Co warto czytać, żeby lepiej pisać?

Piotr Muszyński


Dziennikarz (również internetowy), autor ebooków oraz rozpoczynający karierę pisarz-fantasta. Autor powieści „Gambit Mocy” oraz „Ten, Co Walczy Z Potworami” . Na codzień rozbija się na blogu Fanboj i Życie.

17 komentarzy

  1. Indianin napisał(a):

    A ja mogę jeszcze dorzuć do przeczytania różnej maści ustaw i kodeksów. Nie chodzi mi tu głównie o to, aby ich uczyć się na pamięć, ale o to, aby podszkolić się w pisaniu, gdyż kodeksy i ustawy są przecież pisane językiem urzędowym, gdzie tym bardziej jest zwracana uwaga na poprawność, co nie koniecznie jest już w przypadku niektórych książek, w których może roić się od błędów.

    • Ri napisał(a):

      Osobiście BARDZO się nie zgodzę z tym stwierdzeniem. Język urzędowy? – owszem, jest obecny; poprawność? – zdecydowanie nie! W praktycznie każdej ustawie, którą przeczytałam przy okazji odpracowywania stażu w jednostce samorządu terytorialnego, znajdywałam średnio około 10 błędów na stronę (a wtedy nie miałam ani połowy wiedzy, którą mam teraz). Aż mnie zwijało, by sięgnąć po czerwony długopis i popodkreślać je na kserokopii, obdarzając uwagami na miarę Snape’a. 😉

      Jedynym powodem dla piszącego, by sięgnąć po ustawy i kodeksy, jest jego własny dobry interes. Nie tylko jako pisarza, ale przede wszystkim jako obywatela. Nasze prawo (zwłaszcza podatkowe) jest zawiłe, pełne absurdów oraz kruczków, które dla nieuświadomionej osoby są niczym mina na środku prostej drogi. Warto więc wdrożyć się w rozszyfrowanie języka przepisów, by nic nie było człowiekowi w nich obce. Nieznajomość prawa nie zwalnia z jego przestrzegania.

      A wartość piszącego to nie tylko dobra znajomość warsztatu, ale głównie jego wiedza o życiu. Umiejętności opisywania można się nauczyć, poprawności – również, lecz bez świadomości, jak świat funkcjonuje, każdy tekst będzie zaledwie namiastką prawdziwej książki. Nie będzie posiadał w sobie tej głębi i realności, która każe czytającemu wierzyć, że to mogłoby się kiedyś gdzieś zdarzyć.

      Swoją drogą polecam zwracać baczniejszą uwagę na wydawnictwa, po których książki sięgasz. 🙂 Wiadome jest, że niektóre nie przykładają należytej uwagi do procesu opracowania powieści lub po prostu nie mają sprawdzonych i odpowiednio wykształconych ludzi, lecz takich zwyczajnie należy unikać. 😉 Jakaś selekcja lektur zawsze musi być!

      Pozdrawiam,
      Ri 🙂

    • Knight Martius napisał(a):

      Czytanie tekstów prawnych w celu nauczenia się stylu literackiego to IMO głupi pomysł, bo obydwa rodzaje stylistyki mają spełniać odmienne zadania, a w związku z tym wykorzystują inne środki stylistyczne i kolokacje (styl prawny jest przedstawiony „bezdusznym” językiem urzędowym, natomiast literatura piękna wręcz powinna „żyć”, wywoływać na czytelniku wrażenie estetyczne). No, chyba że Twoja proza ma oscylować wokół sądu czy w ogóle tematu prawa, wtedy to jeszcze może się sprawdzić.

    • Znaczy się: język urzędowy jest w prawdzie poprawny i dba o logikę wypowiedzi oraz jej specyficznie pojmowaną jasność, jednak ma on swoje ograniczenia i tak naprawdę dla zwykłego człowieka jest mało zrozumiały. Z tego powodu moim zdaniem średnio nadaje się do literatury. Dwa, że został on stworzony pod kontem określonych zastosowań i poza nimi jego przydatność jest ograniczona.

      No, chyba, że chcemy napisać coś stylizując na prawdziwy dokument prawny lub administracyjny. Mi zdarzyło się to chyba dwa razy. Za pierwszym napisałem scenę od nowa, zupełnie rezygnując z tekstu administracyjnego, a za drugim posłużyłem się odpowiednio zredagowanym tekstem autentycznej ustawy.

  2. Sweetie napisał(a):

    Tęskniłam za „Wami”.
    Dobrze, że wróciliście.
    Temat wyjątkowo trafiony, bo dziś spędziłam w ramach researchu „trochę” czasu na przeglądanie Wikipedii na temat trucizn. Ostatecznie z pół dnia zajęło mi „ogarnięcie tematu”, by jeszcze urzeczywistnić skąd ten nieszczęsny samobójca mógł wytrzasnąć specyfik, którym pozbawi się życia, a dokładniej składniki na niego.
    Niektórzy mi mówią wręcz, że w zdobywaniu tej wiedzy do pisania jestem aż pedantyczna i że się zadręczam, a nie ma to efektu… ale jestem teraz już podbudowana i już nikt mi nie wmówi, że przesadzam. 😀

  3. wolin97 napisał(a):

    Dobry artykuł, sam od jakiegoś czasu staram się sięgać po różnoraką literaturę. Ostatnio liznąłem trochę filozofii, o niej też pewnie warto trochę poczytać 😉
    A co do tego „prasłowiańskiego dębowego boru” – w wyjaśnieniu zabrakło informacji, że nie ma czegoś takiego jak „Prasłowianie”, z tego co pamiętam to hasło jest jakimiś komunistycznymi naleciałościami (ale tu mogę się omylić); po prostu Słowianie 😉

    • A wiesz, że racja? Rzeczywiście powinno być „gockiego”, „wandalskiego”, „celtyckiego” czy nawet „sarmackiego” boru. Albo krócej: pragermańskiego.

      • wolin97 napisał(a):

        Pewnie, jak ktoś bardzo chce, to można się pokusić o taką synekdochę, tylko wtedy trzeba zagłębić się w już bardziej specjalistyczną literaturę, żeby nie było gafy 😉

  4. nienormalny napisał(a):

    Nie zgadzam się z tym, że czytanie noblistów nie uczy pisać książek. Rozumiem intencję autora, ale obcowanie z literaturą najwyższych lotów, wydaje mi się ważnym elementem kształtowania pisarskiej wrażliwości. Uczy dobrych nawyków.

    Przy okazji – nie ma czegoś takiego jak „sensu stricte”. Jest „sensu stricto” albo „stricte”.

    • Tomasz Węcki napisał(a):

      Odnośnie „sensu stricto”, rzeczywiście tak jest. Poprawione. Wtopa, jak zwykle, korektora – czyli moja. 🙂

  5. Riboq napisał(a):

    A ja dodam, że czytanie niektórych komentarzy tutaj też doucza. O. 🙂

  6. Phoe napisał(a):

    Była mowa o wyższych sferach, a co dopiero byłoby, gdybyśmy mieli opisywać wyższe sfery ZAGRANICZNE 😀 Przede wszystkim ważna jest znajomość ogólnie kultury danego kraju czy regionu – a więc wszystko do jednego wora: religia, kuchnia, moda, polityka, konwenanse. I niekoniecznie czytanie jest jedynym rozwiązaniem. Ja z godzinnego reportażu z TVP dowiedziałam się o mentalności i zwyczajach Japonii więcej, niż można byłoby przypuszczać, bo… był na temat katastrofy morskiej 😀 (co dopiero byłoby, gdyby autorzy zajęli się samymi zwyczajami?) A więc tutaj można dołączyć wszelkie animal planet, travel channel, discovery historia, kuchnia+ i inne.

    • Phoe napisał(a):

      Dodam jeszcze, że autorowi się z tematem trafiło, bo ostatnio właśnie szukałam informacji o savoir-vivre ze względu problem z opisaniem pewnej sceny 😀 Niby każdy z nas bywa na różnych spotkaniach i nie powinno być problemu, ale przy pisaniu wychodzi szydło z wora.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *