Inspiracje – co czytać na internetach?

Ostatnio trafiłem w sieci na kilka ciekawych miejsc – blogów dla pisarzy – i chciałbym się nimi z Tobą podzielić…

Ten odcinek „Inspiracji” zaczniemy więc od dwóch wpisów o łączeniu obowiązków pozaliterackich z pisaniem. Pierwszy z tekstów pojawił się na blogu Aspirującego Pisarza. Drugi, w odpowiedzi, powstał z ręki Bartosza Adamiaka. Gdyby ktoś się zastanawiał – szczerze polecam oba te blogi; są prowadzone przez ludzi, którzy umieją pisać i jednocześnie nie lubią pleść bzdur. Cenne połączenie.

Oba wpisy traktują w zasadzie o tym samym – o chronicznym braku czasu. I nie chodzi o ten „brak czasu”, który jest wymówką dla braku woli. Niestety, mowa o faktycznym niedoborze godzin w ciągu doby, ponieważ większość trzeba było poświęcić na przytaszczenie mamuta do domu, tudzież opiekę nad dziatwą. Jak by na to nie patrzeć, pełna lodówka więcej zrobi dla przetrwania gatunku niż najwspanialsza z książek. Ta druga co najwyżej pomoże ludzkości zachować zdrowe zmysły i nie zbzikować do reszty.

Większość polskich literatów, postawiona przed tym dylematem, wybierze pełen gar we własnej kuchni. A więc – zwłaszcza w wypadku literatów początkujących – wybierze pracę zarobkową. Jeśli dodamy do tej mieszanki komplikację rodzinną w postaci potomstwa, nagle okazuje się, że z dwudziestu czterech godzin każdego dnia zostają nam dwie. Obie kosztem snu.

Jak napisać książkę w takich warunkach? Jak w ogóle zrobić cokolwiek, poza klapnięciem na fotelu, włączeniem TV i sączeniem piwa? O tym najlepiej opowiedzą już sami autorzy blogów – przypomnę: tutaj i tutaj.

Między jednym a drugim artykułem, nie zostało mi wiele mądrego do dodania. No, może poza drobną uwagą. Bartosz Adamiak bardzo roztropnie radzi: „Zrezygnuj ze złodziei czasu”. Oczywiście chodzi o to, jak bardzo potrafimy wsiąknąć w telewizję, internet i gry komputerowe. Ale dlaczego, na przykład – nie w książki? Na podstawie własnych bardzo bogatych doświadczeń z marnowaniem czasu, mogę powiedzieć: złodziej złodziejowi nierówny.

Niektóre formy bezmyślnego trwonienia czasu nie dość, że pomagają naładować baterie, to jeszcze nastrajają pozytywnie do pisania, albo przynajmniej dostarczają inspiracji. To zupełny banał, ale go powtórzę: każdemu pisarzowi na zdrowie wyjdzie, jeśli będzie dużo czytać. Zwłaszcza najbliższą konkurencję. I zwłaszcza taką, która się dobrze sprzedaje albo przynajmniej pławi w nagrodach literackich. W przerwach między zgrzytaniem z zazdrości zębami, można się dzięki temu zorientować dlaczego temu i owemu tak dobrze poszło. A potem – wykorzystać skradzione sekrety we własnej twórczości! Niecny plan.

Co jeszcze? Zdecydowanie polecam dobre seriale. Tylko powtórzę: dobre. Czyli przytłaczająca większość polskich odpada. Współcześnie to właśnie w serialach telewizyjnych i sieciowych można znaleźć przykłady najciekawszych bohaterów i najlepiej skonstruowanych fabuł. I wszystkie te sztuczki możesz podłapać, o ile oglądasz świadomie. Pamiętaj więc: dobry serial to nie marnowanie czasu – to risercz. 😉

Z tego samego powodu warto chodzić do teatru i kina. Jeśli preferujesz obcować z kulturą za pośrednictwem uszu – słuchowiska radiowe i audiobooki spokojnie mogą trafić na Twoją listę rozrywek. Odnośnie gier, fabularne świetnie rozruszają Twój mózg właśnie w tych rejonach, których używamy podczas pisania.

Czego nie polecam? Jakichkolwiek innych gier, również komputerowych RPG. Bogowie świadkami – osobiście nic do nich nie mam, wręcz bywa, że wsiąkam w wirtualne światy na dni. Kiedy jednak porównuję czas poświęcony graniu z korzyściami, jakie z tego wynoszę, bilans wychodzi bardzo słabo. Nawet gry z ciekawą fabułą i dobrze zarysowanymi postaciami nie przekładają się zbyt dobrze na realia książkowe. To są zbyt odmienne media. W grach sposób narracji oraz jej tempo podyktowane są działaniami gracza. Co więcej, sama opowieść bardzo często jest nieliniowa. Żeby to wszystko było do ogarnięcia dla projektantów gier, siłą rzeczy muszą postawić na prostotę i wyrazistość. Zapisane na papierze, historie z gier najczęściej okażą się więc bardziej infantylne, niżby mogły być.

Nie mówię, oczywiście, że gry nie mogą być inspiracją. Ani że nie rozwijają w żaden sposób. Ani tym bardziej – że nie są świetną rozrywką. Jeśli jednak lubisz grać i robisz to regularnie, istnieje duża szansa, że poświęcasz temu hobby zdecydowanie zbyt wiele czasu. Czasu, który można spożytkować bardziej optymalnie. Jeśli szukasz dodatkowych godzin na pisanie, na Twoim miejscu zacząłbym właśnie tutaj.

Co jeszcze? Być może wbrew własnemu interesowi, ale nie polecam inwestowania dużych nakładów czasu w przeglądanie internetu. Współczesna sieć to wielka hałda świecidełek. Za każdym takim świecidełkiem stoi koleś, który krzyczy: „Tu! Spójrz na mnie! Moje się najbardziej błyszczy!”. Nie będę zgrywał świętoszka – w jakimś sensie podzielam tę motywację i stosuję sztuczki, które mają przykuć Twoją uwagę. Ciebie jednak, jeśli nie chcesz marnować czasu, nie stać na uleganie tym wszystkim pokusom. Wpis o tytule zaczynającym się od „10 niewiarygodnych sposobów na…” został najprawdopodobniej stworzony z myślą o nabijaniu statystyk – a nie po to, żeby dostarczyć Ci wartościowej treści.

Na tej samej zasadzie nie opłaca Ci się spędzać zbyt wiele czasu na kwejkach i demotach. To może być przyjemne i bez wątpienia jest formą obcowania z kulturą (ludową). Ale – poza uśmiechem i znajomością tej formy dyskursu, naprawdę nie wyniesiesz stamtąd niczego użytecznego. Nie w kontekście własnej twórczości literackiej.

Inne ciekawe blogi dla pisarzy

A skoro już o tym, czyli o łowieniu czytelników w sieci – na blogu „Poradnik Pisania” Joanny Wryczy-Bekier można znaleźć dwa artykuły w temacie. Pierwszy radzi jak nadawać tytuły wpisom, żeby przyciągały uwagę jak największej liczby osób. Drugi – jak rozpoczynać artykuły, żeby zachęcić czytelników do wytrwania w lekturze. Dla blogowych wyjadaczy to żadne odkrycie, ale powiem wprost: jeśli blogujesz i nie znasz tych podstaw, niepotrzebnie bijesz głową w mur.

W ogóle „Poradnik Pisania” jest miejscem, które mogę polecić każdemu pisarzowi. Jego autorka jest bardziej teoretykiem niż praktykiem literatury, ale w żadnym stopniu nie umniejsza to wiedzy, którą przekazuje. Powiem wręcz, że jeśli lubisz czytać Spisek, na blogu Joanny Wryczy-Bekier też znajdziesz coś dla siebie.

Podobnie jest z innym blogiem, na który natknąłem się zupełnie niedawno – goodstory.pl. Można tam znaleźć sporo tematów okołoliterackich, ze swojej strony polecam jednak dział poświęcony poradom warsztatowym. Stronę prowadzi Wojciech Krusiński, który ma wieloletnie doświadczenie dziennikarskie (zaczynał bodajże w roku 2002 w Polityce). To nie jest człowiek z choinki. Warto poczytać, co ma do powiedzenia.

Opowiadania na Spider’s Web

Wieści o tym, że na portalu technologicznym Spider’s Web można znaleźć opowiadania polskich twórców, już od jakiegoś czasu krążą po sieci. Zwłaszcza w jej literackich zakątkach, bo nieczęsto pojawia się tak popularne i często odwiedzane miejsce, gdzie stawiają na publikację młodych pisarzy. Zresztą, co tu dużo gadać. Z okazji skorzystało już dwóch autorów Spisku – Łukasz Kotkowski i Mateusz Miś.

Osobiście muszę powiedzieć, że dziwi mnie taka a nie inna decyzja redakcji Spider’s Web. Przecież ich czytelnicy to miłośnicy technologii, nie literatury. Te dwie grupy niekoniecznie mają wielu wspólnych członków. Zainteresowanie ze strony stałych bywalców serwisu nie jest gwarantowane, a nowi ludzie może przyjdą, może nie. Zwłaszcza że w sieci działa od groma portali i periodyków, gdzie można znaleźć dobre jakościowo opowiadania. A tymczasem obsługa tego literackiego projektu po stronie Spider’s Web wymaga pracy, a więc generuje koszty. Gdzie tu biznes?

Muszę jednak przyznać, że ze swojej perspektywy nie widzę statystyk i wyników serwisu. Powiem też brutalnie – to wszystko problem redakcji, nie czytelników, a już na pewno nie twórców szukających platformy do publikacji swoich dzieł. Dla tych ostatnich to wręcz świetna okazja, żeby się pokazać takiej publiczności, która z pewnością nie dotarłaby na drugi koniec internetu w poszukiwaniu strony domowej autora.

Oczywiście, najlepiej nastawić się do sprawy właśnie jak do inwestycji w promocję. Z tego, co słyszałem, Spider’s Web honorarium płaci tylko uznanym nazwiskom. Młodzi, początkujący i nieznani muszą się zadowolić publikacją za darmo.

eBuka – konkurs na najlepszy blog o książkach

Jeśli mało Ci tych poleceń, długą listę blogów książkowych (głównie recenzenckich) znajdziesz na portalu Duże Ka w ramach konkursu eBuka.

Wspominaliśmy już o tym na profilu fejsbukowym, ale powtórzę i teraz: Spisek też startuje. Żeby zagłosować na nas, wystarczy wysłać maila na ebuka@duzeka.pl, w tytule wpisując „Spisek pisarzy”. Jeśli zamiast tego wolisz oddać głos na innego bloga, jestem pewien, że znajdziesz coś odpowiedniego na liście Dużego Ka – konkurencja jest spora i trzyma poziom. Dla nas jednak każdy głos na Spisek będzie sygnałem, że robimy tu potrzebne rzeczy. I że nasz wysiłek – właśnie dzięki Tobie – nie trafia w próżnię.

 

Foto: itupictures / Foter / CC BY

Zapisz się na newsletter! Spisek Pisarzy wysyła tylko to, co warto przeczytać.



Tomasz Węcki

Tomasz Węcki


Cześć, mam na imię Tomek i jestem grafomanem. Od kilkunastu lat udaje mi się połączyć przyjemne z pożytecznym i utrzymuję się przede wszystkim z pisania. Byłem już dziennikarzem, piarowcem, copywriterem, ghostwriterem, dokumentalistą i autorem tekstów do gier komputerowych. Teraz możesz również przeczytać moją pierwszą książkę – „Wtajemniczenie”.

11 odpowiedzi

  1. Łukasz pisze:

    A ja mimo wszystko polecałbym gry jako źródło inspiracji, ale nie wszystkie i nie każdemu. Piszesz fantasy? Gry cRPG to prawdziwa kopalnia ciekawych pomysłów. Kryminały? Gry przygodowe takie jak Broken Sword to naprawdę genialne opowieści. Co tu szukać daleko – rodzime „Zaginięcie Ethana Cartera” pokazało mi po raz kolejny, że to właśnie gry komputerowe mogą być pełnowartościowym substytutem książki. Warto podejść do gier jako do nowej gałęzi kultury i tak jak ze wszystkim – wybierać perełki, a z daleka omijać bezwartościowe, puste produkcje, które nie wnoszą nic ciekawego. No i w kwestii oszczędzania czasu – nie grać przez sieć. Równie dobrze można sobie wtedy powiesić nad łóżkiem kartkę – „książkę napiszę na starość” 😉

    • A ja odradzam gry komputerowe jak tylko się da jeśli chodzi o inspirację do książek. Naczytałem się mnóstwo opowiadań, w których babole wynikały właśnie z faktu, że pisarz spędzał długie godziny w grach komputerowych. Dream-team. wojownik walczący dwoma dwuręcznymi toporami, pływający i biegający w płytowej zbroi. Fabuła opierająca się na queście „idź, zabij i uratuj świat”

      Zgadzam się, że wiele gier może poduczyć jeśli chodzi o kreację postaci (Mass Effect) albo zaskoczyć niezwykłą fabułą (Dead Space i Heavy Rain) ale większość gier opartych o fantastykę uczy pisarzy błędnych irracjonalnych przekonań. Jest to też powód, przez który wiele dzieł zostaje odrzuconych na pierwszym czytaniu w wydawnictwach

  2. Tomasz Węcki Tomasz Węcki pisze:

    No tak, sieciówki to straszny time sink. A co do inspiracji – IMO najlepiej jej szukać w tych mediach, które są podobne do Twojego. Łatwo przenieść pomysł z książki na książkę. Bez wielkiego problemu można przenieść do prozy idee z komiksu lub filmu (co prawda słowo nie jest tam istotnym elementem, ale fabuła przekazywana jest identycznie). Gry to jednak zagwozdka, medium wbrew pozorom bardzo hermetyczne. Bo ogólnie przydatne pomysły można w nich znaleźć na poziomie dialogów, budowania postaci, rozwoju fabuły i konstrukcji świata. I na każdym z tych poziomów kwestie literackie muszą ustąpić pola kwestiom gejmplejowym.

    Dialogi nie mogą być zbyt obszerne i powinny być bezpośrednie (chyba że mówimy o rzadkim przypadku gier takich jak Torment). Gracze nie lubią czytać z ekranu (to statystyka, nie mój wymysł), a długie cutsceny skipują. Z tego wynika drugi problem – postacie muszą być budowane tak, żeby dało się je łatwo zidentyfikować i zaszufladkować. Siłą rzeczy muszą być sztampowe, a nie każda gra daje na tyle dużo czasu, żeby dodać im drugie dno (zresztą tak się właśnie buduje głębię bohaterów w grach – budując pierwsze, wyraziste wrażenie, a potem pokazując jak bardzo gracz się mylił co do nich). Podobnie jest z fabułą, która musi być na tyle nieskomplikowana, żeby zaadaptować się do decyzji gracza (wyjątkiem są tutaj chyba tylko gry z worka emergent storytelling, takie jak seria The Sims). I podobnie jest z budowaniem świata, choć tu – paradoksalnie – literat ma najwięcej swobody. Głównie dlatego, że świat rzadko kiedy wychodzi na pierwszy plan, a gracz poznaje go zwykle za pośrednictwem niezobowiązujących notek, wpisów w dzienniku, nieobowiązkowych dialogów z przygodnymi postaciami. Patenty na świat byłyby najbardziej prawdopodobnym źródłem wartościowej inspiracji, gdyby nie to, że i tutaj wszystko podporządkowane jest nie narracji, ale gameplay’owi. Tło gry zapewnia jej głębię, jasne – ale jednocześnie musi wyjaśnić dlaczego, na przykład, szermierka lub sztuki walki są równie wartościową umiejętnością co korzystanie z broni palnej. Albo: dlaczego każde okoliczne ruiny to od razu wielkie podziemia. Albo: dlaczego wszyscy kosmici mówią po angielsku. I tak dalej. Ktoś, kto wymyśla tło gry, bardziej musi się skupić na łataniu dziur pozostawionych przez projektantów, niż na zapewnianiu artystycznej spójności przekazu.

    W książce nie musisz liczyć się z tymi ograniczeniami. I stąd sporo pomysłów, które w grze wyglądają świetnie, w książce nie wypadłoby tak dobrze. No chyba że wymyśliłbyś je zupełnie od nowa, dodając po drodze mnóstwo szczegółów, o które twórcy gry nie musieli się głowić.

  3. Scathach pisze:

    Mój tyż poszedł :) Przejrzałam nawet listę blogów, ale żadnego z nich nie czytam, toteż z czystym sumieniem mogłam swój głos oddać Wam 😉

    Oba polecane wpisy mi się spodobały, mimo że etetu jeszcze nie posiadam i długo posiadać nie będę (edukacja czeka tylko, by pochłonąć kolejne lata). Brak czasu jest mi jednak nieobcy, a ponieważ w przytłaczającej większości przypadków następuje z powodu mojego lenistwa i braku organizacji – oba wpisy w jakiś sposób mnie zmotywowały. Kto wie, może nawet uda mi się robić plan na każdy tydzień. A może nawet się go trzymać 😉 na blogi pewnie jeszcze zajrzę, bo wyglądają na porządne, podobnie jak Poradnik Pisania.
    Ot i tyle.

    • Scathach pisze:

      Ach, jeszcze jedno: do dyskusji o blogach i innych takich zapraszam do powstałego niedawno (z mojej skromnej inicjatywy) wątku na Forum Spisku w dziale Rozmowy o pisaniu 😉
      Pozdrawiam,
      ~ Scatty

  4. Mateusz M. Mateusz M. pisze:

    Odnosząc się do Spider’s Web Stories.
    Potraktowałem to jako niecodzienną szansę, gdzie mogłem od tak znaleźć się na głównej stronie znanej i uznawanej platformy branżowej, gdzie zadbano o ciekawą i dobrą jakościowo oprawę wizualną i gdzie całą inicjatywę inaugurowało opowiadanie Łukasza Orbitowskiego – trudno wymarzyć sobie lepszy początek, prawda?
    Żeby nie było wątpliwości – jestem ogromnie wdzięczny za to, że udało mi się przebić przez (jak zapewniał pracownik działu Web Stories) liczne grono osób, które nadesłało swoje opowiadania.
    Niestety, prawda jest taka, że skorzystał na tym Łukasz Orbitowski i kilku kolejnych autorów, którzy prawdopodobnie najszybciej zareagowali na inicjatywę Przemysława Pająka. Po tym „gorącym czasie” widać, jak lawinowo spadło zainteresowanie tym działem (opieram się wyłącznie na ilości komentarzy na samym początku w stosunku do tych obecnych).
    Autorzy działu oczywiście będą bronić swojego pomysłu, ale, tak jak zauważył Tomek, taka hybryda technologiczno-książkowa w tak proponowanej formie nie zadziałała i jeśli nie zostanie w niej coś wymienione, to prawdopodobnie nie przetrwa ona próby czasu.
    Pomysł sam w sobie jest świetny, ale pod warunkiem, że funkcjonowałby, jako osobny byt, niepanoszący się po głównej w weekendy, jak ten dziwnie przygarbiony dzieciak z kazirodczego związku, który ciągnie cię za rękaw i prowadzi do swojego dusznego pokoju by pochwalić się kolekcją swoich unikatowych obrazów …

    • Łukasz pisze:

      A ja podesłałem do „Stories” kolejne opowiadanie i mam nadzieję, że okaże się dość dobre, żeby je opublikowali ;). Co do samego działu – inicjatywa jest świetna, klikalność też nie jest taka zła, ale temu działowi potrzeba jednej, bardzo ważnej rzeczy: redakcji. Było kilka takich opowiadań, w których albo autokorekta wyczyniała cuda, albo przechodziły takie kwiatki, że nie dziwię się, że niektórzy czytelnicy zwyczajnie nie kończyli. Ba, nawet do mojego „Za obiektywem” wkradło się kilka literówek, których nie było w oryginalnym pliku.

      Layout też wymaga dopracowania, bo o ile na komputerze czyta się dobrze, to na urządzeniach mobilnych bywa dramatycznie; ja znalazłem na to sposób, przerzucając wszystkie teksty do pocketa, ale rozumiem osoby, które to zniechęca.

      Tak czy inaczej, trzymam kciuki za „Stories” – jeśli SW poświęci mu trochę więcej uwagi, to może pofrunąć i dać szansę wielu twórcom, a przynajmniej dać pretekst, żeby w końcu wyjść z szafy.

  5. Zakatarzona94 pisze:

    Dzięki! Teraz na wykładach zamiast kwejka będę odwiedzać te blogi :)

  6. Utalika pisze:

    Nie Wryczki, tylko Wryczy (chyba)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *