Skrzynka z narzędziami, czyli czego używa pisarz do pracy

Ostatnimi czasy bardzo modny stał się etos pisarza-rzemieślnika; twórcy, który nie czeka na natchnienie spływające z góry, lecz ciężką pracą wykuwa swój własny los, czy raczej los tworzonych przez siebie postaci. Jeśli trzymamy się tego etosu, to czyż pisarz nie powinien posiadać swojej własnej skrzynki z narzędziami, gdzie będzie trzymał dłuta i młotki służące mu do rzeźbienia niesamowitych historii?

Jak najbardziej. W przypadku współczesnych pisarzy, owymi narzędziami są edytory tekstu i to im poświęcony będzie ten wpis.

Wielu z was może na wstępie zapytać „ale jak to?”. Skoro mamy pod ręką najpopularniejszy edytor tekstowy, którym jest MS Word, to po co szukać dla niego alternatyw? Dlaczego zadawać sobie trud przesiadki na inny program, skoro finalnie i tak musimy nasze dzieło zapisać w formacie .docx?

Odpowiedź nie jest taka oczywista. Jasne, w Wordzie można napisać książkę. Sam to zrobiłem, pieczołowicie formatując na bieżąco zapełniające się słowami strony, przy okazji przeskakując pomiędzy dziesięcioma otwartymi oknami z zakładkami, notatkami, etc. I naprawdę uważam MS Word za bardzo dobry program (zwłaszcza w odsłonie 365), jednak nie należy on do najbardziej przyjaznych, gdy pracujemy z większymi porcjami tekstu. Najboleśniej odczułem to, gdy redagowałem liczący sobie dwieście stron A4 manuskrypt. Powiedzmy, że można ten okres podsumować jednym słowem – „scrolling”.

Zabierając się do pisania drugiej książki, zacząłem rozglądać się za alternatywą. Przeszukiwałem bezmiar internetów, czytałem fora, pytałem bardziej doświadczonych od siebie pisaczy, a przede wszystkim – próbowałem. I spróbowawszy chyba wszystkich wartościowych programów na rynku, postanowiłem przedstawić te, które w pracy pisarza są (moim zdaniem) najbardziej użyteczne.

Libre Office oraz Open Office

Dla purystów, nie uznających pisania w czymkolwiek innym niż Word, a nie mogących pozwolić sobie na nowy model abonamentowy Microsoftu. W swoich najnowszych wersjach są bardzo przyzwoitymi edytorami tekstu, mogącymi śmiało zastąpić oryginał od MS, jednak mają jedną wadę – tryb śledzenia zmian, w którym odbywa się redakcja w większości wydawnictw, jest bardzo ubogi i może nam strasznie uprzykrzyć życie. Jeśli jednak dla kogoś nie jest to przeszkodą, to śmiało. Nie będziecie zawiedzeni.

Evernote

Tego programu chyba nie muszę nikomu przedstawiać, bo każdy, kto nie może żyć bez robienia notatek, już o nim słyszał i z niego korzysta. Jest to wspaniały „śmietnik”, do którego możemy wrzucać wszystkie nasze pomysły, inspiracje, notatki zarówno pisane, jak i głosowe. Dzięki multiplatformowości możemy z niego korzystać wszędzie, zapisując nasze myśli w smartfonie, który zawsze mamy przy sobie, a program automatycznie zsynchronizuje je, żebyśmy mogli spokojnie przyjrzeć się im na komputerze.

Ciekawostką jest to, że na upartego Evernote może służyć do napisania całego manuskryptu. Postąpił tak m.in. Kominek, pisząc swoją pierwszą książkę. Wystarczy grupować rozdziały i podrozdziały w jednym notatniku, aby uzyskać przejrzysty podział naszego dzieła. Minusem tego rozwiązania jest konieczność manualnego przeniesienia treści do edytora tekstu, gdy chcemy go skompilować, a nie każdy będzie miał do tego dość cierpliwości.

OmmWriter oraz Focus Writer

Od kilku lat panuje moda na tzw. edytory „disctraction free”, czyli programy, w których możemy wyłącznie… pisać. Niby nic odkrywczego, jednak plusem takiego rozwiązania jest brak wszelkich przeszkadzajek, które mogłyby odciągnąć naszą uwagę od tworzonej treści. W tych programach dostajemy jedynie ograniczone możliwości formatowania, wybór tła oraz, w przypadku OmmWriter, wybór ambientowej muzyczki grającej w tle.

Pomiędzy dwiema propozycjami OmmWriter jest bardziej klimatyczny, a jego interfejs jest, co tu dużo mówić – o wiele ładniejszy. Jest to jednak program płatny (niewiele, ale zawsze), więc jeśli nie chcecie wydawać ciężko zarobionych pieniędzy, pozostaje darmowa alternatywa w postaci Focus Writera.

Scrivener

Celowo zostawiłem Scrivenera na koniec, gdyż jest to program, o którym wiele można powiedzieć. Ba, na jego temat pisane są książki, felietony, nagrywane są tutoriale. Czym jest? Najpotężniejszym kombajnem literackim na rynku i kompletnym studiem pisarskim. Scrivener zastąpi nam wszystkie wymienione powyżej programy – książkę dzielimy na dowolne części, a całość spinana jest w „binder”, dostępny po lewej stronie interfejsu. Potrzebujesz zmienić kolejność fragmentów? Nie ma sprawy, zrobisz to przeciągnięciem myszki. Chcesz dodać notatkę do swojego tekstu, albo nie masz pomysłu na imię bohatera pobocznego w danej scenie? Żaden problem, oznaczasz fragment i dodajesz opis. Masz materiały, z których korzystasz podczas pisania książki? Umieszczasz je w folderze „research” i podglądasz korzystając z podziału stron. Potrzebujesz pisać w spokoju? Klawisz F11 przeniesie cię do trybu pełnoekranowego, gdzie nic nie będzie cię rozpraszać. I nie jest ważne co piszesz; czy jest to powieść, praca naukowa, non-fiction, skrypt do serialu, scenariusz filmowy/komiksowy – Scrivener ma wszystko, czego potrzebujesz.

Scrivener to taki program, o którym często myślę „hm, fajnie by było, gdyby robił to, to i to…”, a pięć minut później okazuje się, że robi. Nie bez powodu w Internecie jest pełno pieśni pochwalnych na jego temat. Ten program jest po prostu TAK dobry.

Co więcej, po skończonej pracy za pomocą funkcji „compile” możemy wykesportować nasze dzieło do formatu .docx, rtf, etc. a także e-pub i Mobi, co sprawia, że Scrivener jest wspaniałym narzędziem dla self-publisherów.

Oczywiście, jak wszystko, posiada też wady. Dla wielu z was pierwszą i najważniejszą będzie język interfejsu, który jest wyłącznie po angielsku. Polski słownik dostępny jest dla pisanego tekstu, jednak jego jakość pozostawia wiele do życzenia, więc po skompilowaniu do wyjściowego formatu czeka nas jeszcze korekta pisowni.

Scrivener jest płatny. Pełna licencja kosztuje 40$, ale gwarantuję wam, że jeśli poważnie podchodzicie do pisania, będą to najlepiej wydane pieniądze w waszym życiu. Program jest dość trudny do opanowania i jest w nim wiele funkcji, z których prawdopodobnie nigdy nie skorzystacie, jednak po delikatnym wprawieniu się, nie będziecie chcieli wracać do innych edytorów.

Pozostaje jeszcze jedna kwestia – wybór środowiska pracy.

Programy przedstawione powyżej dedykowane są systemowi Windows, którego używa zapewne większość z was, wliczając też mnie. Będę tutaj jednak adwokatem diabła i powiem to wprost – jeśli kochacie siebie samych i poważnie myślicie o pisaniu, kupcie Maca. Może to być nawet najmniejszy, 11” MacBook Air. Dlaczego Mac?

Oczywiście, wszystko co można zrobić na Macu, można zrobić też na Windowsie, lecz nie bez powodu zdecydowana większość pisarzy, muzyków, grafików, fotografów, osób twórczych korzysta z Maca. Powodem jest fakt, że tak jak Windows jest środowiskiem przyjaznym biznesowi i przeciętnym konsumentom, tak OS X jest środowiskiem przyjaznym artystom. Po prostu.

Patrząc nawet na wybór oprogramowania dostępnego na OS X, to nie dość że jest on bez porównania większy, to jeszcze dostajemy produkty naprawdę skrojone na miarę twórców treści. Programy takie jak niedościgniony Ulysses (uproszczony, bardziej klimatyczny odpowiednik Scrivenera), iA Writer, Final Draft, czy fenomenalny Day One (pamiętnik, bardziej pod pisanie blogów) sprawiają, że czuję potężne ukłucie zazdrości za każdym razem, gdy któryś z blogerów, których śledzę, umieszcza wpis o tym, dlaczego przesiedli się na Maca.

Żaden artysta, który choć przez chwilę popracował na OS X, nie wróci już do ekosystemu Microsoftu. Gwarantuję wam to.

W tym artykule skupiłem się głównie na narzędziach służących do wykuwania długich form. Tym z was, którzy poszukują narzędzia pracy przy pisaniu artykułów dla blogosfery, bądź krótkich form, polecam artykuł Piotrka Grabca o serwisie Draft. Jest to kolejne narzędzie, które z całego serca polecam, zwłaszcza tym, którzy publikują w wielu różnych miejscach. Draft po prostu ułatwi wam życie.

A wy? Jakich „narzędzi” używacie w waszej codziennej, pisarskiej pracy? Jak wygląda wasz workflow? Dajcie znać w komentarzach, chętnie poczytamy.

 

Foto: Kristin Nador / Flickr / CCBY 2.0

Zapisz się na newsletter! Spisek Pisarzy wysyła tylko to, co warto przeczytać.



Łukasz Kotkowski

Łukasz Kotkowski


Cześć! Nazywam się Łukasz Kotkowski i jestem aspirującym pisarzem. Moją debiutancką książkę, mroczny thriller „Fanaberia”, można już kupić na stronie Zaczytani.pl. Założyłem również bloga Aspirującypisarz.pl, żeby dzielić się z wami wrażeniami, jak to jest być debiutującym na rynku pisarzem, a także pokazać, jak przebiega fascynujący proces twórczy pisania książki. Spotkać możesz mnie też na Facebooku.

22 odpowiedzi

  1. Loco Muerte pisze:

    Sam używam od dość dawna Scrivenera zamiennie z prostymi edytorami tekstu (Text Edit na Macu i Notepad 2 na windowsie, oraz Vim na systemach linuksowych), z ciekawostek mogę dodać, że istnieje niepłatna wersja beta na Linuxa, która działa całkiem dobrze.

  2. Krzysiek pisze:

    Obecnie jestem zobligowany do Worda, ale skoro tak zachwalane są inne programy muszę przynajmniej spróbować. Gdy biorę się za pisanie opowiadania, zwykle mam odpalone trzy panele tekstowe jednocześnie i zeszyt gdzieś leżący z boku. W zeszycie mam ogólny zamysł który wpadł mi do głowy w momencie gdy nie miałem dostępu do kompa.

    Na jednym programie mam plan ramowy z uwzględnionymi krótkimi opisami miejscówek, postaci i wydarzeń.

    W drugim panelu mam taki mały szkielet w którym rozpisuję co powinno znaleźć się w danej scenie. np. Bohater będzie wchodził do lasu, umieść krótki opis flory i fauny. uwzględnij zmysły węchu i zapachu. Krótki opis zmęczenia i poddenerwowania. Bohater siada na ziemi. rozpoczyna rozmowę z towarzyszką, opis kłopotliwego rozpalania ogniska.

    W trzecim panelu mam już otwarty surowy tekst na którym pracuję. Co sądzicie o takim podziale?

    • Scathach pisze:

      Dobry sposób na rzetelne napisanie tekstu – oto co myślę :)
      Żałuję, że sama nie jestem tak ułożona i zorganizowania przy pisaniu 😉

  3. VVoland pisze:

    Dotychczas korzystałem z Worda. Dzięki artykułowi postanowiłem spróbować FocusWriter i jestem bardzo zadowolony- bardzo podoba mi się opcja wyboru motywu(kilka naprawdę świetnych można pobrać). Jest jednak wada programu- zdarzyło mi się że wielokrotnie skopiował jakiś fragment tekstu bez wyraźnego powodu. Zalecam wtedy przekopiować, to co chcemy zachować gdziekolwiek, sam plik usunąć, uruchomić program ponownie i problem rozwiązany- przynajmniej w moim przypadku. Za jakiś czas planuję wypróbować OmmWriter – wtedy podzielę się opinią.
    Pozdrawiam i owocnej pracy pisarskiej życzę.

  4. Jarek pisze:

    Warto wspomnieć jeszcze o kilku innych narzędziach:
    Scriptito, LitLift, Celtx, Hiveword – serwisy online pozwalające uporządkować powieść, poukładać wątki, popracować nad postaciami, itd.
    yWriter – podobne narzędzie, tyle że w wersji software do pobrania.
    Powyższe serwisy/programy może nie są tak rozbudowane jak Scrivener, ale warto je wypróbować. Tym bardziej, że są darmowe.

    • Łukasz pisze:

      Celtx jest genialnym narzędziem dla scenarzystów, jak najbardziej polecam! Dzięki za podesłanie pozostałych serwisów, wyglądają ciekawie i na pewno sprawdzę 😉

      • Scathach Scathach pisze:

        Założyłam konto na Scriptito i jestem bardzo zadowolona. Serwis ma aktualnie jakieś problemy techniczne, ale sam mechanizm tworzenia jest prosty i wygodny. Z całą pewnością sprawdzi się przy pisaniu powieści, ale przy krótszych formach również zdaje egzamin 😉

        ~ Scatty.

  5. Olivia pisze:

    Kiedyś pożyczałam sobie pakiet Open Office’a i byłam z niego zadowolona. Zwłaszcza One note wydawał mi się niezastąpiony (i nadal tak jest). Niestety po reinstalacji windowsa i splocie pewnych wydarzeń teraz korzystam z najzwyklejszego wordpada, który jest dla mnie na prawdę uciążliwy, ale staram się go jakoś znosić. Niemniej jednak po przeczytaniu tego artykułu postanowiłam sprawdzić Scrivener’a i zobaczymy jak ułoży nam się współpraca.

  6. Jak ktoś zaczyna pisać o Macu, od razu widać, że jest gadżeciarzem, a nie prawdziwym pisarzem. To nie maszyna, czy oprogramowanie określa kim się jest, ale efekt końcowy. Martinowi wystarczył stary złom pod kontrolą Dos-a i bez dostępu do internetu, a efekt jest lepszy od 99% autorów, którym wydaje się, że coś wiedzą o pisaniu.
    Jak ktoś wydaje w Novae Res, to albo nie ma rozumu, albo słabo pisze. Spisek zapowiadał się dobrze, ale wygląda to coraz słabiej.

    • Knight Martius pisze:

      Myślę, że autor nigdzie w artykule nie zaznaczył, iż korzystanie z bardziej zorientowanych programów uczyni Cię z miejsca znakomitym pisarzem. Opisane tu oprogramowanie ma jedynie ułatwić ten proces. Sam korzystam z Worda i mnie to wystarcza (chyba że wypróbuję któryś z tych programów i spodoba mi się bardziej…), ale mogą znaleźć się ludzie, których jego użytkowanie z jakichś powodów drażni i w związku z tym szukają sensowniejszej alternatywy.

  7. Irena pisze:

    Ommwriter jest – o dziwo – równie magiczny, jak wzięcie w dłoń ołówka.Nie wiem, na czym polega jego magia, ale odblokowuje, jak… (odpuszczę sobie farmaceutyczno-fekalne porównania). Oczywiście nie policzy znaków, słów i arkuszy wydawniczych, ale zawsze istnieje ctrl-c (aka command-c). Polecam, Irena.

    • Łukasz pisze:

      Zgadzam się w stu procentach 😉 Próbowałem chyba wszystkich distraction-free na rynku, próbowałem trybu „full screen” we wszystkich edytorach tekstu jakie wpadły mi w ręce… a i tak żaden z nich nie jest w stanie dorównać Omm-Writerowi. No i niech mi ktoś powie na to, że „klimat” softu w czasie pisania nie ma znaczenia 😉

    • mientovy pisze:

      Jest jeszcze WriteMonkey chyba mało znany a szkoda, bo jak na darmowy (po dowolnej dotacji nawet 5zł odblokowuje wszystkie opcje i możliwość instalacji pluginów), to posiada nawet sporo opcji. Szybkie przełączanie się między notatkami a treścią główną, dodawanie „notek” na warstwie, szybkie poruszanie się między tagami, notatkami, rozdziałami, kompilowanie, itd. Wymaga odkrycia całości, ale osobiście wolę zaczynać wszystko zaczynać w nim.

  8. Phoe pisze:

    Póki co w wystarczy mi Word. Próbowałam przeróżnych edytorów, ale rzucałam je w cholerę, bo funkcjonalnością nie dorównywały produktowi Microsoftu. Scrollowanie nie jest problemem, bo każdy rozdział zapisuję w osobnym dokumencie (ma się wtedy nad wszystkim większą kontrolę – można zapisywać różne wersje danego rozdziału i łatwo przeskakiwać pomiędzy nimi). Choć przyznam, że Word dostałby ode mnie medal, gdyby miał też możliwości opisane w Scrivener (akurat tego programu nie próbowałam, możliwe że przetestuję).

  9. Kamil Naja pisze:

    Libre Office ma fajny nawigator, dzięki któremu też można przenosić sceny za pomocą przeciągnięcia myszy (jeśli najpierw nazwie się je za pomocą nagłówka , szkoda, że nie można tego zrobić w bardziej intuicyjny sposób. Dzięki nawigatorowi nie trzeba skrolować, ani przewijać dokumentu w takim stopniu, co w innych programach. Ciekawe, kiedy Scrivener dorobi się dobrego sprawdzania pisowni po polsku – na razie ta funkcja kuleje.

  10. matma6 pisze:

    Mac, serio? Bo hurr durr artyzm? A gdzie takie cuda, jak vim, TeX czy DocBook?

  11. UTz pisze:

    A ja polecam Bean :)

  12. Kukutsu pisze:

    Nie mogę czytać tych bzdetów na temat maca. Od lat piszę, mam dwa komputery (wypasionego della i macbooka) i kompletnie nie ma między nimi różnicy (poza ceną). To jest jakaś miejska legenda o tym, że wszyscy artyści powinni pracować na macu. Szanowny autorze, przestań wspierać zabiegi marketingowe appla. Żeby pracować, nie trzeba się snobować. Jeśli ktoś chce 3-krotnie przepłacać – droga wolna. Ale nie dorabiajmy do tego zaraz mitologii o wybitności technologii appla (tak – mac też się wiesza, tak – też bywa powolny jak radziecki czołg, tak – po 2 latach bateria nadaje się na śmietnik, tak – jest zwyczajnie przereklamowany). Pozdrawiam

    • Błażej pisze:

      Potwierdzam. Od lat piszę, tworzę też muzykę. Zaczynałem od Windows, przez parę lat używałem różnych Maców (w latach 2008-2014), a potem wróciłem do Windows. Oba światy mają swoje wady i zalety, na obu z powodzeniem pracować. Żaden z nich nie gwarantuje żadnych cudownych przeżyć, inspiracji, magii i nie wiadomo czego jeszcze. Jedyne, z czym mogę się zgodzić, to że na Maca jest większy wybór programów typowo „pisarskich” i ciekawych edytorów, ale właściwie jedynym naprawdę istotnym, którego brakuje dla Windows, jest Ulysses. Inne albo są (Scrivener), albo mają przyzwoite odpowiedniki (polecam WriteMonkey). Natomiast ja sam próbowałem chyba wszystkich dostępnych rozwiązań, w tym osławionego Scrivenera – i ostatecznie wróciłem do Worda.
      BTW – nie wiem o jakim „scrollingu” pisze autor, ale nie raz opracowywałem teksty na setki stron i o żadnym scrollingu mowy nie było. Panel nawigacji po nagłówkach załatwia sprawę więcej niż zadowalająco.

  13. Mesik pisze:

    A nie lepiej i łatwiej w zeszycie dlugopisem ?

  14. Bartek pisze:

    jak w scrivenerze zmienić, to żeby nie podkreślał się tekst pisany po polsku na czerwono?

  15. Szymom pisze:

    Czy ommwriter oraz focus writer są po polsku ?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *