Gdy zabraknie inspiracji

Łukasz Kotkowski


Cześć! Nazywam się Łukasz Kotkowski i jestem aspirującym pisarzem. Moją debiutancką książkę, mroczny thriller „Fanaberia”, można już kupić na stronie Zaczytani.pl. Założyłem również bloga Aspirującypisarz.pl, żeby dzielić się z wami wrażeniami, jak to jest być debiutującym na rynku pisarzem, a także pokazać, jak przebiega fascynujący proces twórczy pisania książki. Spotkać możesz mnie też na Facebooku.

15 komentarzy

  1. Phoe napisał(a):

    Myślę, że najlepszym sposobem na niewypalenie się jest posiadanie kilku pasji. Jeśli chwilowo ma się dość pisania, można przesiąść się na coś innego i za miesiąc wrócić. A wena to dziwna rzecz. Tak w sumie to nawet nie wiem, co to jest – ochota do pisania? Raczej stoję po stronie, że wena to ludzki wymysł na potrzeby wizerunku 😀

  2. hag napisał(a):

    Tak,wena to zaiste podła dziwka i lubi robić chamskie numery. Wiem coś o tym. Pierwszą książkę napisałam w trzy miesiące. Pisałam niemalże w amoku i irytowało mnie, że muszę chodzić do pracy, wykonywać domowe obowiązki, bo w głowie miałam już kolejne sceny. Z drugą książką było zupełnie inaczej. Po doskonałym starcie nastąpił kompletny zastój, totalna pustka w głowie. Nie próbowałam z tym walczyć. Zajęłam się leżącymi odłogiem sprawami i czekałam. Po dwóch miesiącach wena ponownie zaszczyciła mnie swą obecnością. Teraz piszę trzecią książkę i właśnie jestem w fazie kolejnego zastoju. Nie spędza mi to snu z powiek, spokojnie oddaję się wygładzaniu i dopieszczaniu tej drugiej. Wiem, że wena kiedyś za mną zatęskni i wróci. Poczekam. Nikt nie obiecywał, że będzie łatwo!

  3. Killer napisał(a):

    Cytat na początku aż zasłużył za zawiśnięcie na mojej tablicy korkowej 🙂
    A co do weny, to w pełni się zgadzam, jedyne czego nienawidzę to, bezsensowne marnowanie jej na prace do szkoły. Po napisaniu dwóch stron wypracowania jestem wyczerpana,a kiedy napiszę dwie strony opowiadania to, tak jakbym się właśnie obudziła 😀

  4. Utalika napisał(a):

    Jak dla mnie wypracowania na j. Polski są trucizną dla prwadziwego pisania. Jak piszę na polski zwykle odwalam robotę, a i tak dostaję 5+ jeżeli nie 6. Poza tym praca w ten sposób zwraca uwagę na to, co nie istotne, np. błędy ortograficzne.

    • hag napisał(a):

      Ejże, ortografia to coś nieistotnego? Ośmielę się mieć inne zdanie. Na ten przykład, jeśli napiszesz, iż „dziewczęta miały piękne rzycie”,
      może to zostać źle odebrane.

      • Phoe napisał(a):

        Poprawne pisanie – na czele z ortografią i interpunkcją – to podstawa w tym biznesie 😉 Nikt nie będzie chciał czytać teksu, który jest usiany błędami, choćby nie wiem jak porywającą historię przedstawiał.

  5. Człekołak napisał(a):

    Ja z kolei ostatnio doszedłem do wniosku, że wena bardziej niż jakieś metafizyczne natchnienie przypomina mi niewyćwiczony mięsień. Rzeczywiście wcześniej borykałem się z problemem pisania. Wyrzucałem w połowie jeden projekt i zaczynałem nowy, siedziałem długo przed pustą kartką, a stosowane techniki inspiracyjne gówno dawały. Teraz po prostu siadam, chwilę się pogapię i… hej już mam! no i jedziemy z tym koksem. A jest tak ponieważ staram się pisać codziennie, chociaż jedną stronę A4. Może więc można osiągnąć poziom, gdzie właśnie siadasz i pstrykasz palcami, a wena stawia się na wezwanie? A może po prostu z powodu niespełna rocznego synka, pracy, studiów i innych moich działalności nie mam już czasu czekać, aż ta dziwka łaskawie do mnie przyjdzie? 😉

  6. Ilghazi napisał(a):

    No to ja niestety cierpię na odwrotny przypadek – wena mnie tak napastuje, że nie wiem za który projekt chwycić się w pierwszej kolejności. Czuję się jak mały kotek w składzie z włóczkami 😀

  7. Knight Martius napisał(a):

    To ja w październiku miałem podobne wypalenie, bo przez trzy tygodnie nie potrafiłem ze swojej twórczości wziąć się za cokolwiek (nawet beletrystyki nie chciało mi się w ogóle czytać). A przecież nie pisałem np. swojej powieści codziennie, tylko tak, że wychodził rozdział na tydzień, i to góra.

    Jeśli chodzi o moje podejście do weny, to jestem jednak bliżej przekonania, że lepiej pisać, kiedy przyjdzie. Z pisania na siłę bowiem nigdy nie przychodzi nic dobrego. Z drugiej strony rzeczywiście czasem warto pisać mimo to, chociażby po to, żeby przełamać tę blokadę (złe fragmenty zawsze można wywalić).

  8. Scathach napisał(a):

    Na Muzę jak na razie nie narzekam, wpada dość często i pomaga. Czasem dość niespodziewanie, to prawda, ale kto by tam za nim nadążył? Trzeba jednak przyznać, że Muza lubi ludzi, którzy ciężko pracują, a nie siedzą i czekają na światło z niebios, które łaskawi na nich zstąpi. Lub nie. Chyba więc rzeczywiście jest tak, że harówka z pisaniem pod wpływem weny nie wykluczają się, a raczej uzupełniają… Osobiście wolę z weną, bez niej mam jakieś takie poczucie, że to nie jest to, na co mnie stać. 80%, a nie 100, by ująć to w liczbach.

    Jeśli jednak kiedyś zdarzy mi się zablokować, na pewno wrócę do tego artykułu. Głupi nie jest, pewnie pomoże 😉

  9. iwona napisał(a):

    „A nóż zobaczymy”… ten cytat bardzo pobudził moją wenę 😀 😀 😀 .. a nuż się to do czegoś przyda? 😉
    Ortografia w pisaniu jest jednak bardzo ważna.

  10. lusty redhead napisał(a):

    Ja też często piszę „na sucho”, głównie dlatego, że gonią mnie terminy. I o dziwo, zawsze kiedy wydaje mi się, że będzie źle, bo na siłę, to efekty są super. Nie umiem tego wytłumaczyć 😉

  11. Troxx napisał(a):

    Ja właśnie przeżywam jakiś kryzys w pisaniu i nie wiem jak z tym sobie poradzić. Przede wszystkim, dobija mnie brak motywacji do pisania.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *