Jak stworzyć bohatera? Pięć pułapek, których możesz uniknąć

Tomasz Węcki


Cześć, mam na imię Tomek i jestem grafomanem. Od kilkunastu lat udaje mi się połączyć przyjemne z pożytecznym i utrzymuję się przede wszystkim z pisania. Byłem już dziennikarzem, piarowcem, copywriterem, ghostwriterem, dokumentalistą i autorem tekstów do gier komputerowych. Teraz możesz również przeczytać moją pierwszą książkę – „Wtajemniczenie”.

18 komentarzy

  1. MARGOTA KOTT napisał(a):

    „Celne słowa zapadają w pamięć. Liczne – pożerają się nawzajem” – bardzo trafna uwaga. Pozdrawiam

  2. Eleaina33 napisał(a):

    Bardzo pomocne, pewnie będę jeszcze wracać do tego artykułu 🙂

  3. Mystery napisał(a):

    Bardzo przydatne wskazówki! Na pewno wyeliminuję jedną z moich „Mary Sue” 😉 Pozdrawiam

  4. Sweetie napisał(a):

    Miło czytać poradnik właśnie na ten temat. Przyznam szczerze, że dużo się „mówi” o otoczeniu, wszelkich ozdobnikach, by zdania nie wyglądały podmiot+orzeczenie+dopełnienie. Bohaterowie są trzonem fabuły, a wiele osób ginie na tym etapie i jest problem, bo są ładne opisy, sceneria, niebanalna fabuła, a czytać nikt nie chce.
    Jeśli chodzi Mary Sue to akurat na ten typ postaci zwraca się uwagę i już nie popełnia się takich błędów. Niestety dla uniknięcia „panny perfekcyjnej” tworzą bohatera zwanego przeze mnie „dzieckiem bólu i nieszczęścia” o tragicznej przeszłości (patologia, sieroctwo, niezrozumienie), mglistej teraźniejszości („nikt mnie nie lubi, bo jestem inny, lepszy”), a o przyszłości nie wspominajmy . To jest równie okropne jak i oklepane, i naprawdę nikt nie będzie współczuł temu bohaterowi od pierwszej strony jak wleje się w jego postać tyle bólu. Nawet Werter w pierwszych listach wydawał się dość „ogarnięty”.
    Dobrze jest w końcu znaleźć głos rozsądku na temat ilości bohaterów. Też jestem zdanie, że im mniej tym lepiej. Czasami jest tak, że czujemy, że w świecie przedstawionym jest pusto, dlatego głównemu bohaterowi damy kółko wzajemnej adoracji i powiedzmy, teoretycznie tworzymy jakiemuś facetowi kolegów z pracy: Marka, Maćka, Mańka… Wszyscy są „fajnymi kolesiami”, bez wdawania się w szczegóły wyglądają podobnie (kto pamięta czy ktoś jest brunetem czy blondynem?), pracują w jednej firmie… Zapewne będą mieć też jedno zdanie na każdy temat, a nawet jeśli któryś się wyłamie to kto wyłapie, który gość na „M” miał inne zdanie? Ja na przykład po stworzeniu fabuły zastanawiam się jak zminimalizować ilość postaci do minimum, by każdy miał nawet kilka ról w historii, pojawiał się i znikał. Oszczędnie, ale prosperujące na przyszłość… być może coś uda się ulepić z tego pomysłu.
    Co jeszcze… Akurat nie zgadzam się na argument o życiu własnym życiem bohatera…. Ale tylko częściowo. Autor tworzy w swojej głowę obraz bohatera, jego wady i zalety, słabości i talenty i naprawdę dobrze, jeśli zauważa, że osoba nie łączy się z fabułą. Tylko wtedy powinno się nanieść zmiany w bohaterze a nie fabule. Bohater to aktor, który ma zagrać nam jak my chcemy, a jeśli z jakiegoś powodu nie gra, trzeba podziękować mu za współpracę.
    Pozdrawiam 😀

  5. Riboq napisał(a):

    Niezły zbiór zasad i to w sumie uniwersalnych. Ja akurat jestem krótko po lekturze „Galerii dla dorosłych” Feliksa W. Kresa i utkwiła mi jeszcze w głowie jego zasada trzech wad i trzech zalet. Jeżeli nie jesteś w stanie ich wymienić jednym tchem – coś nie gra :). I to też taka uniwersalna zasada, którą trzymając w dłoni należy przewertować swoje dzieło. Ja co prawda nigdy nie miałam Mary Sue, ale już znalazłam co najmniej dwoje „aktorów”, którym brak złej/dobrej trójcy.
    Zanim jednak zabierzemy się za ich przeinaczanie: warto jeszcze ocenić czy to drugoplanówki, pierwszo, czy może plebs.
    Kres dosyć obrazowo pisze na temat zbytniego ożywiania drugoplanowych bohaterów. Zaczynają wtedy dominować, a obsada pierwszego staje się bezpłciowa.

  6. Polka w Szwecji napisał(a):

    O! Wreszcie jakiś ciekawy blog w tym konkursie!

  7. Phoe napisał(a):

    Właściwie nie zgadzam się tutaj z dwoma sugestiami. Sprawa Mary Sue została nieco spłaszczona, bo jeżeli popełni kilka błędów typu potknięcie się czy rozlanie kawy, to będzie zwyczajnie nierozgarniętą Mary Sue. To za mało. Żeby sprawić, aby przestała być Mary Sue błąd musi być innej, większej wagi – coś, co sprawi, ze czytelnik odczuje, że jest tylko człowiekiem. Może to być zdradzenie wieloletniej przyjaźni, bo okoliczności zmusiły do takiej decyzji. Niby stawiamy postać w złym świetle, ale da się jej czyny usprawiedliwić, bo życie nie jest bajką. Nie trzeba się obawiać, że czytelnik przestanie lubić postac. Ba! Można nawet tym sposobem sprawić, że zacznie jej współczuć, przez co jeszcze bardziej będzie interesować się jej losami.

    Sprzeciwiam się też temu pierdylionowi bohaterów, bo można przesadzić w drugą stronę. Nie trawię przykładowo „Gry o tron”, bo jest tam nadmiar postaci i choćby nie wiem, jak się człowiek starał, nie ma możliwości zidentyfikować się z którąś z nich – w skrócie: poczuć ją. Stają się obojętne. A więc kilku-kilkunastu bohaterów (w zależności od objętości tekstu), a nie kilkudziesięciu.

    Pozdrawiam,
    Phoe

    • Phoe napisał(a):

      No i jak wczesniej wspomniała Sweetie, zadaniem postaci jest odegranie konkretnej roli. Jest bohater nie ma roli, jest wtedy zbędny. Zamiast planować ilość bohaterów, wypadałoby spojrzeć na fabułę i poziom jej skomplikowania. To właśnie konkretne sytuacje wymagają od autorów wprowadzenie konkretnych ostaci. W przypadku kryminału będą to na przykład policjanci, detektyw, podejrzani, ofiary, dziennikarze… Można wyliczać.

      Wypadałoby też wspomnieć o samym sposobie kreacji bohatera. Jak sprawić, żeby był barwny, a więc wyróżniał się w tłumie i żeby czytelnik pamiętał go już po pierwszym akapicie. Tego tutaj zdecydowanie zabrakło, bo wielu amatorów tworzy postaci nieciekawe lub łudząco do siebie podobne, także z imienia.

    • hag napisał(a):

      W przypadku „Gry o tron” identyfikowanie się z kimkolwiek jest pozbawione sensu, bo i tak za klika kartek się zginie.
      Zgadzam się, że nadmiar bohaterów to bezsens, ale zbyt mało, to też źle, bo nikt normalny nie żyje w izolacji. Staram się zawsze wprowadzić rozsądną liczbę postaci, tzw. konieczne minimum. Właśnie tak, jak napisałaś – od kilku do kilkunastu.
      Pozdrawiam
      Hanna

      • hag napisał(a):

        Sorry, miało być „kilka kartek”. Klika kartek brzmi jak grupa przestępcza.

  8. Jest jeszcze jeden typ bohatera, którego nie da się przedstawić dobrze. To bohater bardziej inteligentny / sprytny / dowcipny / mądrzejszy / lepiej wychowany od autora. Ktoś, kto powinien wymyślać genialne plany, sypać co chwila aforyzmami, wartymi zapamiętania sentencjami lub żartami i nawet próbuje to robić. Niestety nie wychodzi mu to, bowiem autorowi brakuje zamierzonych cech osobowości i zwyczajnie nie jest w stanie włożyć w usta swojej postaci odpowiednich słów.

    • Andy napisał(a):

      Nie bądź taki pewien. Niejeden już autor opisał historię np. o naukowcu snującym skomplikowaną teorię, której zrozumienie go przerasta. Natomiast ubrał to w słowa, które czytelnikowi dają złudzenie, że piszący wszystko rozumie.

  9. Beata Ch. napisał(a):

    Rewelacyjne porady, sporo sobie uświadomiłam, dziękuję. Zasadniczo podpisuję się wszystkimi kończynami, mam jednak jedno, a właściwie dwa ale.

    Nie do końca zgadzam się z tym, że pierdyliard bohaterów jest jednoznacznie zły, przytłaczający i straszny, czytelnikowi muszą się oni wszyscy pomieszać, i koniecznie go trzeba uchronić przed tym pomieszaniem redukując ich zgraję. Nie, im dłuższa historia, tym więcej aktorów potrzebuje, aby nabrała wiarygodności i przekonała czytelnika, że ten świat jest z krwi i kości, a nie teatrzykiem lalek. „Pieśń Lodu i Ognia” jest świetnym przykładem na powieść totalną, która jest pełna życia, bo po prostu tego wymaga przyjęta przez autora konwencja. Tematem cyklu są losy całego Westeros i Essos, nie konkretnego rodu, konkretnego bohatera. Można się spierać, czy to dobry pomysł porywać się na tego rodzaju historię, ale sukces Martina mówi sam za siebie. Myślę że ten cykl jest skierowany głównie do osób, które poczuwają się do roli obserwatora, niekoniecznie mając potrzebę utożsamiania się z jakimkolwiek bohaterem. Innym dobrym IMHO przykładem jest cykl „Mroczna Wieża” Kinga, który chociaż konsekwentnie ma jednego głównego bohatera i kilku pierwszoplanowych, roi się od drugoplanowych postaci mających własne bogate życie i często przejmujących stery opowieści. Albo chociażby „Wiedźmin” Sapkowskiego, który przeludnieniem swego świata owszem przytłacza, ale dzięki temu że postacie te mają swój charakter i cele nadające im wiarygodności, czytelnik ma wrażenie że każdy z osobna jest potrzebny. Zależnie od rozmiaru planowanego dzieła bohaterowie są potrzebni, aby zaludnić świat i nie sprawić wrażenia pustki, jak w rewelacyjnym, lecz martwym emocjonalnie świecie Tolkiena. Bohaterowie drugo- i trzecioplanowi mają być scenografią, ale nie martwą naturą. (Odwołuję się głównie do fantastyki bo to moje podstawowe paliwo, obyczajówka wchodzi mi jednym okiem a wychodzi drugim). Oczywiście przesada jest zła, szczególnie kiedy nie umie się wykreować ciekawych bohaterów, tak jak Ziemiański (cykl „Achai” dosłownie połknęłam tylko po to, żeby wreszcie ją skończyć i do żadnego bohatera nie uczułam chociażby nici sympatii).

    Drugie ale dotyczy życia własnego bohaterów. Wydaje mi się, że to mocno zależy od stylu autora. Dużo użerałam się ze swoimi postaciami, każąc im robić za wszelką cenę to co ja chcę i koniec kropka, kłóciłam się z nimi, a one uparcie odwracały się tyłem do widowni i strzelały focha, będąc nadal przezroczyste i niewyraziste. Aż natrafiłam w sieci na zdanie nieco bardziej doświadczonego autora: „Set your characters free, and try to write the way they would want themselves written.” Sedno wypowiedzi tej osoby zawierało się w tym, żeby postrzegać postacie jak prawdziwych ludzi, nie zmuszać ich do odgrywania narzuconych ról, lecz zastanawiać się, jak zareagują w danej sytuacji, stworzyć dla nich pewną strukturę, w której mogłyby swobodnie się poruszać. Zostawiłam ich więc w spokoju na trochę i popracowałam nad settingiem. Dopiero to pozwoliło mi „uwolnić” swoich bohaterów od ram które im narzucałam i wiele z nich zyskało na charakterze, osobowości, jakby zaczęli mieć chęć do życia. 🙂 A ja oczywiście ruszyłam z miejsca i zamiast męczyć się pół dnia nad jednym akapitem, hm, męczyłam się pół dnia nad pięcioma stronami. To chyba całkiem niezły postęp.

    To mój pierwszy komentarz na Spisku, bardzo doceniam istnienie tego miejsca i Twoją pracę. Jako osoba, która pisarskie laury zbierała głównie od nauczycieli polskiego i nielicznych znajomych, nie ośmielam się wypowiadać z pozycji żadnego autorytetu, ani tym bardziej podważać Twojego, toteż mam nadzieję że zostanie mi wybaczone mądrzenie się :))) Pozdrawiam!

  10. Strzyga napisał(a):

    Staram się osobiście unikać książek, w których występuje takaż Mary Sue. Z daleka wystrzegam się też tworzenia takich postaci… Ale wtedy wychodzi mi typowy anty-bohater. Zły, zepsuty… Ma sławę, jest legendą… Ale przy tym zachowuje się pyskato i oczywiście cechuje się typowym brakiem sumienia… Nie wiem, czy to jakoś przez spaczenie w psychice, czy co? Postaram się jakoś dopasować do rad, może wreszcie wyjdzie mi prawdziwy bohater, a nie wcielenie zła złośliwego :p

  11. TheEridanusGoddess napisał(a):

    Mój największy błąd – pierdyliard postaci 😀 Oj, chyba czas na zmiany ;p

  12. Darius Salamon napisał(a):

    Jesteś na dobrej drodze do zostania dobrym pisarzem a może nawet już nim jesteś, ale świat jeszcze o tym nie wie…
    Powodzenia.

  13. Michal Przeszkoda napisał(a):

    Zabij Mary Sue zanim zlozy jaja 🙂
    No po prostu uwielbilem to. To juz zreszta nie pierwszy raz gdy glosno smieje sie z humoru, bystrosci i trafnosci Pana.
    Polecam sobie Pana strone. Innym tez. Uczta. Uczta slowa i wiedzy.

  14. Darius Salamon napisał(a):

    Wpadłem przez przypadek, widzę poprzedni mój wpis i znowu myślę – jak ten czas szybko leci… Niemal dwa lata temu tu byłem, muszę sprawdzić czy czegoś nie straciłem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *