Przestań to robić – siedem nawyków, które Ci szkodzą

Tomasz Węcki


Cześć, mam na imię Tomek i jestem grafomanem. Od kilkunastu lat udaje mi się połączyć przyjemne z pożytecznym i utrzymuję się przede wszystkim z pisania. Byłem już dziennikarzem, piarowcem, copywriterem, ghostwriterem, dokumentalistą i autorem tekstów do gier komputerowych. Teraz możesz również przeczytać moją pierwszą książkę – „Wtajemniczenie”.

24 komentarze

  1. Scathach napisał(a):

    Cóż… Nic dodać, nic ująć.
    Ja największe problemy mam z ogarnięciem tyłka i niemarnowaniem czasu na głupoty. To moja zmora, naprawdę. Mało tego – wiem, że to robię, wiem kiedy i wiem dlaczego, ale nigdy nie potrafię zebrać się w sobie i powiedzieć: „Ejejej, panienko! Stop, teraz idziemy pisać!”.
    Może teraz, jak nabrałam motywacji, coś uda mi się z tym zrobić.
    Martwią mnie tylko te „nieprzeczytane książki”, ale czego się nie robi dla tworzenia 😉

  2. Anonim napisał(a):

    FIFA jest ważniejsza. Amen.

    Świetny artykuł, bardzo motywujący. Chyżo hasam do pisarskiego kącika tworzyć. Jak skończę, wydam i będę na liście bestsellerów, to dostaniecie autograf 😀

  3. MARGOTA KOTT napisał(a):

    „Albo inaczej: że niepotrzebnie spinasz poślady, bo przecież lepiej żyć na luzie i mieć na wszystko wyjebane”
    Panie Tomku! Jeśli chce Pan być dobrym pisarzem to musi Pan uważać jakich słów Pan używa. W końcu to przecież my Pisarze (cha cha) używamy słów jako narzędzi do tworzenia światów oraz porozumiewania się między sobą. To my jesteśmy, a przynajmniej powinniśmy być, krzewicielami kultury. Polecam „Alchemię słowa” Parandowskiego. Tam słowa „poślady” czy „wyjebane” nie miałyby w ogóle racji bytu, kłuły by w oczy jak osty! Trzeba szanować siebie i czytelnika, bo takie „plebejskie” wyrażenia dobre są w trakcie rozmów przy piwie lub podczas imprezy integracyjnej (a i to nie zawsze, bo nigdy nie wiadomo, co szef zapamięta…). To jest oczywiście tylko i wyłącznie moje prywatne zdanie i nie zamierzam nikogo w tym miejscu pouczać, ale uważam, że używanie przekleństw musi mieć swój cel i sens. Dla mnie przekleństwa w druku są słowami napisanymi wytłuszczonym drukiem. Może to i efektowne, ale.. jest tyle ciekawych, pięknych, nasyconych wielorakimi znaczeniami słów. Panie Tomku! Proszę…Nie zaniżajmy poziomu, my Intelektualiści;)
    A tak poza tym artykuł merytorycznie jest jak najbardziej OK.

    • Kasia napisał(a):

      Nie widzę powodu dla którego Tomek miałby ograniczać swoją ekspresję ;-). „My intelektualiści” jak najbardziej mamy prawo odzwierciedlać językiem otaczającą rzeczywistość i własne stany emocjonalne. Świetny artykuł – temat ujęty w punkt :-).

    • Tomasz Węcki napisał(a):

      OK, w takim razie „spinę pośladów” i „wyjebanie” wrzucam w cudzysłów, na zasadzie cytatu. Daleki jestem od gloryfikacji wulgaryzmów, ale z drugiej strony wolę pisać tym językiem, który słyszę. Ludzie udzielający podobnych rad najczęściej wyrażają je właśnie takimi słowami, jakich użyłem. Jeżeli powstało wrażenie, że wulgaryzmy pojawiają się bez przyczyny lub tylko dla efektu – cóż, moja wtopa. IMO cudzysłowy załatwiają sprawę i sugerują powód.

    • mwpistolet napisał(a):

      Matko Święta! Co za niedorzeczność! A Henry Miller, Philip Roth, Charles Bukowski?! Przeklinali jak szewcy, albo właśnie jak PISARZE!!

    • Ilghazi napisał(a):

      Jestem za! My, intelektualiści, powinniśmy stać na straży poziomu! Jakikolwiek by on nie był…

      Nie wiem tylko co do Pisarzy ma taniec latynoamerykański (ha ha) 😀

    • tes napisał(a):

      Sęk w tym, że tekst pana Tomka czyta się jednym tchem, Pani kulturalny komentarz zaś wchodzi opornie. Wulgaryzmy używane z gracją, służą jezykowi.

    • Astralny napisał(a):

      Bez przesady. Wulgaryzmy nadają tonu wypowiedzi. Poza tym, poślady mają być brzydkim słowem? Proszę. Te słowa miały dotrzeć do czytelnika, wręcz w niego uderzyć. Ciężko jest to zrobić pisząc „Z łaski swojej odpuść sobie pisanie, można się nie wysilać i być”. Można i tak napisać, ale ile z tego by dotarło do człowieka? To jest jak z poprawnością polityczną. Zamiast mówić, że Rosja napadła na Ukrainę i ją terroryzuje, mówi się o separatystach.
      Poza tym, kultura to nie tylko piękne, gładkie słówka. To także chlew i gnijące ciało. Nie można wypierać się brzydoty, bo to zaprzeczanie tego jaki świat jest, a nie jest on doskonały.

  4. Wstęga Deszczu napisał(a):

    Świetny wpis. Wspaniały.

  5. XYZ napisał(a):

    Ja rownież proszę o brak wulgaryzmów.

  6. mwpistolet napisał(a):

    Uwielbiam Pańskie wulgaryzmy Panie Tomku ! I widzę (i słyszę) że używa ich Pan tak jak należy: jak narzędzia.
    A tekst wybitny! Powiem więcej: wyjebany w kosmos !!!
    Uszanowanie.

  7. Ilghazi napisał(a):

    Szczerze… To najlepszy artykuł jaki do tej pory wypłynął na Spisku Pisarzy! Wydrukować, oprawić, powiesić! 😉

  8. Knight Martius napisał(a):

    Artykuł jak zwykle ciekawy, a już na pewno świetnie mi się go czytało, ale odnoszę wrażenie, że tak naprawdę to wszystko już było mówione na blogu, tylko że innymi słowami. Czyżby zmęczenie materiału? ;]

    A wulgaryzmy mi nie przeszkadzały, chociaż rozumiem, dlaczego mogły – o ile np. nasze polskie „przecinki” w formie mówionej tak nie rażą (chyba że ktoś jest wrażliwy na język), o tyle w formie pisanej są bardziej widoczne. Niegdyś bowiem pisma używano do literatury pięknej i ważnych dokumentów, w tym aktów prawnych, więc automatycznie przyjmujemy, że język pisany powinien być „piękniejszy”. Jeśli dobrze pamiętam.

  9. Ek napisał(a):

    Ja do wulgaryzmów pojawiających się we wpisach nic nie mam. Ba, czasem sobie nawet parsknę pod nosem, bo rzucane są z taką ułańską fantazją. Rady naprawdę świetne, warto sobie je wziąć do serca. Dla mnie chyba najlepszym sposobem na blokadę pisarską i chwile zwątpienia jest zadanie sobie prostego pytania – dlaczego w ogóle piszę. Wcale się z tego nie utrzymuję, nawet nie zamierzam, a i tak wciąż jakaś niewidzialna siła popycha mnie do pisania, bo tworzenie nawet koślawych i kulawych tekstów cholernie mnie uszczęśliwia. Po prostu wiem, że każde kolejne będą lepsze. Jest nawet takie koreańskie (a może chińskie, głowy nie dam) przysłowie, że każda nawet najdłuższa podróż zaczyna się od pierwszych kroków. Warto sobie wbić to do głowy i powtarzać jak mantrę – nawet wspaniali pisarze mieli swoje trudne początki. Każdy ma wybór, a jak to kiedyś padło na spisku – nie każdy musi być pisarzem. Jeżeli ktoś wciąż zmusza się do pisania (mam tu na myśli ekstremalne zmuszanie się), nie odczuwając z tego jakiejkolwiek przyjemności ani satysfakcji – niech przestanie. Tym bardziej jeżeli nie musi się z tego utrzymywać, a pisanie traktuje jako hobby.

  10. Marta napisał(a):

    Wydrukować i oprawić w ładną ramkę. A potem powiesić nad biurkiem. Dzięki za ten tekst 🙂

  11. Karola napisał(a):

    Chwila, ale jedna rzecz mi tu nie gra. 🙂 Mówisz, żeby nie stawiać sobie sławy za cel, a jednocześnie ten fragment:

    „Tobie natomiast chodzi o tworzenie zajebistych książek. Tak zajebistych, że podbiją listy bestsellerów, spowodują wysyp nagród, a w końcu trafią na listę lektur szkolnych i staną się postrachem przyszłych pokoleń”

    No… Eee? O so chodzi?

    • Tomasz Węcki napisał(a):

      Wychodzę z założenia, że uznanie to nie to samo, co sława. Powieścią bestsellerową w Polsce określa się już taką, która zeszła w nakładzie powyżej 10 tysięcy egzemplarzy (no, pi razy drzwi). Byle blog modowy zapewnia większy zasięg. Tak samo nagrody literackie – poza Nike chyba wszystkie przyznaje się jednak trochę po cichu. Pisarze, generalnie, rzadko bywają sławni. Co najwyżej są „rozpoznawalni”.

      Oczywiście komuś może skapnąć sława i z pisania, nie przeczę. Myślę jednak, że są łatwiejsze sposoby, żeby ją zdobyć.

  12. Ri napisał(a):

    Najlepszy wpis, jaki dotąd przeczytałam na Spisku. 😀 Dawno nic tak mi nie poprawiło nastroju i podreperowało chęci do pisania, jak ten artykuł. 😉

    Pozdrawiam,
    Ri

  13. Phoe napisał(a):

    Uśmiałam się setnie, a przy kosmitach popłynęły mi łzy 😀 To był zdecydowanie najlepszy pod względem komediowym artykuł na Spisku 😀

    Zgadzam się ze wszystkim, a szczególnie z eksperymentowaniem. Ktoś mi kiedyś „poradził”, by nie eksperymentować, bo to się może źle skończyć. Serio? Olać to. Bez eksperymentów daleko się nie zajdzie. Pierwsze, co robiłam, zaczynając pisanie, to właśnie kombinowanie na wsze sposoby, by zobaczyć jak tamto i siamto działa. To najlepsza i najsensowniejsza praktyka, jaka może być.

    Pozdrawiam,
    Phoe

  14. Marcin napisał(a):

    Chciałbym Panu serdecznie podziękować. Pisze do szuflady od dłóższego czasu i dopiero od niedawna odkryłem tą stronę. Nie mniej to co Pan pisze trafia mi prosto do serca i wyżyna mi się w glowie. Do części rzeczy doszedłem już sam, na część Pan otwiera mi oczy, ale bez względu na to od jak dawna rozumiem to o czym Pan pisze, jest mi niezmiernie miło że są jeszcze na świcie ludzie, którzy o tym myślą.
    Dziękuję jeszcze raz i wyrazy uznania.

  15. mercedes0124 napisał(a):

    Z tym sie zgodzę. Tydzień temu napisałem super tekst, a dziś gdy na to spoglądam to stwierdzam , ze większej głupawki w życiu nie napisałem ja ta.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *