Jak rozpocząć książkę? Cztery sposoby na mocny start

Tomasz Węcki


Cześć, mam na imię Tomek i jestem grafomanem. Od kilkunastu lat udaje mi się połączyć przyjemne z pożytecznym i utrzymuję się przede wszystkim z pisania. Byłem już dziennikarzem, piarowcem, copywriterem, ghostwriterem, dokumentalistą i autorem tekstów do gier komputerowych. Teraz możesz również przeczytać moją pierwszą książkę – „Wtajemniczenie”.

29 komentarzy

  1. Strzyga pisze:

    Jak zwykle świetny artykuł 🙂 Dziękuję za wskazówki, zawsze mam problem z początkiem. Znaczy, to jest tak, że morduję rozpoczęcie opowieści tak długo, że potem po prostu nie chce mi się kontynuować pomysłu, bo zdążę wpaść na coś innego. Wbrew pozorom to nie wynika z lenistwa, po prostu nic mi nie pasuje. Potrafię nabazgrać 20 stron, a potem stwierdzić, że nie wyszło, poprawiać, poprawiać… I i tak wychodzą z tego przysłowiowe cztery litery :p

  2. Tomek W pisze:

    Świetny artykuł. Doskonałym i w dodatku polskim przykładem powieści klamrowej jest „Vertical” Rafała Kosika. Tam po prostu świat jest zapętlony. Po wydarzeniach opisanych w książce kilkaset lat później powtarza się dokładnie ta sama histoira. Trzeba przeczytać.

  3. MARGOTA KOTT pisze:

    Tomku! A co myślisz o prologu (oczywiście krótkim, zwięzłym i na temat), który ukazuje akcję z końca książki (prawie). A na końcu epilog, który jest rozwinięciem i zakończeniem prologu? Taka klamra spinająca całą powieść. Co Ty na to?

    • Tomasz Węcki pisze:

      Brzmi to jakbyś chciała zacząć in medias res, tylko nie chcesz tego tak nazwać. 🙂 Chyba że nie rozumiem, o co pytasz?

  4. Sakitta pisze:

    Lubię samemu eksperymentować i kiedyś stworzyłem coś, co nazwałem ,,opowiadaniem retrospekcyjnym”. Nie twierdzę, że ja wymyśliłem ten typ, ale uwielbiam nadawać rzeczom własne nazwy. Akcja działa się w czasie rzeczywistym, lecz połowa była wspomnieniami głównej bohaterki w czasie przeszłym (nie jakieś tam jedno-akapitowe opisy, lecz normalne części składowe z dialogami).

  5. Po dobrych wpisach doczekałam się czegoś wspaniałego.

  6. wojciechwiese pisze:

    Rozpoczęcie książki od dialogu, też wydaje się fajnym zabiegiem. Co uważasz na ten temat?

    • Tomasz Węcki pisze:

      Zależy czego częścią jest dialog. Z całą pewnością konstrukcję pierwszej sceny można oprzeć na rozmowie – o ile jest to ciekawa rozmowa, która ma konsekwencje dla reszty opowieści.

      Natomiast czy pierwsze akapity warto zastąpić dialogiem? Nooo… Moim zdaniem w większości wypadków to nie będzie optymalne. Żeby się przejąć, czytelnik potrzebuje wiedzieć, kto rozmawia z kim. Lepiej więc zacząć od pokazania perspektywy bohatera (np. że oto siedzi w knajpie i ktoś się dosiada). Na pewno da się też zrobić tak, że zaczynasz od przytoczenia wypowiedzi postaci, później jest akapit opisu wprowadzającego w kontekst, i później reszta dialogu.

  7. Martyna Sz. pisze:

    Mam już napisany wstęp, a i tak chętnie przeczytałam tego posta i sprawdziłam, co Spisek na to. 🙂 Dziękuję za kolejny świetny wpis. 🙂

    Pozdrawiam 🙂

  8. Bruce 2 pisze:

    A co jeżeli w prologu (tak, zacząłem od prologu) pojawi się tylko jeden z dwóch głównych bohaterów? Nie będzie to przypadkiem błędem?
    Zastrzegam, że nie ma możliwości by drugi pojawił się tak wcześnie.

  9. MW pisze:

    Świetna strona, ciekawe spostrzeżenia 🙂 Ja wybrałem in medias res, choć w wersji trochę pokręconej, jeszcze sam nie wiem, czy nie przesadziłem, ale „wyjdzie w praniu” 😉

  10. Phoe pisze:

    Ja bym jeszcze dodała „początek od końca”, który jest moim zdaniem bardzo interesującym zabiegiem. Cały myk polega na tym, by na początek wybrać scenę przed główną kulminacją, gdy ma się wszystko rozstrzygnąć, a potem iść chronologicznie, np. „rok wcześniej”, „pół roku wcześniej”, „miesiąc wcześniej”. Gdy coś takiego zastosowałam, zauważyłam, że ludzie od razu rozkminiali nie tylko „jak do tego doszło”, ale też „co będzie później” 🙂 Na razie przetestowane w krótkiej formie, ale do powieści też powinno się nadać.

  11. Mocna Kawka pisze:

    Parafrazując słowa klasyka pisarza poznaje się po tym, jak zaczyna i jak kończy 😉

  12. Jerzy Bargiel pisze:

    A co z początkiem przed początkiem? Chodzi mi o blurba. Nie znalazłem nic na stronie (może gdzieś mi umknęło), a chętnie bym się dowiedział, co o nim sądzisz.

  13. Tylko częściowo mogę się zgodzić z tym co zostało napisane o początku typu „In medias res”. Otóż, tego typu forma wcale nie musi obniżać napięcia w przedstawionych wydarzeniach poprzedzających. Wręcz przeciwnie! Weźmy na tapetę jeden z sezonów Breaking Bad (spoilery), który rozpoczyna wiele swoich odcinków od sceny rozgrywającej się w ogrodzie Walera. W basenie pływa spalony, pluszowy miś, okulary, szklane oko. Jacyś ludzie w białych skafandrach zbierają te przedmioty do foliowych torebek. Myślimy sobie „Kurcze, to Waltera w końcu dopadli?”. Scena się kończy a akcja cofa się do nieodległej przeszłości. Do końca sezonu pozostaje zagadką co dokładnie ta scena oznacza. Z każdym odcinkiem staramy się powiązać przedstawione wydarzenia i odpowiedzieć sobie na pytanie: kto po i po co zabiera jakieś losowe przedmioty z basenu Waltera. Im bliżej rozwikłania tej zagadki tym większe powstaje napięcie. Wszystko to dzięki zastosowaniu wstępu typu „In medias res”.

    • Tomasz Węcki pisze:

      Słuszna uwaga, choć w mojej ocenie to działa dzięki użyciu strzelby Czechowa. Z angielska – foreshadowing. Twórcy „Baking Bad” bardzo często stosują ten trik, zwykle ze świetnym rezultatem.

  14. Lena pisze:

    Zaczynam książkę na wattpadzie. Mam taki pomysł, że na początku bohaterka spotyka kogoś, kogo nigdy wcześniej nie widziała, ten bohater, którego spotyka, po chwili rozmowy i natłoku pytań zaczyna tłumaczyć bohaterce to co się stało wcześniej i tak przez pewien czas, powiedzmy kilka rozdziałów bo to dość długa historia. Zakładam jednak, że opowiadający bohater będzie opowiadał niezbyt zrozumiale. Potem postać, która opowiadała będzie towarzyszyć głównej bohaterce gdy ta będzie sama, ale po pewnym czasie zniknie. Już podejrzliwa, bohaterka zaczyna być bardzo nachalna i w końcu postać występująca często, ale z drobnym znaczeniem okaże się tą złą i wyśle główną bohaterkę do innego świata. Potem ta bohaterka ułoży sobie wszystko w głowie. I dalej już różne przygody, zagadki i tak dalej, a wiedza dziewczyny będzie ciągle uzupełniana itd. itd. Czy to dobry pomysł?

    • Chejron pisze:

      Zależy jak opiszesz wszystko, jednak ten początek może być nudnawy – a tego chcielibyśmy uniknąć. Tłumaczenie co się stało trwające kilka rozdziałów mnie osobiście odrzuca. Może być świetnie wykorzystane do manipulacji główną bohaterką i czytelnikiem (o co zgaduję chodzi), ale „kilka” rozdziałów to za długo.

      ps. zarzuć linkiem 😉

  15. Maja pisze:

    Jestem na początku planowania powieści fantasy z motywem apokalipsy. Pierwsza myśl była ambitna – na pewno wyjdą dwie części. Ostatecznie jednak uznałam, że byłoby to nieco naciągane, zwłaszcza że na drugą mam jedynie zamysł, zero choćby lekkiego zarysu fabuły czy dokładnej wizji zakończenia. Mimo wszystko nie mogę pozbyć się jej całkowicie, wobec tego skrócenie jej do epilogu wydało mi się dobrym rozwiązaniem. Akcja miała dziać się kilkanaście lat po dość niespodziewanym (mam nadzieję) zakończeniu pierwszego części. W pewnym momencie stwierdziłam, że ciekawym zabiegiem byłoby wrzucenie tej sceny na początek, w formie wstępu, a jej zaistnienie wyjaśniłby epilog, jeśli mogę tak nazwać tekst z pierwszej strony świętej księgi (stworzyłam własne bóstwa i mitologię). Naszły mnie jednak wątpliwości. Oczywiście bardziej logiczne wydaje się, aby ten tekst stał się wstępem, a wydarzenie kilkanaście lat po zakończeniu epilogiem, ale przez to całość zostałaby pozbawiona ważnego elementu – w zamyśle bohaterowie znać mieli jedynie fragment pierwszej strony świętej księgi (ach, dużo tłumaczenia), a w epilogu miała pojawić się ona cała, co by bardzo dużo wyjaśniało.
    Co robić?

  16. Marcin pisze:

    Witam.
    Właśnie zaczynam własną książkę fantasy i chciałbym spytać o kilka rzeczy:
    – Jak dobrze napisać legendę?
    – Czy bohater książki może być świadom tego, że jest w książce? (Tutaj chodzi mi o coś w stylu złamaniu czwartej ściany, która występuje np. w komiksach czy też w teatrze)
    – W jakim tempie ma rozwijać się bohater?
    – Jak powinny wyglądać walki? (Tutaj chodzi mi o połączenie walki wręcz z magią)
    – I jak długie powinny być dialogi?

  17. Iza pisze:

    Moja książka fantasy rozpoczyna się prologiem, którego akcja odgrywa się kilkanaście lat przed rozpoczęciem akcji pierwszego rozdziału. Uważam, że jest spoko.

  18. Iza pisze:

    Lepiej, aby bohaterowie nie byli świadomi, że są w książce. To by psuło klimat. Dialogi zależą od sytuacji, nie będziesz gadać o tym że musisz do toalety przez pół godziny cnie?
    Tak, wiem, że pisałeś to rok temu. Xd

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *