Święta trójca – tajna broń pisarza

Roman Praszyński


Człowiek, który napisał dalszy ciąg "Lalki" Bolesława Prusa. Jego "Córka Wokulskiego" to brawurowa powieść sensacyjna i erotyczna. Nie dla grzecznych dziewczynek. Zafascynowany teorią pisania, zgłębia tajemnice warsztatu pisarza na swoim blogu: www.romanpraszynski.blogspot.com.

6 komentarzy

  1. Hanna Greń pisze:

    „pragnienie – walka – katastrofa” Niby proste jak budowa cepa, w dodatku też trzy elementy.Z pragnieniami nie mam większych problemów, katastrofy piszą się same, ale walka jest paskudna. Najwięcej czasu tracę właśnie na tę część, poprawiam w nieskończoność, a i tak ciągle jestem niezadowolona z uzyskanego efektu. Zaznacz i usuń, to podczas pisania moje najczęściej wykonywane operacje.

  2. Lady V. pisze:

    Nie zwracałam wcześniej uwagi na pisane przeze mnie sceny, teraz jednak spojrzę, czy sprawdza się to w każdej sytuacji. Wydaje mi się bowiem, że nie do końca pasuje mi ta trójca. Wydaje mi się, że to doskonały przepis na interesującą, wciągającą książkę, ale… nie każdego gatunku. Zastanawia mnie jeszcze, czy przypadkiem nie łamię tej trójcy nagminnie. U mnie bowiem często najpierw jest coś przypadkowego, jakieś perypetie – zamiast pragnienia. Choć być może dałoby się jakoś to podciągnąć…
    Czy scena musi być długa? Też sądzę, że to kontrowersyjne i zależne od sceny.
    Ale ogólnie artykuł niezły. Z pewnością sporej części osób uświadomi kilka spraw i pomoże pisać. A przecież o to chodzi na Spisku 🙂

    • Tomasz Węcki pisze:

      Mnie też się wydaje, że nie każda scena książki musi wbijać czytelnika w siedzenie. Ale jeśli ktoś chce zbudować taką, która jednak przykuwa uwagę, rady Romana Praszyńskiego mają sporo sensu. 😉

      Natomiast co do gatunku – tutaj się nie zgodzę. W sensie, owszem, jeśli ktoś komponuje – dajmy na to – reportaż, prawdopodobnie inne sposoby na przykuwanie uwagi sprawdzą mu się lepiej. Gdy jednak mamy do czynienia z gatunkiem fabularnym, nagle przestaje być ważne, o czym dokładnie piszemy. W końcu nawet romans i opowieść obyczajowa powinny zawierać bohaterów, którzy czegoś pragną, i którzy z tego właśnie powodu popadają w konflikt ze światem. Jedyna wariacja, zaproponowana w artykule, to żeby pokazać bohaterowi marchewkę, a potem zabrać mu ją sprzed nosa. Absolutnie da się to zastosować w dowolnych okolicznościach fabularnych.

      • Lady V. pisze:

        Ależ mnie chodziło o to, że w jednej danej konkretnej scenie nie musi być akurat pragnienia. Jeżeli bohaterka właśnie wychodzi ze sklepu i bach, wpada na bohatera, z którym zaczyna się sprzeczka? Na pewno nie pragnęła na niego wpadać. Ewentualnie kupuje sobie coś i nagle wpadają przestępcy, a ona znajduje się w środku napadu. Mimo żądzy przygód charakteryzującej postać, raczej bycie świadkiem/uczestnikiem napadu nie było jej marzeniem. Stąd perypetie zamiast pragnienia.
        Owszem, bohater musi mieć jakiś cel nadrzędny do działania. Tego nie neguję. Ba, to popieram całą sobą. Tylko uważam, że nie każda scena potrzebuje wielkiej trójcy, a odczytałam artykuł (być może błędnie), że to najlepszy szkielet dla wszystkich scen.

        Moją wcześniejszą uwagę o gatunkach można w sumie zignorować. Zupełnie bez sensu miałam na myśli książki, gdzie sceny są praktycznie nieobecne… kajam się. Ale zmęczona byłam (co widać po okropnym stylu wcześniejszej wypowiedzi).

  3. 11 latek z internetu pisze:

    ,,Pisz na bogato. Porządna scena musi wybrzmieć. Trzeba z niej wycisnąć, co tylko się da. Wszelkie niuanse emocji, pożądania, przerażenia, bezsilności.” Czy kiedyś w radach czasem nie było aby nie wrzucać wszystkiego co przychodzi do głowy bo ,,fajnie brzmi” ?

    • Tomasz Węcki pisze:

      Było! I nie wrzucać! Z całą pewnością w powyższym tekście nie chodziło o to, żeby wrzucać wszystko, co podleci, ale o to, żeby wrzucać to, co uczyni scenę bardziej intensywną. 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *