)

        Na pewno nie będę opisywać skaczących ludzików usiłujących się zamordować kolorowymi świetlówkami 😉

  2. Margota pisze:

    „iść do wydawnictwa, które wydrukuje książkę na pięknym papierze, umieści na eleganckiej półce księgarni, skąd dystyngowany czytelnik nabędzie ją za 4 dychy sztuka” Można i tak… Ale ja chcę wydać swoją książkę w PRAWDZIWYM wydawnictwie, ujrzeć fascynującą okładkę (mam już projekt) z moim hmmm nazwiskiem;) i czekać na czytelnika. Nie musi być dystyngowany a i 4 dychy nie są mi potrzebne. Chcę tylko żeby moja powieść dotarła do ludzi, którzy chcą czytać, ciągle poszukują czegoś nowego, uwielbiają wypełniać sobie czas czytaniem w rozmaitych środkach komunikacji i kolejkach do lekarza. MARZĘ o tym, by moja książka ukazała się w formie papierowej. Książka w formie ebooka jest dla mnie jak dusza. Dopiero ta papierowa przypomina pełną istotę – ciało i duszę w jednym.

  3. Karodziejka pisze:

    Jak do tej pory z forum tutaj tak specjalnie dużo nie korzystałam, ale wydaje mi się, że szkoda byłoby zamknąć je zupełnie. Może warto przemyśleć oddzielenie forum od bloga? Wybrać jakiś z istniejących skryptów for, płatnych bądź darmowych i powiązać z blogiem nazwą domeny i wzajemnymi linkami, jednak trzymać oddzielnie?

  4. 007 pisze:

    Oh, wszystko tylko nie zamykać! Wiele zawdzięczam Spiskowi i mam wrażenie, że po miesiącach ćwiczeń moje pisadła są o wiele lepsze. Często tu zaglądam i zdarza się, że machinalnie klikam w zakładkę, żeby sprawdzić czy pojawiło się coś nowego. Niby są inne strony dla pisarzy, ale to ta najbardziej przypadła mi do gustu (tak samo jak bezpośrednie podejście autora, cóż, do wszystkiego. Podoba mi się, że pan się po prostu z niczym nie pierdoli). Poza tym, najbardziej przemawiają do mnie ćwiczenia na tej stronie. Niby wiem, że mogę wygooglować „writing prompt” i znajdę miliony wyników, ale one są zwykle bardzo suche i trudne do opisania. Przy czytaniu pańskich rozbudowanych poleceń, historia tworzy się sama i powstaje w bardzo krótkim czasie. Wchodzę tutaj również gdy wena robi sobie urlop, zwykle udaje mi się wrócić szybko do pisania.
    Książkę na pewno ściągnę, już się nie mogę doczekać. Może gdy zdobędzie dobre komentarze, przemyśli pan sprawę wydania jej? Nic na siłę, oczywiście, taki mam kaprys, że chciałabym zobaczyć ją na półce :)

  5. Mnie w forum SP drażni tylko to, że w menu po prawej stronie nie pojawiają się odnośniki do nowych tematów (tylko do nowych postów), więc muszę specjalnie wchodzić na forum, żeby sprawdzić, czy ktoś napisał nowy wątku. Czyli zdarza się, że do jakiegoś ciekawego zagadnienia, które się tam pojawi, nie ustosunkowuję się nawet kilka tygodni.

    Swoją drogą, gratuluję pomysłu na dotarcie do szerszej publiczności z własną twórczością. Możesz być pewien, że zerknę przynajmniej na początek. 😛

  6. SaraBertyn pisze:

    Pierwsze, nie zamykać forum! PLS. Naprawdę dużo daje.
    Drugie, super pomysł na dotarcie do czytelników. Piszę obecnie pierwszy większy tekst i z całą pewnością będę śledzić postępy takiej dystrybucji. Mi w sumie, nie tyle zależy na kasie, co na satysfakcji, że ktoś, może nawet kilkanaście osób (całkiem mi obcych) przeczyta. Chociaż wiadomo, zarobić byłoby miło, ale jestem realistką.
    Trzecie – do adi: zgłaszam przynajmniej 4 osoby, które chętnie przeczytają nową powieść SF (w różnym wieku, obu płci) i chętnie podzielą się uwagami, za przyjemność czytania ;-).

    • adi pisze:

      Jak uda mi się dotrwać do końca (jeszcze długa droga). I tekst będzie na tyle sensowny, abym się nie spalił ze wstydu 😉 A mam niziutką samoocenę więc różnie może być…
      To będę pamiętać o propozycji. Dzięki.

      • SaraBertyn pisze:

        Nie ma co się wstydzić 😉 Moim zdaniem, jeśli masz pomysł, przelałeś go na papier, to po to, żeby ludzie to czytali, prawda? A my, te 4 ludki, chętnie poczytamy, bo nawet jeśli Ty nie będziesz do końca zadowolony to:
        1. możesz się mylić, a dzięki opiniom, możesz właściwie ocenić swoje dzieło,
        2. możemy pomóc Ci wybrnąć z karkołomnych rozwiązań, które de facto, nie zmienią Twojego pomysłu i Twojej realizacji – to Twoja książka i nikt Ci tego nie odbierze.
        I poza wszystkim uważam, że dobrze jest, gdy materiał przed wydaniem przeczyta jakaś grupa ludzi, obu płci, o różnych zainteresowaniach, w różnym wieku, tak aby można było ocenić, do jakiego czytelnika trafi nasz przekaz.
        Z takimi krótkimi tekstami, jak ten, który zamieściłam w ćwiczeniu zrobiłam mały eksperyment. Dałam kilka do przeczytania różnym osobom. Jedna ich część była nimi pozytywnie zaskoczona, a druga część pytała: ale o czym właściwie to jest? To pozwoliło mi zrozumieć, że mój styl pisania prawdopodobnie nie trafi do każdego. Będą ludzie, którzy mimo iż twierdzą, że czytają książki i to lubią, to tego co ja napiszę nie skumają. Dzięki temu wiem, że nie muszę starać się pisać dla wszystkich, że wystarczy jeśli napiszę tak, jak ja to czuję, tak, jak ja myślę. I moja samoocena, jako autora, znacznie się poprawiła :)
        Tak czy owak pamiętaj o mojej propozycji i zapisz mojego maila (joliekos[malpa]op.pl) – może zechcesz skorzystać z darmowej krytyki 😉

      • adi pisze:

        @SaraBertyn
        Niestety stanąłem na około 95 tyś. znaków (około 1/6 planowanej objętości, pomysły na fabułę są – do końca nie uleciały w niebyt :) ) i nie mogę ruszyć dalej.
        To nie tylko zwykła niemoc twórcza i zwątpienie w sens tworzenia. Przede wszystkim kłopoty dnia codziennego: brak czasu, próba zarobienia paru srebrników. Mam nadzieję, że szybko wróci okres pisania i może jak dopracuję choć 1/3 tekstu – poproszę o recenzję.
        Dziękuję za propozycję.

  7. Ya pisze:

    Książka – super! Z chęcią przeczytam.
    Nowy layout – choć uważam, że obecny jest fajny, jeśli jest możliwość, żeby był jeszcze lepszy – pełna zgoda.
    A jeśli chodzi o forum – chyba raz odwiedziłam. Kiedyś. Dawno.

  8. Patryk Sygidus (Sakitta) pisze:

    No w końcu zobaczę trochę grafomanii. Już od dawna ciekawiło mnie, dlaczego nie mogę znaleźć Twoich książek. Przeczytam na pewno. Mam nadzieję uniknąć „Thorna z admiralicji” 😉

    Czekam na nowe materiały zwłaszcza, że niedługo też zamierzam zaliczyć debiucik. Wcześniej siedziałem w fanfikach i dość luźnych opowiadaniach. Testowane na wielu cudzych światów fanach i kolegach. Muszę przyznać, że zazwyczaj się podobały, choć dostałem też wiele negatywnych komentarzy (ludziom nie podobał się choćby nadmiar wulgaryzmów w pewnym dziele, ze zdziwieniem byłem zmuszony wykreślić je ze swojej twórczości… dobra, ograniczyć).

    Propo zarabiania wielkich pieniędzy… Na debiucie da się zarobić dużo, ale w praktyce jest to tak rzadkie, jak butelka pełnej wódki na końcu wesela. Niemniej jednak myślę, że w debiucie przede wszystkim należy dotrzeć do jak największej liczby osób i wyrobić markę. Wtedy pójdzie już z górki. To coś na kształt marketingu, bo przecież na ulotkach nikt nie zarabia. Dopiero później pierwsza książka napędza sprzedaż drugiej i tak wężykiem, pomału, powoli, do celu.

    W akapicie wyżej rzecz jasna mogę się mylić. Wydedukowałem to tak, jak grecki filozof naturę świata, a nuż, widelec się uda (historia zapamiętuje tylko tych, którzy mieli szczęście w tej plątaninie przeciwstawnych poglądów). Jakby nie patrzeć, pisarze od lat będący moimi autorytetami współpracowali właśnie z wydawcami i nieźle zarobili (a gdzie miejsce na sztukę !!! ). Niemniej jestem ciekaw Twoich przygód z dystrybucją alternatywną. To całe samo-wydawanie trochę mnie przeraża i dobrze wiem, że po prostu skończę na nim jako kompost.

    Żeby było jasne, nie krytykuję żadnego sposobu publikacji. Ja osobiście bardziej nadaję się do pracy z wydawcą. Gdybym był inny i posiadał jakieś oparcie (np. blog, status celebryty), z pewnością wybrałbym inny kanał. Ale jak pojawia się taki buraczek z Zawiochy Gnijącej, chcący pisać od momentu zarażenia się wirusem grafomanii (wyjątkowo paskudna choroba), to raczej nie ma wielkiego wyjścia poza znalezieniem sobie szlachcica, dla którego będzie „łorał póle”, zwłaszcza, że się boi.

  9. Lavandula pisze:

    Już jestem ciekawa pańskiej książki :)
    Co do forum – super sprawa, nie likwidować! Swego czasu cały internet przegrzebałam w poszukiwaniu przyjaznego miejsca, gdzie można by się podzielić swoją twórczością i zasięgnąć szczerej opinii. Tutejsze forum to świetne miejsce, które pomogło mi w końcu zdecydować, że chcę pisać na poważnie.

  10. nieznajoma pisze:

    Cieszę się że postanowił pan wydać bezpłatnego e- booka. Bodoba mi się temat opowiadania. Napewno zogaczę co pan napisał.
    Ale Bardzo proszę niech pan nie zamyka bloga! >.<! gdzie ja potem znajdę taki blog? Z poradami, wskazówkami, i co najważniejsze dobrymi ćwiczeniami? Szkoda że ma pan mało czasu na prowadzenie bloga i w dodatku będzie go mniej, ale myślę że warto. Może ktoś kiedyś w swojej książce napisze podziękowanie niejakiemu panu Tomaszowi Węckiemu za dobre wskazówki?:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *