Deus ex machina – nie rób tego w domu

Tomasz Węcki


Cześć, mam na imię Tomek i jestem grafomanem. Od kilkunastu lat udaje mi się połączyć przyjemne z pożytecznym i utrzymuję się przede wszystkim z pisania. Byłem już dziennikarzem, piarowcem, copywriterem, ghostwriterem, dokumentalistą i autorem tekstów do gier komputerowych. Teraz możesz również przeczytać moją pierwszą książkę – „Wtajemniczenie”.

6 komentarzy

  1. Knight Martius napisał(a):

    Deus ex machinę od biedy można spróbować wprowadzić, kiedy czytelnik wie, kim jest dodatkowy bohater czy siła nadprzyrodzona, która stanowi narzędzie do tego zabiegu. Ale wiem, że nawet wtedy w wielu przypadkach ten element jest irytujący, zwłaszcza jeśli autor użyje go kilka razy. Tak że, o ile to możliwe, lepiej deus ex machiny w ogóle unikać. (Swoją drogą, ostatnio w jednym opowiadaniu sam ją zastosowałem, tyle że kompletnie nieświadomie. :/ Co gorsza, zabieg ten zauważyli dopiero czytelnicy…).

    • Tomasz Węcki napisał(a):

      No właśnie – deus ex machina jest zwodnicza. 😉 Gdyby nie była, pewnie nie mówiłoby się o niej przez ostatnie kilka tysięcy lat.

  2. Scathach napisał(a):

    Dobra lekcja, na pewno zapamiętam 😀
    Aż się zaczęłam zastanawiać, czy sama takiej machiny kiedyś nie popełniłam… Tak czy inaczej, zacznę jej unikać jak ognia, póki nie okaże się w jakiś sposób praktyczna.

  3. Krzysiek napisał(a):

    zawsze wydawało mi się, że zabieg typu Deus Ex Machina tyczy się jedynie początkujących twórców, a tu okazuje się że nie tylko, jak to wyszło w przypadku Tolkiena.

    Wydaje mi się, że Deus Ex Machina bierze się z faktu, że autor nie chce zabijać bohatera, którego kreacji poświęcił wiele godzin. Może chcieć też pokazać, że ta postać jest bardzo cwana i super-ekstra.

  4. Elfir napisał(a):

    W powieściach fantasy dla mnie często deus ex machina to magia. W kulminacyjnym momencie mag, który przez całą ksiażkę rozpalał jedynie ognisko za pomocą firebala, nie może nagle zacząć rzucać potężnych zaklęć na wroga, kiedy drużyna popadnie w kłopoty.

    W fantasy najmniej lubię własnie magię. Za wiele tłumaczy, zbyt wiele upraszcza. Często cisnęło mi się na usta to samo pytanie, które zadałeś w związku z Orłami u Tolkiena – dlaczego protagoniści do początku nie zainwestowali w kilku wypaśnych magów, teleporty i nie obłożyli zaklęcami całej swojej broni, tylko bawią się w najem stereotypowego tanka, czarodziejkę i złodzieja, a magiczny miecz to cudowny wyjątek.
    Jak dla mnie nawet Sapkowski na tym poległ, sugerując jedynie, że przynajmniej czarodzieje unikali czarowania z przyczyn fizjologicznych. Niezrozumiałe było dla mnie dlaczego elfy popadły w takie kłopoty, skoro mieli Wiedzących na wyższym poziomie niż ludzcy czarodzieje.

  5. Astralny napisał(a):

    Deus ex machina – bardzo, ale to bardzo boli czytelnika, szczególnie gdy czyta on książkę swojego ulubionego autora. David Weber popełnił „Z mroku”. Zabrałem się za tą książkę będąc pewnym jej wspaniałości. Zawiodłem się i to bardzo. Na końcu pojawił się znikąd ratunek, w dodatku w tragicznej formie i nigdzie wcześniej niezapowiedziany.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *