Jak pisać opowiadania?

Tomasz Węcki


Cześć, mam na imię Tomek i jestem grafomanem. Od kilkunastu lat udaje mi się połączyć przyjemne z pożytecznym i utrzymuję się przede wszystkim z pisania. Byłem już dziennikarzem, piarowcem, copywriterem, ghostwriterem, dokumentalistą i autorem tekstów do gier komputerowych. Teraz możesz również przeczytać moją pierwszą książkę – „Wtajemniczenie”.

26 komentarzy

  1. Phoe napisał(a):

    W przypadku konkursów limit na opowiadanie nie przekracza 18 lub 40 tyś znaków właśnie 🙂 Choć częstszy jest wariant pierwszy, nawet w przypadku zbiorów do antologii.

    Uśmiałam się trochę na poradzie odnośnie bohaterów, bo ostatnio zrobiłam zupełnie odwrotnie xD Kilku pobocznych bohaterów miało swoje pięć minut na scenie, podczas gdy główny bohater ledwo co otwierał paszczę. Niby krążył w centrum wydarzeń, ale i nie do końca historia traktowała stricte o nim. Znowu usłyszałam, że tego typu treść nadaje się na coś dłuższego niż na opowiadanie. Cóż więc zrobić? Chyba tylko przesiąść się na powieści 😀

    • Tomasz Węcki napisał(a):

      Tak szczerze, to myślę, że dałoby radę zrobić opowiadanie i w takim schemacie, z pobocznymi bohaterami dominującymi głównego. Tyle tylko, że zrobienie tego dobrze wydaje mi się bardzo trudne, stąd nie radzę postronnym. 😉

  2. Knight Martius napisał(a):

    Mam zamiar napisać opowiadanie na jeden konkurs, więc te porady mi się przydadzą – zwłaszcza ta o trzymaniu się jednego wątku, bo wydaje mi się, że w opowiadaniach właśnie z tym mam największy problem. Dzięki.

    O ile mi wiadomo, opowiadanie przekraczające jakąś tam objętość, ale zbyt krótkie, by nadawało się już na powieść, nazywane jest mikropowieścią.

    • Tomasz Węcki napisał(a):

      Powodzenia! A mikropowieść to to w ogóle dziwne zjawisko. 🙂 I wbrew nazwie, ma więcej wspólnego z opowiadaniem, niż z powieścią, choćby przez to, że mikropowieści zwykle też są jednowątkowe.

  3. Krzysztof Piersa napisał(a):

    Pisanie opowiadania pozwala zapanować też na tempem akcji. Jeżeli nie poradzimy sobie z opowiadaniem, w powieści też poniesiemy klęskę. Bardzo ciekawym tematami są opowiadania kryminalne i opowiadania fantasy, w których tło wydarzeń musi być jednocześnie głębokie i krótkie w odbiorze. Zawarcie tła jest w tych wypadkach czasami naprawdę trudnym zajęciem.

    • Tomasz Węcki napisał(a):

      Mam na tło taki patent, że nie wyjaśniam go do końca. 😉 Czytelnik częściej okazuje się kumaty niż nie – wielu rzeczy sam się domyśli.

  4. Scathach napisał(a):

    Opowiadania to właściwie jedyne formy, które aktualnie wychodzą spod mojej ręki. Ma być krótko, zwięźle i na temat – tej zasady do tej pory się trzymałam, i jak widać słusznie… Z różnym skutkiem co prawda, ale to inna kwestia. Rady trafne i zgrabnie ujęte. Może i trochę banalne, ale nie oszukujmy się – w specyficznej formie, którą jest opowiadanie właśnie te rzeczy najbardziej się liczą.

    Zgadzam się, że pisanie opowiadań to świetny trening warsztatu. Ograniczenia objętości, którym trzeba sprostać, wymuszają doskonałe panowanie nad językiem i fabułą, a duże skupienie treści powoduje, że jakiekolwiek błędy logiczne są widoczne jak na dłoni.

    Jeszcze trudniejszą formą są dość popularne ostatnio w internetach szorty – opowiadania o objętości do około 5000 znaków. Tam przekaz musi być na tyle mocny, by od razu nie tyle czytelnika zainteresować, co po prostu rzucić na kolana…

    • Tomasz Węcki napisał(a):

      Tak, różnej maści miniatury wymagają mocy. 😉 Choć z drugiej strony, nie jestem pewien, czy są trudniejsze od opowiadań. Ostatecznie, w zasięgu do 5 tysięcy znaków, można tak naprawdę napisać jedną rozbudowaną scenę, albo szybko streścić większą historię. Cały myk polega więc albo na dobrej konstrukcji owej sceny, albo na wymyśleniu ciekawego sposobu (głosu?) dla opowieści. Odpada aspekt układania scen w większą całość, czyli rzecz ważna przy powieści i kluczowa w opowiadaniach.

      • Scathach napisał(a):

        Technicznie napisanie szorta może i jest łatwiejsze, bo to faktycznie zazwyczaj jedna scenka. Ale żeby jedną sceną rzucić na kolana, trzeba tę scenę dopracować w najdrobniejszych nawet szczegółach i tak się pogimnastykować, żeby przekaz był jasny, a nie do zgadywania. I żeby wstrząsnął, bo po to, jak nieustannie odnoszę wrażenie, są szorty. Tam po prostu nie przejdą projekty, którym nie poświęciło się całej swojej uwagi. Opowiadania dają odrobinę większą swobodę, bo posiadają konkretną fabułę. Jest historia, którą można się pobawić. W ograniczonym stopniu, a na pewno dużo mniejszym niż w powieści – ale zawsze 😉

  5. Phoe napisał(a):

    Szorty to nic innego jak miniatury i mini miniatury. Potem pozostają jedynie drabble 😀 (podwójne, półtora, pełne i połówka) W pięćdziesięciu słowach też można zawrzeć historię, ale szacun dla tych, którzy to umieją 😀

  6. wolin97 napisał(a):

    Zazwyczaj zgadzam się z tym co publikuje Spisek i biorę sobie rady do serca, ale tutaj jakoś nie mogę. Często w swoich pracach stawiam na dłuższe i głębsze opisy. Nie są one, oczywiście, na kilka stron, ale Pańskie słowa nieustannie sprawiają wrażenie, że opis powinien być skrócony do minimum. Taka przynajmniej jest moja interpretacja, oczywiście biorę pod uwagę, że „długość” i „krótkość” to pojęcia względne.
    Czasem też wprowadzam drugiego głównego bohatera, bez którego ten pierwszy nie miałby co robić.
    Myślę, że nie powinno się zamykać opowiadania w takiej ramie. Najważniejsza jest świadomość i samokrytyka, tym się kieruję i nie uważam, żeby przez naruszanie jakichś zasad moje opowiadania są gorsze lub w ogóle przestają nimi być.
    Pozdrawiam 😉

    • Tomasz Węcki napisał(a):

      Heh… No to może tak. Opis powinien być skrócony do minimum w tym sensie, że na papierze powinno pojawić się wszystko, co niezbędne, nic więcej. Czytelnik powinien wiedzieć tylko tyle, ile potrzeba do odnalezienia się w sytuacji bohatera i wejścia w jego głowę. Jeśli opisujesz kawiarnię, nie musisz dodawać, że serwują w niej kawę po wiedeńsku (nawet zakładając, że nie w każdej kawiarni ją dają) – chyba że Twój bohater jest kawowym maniakiem. Jak najbardziej możesz powiedzieć, że lokal jest pełny lub pusty (choć „siedzi kilku ludzi” to już zbytek łaski). Możesz dodać, że np. na sklepieniu pomieszczenia jest fresk, o ile chcesz zasugerować, że bohater nudzi się, czeka na kogoś, a więc rozgląda po okolicy. Dla odmiany jednak, opisywanie fresku byłoby błędem zaraz po wejściu bohatera do pomieszczenia (no chyba że fresk byłby nie na suficie, ale tuż przed jego nosem – i do tego w jebitnych kolorach).

      Opis jest zły wtedy, gdy trzeba się w nim przebijać przez nieistotne detale (takie, na które czytelnik w miejscu bohatera nie zwróciłby uwagi). Jest dobry, jeśli z przyjemnością słuchamy narratora, gdy nazywa rzeczywistość, choćby rozwodził się nad kompletną pierdołą. Nie ma więc optymalnego natężenia szczegółów w modelowym opisie. 😉 Ale z dwojga złego, łatwiej sobie tekst popsuć zbytnim gadulstwem, niż po prostu powiedzieć za mało. Jeśli więc mam dawać prostą, łatwą do przyswojenia radę, zawsze doradzę oszczędność słów i środków.

      A co do drugiej kwestii, czyli bohaterów – jeśli podążają wspólnym wątkiem fabularnym, to przecież nic złego, tak jak napisałem w artykule. 😀 Rozbijanie opowieści na kilka wątków to już zbytnie komplikowanie sprawy. Jestem pewien, że da się napisać opowiadanie w taki sposób – ba, do głowy przychodzi mi parę konceptów, w których takie rozwiązanie działałoby na korzyść przekazu. Zakładam jednak, że jeśli ktoś wchodzi na Spisek w poszukiwaniu porad na temat tworzenia opowiadań, woli usłyszeć jak to wszystko wreszcie ogarnąć, zamiast brnięcia w niuanse „można tak, a można śmak”. 😀 Wielowątkowość to domena powieści, opowiadania łatwiej pisze się w jednym wątku – i to wszystko.

      • wolin97 napisał(a):

        Dziękuję za wyczerpującą odpowiedź 🙂 Teraz w pełni się zgadzam i wszystko rozumiem. Czasem tak jest, że przez nie do końca dobrą interpretację lub nadinterpretację wychodzą nieporozumienia 😉

    • Kamil napisał(a):

      @Wolin97, o ile piszesz zaje…ste opisy, to wszystko ok.

  7. Roderyk napisał(a):

    Czekałem na ten wpis, ale jestem trochę… zawiedziony. Tylko trochę 😉
    Brakuje mi tutaj bardzo ważnej rzeczy w krótkich formach, tj. słowa o *kończeniu* opowiadań.
    Kończenie powieści jest w moich oczach zupełnie innym rodzajem działania – jest jakby podsumowaniem wszystkiego, co zostało napisane – jest takim momentem na odetchnięcie i zamyślenie się nad światem, który właśnie opuszczamy.
    Opowiadanie – ma chyba (takie mam wrażenie) zupełnie inną wymowę: ono ma trochę wstrząsnąć i zostawić czytelnika wciąż przez jakiś czas drgającego niczym rezonująca struna po stuknięciu młoteczkiem.
    Nie jest tak?

    • Tomasz Węcki napisał(a):

      Wydaje mi się, że masz rację co do zakończeń w powieściach i w opowiadaniach. Wieczorem zastanowię się, czy faktycznie nie dorzucić czegoś na ten temat do artykułu.

      EDIT: dorzuciłem. 😉

  8. Aga napisał(a):

    Ten artykuł bardzo generalizuje i odwołuje się do utartych schematów.
    Pisanie opowiadań jest najlepszym rozwiązaniem dla tych, którzy nie mają czasu? No błagam! Powieści muszą być wielowątkowe? Opowiadania posiadają jednego głównego bohatera… O Panie, chroń mnie przed takimi bzdurami.

    • Tomasz Węcki napisał(a):

      Akurat powieść naprawdę „musi” być wielowątkowa, bo to element definicji tego gatunku. Pretensje do literaturoznawców, nie do mnie.

      Ale do rzeczy. Ago, naprawdę nikt nie zmusza Cię do pisania tak, jak ja to proponuję. Powiem nawet, że sam staram się eksperymentować i jeśli czuję, że podołam, odchodzę od – jak to ujęłaś – utartych schematów. Zakładam jednak, że jeśli ktoś szuka odpowiedzi na pytanie „Jak pisać opowiadania”, woli dostać tekst, który wykłada sprawę prosto, nawet kosztem uogólnień, zamiast tonąć w niuansach i kończyć się wyjątkowo konstruktywną radą „tak w zasadzie to możesz pisać jak chcesz”.

      • Karola napisał(a):

        A co jest nie tak z radą, że „możesz pisać jak chcesz”? To przecież prawda.

      • Phoe napisał(a):

        Tylko wtedy, Karola, ten blog nie miałby sensu. Po co jakiekolwiek rady, skoro i tak każdy pisze, jak chce? Tylko nie o to tu chodzi, by powielać utarte farmazony, ale by dawać konkretne wskazówki. Ja przykładowo czytam z ciekawości, bo mnie technikalia interesują i lubię konfrontować czyjeś opinie z własnymi doświadczeniami. Czasami sie zgadzam, a czasami nie, ale przynajmniej w bezmierze stron tego typu ten jest najsensowniejszy.

        A powieści rzeczywiście muszą być wielowątkowe ^^ Inaczej taki tekst nie jest powieścią.

      • Tomasz Węcki napisał(a):

        Ze swojej strony dodam, że rada „pisz jak chcesz” jest niebezpieczna. Początkującym sugeruje, że w pisaniu nie ma zasad, albo przynajmniej że nie są one zbyt istotne – ot, takie sugestie, które można bez strachu zignorować. Tymczasem to nieprawda. Warsztat pisarski to w dużej mierze wiedza na temat tego, co zadziała, a co nie, co wymaga wysiłku, a co pójdzie łatwo. Bez takich informacji nie ma mowy o świadomych decyzjach literackich.

        No a jeśli ktoś już ma doświadczenie, czyli sprawdził swoje umiejętności w ogniu – dobrze wie, że można pisać „jak się chce”, czyli łamać zasady wtedy, gdy ma to sens i jest potrzebne. Zakładam więc, że bardziej wyrobionym twórcom nie muszę tłumaczyć, że moje rady nie mają charakteru absolutnego. I to cała filozofia. Nikomu „jak się chceniem” nie jestem w stanie pomóc, za to mogę zaszkodzić.

      • Kamil napisał(a):

        @Karola, możesz pisać jak chcesz. Dla siebie samej. A do ludzi pisać już trzeba tak, by Cie rozumieli. A to proste nie jest. Choć niektórzy myślą, że jest.

  9. Achnio napisał(a):

    Dzięki za porady. Postanowiłem sobie od tak, dla własnej przyjemności napisać jakieś opowiadanie. Nie jestem nawet humanistą, jestem bardziej „technicznym” człowiekiem ale mam za to dużo fantazji. Przyznam się też że czytałem bardzo mało książek w swoim życiu. Nie mam rozbudowanej bazy słownictwa i prawdopodobnie będzie mi trudno pisać urozmaicone teksty ale przecież będę to robił jedynie dla własnej przyjemności więc nawet się tym nie przejmuje.

  10. Tom napisał(a):

    Bardzo dobry i ciekawy poradnik. Pisałeś, że opowiadanie mieści się w granicach do 80 tys. znaków. Ja również piszę. Moje ostatnie ma trochę ponad 100 tys. znaków i nie da się go ani wydłużyć, ani skrócić. Co w takim przypadku?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *