Ustawa o książce – czego Ci o niej nie mówią

Tomasz Węcki


Cześć, mam na imię Tomek i jestem grafomanem. Od kilkunastu lat udaje mi się połączyć przyjemne z pożytecznym i utrzymuję się przede wszystkim z pisania. Byłem już dziennikarzem, piarowcem, copywriterem, ghostwriterem, dokumentalistą i autorem tekstów do gier komputerowych. Teraz możesz również przeczytać moją pierwszą książkę – „Wtajemniczenie”.

8 komentarzy

  1. Od dawna ustawy w naszym kraju mało mają wspólnego z dbaniem o dobro obywateli. Tak jest z walką o likwidację „śmieciowych” umów. Też nie chodzi o dobro pracowników, tylko o wpływy do budżetu i ZUS.
    I tutaj jest podobnie, tyle ze budżet niewiele kasy zobaczy, sieciówki i tak wykażą stratę. Za to nieźle obłowią się lobbujący. A że tacy jak ja, co kupują blisko dwieście książek w roku, płacą za swoje hobby kupę kasy? O to właśnie chodzi, i ustawa niczego tu nie zmieni, bo to jest propozycja, by zamiast pudrem, przykryć syfa pianką montażową. Mocniej chwyci.

  2. Krzysiek pisze:

    Jest zasadnicza różnica pomiędzy poczytnością, a sprzedażą. Widziałem to ostatnio na konwencie w Poznaniu. Tak trąbi się o spadającej poczytności, a mimo to na samym Pyrkonie było ponad 30 tysięcy osób, z których znaczna większość ma na koncie 10-14 przeczytanych książek w każdym roku. Do tego powstaje nowe wydawnictwo fantastyczne.

    Powiem szczerze, że szczególnie mnie to nie obeszło. Poza tytułami recenzenckimi czytam raczej książki wydawnictw, które mają dość silną pozycję na rynku (Fabryka Słów, Zysk, Rebis, Mag). Książek małych wydawców nie czytam, głównie dlatego, że znajduję w nich gnioty i psychodelię, choć przyznaję, że są też wyjątki.

    Chcę przez to powiedzieć, że możemy rozczulać się nad sytuacją małych księgarni i małych wydawnictw, ale kiedy ostatni raz czytaliście książkę z regionalnego wydawnictwa, albo kupiliście ją w małej księgarence? Wszyscy kierujemy się do molochów, bo wyznaczają też wyższą markę.

    • Meliona pisze:

      Napisz to samo o wydawnictwach mangowych. Albo komiksowych. To malutkie rynki. I małe wydawnictwa wydające świetne rzeczy w dobrej jakości wydaniach.

  3. Monika pisze:

    W ogóle wolałabym, żeby państwo nie wtrącało się zanadto – również do rynku książki. Z rozwojem internetu powstały nowe kanały dystrybucji – księgarnie internetowe – i dzięki temu wzrosła konkurencja oraz spadły ceny. Skorzystałam ja – czytelnik. Skorzystało mnóstwo firm sprzedających książki w internecie (jestem pewna, że nie dokładały do interesu). Stracili ci, którzy się nie zorientowali, że rynek się zmienia. A na rynku tak jest – dostosowujesz się, albo wypadasz z gry. Zawsze jednak możesz się czegoś nauczyć i wrócić. Właściwie nie ma przegranych – poza tymi na własne życzenie.
    Teraz jednak państwo zabrało się znów do grzebania w rynku i to w jeden z najgorszych sposobów – regulując ceny. Wygranych nie będzie (no, poza paroma udziałowcami największych wydawnictw i sieci księgarni).

  4. Matsurika pisze:

    A ja akurat nie kupuje książek – dostaje ich mnóstwo na różne okazje i z reguły wystarczają mi biblioteki – raczej nie podążam za modą jeśli chodzi o czytanie więc nie mam parcia na jak najszybsze dorwanie w rączki jakiegoś bestsellera. Może i nawet kupowałabym książki ale przy obecnych cenach jest to dla mnie dość abstrakcyjne.

  5. Maciek pisze:

    Jedna uwaga. Lokale należące do miasta bardzo często świecą pustkami i niszczeją bo miasta nie wynajmą ich poniżej jakiejś kwoty. I tak na przykład w Warszawie na ul. Marszałkowskiej ( jedna z najważniejszych ulic w śródmieściu) jest kilkanaście lokali które straszą od wielu lat. To jest jeszcze inny problem niż regulacji rynku ksiązki. Urzędnicy rzadko kiedy przyznając lokale oprócz ceny biorą pod uwagę coś co można by nazwać „społeczną użytecznością” lokalu. Jeśli zrobi się tam księgarnie, dom kultury, czy bar mleczny, to może to dać dużo bardziej wymierne korzyści niż zarobienie na czynszu…

  6. Strefa Tekstu pisze:

    Tak samo było kilka lat temu z wprowadzeniem jednakowej ceny na leki refundowane, co miało zmniejszyć konkurencję pomiędzy aptekami. Wyszło tak, że zamknęło się z 20% małych aptek, a duże pozwalniały pracowników. Z księgarniami będzie podobnie – ludzie zaczną kupować e-booki, a książki będziemy dawali jedynie jako prezenty.

  7. Księgarnie stacjonarne „starej” daty padają, jak napisał Tomasz, właśnie z powodu bezwładu właścicieli, jakkolwiek to brzmi. Jak było 20 lat temu, tak pobożnie myśląc mogłoby być i teraz, ale… pojawił się handel w internecie, który przerwał sielankę. Do tego dołożył się dość niespodziewany ale zabójczy ruch rządu na niwie podręcznikowej – w przyszłym roku księgarnie nie będą miały już co sprzedawać 🙁

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *