Jak pisać opowiadania?

Opowiadania to najlepsza forma dla twórcy, który nie ma czasu – albo który dopiero uczy się literackiego kunsztu. O czym trzeba pamiętać, żeby zrobić je dobrze?

Wcześniej zastanawialiśmy się dlaczego w ogóle warto brać się za opowiadania. Teraz przyszła pora, żeby zająć się samym opowiadaniem – czym się charakteryzuje, czego potrzeba, żeby zadziałało. Jak sprawić, że zapadnie czytelnikowi w pamięć.

Zacznijmy więc od najbardziej podstawowych informacji:

1. Najlepiej jeśli opowiadanie posiada jednego głównego bohatera.

2. Struktura opowieści powinna być prosta i jednowątkowa.

3. Tempo opowieści powinno sprzyjać budowaniu napięcia aż do punktu kulminacyjnego.

Co to wszystko znaczy w praktyce? Cóż, przede wszystkim – że opowiadania to forma krótka i bardzo skupiona. Nie masz ani czasu, ani miejsca, żeby zajmować się detalami, szeroko przytaczać punkt widzenia pobocznych postaci, zatrzymywać akcję w połowie, żeby zająć się innym wątkiem. W opowiadaniu wszystko musi być napisane celnie, w punkt. Mocna strona takiego podejścia to łatwość z jaką udaje się przykuć uwagę odbiorcy. Słaba – że musisz dobrze wiedzieć, co mówisz, bo wszelkie pomyłki są od razu widoczne.

Oto najważniejsze rzeczy, o jakich trzeba pamiętać, gdy piszemy opowiadanie.

Trzymaj opowieść tam, gdzie jest akcja

Zacznij w tym momencie, kiedy coś się dzieje. Nie masz czasu. Nie możesz na spokojnie wprowadzić czytelnika w wydarzenia. Musisz rzucić go na głęboką wodę. To w ogóle jest bardzo dobry sposób na rozpoczynanie opowieści, również w dłuższej formie (jeśli chcesz poznać inne – zajrzyj tutaj).

Gdy już nakręcisz spiralę wydarzeń, pokazuj czytelnikowi tylko to, co jest rzeczywiście istotne. Nie opisuj rzeczy niezwiązanych bezpośrednio z historią, nawet jeśli są ciekawe, nawet jeśli „budują klimat” i nawet wtedy, gdy wiesz, że potrafisz je świetnie pokazać. Co jest zbędne, to jest zbędne. Skup się tylko na tych opisach, scenach i dialogach, które pozwalają popchnąć wydarzenia naprzód.

Wybierz ton dla opowieści i zostań przy nim

Opowiadania to naprawdę szybka lektura, nie ma sensu tuczyć je niuansami. Zdecyduj się na jeden głos, którym przekażesz historię, wybierz pasujący ton (komediowy, poważny, wzniosły, kpiący, naiwny, czy jeszcze inny) – i trzymaj się swojej decyzji. W powieści masz miejsce, aby przedstawiać różne punkty widzenia. Tutaj nie.

To oczywiście nie znaczy, że różnicowanie tonu, na przykład poprzez wplecenie komicznych postaci do poważnej opowieści, będzie z definicji błędem. To znaczy tylko tyle, że nie masz czasu na nieprzemyślane ruchy. Jeśli coś robisz, musisz mieć pewność, że to potrzebne.

Skup się na głównym bohaterze

Po prostu – nie ma miejsca, żeby skupiać się na kimkolwiek innym. Każdą z pozostałych postaci czytelnik pozna w biegu, więc wszyscy bohaterowie drugoplanowi mają prawo być sztampowi i powierzchowni. W stosunku do nich bez zażenowania możesz posługiwać się kalkami i stereotypami.

Główny bohater to jednak clou programu. Jeśli nie pokażesz, że jego perspektywa jest interesująca, reszta Twoich wysiłków pójdzie na marne. Co więcej, charakter postaci musisz pokazywać w działaniu, w tym jakie decyzje podejmuje oraz co mówi tu i teraz. Nie będziesz mieć miejsca, żeby przytaczać jej biografię. Lepiej więc, żeby protagonista posiadał takie cechy, które łatwo uplasują go w centrum wydarzeń oraz skupią na nim uwagę czytelnika. To po prostu powinien być interesujący człowiek, z jakiegokolwiek powodu.

Przy okazji – jeśli koniecznie chcesz, w centrum opowieści możesz umieścić więcej niż jednego bohatera, np. parę detektywów wspólnie rozwiązujących zagadkę. Pamiętaj jednak, żeby pokazać ich perypetie ze spójnej perspektywy. Nie rozbijaj narracji na dwa wątki, chyba że ta komplikacja jest Ci absolutnie niezbędna. Tego typu forma utrudni Ci pracę, więc nie pakuj się w nią bez namysłu.

Pamiętaj o zmianie

Jeśli chcesz stworzyć opowiadanie, które porusza emocje i zapada w pamięć, musisz zafundować swojemu bohaterowi dwie rzeczy, epifanię oraz transformację. Pisałem o tym wcześniej, w artykule o kluczowych elementach każdej opowieści. Choć tamte rady dawałem z myślą o tekstach dłuższych, mają nawet większe znaczenie w przypadku opowiadań. Proste – czytelnik oczekuje szybszego zwrotu z inwestycji.

Twój bohater musi więc w pewnym momencie odkryć coś, czego wcześniej nie wiedział, aby później – w konsekwencji samego odkrycia lub późniejszych wydarzeń – przejść przemianę. Być może dzięki temu pokona przeciwności. Być może przestanie dbać o swoje dawne cele. Stanie się silniejszy lub słabszy. Może nawet umrze. Tak czy siak, dla niego opowieść będzie miała konsekwencje, będzie istotna.

Nawet jeśli czytelnik nie odniesie równie doniosłego wrażenia, takie pokazanie spraw będzie sugestią, że nie zmarnował czasu. Że cały wysiłek włożony w lekturę miał jednak sens.

Kończ z przytupem

W pierwszej wersji artykułu pominąłem ten aspekt, ale Roderyk przypomniał mi o nim w komentarzu poniżej. Otóż, opowiadania kończy się inaczej niż powieści. W wypadku dłuższej formy możasz mieć nawet kilka rozdziałów po punkcie kulminacyjnym, żeby wyprowadzić czytelnika z opowieści. Siłą rzeczy, świat książki opuszcza się wtedy na spokojnie – a Ty masz czas, żeby bez nerwów domknąć wszystkie wątki.

Kiedy tworzysz opowiadanie, nie zaznasz tego luksusu. Od punktu kulminacyjnego do ostatniego słowa jest zwykle tylko kilka akapitów. Czytelnik pochłonie taki skrawek tekstu za jednym zamachem. Emocje, które zostały rozbudzone w momencie szczytowym, prawdopodobnie ciągle będą mu towarzyszyć na koniec. Warto to wykorzystać. Na przykład – za pomocą jednego z tych rozwiązań:

1. Zmieniasz ton i miejsce akcji, skłaniając czytelnika do spojrzenia na pewne wydarzenia z innej perspektywy emocjonalnej. Ot, weźmy taką sytuację: w finale opowieści astronauta oddaje życie, aby powstrzymać planetarną katastrofę. Zamiast rozwodzić się nad jego śmiercią albo opisywać spadające odłamki jego statku, na koniec pokazujesz codzienne życie mieszkańców owej planety.

2. Skracasz i przyspieszasz zakończenie, niemal zlewając je z finałem. Możesz dzięki temu dokończyć dzieła za pomocą kilku zdań celnej peunty, która mocniej wryje się w pamięć, niż gdyby została podana parę akapitów później.

3. Skupiasz się na wcześniej wprowadzonym detalu, który jest istotny dla interpretacji opowiadania. Przykład: wcześniej w opowieści ustaliliśmy, że bohater otrzymał od zmarłego ojca czapkę, której nigdy nie zdejmuje. Bez niej, jak wierzy, nic mu się nie uda. W trakcie opowieści zaczyna jednak coraz bardziej ufać swoim umiejętnościom. Finał stanowi ostateczny test jego zaradności. Taką historię możesz podsumować krótką i wymowną sceną, w trakcie której bohater po raz pierwszy wychodzi z domu bez czapki na głowie.

Jak długie powinno być opowiadanie?

O tym, czy tekst jest opowiadaniem, czy powieścią, decyduje tak naprawdę jego struktura, nie długość. Na przykład to, że powieści muszą być wielowątkowe. Ze względów praktycznych granicę długości opowiadań stawia się jednak w okolicach 80 tysięcy znaków. Przy czym optymalna obszerność tekstu to połowa tego, 40 tysięcy. Takie wartości biorą się z faktu, że kiedyś opowiadania były publikowane niemal wyłącznie na łamach periodyków literackich. Te z kolei, przynajmniej w czasach przed Internetem, musiały liczyć się z dostępnym miejscem. Opowiadanie w optymalnej długości podobno łatwo dało się wkomponować w resztę periodyku, a ponadto – czytelnik nie miał wrażenia, że czeka go masa tekstu do przetworzenia.

Zaryzykuję stwierdzenie, że dzisiaj większość opowiadań pojawia się albo od razu w Internecie, albo jako część antologii. Pierwotne ograniczenia co do ich długości nie mają więc większego znaczenia. Myślę jednak, że ciągle warto mieć je na uwadze. Ot choćby dlatego, że jeśli Twoje opowiadanie przekracza 80 tysięcy znaków, to sygnał, że coś mogło pójść nie tak. Być może warto skrócić niektóre opisy? Być może część scen nie jest potrzebna? A być może opowiadasz historię, która naprawdę powinna być zrealizowana w obszerniejszej formie, na przykład jako powieść?

 

Jeśli czujesz, że powyższe porady nie rozwiązały Twojego problemu z tworzeniem opowiadań – koniecznie przeczytaj o tym, jak zaplanować opowieść w dziesięciu krokach. Wiele kłopotów znika, gdy masz w ręku dobry plan. Zajrzyj też do naszego Poradnika, żeby dowiedzieć się więcej o tworzeniu postaci i konstruowaniu fabuły.

Foto: Son of Groucho / Flickr.com / CCBY 2.0

Zapisz się na newsletter! Spisek Pisarzy wysyła tylko to, co warto przeczytać.



Tomasz Węcki


Cześć, mam na imię Tomek i jestem grafomanem. Od kilkunastu lat udaje mi się połączyć przyjemne z pożytecznym i utrzymuję się przede wszystkim z pisania. Byłem już dziennikarzem, piarowcem, copywriterem, ghostwriterem, dokumentalistą i autorem tekstów do gier komputerowych. Teraz możesz również przeczytać moją pierwszą książkę – „Wtajemniczenie”.

26 komentarzy

  1. Phoe napisał(a):

    W przypadku konkursów limit na opowiadanie nie przekracza 18 lub 40 tyś znaków właśnie 🙂 Choć częstszy jest wariant pierwszy, nawet w przypadku zbiorów do antologii.

    Uśmiałam się trochę na poradzie odnośnie bohaterów, bo ostatnio zrobiłam zupełnie odwrotnie xD Kilku pobocznych bohaterów miało swoje pięć minut na scenie, podczas gdy główny bohater ledwo co otwierał paszczę. Niby krążył w centrum wydarzeń, ale i nie do końca historia traktowała stricte o nim. Znowu usłyszałam, że tego typu treść nadaje się na coś dłuższego niż na opowiadanie. Cóż więc zrobić? Chyba tylko przesiąść się na powieści 😀

    • Tomasz Węcki napisał(a):

      Tak szczerze, to myślę, że dałoby radę zrobić opowiadanie i w takim schemacie, z pobocznymi bohaterami dominującymi głównego. Tyle tylko, że zrobienie tego dobrze wydaje mi się bardzo trudne, stąd nie radzę postronnym. 😉

  2. Knight Martius napisał(a):

    Mam zamiar napisać opowiadanie na jeden konkurs, więc te porady mi się przydadzą – zwłaszcza ta o trzymaniu się jednego wątku, bo wydaje mi się, że w opowiadaniach właśnie z tym mam największy problem. Dzięki.

    O ile mi wiadomo, opowiadanie przekraczające jakąś tam objętość, ale zbyt krótkie, by nadawało się już na powieść, nazywane jest mikropowieścią.

    • Tomasz Węcki napisał(a):

      Powodzenia! A mikropowieść to to w ogóle dziwne zjawisko. 🙂 I wbrew nazwie, ma więcej wspólnego z opowiadaniem, niż z powieścią, choćby przez to, że mikropowieści zwykle też są jednowątkowe.

  3. Krzysztof Piersa napisał(a):

    Pisanie opowiadania pozwala zapanować też na tempem akcji. Jeżeli nie poradzimy sobie z opowiadaniem, w powieści też poniesiemy klęskę. Bardzo ciekawym tematami są opowiadania kryminalne i opowiadania fantasy, w których tło wydarzeń musi być jednocześnie głębokie i krótkie w odbiorze. Zawarcie tła jest w tych wypadkach czasami naprawdę trudnym zajęciem.

    • Tomasz Węcki napisał(a):

      Mam na tło taki patent, że nie wyjaśniam go do końca. 😉 Czytelnik częściej okazuje się kumaty niż nie – wielu rzeczy sam się domyśli.

  4. Scathach napisał(a):

    Opowiadania to właściwie jedyne formy, które aktualnie wychodzą spod mojej ręki. Ma być krótko, zwięźle i na temat – tej zasady do tej pory się trzymałam, i jak widać słusznie… Z różnym skutkiem co prawda, ale to inna kwestia. Rady trafne i zgrabnie ujęte. Może i trochę banalne, ale nie oszukujmy się – w specyficznej formie, którą jest opowiadanie właśnie te rzeczy najbardziej się liczą.

    Zgadzam się, że pisanie opowiadań to świetny trening warsztatu. Ograniczenia objętości, którym trzeba sprostać, wymuszają doskonałe panowanie nad językiem i fabułą, a duże skupienie treści powoduje, że jakiekolwiek błędy logiczne są widoczne jak na dłoni.

    Jeszcze trudniejszą formą są dość popularne ostatnio w internetach szorty – opowiadania o objętości do około 5000 znaków. Tam przekaz musi być na tyle mocny, by od razu nie tyle czytelnika zainteresować, co po prostu rzucić na kolana…

    • Tomasz Węcki napisał(a):

      Tak, różnej maści miniatury wymagają mocy. 😉 Choć z drugiej strony, nie jestem pewien, czy są trudniejsze od opowiadań. Ostatecznie, w zasięgu do 5 tysięcy znaków, można tak naprawdę napisać jedną rozbudowaną scenę, albo szybko streścić większą historię. Cały myk polega więc albo na dobrej konstrukcji owej sceny, albo na wymyśleniu ciekawego sposobu (głosu?) dla opowieści. Odpada aspekt układania scen w większą całość, czyli rzecz ważna przy powieści i kluczowa w opowiadaniach.

      • Scathach napisał(a):

        Technicznie napisanie szorta może i jest łatwiejsze, bo to faktycznie zazwyczaj jedna scenka. Ale żeby jedną sceną rzucić na kolana, trzeba tę scenę dopracować w najdrobniejszych nawet szczegółach i tak się pogimnastykować, żeby przekaz był jasny, a nie do zgadywania. I żeby wstrząsnął, bo po to, jak nieustannie odnoszę wrażenie, są szorty. Tam po prostu nie przejdą projekty, którym nie poświęciło się całej swojej uwagi. Opowiadania dają odrobinę większą swobodę, bo posiadają konkretną fabułę. Jest historia, którą można się pobawić. W ograniczonym stopniu, a na pewno dużo mniejszym niż w powieści – ale zawsze 😉

  5. Phoe napisał(a):

    Szorty to nic innego jak miniatury i mini miniatury. Potem pozostają jedynie drabble 😀 (podwójne, półtora, pełne i połówka) W pięćdziesięciu słowach też można zawrzeć historię, ale szacun dla tych, którzy to umieją 😀

  6. wolin97 napisał(a):

    Zazwyczaj zgadzam się z tym co publikuje Spisek i biorę sobie rady do serca, ale tutaj jakoś nie mogę. Często w swoich pracach stawiam na dłuższe i głębsze opisy. Nie są one, oczywiście, na kilka stron, ale Pańskie słowa nieustannie sprawiają wrażenie, że opis powinien być skrócony do minimum. Taka przynajmniej jest moja interpretacja, oczywiście biorę pod uwagę, że „długość” i „krótkość” to pojęcia względne.
    Czasem też wprowadzam drugiego głównego bohatera, bez którego ten pierwszy nie miałby co robić.
    Myślę, że nie powinno się zamykać opowiadania w takiej ramie. Najważniejsza jest świadomość i samokrytyka, tym się kieruję i nie uważam, żeby przez naruszanie jakichś zasad moje opowiadania są gorsze lub w ogóle przestają nimi być.
    Pozdrawiam 😉

    • Tomasz Węcki napisał(a):

      Heh… No to może tak. Opis powinien być skrócony do minimum w tym sensie, że na papierze powinno pojawić się wszystko, co niezbędne, nic więcej. Czytelnik powinien wiedzieć tylko tyle, ile potrzeba do odnalezienia się w sytuacji bohatera i wejścia w jego głowę. Jeśli opisujesz kawiarnię, nie musisz dodawać, że serwują w niej kawę po wiedeńsku (nawet zakładając, że nie w każdej kawiarni ją dają) – chyba że Twój bohater jest kawowym maniakiem. Jak najbardziej możesz powiedzieć, że lokal jest pełny lub pusty (choć „siedzi kilku ludzi” to już zbytek łaski). Możesz dodać, że np. na sklepieniu pomieszczenia jest fresk, o ile chcesz zasugerować, że bohater nudzi się, czeka na kogoś, a więc rozgląda po okolicy. Dla odmiany jednak, opisywanie fresku byłoby błędem zaraz po wejściu bohatera do pomieszczenia (no chyba że fresk byłby nie na suficie, ale tuż przed jego nosem – i do tego w jebitnych kolorach).

      Opis jest zły wtedy, gdy trzeba się w nim przebijać przez nieistotne detale (takie, na które czytelnik w miejscu bohatera nie zwróciłby uwagi). Jest dobry, jeśli z przyjemnością słuchamy narratora, gdy nazywa rzeczywistość, choćby rozwodził się nad kompletną pierdołą. Nie ma więc optymalnego natężenia szczegółów w modelowym opisie. 😉 Ale z dwojga złego, łatwiej sobie tekst popsuć zbytnim gadulstwem, niż po prostu powiedzieć za mało. Jeśli więc mam dawać prostą, łatwą do przyswojenia radę, zawsze doradzę oszczędność słów i środków.

      A co do drugiej kwestii, czyli bohaterów – jeśli podążają wspólnym wątkiem fabularnym, to przecież nic złego, tak jak napisałem w artykule. 😀 Rozbijanie opowieści na kilka wątków to już zbytnie komplikowanie sprawy. Jestem pewien, że da się napisać opowiadanie w taki sposób – ba, do głowy przychodzi mi parę konceptów, w których takie rozwiązanie działałoby na korzyść przekazu. Zakładam jednak, że jeśli ktoś wchodzi na Spisek w poszukiwaniu porad na temat tworzenia opowiadań, woli usłyszeć jak to wszystko wreszcie ogarnąć, zamiast brnięcia w niuanse „można tak, a można śmak”. 😀 Wielowątkowość to domena powieści, opowiadania łatwiej pisze się w jednym wątku – i to wszystko.

      • wolin97 napisał(a):

        Dziękuję za wyczerpującą odpowiedź 🙂 Teraz w pełni się zgadzam i wszystko rozumiem. Czasem tak jest, że przez nie do końca dobrą interpretację lub nadinterpretację wychodzą nieporozumienia 😉

    • Kamil napisał(a):

      @Wolin97, o ile piszesz zaje…ste opisy, to wszystko ok.

  7. Roderyk napisał(a):

    Czekałem na ten wpis, ale jestem trochę… zawiedziony. Tylko trochę 😉
    Brakuje mi tutaj bardzo ważnej rzeczy w krótkich formach, tj. słowa o *kończeniu* opowiadań.
    Kończenie powieści jest w moich oczach zupełnie innym rodzajem działania – jest jakby podsumowaniem wszystkiego, co zostało napisane – jest takim momentem na odetchnięcie i zamyślenie się nad światem, który właśnie opuszczamy.
    Opowiadanie – ma chyba (takie mam wrażenie) zupełnie inną wymowę: ono ma trochę wstrząsnąć i zostawić czytelnika wciąż przez jakiś czas drgającego niczym rezonująca struna po stuknięciu młoteczkiem.
    Nie jest tak?

    • Tomasz Węcki napisał(a):

      Wydaje mi się, że masz rację co do zakończeń w powieściach i w opowiadaniach. Wieczorem zastanowię się, czy faktycznie nie dorzucić czegoś na ten temat do artykułu.

      EDIT: dorzuciłem. 😉

  8. Aga napisał(a):

    Ten artykuł bardzo generalizuje i odwołuje się do utartych schematów.
    Pisanie opowiadań jest najlepszym rozwiązaniem dla tych, którzy nie mają czasu? No błagam! Powieści muszą być wielowątkowe? Opowiadania posiadają jednego głównego bohatera… O Panie, chroń mnie przed takimi bzdurami.

    • Tomasz Węcki napisał(a):

      Akurat powieść naprawdę „musi” być wielowątkowa, bo to element definicji tego gatunku. Pretensje do literaturoznawców, nie do mnie.

      Ale do rzeczy. Ago, naprawdę nikt nie zmusza Cię do pisania tak, jak ja to proponuję. Powiem nawet, że sam staram się eksperymentować i jeśli czuję, że podołam, odchodzę od – jak to ujęłaś – utartych schematów. Zakładam jednak, że jeśli ktoś szuka odpowiedzi na pytanie „Jak pisać opowiadania”, woli dostać tekst, który wykłada sprawę prosto, nawet kosztem uogólnień, zamiast tonąć w niuansach i kończyć się wyjątkowo konstruktywną radą „tak w zasadzie to możesz pisać jak chcesz”.

      • Karola napisał(a):

        A co jest nie tak z radą, że „możesz pisać jak chcesz”? To przecież prawda.

      • Phoe napisał(a):

        Tylko wtedy, Karola, ten blog nie miałby sensu. Po co jakiekolwiek rady, skoro i tak każdy pisze, jak chce? Tylko nie o to tu chodzi, by powielać utarte farmazony, ale by dawać konkretne wskazówki. Ja przykładowo czytam z ciekawości, bo mnie technikalia interesują i lubię konfrontować czyjeś opinie z własnymi doświadczeniami. Czasami sie zgadzam, a czasami nie, ale przynajmniej w bezmierze stron tego typu ten jest najsensowniejszy.

        A powieści rzeczywiście muszą być wielowątkowe ^^ Inaczej taki tekst nie jest powieścią.

      • Tomasz Węcki napisał(a):

        Ze swojej strony dodam, że rada „pisz jak chcesz” jest niebezpieczna. Początkującym sugeruje, że w pisaniu nie ma zasad, albo przynajmniej że nie są one zbyt istotne – ot, takie sugestie, które można bez strachu zignorować. Tymczasem to nieprawda. Warsztat pisarski to w dużej mierze wiedza na temat tego, co zadziała, a co nie, co wymaga wysiłku, a co pójdzie łatwo. Bez takich informacji nie ma mowy o świadomych decyzjach literackich.

        No a jeśli ktoś już ma doświadczenie, czyli sprawdził swoje umiejętności w ogniu – dobrze wie, że można pisać „jak się chce”, czyli łamać zasady wtedy, gdy ma to sens i jest potrzebne. Zakładam więc, że bardziej wyrobionym twórcom nie muszę tłumaczyć, że moje rady nie mają charakteru absolutnego. I to cała filozofia. Nikomu „jak się chceniem” nie jestem w stanie pomóc, za to mogę zaszkodzić.

      • Kamil napisał(a):

        @Karola, możesz pisać jak chcesz. Dla siebie samej. A do ludzi pisać już trzeba tak, by Cie rozumieli. A to proste nie jest. Choć niektórzy myślą, że jest.

  9. Achnio napisał(a):

    Dzięki za porady. Postanowiłem sobie od tak, dla własnej przyjemności napisać jakieś opowiadanie. Nie jestem nawet humanistą, jestem bardziej „technicznym” człowiekiem ale mam za to dużo fantazji. Przyznam się też że czytałem bardzo mało książek w swoim życiu. Nie mam rozbudowanej bazy słownictwa i prawdopodobnie będzie mi trudno pisać urozmaicone teksty ale przecież będę to robił jedynie dla własnej przyjemności więc nawet się tym nie przejmuje.

  10. Tom napisał(a):

    Bardzo dobry i ciekawy poradnik. Pisałeś, że opowiadanie mieści się w granicach do 80 tys. znaków. Ja również piszę. Moje ostatnie ma trochę ponad 100 tys. znaków i nie da się go ani wydłużyć, ani skrócić. Co w takim przypadku?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *