Nikt Cię nie będzie głaskać

Nikt się nie będzie cacać - Spisek Pisarzy

Dzięki opowieściom tłumaczymy sobie świat. Zamieniamy rzeczywistość w formę zrozumiałą i łatwą do podzielenia się z innymi. Sama konstrukcja opowieści mówi więc wiele o tym, jak myślimy. A także – o tym, czego potrzeba pisarzowi, żeby odnieść sukces.

Powiem to od razu. Ten wpis jest o konflikcie i o transformacji.

Bez obu tych rzeczy nie da się napisać opowieści, która rzeczywiście działa. Jestem pewien, że jeśli się postarasz, dasz radę stworzyć coś, co zaprzeczy tym słowom – jasne. Ale większość z historii, które można znaleźć na półkach księgarni lub na ekranach kin, po odjęciu konfliktu traci ręce i nogi. Po odjęciu transformacji, którą przeżywa bohater – traci jakikolwiek sens. W naszym kręgu kulturowym uwagę czytelników przyciągają zmagania, walka, ryzyko, których ostatecznym efektem jest zmiana. Niekoniecznie spodziewana i niekoniecznie ta, o jaką chodziło bohaterom. Ba, niekoniecznie dla nich korzystna. Ale zawsze taka, która odpowie czytelnikowi na pytanie „po co było to wszystko”. Po co ja to czytałem?

Dlaczego tak jest?

Spójrz na swoje życie – na rzeczy, które Ci się udały. Co bardziej cenisz: to, co przyszło łatwo, czy to, na co trzeba było zapracować? Kogo bardziej szanujesz: bogacza, który majątek odziedziczył, czy tego, który dorobił się pieniędzy „od zera”? Albo jeszcze inaczej. Czy kiedykolwiek zdarzyło Ci się długo cieszyć osiągnięciami, trwać w satysfakcji z powodu nagrody? Czy też ta atrakcja szybko traciła powab?

Nasze człowieczeństwo realizuje się w dążeniu. W ruchu. Wywodzimy się – dosłownie – od pewnej małpy, która postanowiła zejść z drzewa, opuścić dżunglę i przemierzać afrykańskie sawanny. Bezruch to nie nasz żywioł. Trwanie w samozadowoleniu – również. Cele, które sobie nadajemy, mogą być potężną motywacją, a ich osiągniecie z całą pewnością może być naszym dziedzictwem. Ale nie o to chodzi. Mamy naturę nomadów. Musimy przeć przed siebie, inaczej gnuśniejemy niemiłosiernie. Przecież nawet gdy siedzimy na kanapie, nasze mózgi dopominają się bodźców. Włącz telewizor! Przeczytaj gazetę! Niech coś się dzieje! Musimy działać.

Tymczasem – nie ma celowego działania bez oporu. Gdy przychodzimy na świat, zastajemy tu już ustalony porządek. Intratne pozycje są obstawione. Ekonomia zabetonowana. Wiadomo, kto będzie niewolnikiem, a kto panem. Żeby zmienić cokolwiek na swoją korzyść musisz nadepnąć komuś na stopę. Nawet wtedy, gdy chcesz grzecznie iść wydeptaną ścieżką, na te same studia, gdzie wszyscy, a potem do korporacji lub urzędu. Nawet wtedy, bo nie tylko Ty tego spróbujesz. Armie Twoich rówieśników również – i bynajmniej nie wszyscy wylądują tam, gdzie chcą. Konflikt jest nieunikniony. Nie każdy zostanie bogaczem. Nie każdego wybiorą na prezydenta. Dla wszystkich nie starczy kawioru i trufli.

Nie potrafimy trwać w bezruchu. A ruch – zawsze prowokuje opór.

Każda opowieść jest niczym innym jak metaforą życia. Właśnie dlatego tak dobrze rozumiemy historie, które nawzajem sobie przekazujemy: w każdej potrafimy odnaleźć siebie. Jeśli nie potrafimy, cóż – taka opowieść po prostu nie działa. Nie ma sensu. Intuicyjnie każdy z nas przeczuwa, że bez konfliktu, bez zagrożenia, bez przeciwności i bez ruchu, dni zamieniają się w szarą masę, każdy kolejny taki sam jak poprzedni. Więc jak je opowiedzieć? Jak je zróżnicować? Jak pokazać zmianę?

A zmiana jest kluczowa. Jeśli o coś walczymy, to o nią. Jeśli wyruszamy w podróż, to na nią właśnie mamy nadzieję. Opowieść zakończona na samym konflikcie jest niepełna. Odbiorcę pozostawia z pytaniem „no ale jak to się skończyło?”. Kto wygrał? Nawet jeśli nie czeka nas klasyczny happy end, czyli zwycięstwo bohaterów, i tak u kresu starań następuje przekształcenie. Być może jest nim nauka płynąca z doświadczenia. Być może – śmierć. Tak czy siak, na końcu drogi nic nie jest takie samo. Tylko ci, którzy siedzą cicho, odchodzą bez echa. Po tych, którzy walczą, zawsze pozostaje ślad.

Życie – to prawdziwe – nie zawiera się w opowieści. Większość naszego czasu stanowią nudne momenty, kiedy przeżuwamy, siedzimy na kiblu, gapimy się bezmyślnie w okno lub telewizor. Nasze umysły buntują się przeciwko temu. Nawet przywołując wspomnienia budujemy je od razu w narrację – ważne wydarzenie za ważnym wydarzeniem, w logicznym porządku. Tak, właśnie tak to działa. Nuda istnieje tylko w teraźniejszości. Gdy patrzymy w przyszłość lub przeszłość, widzimy opowieść. Gdy dzielimy się tą wizją z innymi, możemy to zrobić tylko przez narrację.

Naga rzeczywistość może wyglądać zupełnie inaczej, ale przetworzona przez nasze mózgi, niemal zawsze przybiera kształt, w którym podmiot – bohater – dążąc do czegoś popada w konflikt. Albo okazuje się silniejszy i wprowadza zmianę w świecie, albo okazuje się słabszy i wyciąga wnioski z porażki, przechodząc transformację wewnętrzną. Bardzo trudno myśleć poza tym schematem. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że niewielu ludzi zrozumie opowieść, która się z niego wyrywa.

Jesteś pisarzem. Jeśli powiem, że musisz dobrze znać swoje najpotężniejsze narzędzie, opowieść – będzie to kompletny banał. Powiem więc coś innego. Twoja rola wykracza znacznie poza samo składanie słów w zdania i klecenie spójnej fabuły. W rzeczywistości jesteś agentem zmiany, tak jak są nimi bohaterowie Twoich historii. Każde Twoje dzieło obiecuje czytelnikowi podróż i transformację.

Więcej. Wszyscy będą oczekiwać po Twoim tekście, że nie pozwoli im na obojętność. Że dostarczy nowych doświadczeń, i to takich, które zmienią perspektywę czytelnika. Nie mówię od razu o przeżyciach wysokich i duchowych, które wpływają na światopogląd (choć takimi nikt nie pogardzi!). Często wystarczy transformacja pośledniej natury. Wyrwanie z nudy codzienności i otworzenie drogi do ekscytującego świata opowieści.

Ty dzierżysz klucze do tego portalu. Bez Ciebie rytuał lektury się nie odbędzie. Jesteś alchemikiem znaczeń, czarownikiem słowa – oto Twoja moc i źródło Twojej władzy.

Żadna potęga nie jest jednak za darmo, a prawdziwa transformacja musi zostać okupiona walką i ryzykiem. Wiemy o tym dobrze, prawda? Czuć w kościach, że to żaden dar od bogów, żadna wena i natchnienie, żaden talent. Każdy, kto spróbował pisać – naprawdę pisać, bez ściemy i pierdolenia – wie, że to krwawy sport. Nic nie przychodzi łatwo. Sztuczki i porady mogą Cię uchronić przed kilkoma pułapkami po drodze, ale to nie spacerek polną ścieżką, tylko pieprzony tor przeszkód. Będziesz walczyć nie tylko z materiałem, ale ze sobą. Ze swoją słabością i zwątpieniem. Z umiejętnościami, które zawsze są zbyt małe – i z czasem, którego zawsze będzie brakować.

Pisanie to nie talent ani dar od bogów. Mocy twórczej nikt nie dostaje za darmo.

I żeby tylko tyle. Jeśli chcesz pisać prawdziwie, przyjdzie Ci sięgać po inspirację również w ciemność. Do tych miejsc, co do istnienia których nie przyznajesz się postronnym. Rozdrapiesz zabliźnione rany, żeby wierniej opisać ból. Wpadniesz na pomysły, o jakich w towarzystwie się nie wspomina. Poczujesz sympatię do potworów, co wyjdą spod Twojego pióra. Nie da się stworzyć dzieła, które jednocześnie będzie dobre i grzeczne, budzące emocje i w pełni poprawne politycznie. Nie ma wyjścia. Musisz skłonić ciemność, żeby pracowała dla Ciebie, a nie przeciwko Tobie. I to też nie przyjdzie bez walki.

Najpoważniejsza batalia czeka Cię jednak przeciwko czytelnikom. Bo kiedy wypuścisz swoje dzieło w świat, przeczytają je bardzo różni ludzie. Niektórym nie spodoba się temat. Innym realizacja. Wśród nich wszystkich zdarzą się pospolici debile (bywa!). A im bardziej kontrowersyjny tekst stworzysz, tym większe ryzyko, że oburzą się ludzie, którzy nawet go nie przeczytali. Nikt się z Tobą nie będzie cacać. Nikt nie będzie Cię głaskać po główce za sam wysiłek. Jeśli któremuś z naszych wspaniałych rodaków nie spodoba się Twoja książka, prędzej powie „pisanie nie jest dla Ciebie, daj sobie spokój”, niż „nie wyszło, próbuj dalej”.

A to jest ta jedna jedyna rzecz, którą musisz robić – próbować dalej. Mimo wszystko.

Dlaczego? Ponieważ bohaterami opowieści mogą być tylko ci, którzy walczą.

 

Foto: Luciano Meirelles / Foter / CC BY-SA

27 komentarzy do “Nikt Cię nie będzie głaskać”

  1. Tym razem tekst wyszedł jakiś przyciężki, pompatyczny… Mnie jednak to odrzuca. Ale przemyślenia i rady jak zwykle. Mądre i ciekawe.

  2. Zgodzę się z przedmówczynią, wyszło momentami bardzo ciężko i bardzo „rozpaczliwie”, jakbyś chciał światu przekazać co najmniej, że jesteś Konradem Wallenrodem i natchnionym wieszczem w jednym. Nie jestem specjalnie wrażliwa na tym punkcie, ale wulgaryzmy w tym wypadku rażą. Owszem, stoją w kontraście z „wzniosłą” resztą, ale ten tekst sam w sobie ma tak mocny przekaz, że słowa „kurwa” i „pierdolenie” naprawdę nie są przyjazne ani potrzebne.
    Chciałeś pokazać, że pisanie to nie siedzenie przy biureczku w pięknym domku i dzierganie na hipsterskiej maszynie, ok. Tekst jest dobry i na pewno wiele osób po tym się zastanowi nad sobą i tym, co pisze.
    Mimo to, styl w jakim piszesz sprawia, że się odnosi momentami wrażenie, że nie piszesz porad dla początkujących pisarzy, tylko wylewasz swoje frustracje. Wydaje mi się, że osobę, która pisze tak, jak Ty, stać na więcej i na małe „zejście z tonu”. Zapewne większość i tak przekonuje to, co piszesz, więc po co tyle buńczuczności? 😉

    1. Gwoli ścisłości: w tekście nie ma ani jednej kurwy. 😉 Ale dzięki za uwagi. To dość oczywiste, że nie chciałem wyjść na wieszcza i Wallenroda, więc jeśli tak się stało – widać pompa poszła za bardzo do góry.

      1. No tak, o to dokładnie chodzi. To jednak zabawne, gdy obrywam cięgi za tekst, w którym przekonuję, że obrywanie cięgów to ciągłe ryzyko w pisarskim fachu. Oczywiście – the joke’s on me, więc nie o to mi chodzi, żeby umniejszać wartość czyjejś opinii.

    1. Tak na siłę mógłbym powiedzieć, że z tego tekstu nie dowiedziałem się niczego, o czym nie wiedziałbym wcześniej. Nie uważam tego jednak za wadę, ponieważ właśnie takie artykuły pomagają mi usystematyzować już zdobytą wiedzę. Patos faktycznie można by ograniczyć, ale szczególnie mi nie przeszkadzał. Jak dla mnie jest OK.

      1. No to OK. 😉 Co do patosu to powiem tyle, że wcisnąłem go z zamysłem, ale jak się jednak okazuje niepotrzebnie. Wniosek z tego taki, że nieważne jak piszemy – naiwnie czy w sposób przemyślany – zawsze warto być gotowym na jakiś niewypał.

    2. A ja właśnie od rana robię wszystko, żeby nie siąść do pisania hahahah. Tekst bardzo mi tu i teraz pomógł – kto pisał na serio, wie, że pisanie bywa fantastyczne, ale żeby do tego etapu fantastyczności dojść, trzeba stoczyć walkę z samym sobą. więc – bardzo dziękuję. jest mi lepiej z myślą, że nie jestem sama w ten męczarni.

      1. Wszyscy mamy to samo. 😉 Trochę nie dowierzam ludziom, którzy przekonują, że pisanie to frajda i w ogóle „jak ktoś się męczy to niech robi co innego”. Serio, piszę dużo i to bardzo różnych rzeczy, po polsku i po angielsku. Mam z tego mnóstwo satysfakcji, ale nigdy bym nie powiedział, że to rozrywka.

    3. Tekst dosadny i wyraźnie odzwierciedlający temat 🙂 nawet tutaj autor się z nami nie bawił w miłe, delikatne słowa czy określenia. Niemniej pomimo iż przypadł mi do gustu, coś jednak przeszkadzało mi w czytaniu. Bliżej nieokreślone uczucie. Być może spowodowane większą niż dotychczas liczbą użytych wulgaryzmów. Cóż, domyślam się, że jest to wykorzystane tylko i wyłącznie dla podkreślenia przekazu autora. Lepiej czułabym się jednak, gdyby teksty które pojawią się w przyszłości, obeszłyby się bez wulgaryzmów. O ile to możliwe 🙂

      Serdecznie pozdrawiam

      1. Odnotowano, choć osobiście mam wrażenie, że to nie o wulgaryzmy chodzi (nie ma ich aż tak wiele… i są raczej lekkiego kalibru). Podejrzewam, że to bliżej nieokreślone uczucie wynika bardziej z przekazu…

    4. Mocne, dosadne, bez „zbędnego pierdolenia”. Pomimo że powtarzany przez wiele osób, warto do niego wracać, bo to główny grzech osób, które twierdzą, że pisarze sobie tylko siedzą i piszą, a z tego są pieniądze łatwo zarobione.
      Przydałoby się w końcu coś stworzyć ;).

    5. Puenta prawdziwa, lecz treść (podobnie jak kilku osobom przede mną), ani odkrywcza, ani ciekawie napisana… Praktycznie wszystko z tego już gdzieś czytałam, a część sama także ujęłam w swoich postach, więc… dla mnie nic nowego. Chociaż może niektórym – którzy nigdy wcześniej na ten temat nie czytali – się przyda. 🙂

    6. Doskonały tekst.Dziękuję.Takiego kopa chyba potrzebowałam przy tych wszystkich wątpliwościach które mam zanim jeszcze zabrałam się do pracy.No to teraz do dzieła!:)

    7. Moim zdaniem tekst ten jest świetny. Faktycznie, bije z niego trochę inny rodzaj energii niż zazwyczaj, jednak działa to wyłącznie na jego plus. W dobie trochę szarych i spokojnych tekstów o pracowaniu nad warsztatem, teorii itp. coś mocniejszego naprawdę potrafi poruszyć i dawno nic mnie tak nie zmotywowało. Wielkie dzięki !

    8. „Tylko ci, którzy siedzą cicho, odchodzą bez echa. Po tych, którzy walczą, zawsze pozostaje ślad.”
      Piękne słowa :-).

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *