Jak zostać dziennikarzem (i czy w ogóle warto)?

Tomasz Węcki

Cześć, mam na imię Tomek i jestem grafomanem. Od kilkunastu lat udaje mi się połączyć przyjemne z pożytecznym i utrzymuję się przede wszystkim z pisania. Byłem już dziennikarzem, piarowcem, copywriterem, ghostwriterem, dokumentalistą i autorem tekstów do gier komputerowych. W moim poradniku „Jak napisać powieść?” znajdziesz jeszcze więcej przydatnych porad dla pisarzy.

15 komentarzy

  1. 150 złotych brutto w 2010 roku to i tak była bardzo dobra stawka. Mi na Czerskiej płacili 50. Choć oczywiście ja miałem krótszy starz.

    Natomiast warto wspomnieć, że w dziennikarstwie bardzo przydają się kompetencje „miękkie”, takie jak:

    – pasja: i to nie tylko pasja dziennikarska, tylko jakieś zainteresowanie lub hobby o którym ludzie zechcą czytać. Przykładowo ja zostałem rekrutowany z Cenegi, a moją główną kompetencją był fakt, że znałem się na grach komputerowych i internecie, a Agora podówczas mocno te działy rozbudowała. W redakcji w której pracowałem były natomiast tłumy ludzi, których główną predyspozycją było to, że np. dobrze robili zdjęcia, byli na każdej premierze filmowej lub też znali się na piłce nożnej. Działy typu „kultura” bardzo chętnie zatrudniają też osoby oczytane, przy czym im mniej niszowe książki się czyta, tym lepiej.

    – znajomości. Brzmi to okropnie, ale bez szerokich znajomości i umiejętności ich pozyskiwania trudno sobie wyrobić pozycję w mediach. I to nie dlatego, że robotę musi ci wujek załatwić… Przeciwnie: bez znajomości po prostu trudno ci materiał pozyskać. Przykładowo: prezes firmy, albo polityk bardzo niechętnie umówi się z tobą na spotkanie, jeśli cię nie zna. A jeśli już, to najczęściej wyśle PR-owca lub marketingowca. I to nie dlatego, że coś ukrywa (bo powiedzmy sobie szczerze: 90% materiału, zwłaszcza w dziennikach lokalnych to „droga wojewódzka np. 666 zamknięta, bo naprawiają studzienki kanalizacyjne… Idż do odpowiedniego urzędu i zapytaj ile to potrwa i czy się nie da szybciej”), tylko z tej przyczyny, iż uważa, że mu zawracasz głowę.

    • Tomasz Węcki pisze:

      Z tymi znajomościami to jest zabawna sprawa, bo – oczywiście – masz rację, że takie są realia; warto zać ludzi. Z drugiej jednak strony, bardzo łatwo wyrobić sobie sieć kontaktów, kiedy już człowiek musi codziennie zbierać materiał. Więc – nie myślę o kontaktach jako o kompetencji, którą trzeba posiadać. Jeżeli już, to kompetencją byłaby zdolność do rozmawiania z ludźmi tak, żeby chcieli dać Ci więcej, niż innym. 😉

      Zwłaszcza że – z mojego doświadczenia – najciekawsze info prawie zawsze pochodzi od tych źródeł, z którymi nigdy wcześniej kontaktów nie utrzymywałeś. 😀

      A co do piarowców, często nie warto na siłę przeskakiwać przez nich do prezesów. Pracowałem też po tej stronie barykady i zapewniam: kompetentny rzecznik to sojusznik dziennikarza. Zależy mu na publikacji bardziej, niż prezesowi, a do tego potrafi przekazać informację składniej i w taki sposób, żeby oszczędzić żurnaliście pracy. Win-win.

      Kłopotem oczywiście są ci piarowcy, co tak naprawdę robią za ciecia – leniwe typy, których jedyną rolą jest stać w bramie i bronić przejścia. Czasem wynika to z krótkoterminowej strategii na przeczekanie jakiegoś kryzysu, ale niestety – nie zawsze. W niektórych polskich firmach prezesi tak własnie wyobrażają sobie rolę „pana od kontaktów”. Tyle tylko, że przeskakiwanie od razu do szefa takiej instytucji rzadko daje lepsze rezultaty.

      • O tak… Zaprzyjaźniony, dobry PR-owiec to prawdziwy skarb. Można dzięki niemu naprawdę dużo załatwić. W szczególności, że często potrafią wyczarować niesamowity materiał. Nie mówiąc o tym, że organizują niesamowite ewenty:D. Ja w szczególności lubilem te w Logitechu i Google (zawsze wybierali świetne lokale) oraz w Lewiatanie i Netii (mieli własnego szefa kuchni).

        Natomiast w budżetówce było zupełnie na odwrót. Idziesz na śniadanie prasowe do ministerstwa, a częstują cię paluszkami z Biedronki.

      • Tomasz Węcki pisze:

        No wiesz, biznes ma więcej kasy. 🙂 A do ministra i tak się pójdzie na konferencję, nawet gdyby częstował parówkami z Sokołowa.

  2. Eligos pisze:

    @”[…] parcie ku mediom jest wśród młodzieży ogromne. Podaż na miejsce w redakcji wielokrotnie przekracza popyt.”

    Podaż i popyt są zamienione miejscami. Poprawcie sobie. http://sciaga.pl/tekst/50338-51-popyt_i_podaz

    • Tomasz Węcki pisze:

      Chodziło o to, że to redakcja kupuje sobie pracę dziennikarzy. Ale rzeczywiście – zdanie brzmi sensowniej, kiedy je odwrócić. Poprawione.

  3. Alicja Bora pisze:

    Ja pisałam do prasy lokalnej, potraktowali to jako dziennikarstwo obywatelskie i nie dostałam ani grosza, a sporo napisałam

  4. mercedes0124 pisze:

    no i własciwie , tengłos żołądka nie jednemu życie zmarnował. Albowiem przez żołądek kobiety zdobywają smakoszy, przez żolądek tracimy na wartości swojej postawnej figury, przez żołądek stajemy sie mniej atrakcyjni i wiele innych tego typu przygód mozna by wskazać. Ale nie sądzę że przez żołądek możemy przestac sie angażować w życie biznesowe, właściwie tym bardziej bo jeśli będzie pusty portfel to i dziewczynom nie będzie sie podobać figura posiadająca na oko żołądek aktywny, więc o atrakcji marzyć możemy własnie przez żołądek przestać. Co więcej ? No właśnie ,żołądek jak mniemam jest równiez dobrym motywatorem do podjęcia pracy bo jeśli chocby nawet to sami dla siebie nie spełnimy tego co żąda nasz organizm. Więc czy tak czy siak , na @ żąłądek choć narzekamy, cenić Go nalezy. A jeśli nawet by sprawił ze przez żołądek liczebnosć ludzi na świecie powięk szymy, rzec mozna wtedy że chyba raczej przez włas na głupotę i żołądek jest tego nie winny, A jęsli by nawet to wyrzec sie warto więc w polemike zapraszam. Pozdrawiam.

    • Tomasz Węcki pisze:

      Nie no, różne są motywacje do biznesu. Jedni ludzie robią coś, bo im zależy, nawet jeśli nie zarobią na tym kokosów. Inni stawiają pieniądz na pierwszym miejscu. Serce i żołądek. Ja mam tego pecha, że mamona nie stoi wysoko w mojej hierarchii motywatorów, a jednocześnie sytuacja życiowa zmusza do tego, żeby o mamonę dbać.

      Która droga lepsza – po linii serca czy żołądka? Nie wiem i nie podejmę się oceniać. 😉 Póki co na słuchaniu żołądka wychodzę bardzo dobrze, ale pewna nostalgia spod znaku „co by było gdyby” pozostaje. Kiedy byłem młodszy, mogłem przecież zacisnąć zęby i nie zmieniać trasy. Kilka dodatkowych chudych lat wtedy by mnie jeszcze nie zabiło, a teraz już za późno na zawracanie statku. No ale cóż, zawsze jest tak, że wybierając jedno, odrzucamy drugie. Dopiero w retrospekcji widać, czy wybór był słuszny – a nawet wtedy zostaje gorzki posmak utraconych możliwości.

  5. Almateia pisze:

    Bardzo interesujący wpis! 🙂
    Jeszcze w zeszłym roku byłam przekonana, ze dziennikarstwo to moja ścieżka, ze to właśnie tam będę się czuła najlepiej. Jednak na chwilę przed wyborem fakultetów (uczę się w liceum) zmieniłam zdanie. Trochę tego żałuję, ale nie da się ukryć, że opisywany kierunek jest niepewny. Praca zależy od tego, czy ma się akurat farta, a wysokość dorobków to tak naprawdę przypadek. Nie należę do grupy osób, którym rodzice do końca życia, albo przynajmniej do czasu aż sama nie zacznę porządnie zarabiać, będą opłacać czynsz i kupować jedzenie. 😉 Kierunki ścisłe są na pewno bardziej komfortowe jeśli chodzi o płace i warunki – wiadomo co, kiedy i za ile, niż jest to w przypadku dziennikarstwa. 😀
    +w swoim życiu poznałam tylko jednego dziennikarza, na tyle, żeby widywać go co jakiś czas. Uczy fizyki u mnie w szkole. 😉
    Pozdrawiam.

  6. MariaZ pisze:

    Mam pytanie z innej beczki. Może była o tym mowa, ale nie znalazłam. Chciałabym poznać zdanie autorów Spisku na temat pisania pod pseudonimem. Czy to dobry pomysł? Jak wydawcy podchodzą to takich osób? Czy to prawda, że niechętnie wydają teksy pisanie pod pseudonimem? Jeżeli tak, to dlaczego?
    pozdrawiam

  7. Milusia1101 pisze:

    Chcę zostać dziennikarka , ale nw. czy dla mnie do wlasciwa droga . Jestem rozgadana , ale uzywam eleganckich slow . Z polskiego najlepsza ze swojego rocznika , wiec… chyba sie nadaje .A wogole gdzie moge znalezc dobra szkole dziennikarska . Mieszkam w bochni , 36 km od krakowa , pozdrawiam .

    • Louise pisze:

      Milusia, jak jesteś najlepsza z polskiego, to może polonistyka? 🙂 Ja kończę turystykę i rekreację, poszłam w tym kierunku bo to moja pasja i… Dziennikarzy chcą specjalizujących się w jakiejś dziedzinie. Skoro mieszkasz blisko Krakowa – wybierz to miasto i rozwijaj swoje pasje. Polecam zacząć od mediów studenckich, aby zdobyć wstępne doświadczenie, a kierunek dziennikarstwo możesz zawsze zrobić na magisterce lub jakichś kursach. Najważniejsza jest tu praktyka, im więcej działasz – tym większa szansa że tą dziennikarką zostaniesz. Powodzenia! 🙂

  8. abrakadabra pisze:

    Wielką przyjemność sprawiło mi przeczytanie tego artykułu. Pięknie i lekko Pan pisze. Serdecznie pozdrawiam i życzę sukcesów 🙂

  9. kp pisze:

    Ciekawy, nadal chyba dość aktualny tekst; napisany przez kogoś, kto wie, o czym pisze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *