Natychmiastowa motywacja do pisania – na siedem sposobów

Tomasz Węcki


Cześć, mam na imię Tomek i jestem grafomanem. Od kilkunastu lat udaje mi się połączyć przyjemne z pożytecznym i utrzymuję się przede wszystkim z pisania. Byłem już dziennikarzem, piarowcem, copywriterem, ghostwriterem, dokumentalistą i autorem tekstów do gier komputerowych. Teraz możesz również przeczytać moją pierwszą książkę – „Wtajemniczenie”.

22 komentarze

  1. Sylwia napisał(a):

    Dobre rady, właśnie mam przestój i może coś zaowocuje dzieki Tobie 😉 POzdrawiam.

  2. Mathew napisał(a):

    Totalnie wyciągnięte z palca. Ale czego się spodziewać po kimś, kto „pracuje nad własną powieścią”.

    • Tomasz Węcki napisał(a):

      Oho, ktoś wstał lewą nogą. Co do samych rad – nikt nie zmusza Cię do korzystania z nich. Jeśli dla Ciebie nie działają, to nie działają, nic nie poradzisz.

  3. hag napisał(a):

    Bardzo dobre rady. Niektóre stosuje i nawet się sprawdzają. Na ogół robię sobie plan – takie główne złożenia typu: o czym chce pisać i jaki będzie koniec opowieści, z punktami kontrolnymi po drodze. W wolnych chwilach układam sobie w głowie sceny (świetnie mi to wychodzi na bieżni) i później siadam do lapka z prawie gotowym tekstem. Niestety potrafię też dorabiać ideologię do nicnierobienia! A to zmęczona jestem, gotować muszę, krzewy podciąć, uszyć sukienkę… zwyczajne tłumaczenie własnego lenistwa. Walczę z tym, ale często przeciwnik jest silniejszy.

    • Tomasz Węcki napisał(a):

      Z tym nicnierobieniem to wiesz… trzeba być dla siebie człowiekiem. Jak się zapracujesz na śmierć to kolejne opowieści już nie wyjdą spod Twojego pióra. 😉 Dobrze mieć po prostu jakąś porę dnia, o której siadasz do pisania, albo miejsce, które tylko pisaniu służy – i korzystać regularnie, niezależnie od tego, czy są jakieś pierdoły do zrobienia, czy nie.

  4. Ja jeszcze dodam jedną od siebie: wyjmij z komputera wtyczkę z Internetem. Z doświadczenia wiem, że bez sieci mogę zrobić w godzinę to, co normalnie zajmuje mi cztery.

    Może to śmieszne, ale zawsze najlepsze pomysły przychodzą mi przy kosiarce do trawy. Mogę ją sobie włączyć, jej ryk odcina mnie całkiem od świata, drepcze sobie za nią kilka godzin i zwykle podówczas rozwiązuje problem, który postawiło przede mną życie.

    • Tomasz Węcki napisał(a):

      Z siecią trochę prawda, bo to jednak rozpraszacz bardziej niż pomoc. Osobiście jednak nie mam z tym szczególnego problemu, więc cóż… jakoś nie przyszło mi do głowy podczas pisania artykułu. 😉

      A co do kosiarki – to jest to. Może nie konkretnie kosiarka, ale taka medytacja. Niezastąpione.

  5. Phoe napisał(a):

    W zupełności podpisuję się pod wszystkimi radami. To zabawne, bo zrobiłeś spis wszystkiego, co sama próbowałam, i poświadczam, że działa 😀 Mnie pomaga bardzo pójście rano do piekarni (koło 7:00). Zimne świeże powietrze i specyficzny zapach poranka od razu mnie wybudza, a do tego mam za sobą krótki spacer. Od razu pojawia się zapał do pracy. Natomiast co do porady Piotra powyżej, to akurat u mnie się nie sprawdza. Neta używam do poszukiwania synonimów, sprawdzania poprawności i bardzo często reaserchu, więc bez tego ani rusz. Nie mam też potrzeby szperać po Internecie w czasie pisania, a facebooka, kwejków i innych zjadaczy czasu wręcz nie cierpię :>

    • Tomasz Węcki napisał(a):

      Ostatnio dobrze mi się pisze poza domem, na przykład po kawiarniach. Więc to chyba też mogę polecić. Z drugiej strony, akurat pracuję nad tekstem, który dzieje się w moim mieście, Wrocławiu, więc może to to. 😉

  6. Ri napisał(a):

    Amen.
    Napisałeś praktycznie o wszystkim, o czym trzeba było i aż mam ochotę zadedykować ten wpis kilku znajomym. Wszystkie metody działają, jeśli je się stosuje, lecz oni jakoś nie chcą mi wierzyć, a tu proszę… skuteczność potwierdzona statystycznie. 😉

    Ja także nie mam problemu z dostępem do sieci podczas pisania. Lecz tutaj trik mam taki: Sprawdzanie poczty, komunikatorów, Facebooków i jemu podobnych miejsc zostawiam sobie na określoną porę dnia – najczęściej na sam koniec zadań. Jedynie pocztę „zawodową” sprawdzam dodatkowo każdego ranka, segregując na sprawy bieżące oraz drobnostki do załatwienia w późniejszym terminie. Jednak nigdy nie wchodzę na strony rozrywkowe czy społecznościowe niedługo przed pisaniem, ponieważ jeszcze nie zdarzyło mi się, bym później miała chęć na cokolwiek, nie mówiąc już o pracy czy tworzeniu.

    Bardzo pomaga mi w tym wszystkim kalendarz/organizator, w którym mam wydzielony czas na konkretne działania. 🙂 Przypomina mi irytującym, wyskakującym znienacka okienkiem, co jeszcze mnie czeka do zrobienia danego dnia i od razu odechciewa mi się przeglądania stron-pożeraczy czasu. 😉 Przyznam, że są to początki mojej „znajomości” z tą aplikacją i wdrażania konkretnego, usystematyzowanego planu dnia, lecz już widzę efekty. Łatwiej mi coś zaplanować i dokonać tego. Nie udaje mi się „zapomnieć” o jakichś nieprzyjemnych zadaniach, więc nie zostaje mi nic na ostatnią chwilę. Pod koniec każdego dnia z satysfakcją spoglądam na długą listę załatwionych spraw i aż chce mi się żyć pomimo zmęczenia. 😀 A następnego ranka łatwiej wstać z łóżka, wiedząc konkretnie, że czekają kolejne wyzwania. 😉

    Wiem, że są osoby, które taka „przypominajka” będzie jedynie denerwować, lecz jeśli nie potrafi się samemu poradzić z wykrojeniem czasu na pisanie (a zwłaszcza kiedy pracuje się w domu, bo mnóstwo rzeczy może wtedy rozpraszać), to ona bardzo pomaga się zmobilizować. Nigdy też nie traci entuzjazmu, więc będzie musztrować właściciela niezależnie od jego humorów czy chęci oddania się lenistwu. Naturalnie warto pamiętać, żeby pozostawić sobie przynajmniej dwa dni w tygodniu na odpoczynek od takiego programu i na przykład w weekendy planować sobie tylko godzinę na pisanie, a resztę czasu pozostawiać na relaks, czas dla rodziny czy aktywny wypoczynek.

    W każdym razie warto spróbować, bo może się okazać, że wydajność pracy (jak w moim przypadku) wzrośnie nawet o 100%. A im więcej planu wykonamy, tym bliżej sukcesu z każdym dniem będziemy i chyba o to każdemu chodzi, czyż nie? 🙂

    Pozdrawiam,
    Ri

  7. Ol'ha napisał(a):

    Zawsze przed rozpoczęciem pisania muszę stworzyć konspekt, dokładnie rozpisuję co w danym momencie ma się wydarzyć. I zawsze uciekam od mojego planu w zupełnie inną stronę. Co jest raczej zabawne, gdy po napisaniu opowiadania czytuję ten oto konspekt i zauważam ile rzeczy pozmieniałam. Nie staram się tworzyć nie wiadomo jak długich powieści – trzymam się przy krótkich formach literackich, łatwo się pisze, łatwo czyta. Czego chcieć więcej? Szczerze mówiąc największa wena łapie mnie w szkole, na nudnych lekcjach i czasem traktuję dzwonek jak najgorszego wroga, bo wybija mnie z artystycznego rytmu. W domu jakoś nie potrafię odtworzyć tego zapału. Dziękuję za rady, mam nadzieję, że pomogą mi zabrać się do jeszcze bardziej twórczej pracy. 🙂

  8. Knight Martius napisał(a):

    „7. Pisz każdego dnia”
    U mnie nie działa. A próbowałem.

    • Phoe napisał(a):

      Jeśli nie każdego dnia, to w konkretne dni. Jeśli zorganizujesz sobie czas, wtedy wszelkie wymówki wypadają żałośnie. U mnie jest to wtorek, czwartek i weekend. Mam wtedy więcej luzu i pewnosć, że będę wypoczęta (zakupy, sprzątanie i wszelkie inne rzeczy robię w poniedziałki, środy i piątki). Nawet jeśli coś mi wypadnie, wciąż pozostaje kilka godzin. Mój terminarz to wie i ja to wiem, end of story 🙂

  9. blawoy napisał(a):

    Co do pkt 1 ja osobiście serdecznie polecam basen. Pisanie ma to do siebie, że podczas wykonywania tej czynności dużo się siedzi, a jak się dużo siedzi, to strasznie bolą plecy. Pływanie jest na to najlepszym lekarstwem. No i dodatkowo, tak jak napisane w poradzie – wykonuje się je w samotności, można w tym czasie być myślami w swoim pisaniu i nawet nie czuje się wtedy wysiłku 🙂

  10. Wstęga Deszczu napisał(a):

    Chyba wypróbuję punkt trzeci… Ale ja generalnie nie mam braków weny, pisanie nie przychodzi mi z łatwością, ale jest tak, że siadam piszę i jest ok. Co do punktu 5, ja nie potrafię pisać krótkich form, zawsze jest to conajmniej długie opowiadanie (15, 16 stron w OpenOffice), teraz zaś siedzę nad powieścią, moja rada jest taka, żeby stosować technikę Pomodoro (nastawiasz budzik na 25 minut, w tym czasie piszesz i tylko piszesz, po 25 minutach robisz 5 minut przerwy, znowu budzik i piszesz, piszesz, piszesz….). Bardzo skuteczna metoda, a w każdym razie na mnie działa 🙂

  11. Mocna Kawka napisał(a):

    Sporo dobrych rad, ja najczęściej szukam inspiracji właśnie podczas spacerów, a kiedy już termin goni i nie ma innego wyjścia siedzę przed komputerem dopóki natchnienie nie przyjdzie. Przyznam, że bardzo spodobał mi się pomysł, by wyobrazić sobie, że tekst jest gotowy, nigdy tego nie próbowałem, a może to być rzeczywiście motywujące

  12. Magda napisał(a):

    a czy ktoś z Was ma pod czas pisania poczucie że jest to do du*** że użyte zwroty czy słowa sa banalne i mało inteligentne dialogi mogą nie zachwycić czytelnika. Kołacza mi sie w głowie trzy różne opowieści chciałabym sie nimi podzielić ale nie wiem wiem czy faktycznie to kogoś wzruszy.

  13. Trickster napisał(a):

    Moim zdaniem, jeśli, ktoś nie ma motywacji to może po prostu źle wybrał zajęcie. Książka napisana na siłę chyba nie ma wielkiej wartości.

  14. Trickster napisał(a):

    Co do codziennego pisania mam inny pogląd. Przedstawię to na przykładzie produkcji muzyki, czym też się zajmuję. Kiedy zdarzało mi się czasem kilka miesięcy, czy chociaż tygodni przerwy od tego zajęcia, kiedy powracałem, moje utwory zawsze wskakiwały na wyższy poziom . Były dojrzalsze zarówno pod względem artystycznym jak i technicznym. W czasie tych przerw przecież nie leżałem w śpiączce, tylko cały czas miałem kontakt z innymi produkcjami, i mogłem analizować co u nic jest lepsze, jak to jest zrobione itp. Po takim powrocie zawsze miałem głowę świeżych pomysłów, natomiast kiedy posłuchałem moich starszych „dzieł” 😉 zawsze zauważałem, że kurczowo trzymają się jakiegoś wzorca, a teraz mogłem stanąć bardziej z boku i to zauważyć.
    Pozdrawiam

  15. klaudynka napisał(a):

    Dziękuję ślicznie za te wskazówki! 🙂 Zaraz po ich przeczytaniu otworzyłam Worda i ku mojej radości udało mi się w końcu napisać krótki akapit po ponad rocznej przerwie od pisania. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *