Patologia wyobraźni

18 komentarzy

  1. gość napisał(a):

    Co zrobić, jak niby masz już powieść, ale bez zakończenia? Mam jakiś plan, czy coś w tym stylu, ale to nudneeee. Nic dalej nie idzie…

  2. Karm napisał(a):

    Jeden z lepszych tekstów, jakie ostatnio czytałam na spisku! 🙂

  3. Agnieszka napisał(a):

    Dać się ponieść wyobraźni. Podążać za myślą. Nie zastanawiać się nad tym, czy to co piszesz jest mądre, głupie, powielone czy odkrywcze. W moim przypadku to się naprawdę sprawdza. Nie zawsze wszystko co wyjdzie spod pióra nadaje się do wykorzystania, ale to genialny sposób na początek, zakończenie, albo całkiem nową opowieść. Świetny tekst. Trzymaj tak dalej.

  4. Edka Kredka napisał(a):

    Wspaniały tekst, niemalże każde słowo dało mi do myślenia. Dziękuję!

  5. Krzysztof Piersa napisał(a):

    Bogata wyobraźnia to klucz do sukcesu pisarza, jednak uważam, że jest różnica pomiędzy Wyobraźnią poskromioną, a nieposkromioną. Proponujesz czerpanie z wyobraźni garściami, eksperymentowanie i trzymanie się myśli nawet tych najbardziej bzdurnych. Uważam, że jest to godne pochwały, pod warunkiem, że potrafimy opanować pomysł i ubrać go w słowa, w przeciwnym wypadku otrzymamy psychodelię zrozumiałą jedynie dla autora.

    Tworzenie historii na podstawie najgłębszych zakamarków wyobraźni można porównać do wykuwania miecza i choćbyśmy trafili na najlepszy surowiec, bez odpowiedniego oczyszczenia i obrobienia go młotem nic nie uzyskamy. Nawet świat fantastyki, musi opierać się na prawach fizyki i logiki. Czytelnik musi czuć, że historia opisana przez autora jest realna. Niezwykła, mało prawdopodobna, ale wciąż realna i zrozumiała bez względu na to czy w historii jest magia czy też nie.

    • riboq napisał(a):

      Złote słowa. Właśnie to miotanie się w absurdzie zbyt płodnej wyobraźni jest moim udziałem. Wiszę nad kowadłem, a na nim surowy, piękny kawał żelaza i nie umiem nawet podnieść młota. Dlatego istnieją takie miejsca ja to, Spisek. Tu są narzędzia, treningi, sposoby. Jednak wypuszczanie wyobraźni daje na tyle dużo energii i pomysłów, że warto pobłądzić potem za nią po halach :D.

  6. Sweetie napisał(a):

    Tekst motywujący, ale ja się może podzielę swoimi doświadczeniami, które może komuś pomogą 🙂
    Piszę fikcję realną, „życie codzienne” i te sprawy. Nie mam wśród narzędzi do działania smoka, magicznych mikstur, elfów i wróżek. Żaden z moich bohaterów nie zmartwychwstanie trzykrotnie jak u Witkacego i można by powiedzieć: cholera, nuda! Ale ja czuję, że właśnie te reguły świata prawdziwego motywują mnie do szukania innych ścieżek dla fabuły, jeszcze mocniej niż w świecie fantasy. Aktualnie twór, nad którym pracuję, osadziłam na Zachodnim Wybrzeżu USA, co więcej bohaterowie związani są ze światem „artystów” i przyznam się, że trudno nie popaść w schematyczność
    i tutaj muszę powiedzieć o jeszcze jednej drodze: nie bójmy się normalności. W czym ma tkwić ta normalność?
    Może podam przykład. Jedna z bohaterek w scenie, którą wczoraj pisałam odpowiada swojemu przyjacielowi, który trochę kpi z jej „normalności” skoro jest kobietą biznesu, a ona odpowiada, że jest przecież córką pedagog i taksówkarza. No właśnie, ja na przykład wyszłam z założenia, że skoro oderwę moich ludzi z normalnego świata, popadnę w jakiś kiczowaty schemat. Bohaterowie nie muszą być piękni, madrzy, charyzmatyczni – idealni (nie potrzeba tworzyć Mary Sue, by skrzywdzić postać), ale muszą być prawdziwi i ta prawdziwość musi od nich bić.
    Ważne jest to, żeby też cały świat, uniwersum, którego niby nie musimy wyjaśniać, wydawał się nam „magiczny”. Ale nie „zaczarowany”. Osadzenie scen w różnych „dziwnych”, ale prawdopodobnych realiach też nadaje dziełu oryginalność. Bo czemu jakakolwiek ważna rozmowa nie może odbyć się, nie wiem… w zoo, na kursie gotowania, w supermarkecie między półkami z chipsami i ciastkami. W literaturze przejadły się rozmowy w kawiarni, restauracji, wypłakiwanie podczas babskiego wieczoru z paczką chipsów i wiadrem lodów, a wyjazd za miasto, gdzie widać całą panoramę, kolacja na dachu wieżowca czy nie wiem… noc w hotelu gdzie widać wizytówkę miasta w stylu wieży Eiffla to już przeginka w drugą stronę.
    W głowie mam jeszcze milion innych rad, ale nie mam czasu, by je wszystkie spisać, może to i dobrze, bo każdy twórca powinien sam zauważać i korygować swoje błędy, widzieć „co gra”, a co nie.
    Pozdrawiam spisek i dziękuje za mnóstwo inspiracji do działania 🙂

  7. hag napisał(a):

    Zgadzam się z tobą, Sweetie. Ja nie odnajduję się w światach fantasy, mam do tego zbyt logiczny i racjonalny ogląd świata. Próbowałam, bo uwielbiam czytać fantasy, ale nie potrafię tego tworzyć.
    Za to realizuję się w kryminałach. I tutaj tak, wyobraźnia hula, szczególnie przy tworzeniu psychopatów czy innych poważnie zaburzonych sprawców, ale jednocześnie dużo czasu poświęcam na to, by sceny były prawdopodobne.
    By nie zacinał się bezpiecznik w pistolecie, który z racji swojej konstrukcji takowego nie posiada, by policjant pracujący w małomiasteczkowym komisariacie nie wzywał sobie brygady antyterrorystycznej, czy żeby wyniki badań DNA nie były znane już po paru godzinach. Mogłabym tak długo, bo lista grzechów naszych twórców jest nieograniczona.
    Oczywiście istnieje licentia poetica, lecz tu również powinny istnieć granice, poza którymi jest zwyczajne robienie wała z czytelnika.
    Może mam już fobię, ale do szału mnie doprowadza, gdy np. znany autor każe swojemu bohaterowi jechać do więzienia, by tam policjant przesłuchał osadzonego, a wszystko to na podstawie ustnej zgody naczelnika zakładu karnego. I oczywiście policjant zostaje wpuszczony i przesłuchuje.
    Gdy czytam coś takiego, czuję się zwyczajnie oszukiwana. Bo można wymyślić sobie miejscowość, ludzi, konflikty i zbrodnie, ale jeżeli umiejscawiam akcję w konkretnym czasie, to muszę prowadzić bohaterów poprzez istniejące realia, inaczej moim zdaniem się nie da.
    Nie mogę kazać sprawcy mordować przy użyciu klingońskiej broni, policjantom stosować amerykańskie zasady w Polsce, a na miejscu zdarzenia znajdować ślady użycia broni nuklearnej lub miecza Luke’a Skywalkera. A jeżeli nawiązuję do rzeczywistych postaci, np. Ivana Milata, to nie wolno mi pisać, że zabijał za pomocą trucizny!
    Zgadzam się więc, że wyobraźnia, owszem, ale do pewnych granic. Przynajmniej w wybranym przeze mnie rodzaju literatury.
    Pozdrawiam.

    • riboq napisał(a):

      I ja zgadzam się z Wami :). Odnosiłam się w tekście do fantastyki bo to moja dziedzina, ale wyobraźnia to nie tylko fantastyka. Smok, Elf – to moje przykłady, ale można je zastąpić czymś „normalnym”. Wyobraźnia nie wyklucza również bycia dokładnym i spójnym. W jej ćwiczeniu chodzi o nabranie umiejętności chwytania nowych pomysłów, nie zmyślania niemożliwego :).

  8. Ilghazi napisał(a):

    Powiem tak – na chwilę odłóżmy wyobraźnie jako taką.

    Mamy naprawdę zdolnych ludzi z fajnymi wizjami. Problem leży raczej w otaczającej rzeczywistości. A rzeczywistość jest taka, że polscy „producenci” – czy to książkowi, czy to filmowi, czy telewizyjni, czy muzyczni po prostu liczą się tylko z kasą. A kasa im mówi, że wydać warto tylko to co jest już znane, bo jak nie jest znane, to się z tego nie wyciągnie tyle ile ze znanego. No to biorą i kopiują hamerykańskie wzorce, tworząc czasem przekomiczne kalki i okraszają je iście hamerykańskimi gwiazdeczkami. Bo to pudelkowy plebs zawsze kupi. I tyle. Dziękuję.

    • Tomasz Węcki napisał(a):

      Myślę, że Agnieszka pisała jednak o tym jak nie być owym plebsem, który wszystko kupi, bo nie zna lepszego. 😀

      A co do tego, że wydawcy zaniżają poziom – akurat z książkami to nie jest do końca tak. Jasne, wszyscy zawsze chcą się wstrzelić w trendy, bo liczą, że tak łatwiej będzie zarobić. Czytelnicy to jednak trochę wyższa półka, niż przeciętni zjadacze programów telewizyjnych. A że nie ma ich aż tak wielu w Polsce, to i rynek beletrystyki jest dość rozdrobniony. W efekcie skuteczną strategią wydawniczą okazuje się zarzucanie sieci szeroko, w nadziei trafienia w różne nisze naraz. Albo wręcz – poszukiwanie nietypowych książek, które bardziej urzekają jakością niż trafianiem w modę. Wydawcy pod względem wybieranych strategii produktowych to naprawdę bardzo różnorodna grupa.

      Słowem: książka ambitna i nietypowa jak najbardziej ma szanse pojawić się na rynku, o ile w ogóle posiada jakiś potencjał sprzedażowy.

  9. Basia napisał(a):

    Świetnie napisane. Nic bardziej nie ogranicza niż stereotypy i dawno wytyczone ramy ,których lepiej nie przesuwać. A przecież mury są po to by je burzyć, granice po to by je przekraczać , a fantazja po to by z niej skorzystać.Tylko czemu łatwiej mówić niż robić?

  10. Ri napisał(a):

    Spróbuj budować dom, burząc. Jestem ciekawa, jak daleko zajdziesz, hm…? 😉

    Tak naprawdę wyobraźni nie musi ograniczać nic poza 1 prostą zasadą: konsekwencją.
    Jeśli piszesz według danych założeń, mieścisz się w danym zakresie skojarzeń, możliwości i wyborów. Amen.

    Jako pisarz trzeba lawirować jak ryba pomiędzy zawiłościami rafy koralowej, gdzie jest wiele kanałów oraz nurtów do wyboru. Od Ciebie zależy, gdzie podążysz.
    Możesz jednak zdecydować się na inny wybór, opuścić o wiele bardziej bezpieczną rafę i popłynąć w mroczne nieznane, lecz wtedy… nie dziw się, że możesz zostać pożarta przez drapieżnika lub zginąć w nieprzyjaznym środowisku, na przykład wyrzucona na kamienistą plażę.
    Ale, ale… hej, przecież gdyby nie ciekawość ryby, nie byłoby nas… 😉 Najwidoczniej więc warto zainwestować w odkrywczą podróż.

    I nie zgadzam się, że wszystko było. Dopóki czas płynie, świat się zmienia, nauka postępuje, a my wraz z nimi. Kiedyś ktoś spojrzy na nasze „dzieła” i zobaczy w nich swoją rzeczywistość, bo czas jest ciągły: wszystko ma początek w przeszłości, koniec w swej przyszłości, więc nowe pojawia się niezauważalnie. 😉

    Pozdrawiam serdecznie,
    A. A. Raven 😀

  11. Phoe napisał(a):

    Nie wiem jak inni, ale dla mnie prawdziwą karmą dla wyobraźni jest czytanie książek. Bo wtedy odkrywa się, czego jeszcze nie napisano. Po prostu nie ma i już. Wtedy cóż innego pozostaje, jak zaradzić, pisząc własne? 😀

    A sny to dobra rzecz. Mnie samej przyśnił się, całkiem nawet niedawno, niemal gotowy pomysł na książkę. Bohaterowie, konflikt, fabuła – normalnie wszystko na tacy. Na dodatek było to tak interesujące i oryginalne, że wracałam myślami do snu przez następne dwa tygodnie. Dobrze takie rzeczy zapisywać. Potem tylko praca nad warsztatem i można podbijać świat 😀

  12. Krzysztof Piersa napisał(a):

    Ze snami jest ta trudna sprawa, że nam mogą wydawać się niezwykłe, a czytelnikom, niezwykle nudne. Trzyma się tego również dialog wydawca – pisarz, pomysł może być ciekawy, ale tak oderwany od rzeczywistości, że czytelnik nie przyklei się do historii, a tym samym, nie kupi kolejnych części.

    młodzi fantaści często mają problem ze stworzeniem oryginalnego świata, nie mówiąc już o fabule zawierającej się w słowie „quest”

    detektywi działają wbrew zasadom śledząc psychopatę zafascynowanego gasnącym światłem w oczach ofary

    Proste kobiety rozkochują w sobie bogatych adonisów

    Warsztat, to jedno, ale historia ma potencjał dopiero wtedy, kiedy słysząc jednozdaniowy skrót fabuły powiemy OOOO!

    • Phoe napisał(a):

      Ale tu nie ma zasady – zawsze rozbijamy się o własny pogląd. Nie zliczę, ile razy trafiałam na książkę w mojej opinii nudną jak flaki z olejem. I zawsze dziwiłam się, jak takie coś może być popularne i lubiane. W drugą mańkę jest to samo. Wydawca ma i tyle przewagę, że dokładnie zna target. Autor natomiast może się kierować tylko własnymi preferencjami czytelniczymi.

      Ponadto wydaje mi sie, że jeśli autor znalazł pomysł, który go kręci, choćby we śnie, to czy miałby to być sukces wydawniczy czy nie, warto go realizować. Po pierwsze, nic na tym etapie nie jest pewne. Żaden pomysł nie przejdzie, jeśli wykonanie okaże się do kitu. Po drugie, pisze się, bo lubi, przynajmniej w moim odczuciu, a nie po to, by zbierać kokosy. Po trzecie, zbyt długie dywagowanie nad pomysłem zabija to, o czym mowa w tym artykule, a więc wyobraźnię. Bo to brzmi, jakbyśmy się bali realizować własne marzenia – nie, tego i owego nie zrobię, bo jeszcze nikt nie polubi. No i na ostatek każdy pomysł da się zrealizować ciekawie. Kiedyś miałam przyjemność obserwować wyzwanie, w których kilku autorów podejmowało się pisania na ten sam pomysł – temat był dokładnie sprecydowany i jeszcze miał dookreślonych kilka parametrów, jak długość, gatunek, bohaterów, motywy. Wynik tego był niesamowity. Wychodziły teksty zarówno fantastyczne jak i zwyczajne, nudne banały.

  13. nuklearna_wiosna napisał(a):

    Ja, tak od siebie, bardzo bym przestrzegała przed łamaniem stereotypów na siłę, bo to często prowadzi tylko do kolejnych stereotypów (być może mniej zakorzenionych w świadomości autora, dlatego widzi on w tym innowację.)
    Tak jest w przypadku podanego tu przykładu. Stereotyp, że pełna rodzina jest ok, a niepełna to patologia, nie tyle zostaje przełamany, co ustępuje po prostu innemu stereotypowi – heroicznej samotnej matki i niedbałych rodziców, którzy nie interesują się swoimi dziećmi. To tylko kolejna kalka. Tu nie ma świeżości, ani żadnego przełamania stereotypu. Niestety. To nie takie proste.
    Przechodzenie ze skrajności w skrajność to nie łamanie stereotypów, a mało subtelny chwyt, który mnie osobiście nudzi już, by nie rzec – zniesmacza.
    Jeśli autor nie chce mimozowatej, słodkiej i uroczej głównej bohaterki, tworzy herod-babę, dzielną, niezłomną, obowiązkowo z ciętym językiem. Jeśli ktoś postanawia obalić mit dobrego i szlachetnego bohatera, powstaje kolejna kalka doktora House’a – antybohater, kierujący się własnym kodeksem moralnym. Cyniczny, rzecz jasna. I z ciętym językiem. Skoro smoki są powszechnie uważane za złe i mordercze, to zróbmy z nich, nie przymierzając, zwierzątka domowe! Mogą mieć nawet cięty język, a co tam!
    Ile można?!
    Wziąć coś i odwrócić o 180 stopni. Tak proste, że aż prostackie. I nie działa. Przynajmniej nie na mnie.
    Osobiście jestem zwolenniczką wprowadzania odcieni szarości, bo czarno-biała wyobraźnia jest nudna i mdła. A jak autor za bardzo się wysila, żeby koniecznie wprowadzić jakieś cuda na kiju, to to widać. I mnie to wkurza. Bo ja chcę poznać jakąś historię, a nie oglądać ból rzyci twórcy, który się uparł być innowatorem, bo tak. Wolę dobrze przemyślaną i skonstruowaną opowieść, która zamiast uciekać od klasycznych motywów, po prostu sięga głębiej, zaskakuje, ale subtelnie, pokazuje różne punkty widzenia, nie przesuwa granic, ale rozmywa je niepostrzeżenie.
    Czytałam różne książki, czasem dziwne, czasem pokręcone, ale to nie kosmate rasy, niebiescy orkowie, i światy z absurdalnymi prawami fizyki pozostały mi w głowie na dłużej, ale właśnie historie ludzi, przedstawionych ludzko, nie jako konstrukty stworzone, by na siłę łamać stereotypy.

  14. KurczakPapaja napisał(a):

    Cóż… Tak na prawdę dopiero zaczynam.
    Wyobraźnia podsuwała mi nieraz różne dziwne pomysły, na mojej wyobraźni byłem wychowany, do teraz zaprząta mi głowę gdy stoję na dworcu kolejowym i wpatruję się w różowo pomarańczowy zachód słońca przy ulubionych kawałkach płynących wprost do uszu z moich słuchawek. I co odkrywam? Wyobraźnia jest rzeczą cudowną. Bez niej nie byłoby moich kilkunastu małych wypocin, które w wolnych chwilach naskrobię w zaciszu domowym. Nie byłoby tysięcy szkiców i rysunków, które tworzę w czasie co nudniejszych i luźniejszych lekcji. Tak jak ty zwróciłaś na to uwagę – wielu mi mówi żebym „przestał zajmować się pierdołami”, „skończył z bujaniem w obłokach, bo jestem na profilu Mat-Fiz-Chem i mam się uczyć”…
    Nie żebym tym cytatom zaprzeczał. Ale bez marzeń, świat byłby nudny. Szary jak ten PRL-owski blok z okolicznego osiedla. Największym dylematem, jaki napotykam, jest brak czasu i nieco słaby kunszt na przekucie moich pomysłów w coś fajnego.
    Chciałbym tu zadać pytanie…
    Czy warto, jako hobby, pasja, zajmować się czymś takim na dłużej? Jeżeli chodzi o język polski – niby jakieś kiedyś predyspozycje miałem, a wylądowałem na typowo ścisłym profilu, i nie jestem pewien, czy będę w stanie stworzyć coś, co choćby jednej osobie po przeczytaniu zapadło to w pamięć na lata.
    Odbiłem od tematu, wiem.
    Chciałbym też podziękować za świetny artykuł.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *