Trzy sposoby na narrację

Tomasz Węcki


Cześć, mam na imię Tomek i jestem grafomanem. Od kilkunastu lat udaje mi się połączyć przyjemne z pożytecznym i utrzymuję się przede wszystkim z pisania. Byłem już dziennikarzem, piarowcem, copywriterem, ghostwriterem, dokumentalistą i autorem tekstów do gier komputerowych. Teraz możesz również przeczytać moją pierwszą książkę – „Wtajemniczenie”.

7 komentarzy

  1. Knight Martius napisał(a):

    Ogólnie jestem w stanie się pod tym podpisać, zwłaszcza że dzięki temu mam pewien ogląd na narrację 2-osobową w jednym z moich opowiadań (a mówiąc bardziej po ludzku: większość czytelników na tę narrację narzekała ;)). Chciałbym jednak do narracji 3-osobowej dodać taki myk, który swego czasu w „Nowej Fantastyce” opisywał Michael J. Sullivan, a polega on na tym, żeby łączyć ze sobą funkcje opisów w tekście. Tzn. w takiej narracji auktorialnej opisuje się osobno to, co widzi bohater, oraz jego odczucia, a zamiast tego można zaoszczędzić trochę miejsca i wpleść we wspomniany opis wyrażenia, które świadczą o stosunku postaci do tego, co ta w danej chwili obserwuje.

    Mam wrażenie, że właśnie przez taką „bliską” perspektywę dla czytelnika oraz elastyczność w prowadzeniu narracja 3-osobowa (szczególnie osobowa) jest najpopularniejsza i najbardziej polecana. Z tego drugiego powodu nawet sam ją lubię najbardziej, choć swego czasu sprawiała mi najwięcej kłopotów (głównie miałem problem z zaimkami osobowymi i składnią, przez co styl u mnie leżał i kwiczał; zdecydowanie wolałem narrację 1-osobową).

    Tomku, a jaki masz stosunek do mieszania ze sobą różnych rodzajów narracji (a także np. czasu przeszłego z teraźniejszym, skoro już przy tym jesteśmy)?

  2. Rafał W. Orkan napisał(a):

    Dokładnie to samo powtarzam, ilekroć mówię o pisaniu; czy to książek czy scenariuszy – narracja jest nadrzędna względem fabuły. Perspektywa może się zmieniać między narracjami lub nawet w ramach jednej narracji, zupełnie odmieniając toczoną w jej ramach opowieść, dla której fabuła jest jedynie osią, fundamentem.

  3. Patryk Sygidus (Sakitta) napisał(a):

    Typy narracji można rzecz jasna mieszać i takie syntezy wychodzą naprawdę dobrze.

    Np. w Diunie prowadzono narrację 3-os, ale co rusz pojawiały się wtrącenia kursywą, przedstawiające konkretne myśli bohaterów. Niekiedy było ich tyle, że tworzyły równorzędnego narratora.

    W Hobbicie, z tego co pamięta, narrator często zwracał się do czytelnika, szczególnie na początku (opis wioski i życia hobbitów). Wyglądało to wręcz na połączenie 3-os z 2-os.

    Osobiście jestem w tej branży amatorem, nie miałem jeszcze debiutu, ale stosowałem już wszystkie powyższe rodzaje narracji. Najbardziej do gustu przypadło mi rozwiązanie Herberta Franka (może z sentymentu do mojej ulubionej sagi, nie wiem). Taki model daje wszystko, co warto wyciągnąć z narracji 1-os, a do tego pozostawia swobodę 3-os. Jak dla mnie: Bomba!

    Z drugiej strony pełna narracja 1-os świetnie się spisuje przy krótszych tekstach, które nie wymagają ,,Wielkich Rzeczy”. Cały czas śledzimy jedną postać, oplątaną jednym wątkiem głównym i spotykamy ograniczoną liczbę bohaterów. Nie wyobrażam sobie natomiast, by w Diunie zastosować ten rodzaj narracji, tak samo jak w wielu książkach czy opowiadaniach dobrze sprawdzał się tylko i wyłącznie model 1-os.

    Pozdrawiam i jestem okropnie ciekaw kolejnego artykułu.

  4. Ajmdemen napisał(a):

    Czy quasi-bezosobowy styl narracji Dukaja w „Lodzie” kwalifikuje się jako czwarta kategoria? Wiem, że pytanie trochę od rzeczy, ale ciekawym opinii 🙂

  5. fioł napisał(a):

    Dobry artykuł, zwłaszcza pierwsza część i zdanie o Zygmuncie.

  6. Pisarka napisał(a):

    Moją ulubioną narracją jest narracja pierwszoosobowa. Ostatnimi czasy, pisząc opowiadanie jako „ja”, spotkałam się problemem bardzo delikatnym – a mianowicie – z tworzeniem osobowości bohatera. Jedno słowo potrafi kompletnie zmienić cechy charakteru postaci. Dlatego warto pisać wolno, a zarazem przywiązywać wagę do niewielkich szczegółów. One bowiem są podstawą do stworzenia żywego bohatera literackiego, zgodnego ze swoimi zamysłami.

  7. al Fayed napisał(a):

    Mi osobiście bardzo leży narracja w Diunie. Występuje tam jednocześnie trzecioosobowa perspektywa i przemyślenia bohaterów po dwukropku. Najwięcej trudności sprawia mi właśnie oddzielenie wszechwiedzących uwag narratora (czyli mnie) od przemyśleń bohaterów. Z kolei bardzo zdystansowany czułem się czytając „Krwawy południk”. Być może był to zabieg celowy. Niesamowicie podziwiam Rowling za – z pozoru – naiwny i prosty styl, który kupił mnie i kilkadziesiąt milionów innych. King z kolei miewa wzloty i upadki. Obok fascynujących powieści potrafi wypuścić bardzo słabą narrację. Również Orwell bardzo mi odpowiada.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *