Napięcie! Więcej napięcia!

Jak sprawić, że czytelnik naprawdę przejmie się losem bohaterów? Jak skłonić go do śledzenia akcji z wypiekami na twarzy? Poznaj sekrety napięcia i naładuj nim swoje opowieści.

Napięcie to ten czynnik, który skłania czytelników do nerwowego przewracania stron, aż do końca. Każdemu autorowi, choćby pisał tylko książki kucharskie, przyda się umiejętność władania tą magiczną przyprawą. Oczywiście, sztuka nie jest łatwa i tylko najwięksi mistrzowie robią to bezbłędnie. Wbrew pozorom jednak, podstawy nie są specjalnie wymagajace.

Z punktu widzenia czytelnika napięcie jest niewidoczne. Jest tylko odczuwalne. Właśnie dlatego działa „pod skórą” opowieści. Największą skuteczność osiągniesz, gdy będziesz stosować je subtelnie i wzmacniać odpowiednią konstrukcją opowieści. Nie – przez akcję. Raczej przez to, jak wydarzenia po sobie następują. Dla efektu możesz też wykorzystać odpowiedni, sugestywny język – ale tym razem pominę ten aspekt. Odpowiednie zabiegi konstrukcyjne są po prostu ważniejsze.

Tak więc, do rzeczy. Co jest kluczem do władania napięciem?

Wysoko oprocentowane stawki

Myśl o napięciu w opowieści jak o wyniku inwestycji, którą uczynił czytelnik. W Twoim interesie jest, aby zainwestował jak najwięcej na początku. A potem – żeby zysk z tej inwestycji był jak najczęściej zagrożony.

W co tak naprawdę czytelnik inwestuje? Przede wszystkim – w bohaterów. Jeśli skonstruujesz ich poprawnie, czytelnicy poczują z nimi więź. Wczują się w ich sytuację. O ten efekt nie musisz się specjalnie starać – tak po prostu działa opowieść. Po Twojej stronie najważniejsze to przekonać odbiorców, że historia dotyczy realnych ludzi, istot zdolnych do radości i cierpienia, dysponujących własną wolą. To sztuka sama w sobie (o tym kiedy indziej!), ale jeśli złapiesz czytelnika na ten haczyk, możesz pociągnąć dalej.

Każdy bohater ma bowiem jakąś motywację, którą będzie realizować w trakcie opowieści. Czegoś pragnie. Jeśli nie osiągnie swojego celu, spotkają go straszliwe konsekwencje. Jeśli zaniecha starań, konsekwencje będą równie przykre – a może nawet bardziej. Perspektywa nagrody i kary – kij i marchewka – popycha bohaterów do działania.

Jeśli czytelnik rzeczywiście dba o los postaci, będzie się o nią martwić za każdym razem, gdy wpadnie w tarapaty. A także wtedy, gdy mimo starań, oddali się od swojego celu. Twoją rolą jest więc wzmacnianie tego efektu – budowanie napięcia poprzez podsycanie zmartwień czytelnika.

Nie musisz od razu stawiać postaci w obliczu bezpośredniego zagrożenia. Zasugeruj jednak, co się może zdarzyć. Pokaż konsekwencje porażki. Pokaż, jak niebezpieczeństwo (dla samej postaci lub jej planów) zbliża się nieubłaganie. Nie śpiesz się z dostarczeniem rozwiązania. Zamiast tego opisz to, jak bohater się miota. Jak za wszelką cenę stara się uniknąć najgorszego.

Oczywiście w miarę postępów fabuły powinny rosnąć też stawki, o które toczy się gra. Czyhające na postać zagrożenia będą stawać się bardziej dojmujące w skutkach, bardziej osobiste, przerażające. W coraz większym stopniu realna powinna stawać się wizja katastrofy.

Im skuteczniej – w trakcie opowieści – wpędzisz bohatera w desperację, tym mocniej czytelnik będzie się martwił o jego los. Im bardziej czytelnik będzie się martwił, w tym większym napięciu przeczyta resztę historii.

Samospełniające się obietnice

Wbrew pozorom, napięcie najmocniej działa wtedy, gdy nie dzieje się zbyt wiele. Akcja, zwłaszcza intensywna, daje mu upust – zmniejsza je. To przecież dynamiczne sceny oferują okazję do rozwiązania konfliktu i przybliżenia bohatera do celu. Gdy wiele dzieje się naraz, bohater (a razem z nim czytelnik) mobilizuje się do walki.

Napięcie ma się najlepiej we fragmentach, które leżą pomiędzy zapowiedzią nieszczęścia a jego faktycznym nadejściem.

Gdy na zagrożenie można spojrzeć ze względnie odległej perspektywy – to jest właściwy moment, aby się nim przejmować. Aby się martwić. Bohater ma czas i motywację, żeby przygotować się do nadciągającej konfrontacji. Czytelnik ma powód, aby w przejęciu obserwować te wysiłki. Nic nie jest pewne, nic nie jest gotowe do boju. Nic nie jest ostateczne. Katastrofa wyczekiwana jest o wiele bardziej dotkliwa, niż taka, która pojawia się znienacka.

Napięcie rośnie nie poprzez akcję, ale dzięki obietnicom, które składasz czytelnikowi. Zawsze warto zastanowić się, co może jeszcze pójść nie tak – i jak wiele z przyszłych wydarzeń można zapowiedzieć już teraz.

Oczywiście, pamiętaj, aby nie przedobrzyć. Czytelnicy chcą wiedzieć, co się wydarzy, ale jednocześnie chcą się mylić. Jeśli nie zaskoczysz ich w żaden sposób, opowieść wyda się prosta i przewidywalna. Obietnic trzeba dotrzymywać, to wiadomo. Jako autor, nie zawsze musisz to jednak robić literalnie.

Propozycja, której nie można odmówić

Jedną z najważniejszych kwestii w budowaniu napięcia jest skłonienie czytelnika do tego, żeby się faktycznie przejął. Sympatia, którą czuje do bohatera – to jedna sprawa. Możesz sobie jednak pomóc, składając czytelnikom propozycję, której nie można odrzucić.

Cała sztuka polega na tym, aby wykorzystać to, co w naturalny sposób przykuwa naszą uwagę – co burzy święty spokój i mówi nam o zbliżającym się zagrożeniu.

Oczywistym wyborem jest posługiwanie się strachem. W końcu wszyscy się czegoś boimy, czy to choroby i śmierci, czy też po prostu pająków. Bardzo powszechna jest, na przykład, obawa przed bezsilnością w obliczu niebezpieczeństw. Jeżeli umieścisz bohatera w takiej samej opresji, w jakiej boi się znaleźć czytelnik, wzmocnisz odczuwalne napięcie. Trzeba być psychopatą, żeby nie przejąć się losem osoby w takich tarapatach, w jakich sami nigdy nie chcielibyśmy wylądować.

Oprócz bezpośredniego pokazania strachu w akcji, zrealizowania go, możesz też przywoływać jego wizję, przypominać o nim. Jak zwykle – wystarczy, gdy zasugerujesz, że coś mogłoby się wydarzyć.

Inną metodą skupienia uwagi czytelnika jest stopniowe izolowanie bohatera w miarę zbliżania się do finału. Odbierz protagoniście wszelką pomoc. Wyeliminuj sojuszników i mentorów. Zniszcz narzędzia. Doprowadź do ruiny wszelkie środki bezpieczeństwa, plany B i drogi ucieczki. W ten sposób nie tylko używasz strachu przed osamotnieniem, ale też pokazujesz, że bohater naprawdę jest w gorszej pozycji niż przeciwnicy. Takiej postaci łatwiej dopingować. Wszyscy mają nadzieję, że to właśnie słabszy zwycięży – pomimo wszelkich przeciwności.

No i ostatnia sztuczka – zawsze, kiedy tylko się da, uderzaj w bohatera na poziomie osobistym. Dla niego to nie jest biznes. Nadciągające zagrożenie dotknie go bezpośrednio. Jeśli ktoś zostanie porwany, to jego córka. Jeśli ktoś ma zachorować, to jego ojciec. Nawet gdy rodzina ma się dobrze, niech na szali znajdzie się jego reputacja, wiara, majątek – cokolwiek, co jest mu bliskie. Kiedy bohater ryzykuje utratą czegoś takiego, czytelnikowi o wiele łatwiej przychodzi przejęcie się jego losem.

A to najważniejsze. Bo jeśli nie dasz odbiorcom przekonujących powodów do zmartwień, nie zbudujesz napięcia.

Jeśli spodobał Ci się ten tekst, koniecznie przeczytaj o pięciu etapach, przez które przechodzi każda opowieść. Spójrz też na artykuł o tym, jak kreować tempo opowieści.

 

Foto: Chris Halderman / Flickr / CC BY-ND 2.0

Zapisz się na newsletter! Spisek Pisarzy wysyła tylko to, co warto przeczytać.



Tomasz Węcki

Tomasz Węcki


Cześć, mam na imię Tomek i jestem grafomanem. Od kilkunastu lat udaje mi się połączyć przyjemne z pożytecznym i utrzymuję się przede wszystkim z pisania. Byłem już dziennikarzem, piarowcem, copywriterem, ghostwriterem, dokumentalistą i autorem tekstów do gier komputerowych. Teraz możesz również przeczytać moją pierwszą książkę – „Wtajemniczenie”.

3 odpowiedzi

  1. Scathach Scathach pisze:

    Napięcie ważna rzecz – w końcu im większe, tym więcej do rozładowywania w kluczowych scenach! Można z nim poszaleć, żeby dodać tekstowi koloru lub, no właśnie – zainteresować czytelnika. Sztuka niełatwa, bo czytelnicy to wybredne bestie i łatwo się nie przywiązują… :p

    Bardzo przydatny wpis. Zwraca uwagę na to, czego sami oczekujemy po opowieściach, a o czym niekoniecznie pamiętamy w trakcie pisania… W każdym razie, jeśli chodzi o mnie 😉

  2. lady Nikita pisze:

    Świetny ten wpis, coś czuję, że często będę z niego korzystać 😀

  3. Czytelniczka pisze:

    „Katastrofa wyczekiwana jest o wiele bardziej dotkliwa, niż taka, która pojawia się znienacka.” W moim przypadku zdecydowanie się to nie sprawdza. Wszystkie momenty, w których najbardziej płakałam i byłam najbardziej nieszczęśliwa z powodu fikcyjnych katastrof, pojawiły się nieoczekiwanie. Kiedy spodziewam się niebezpieczeństwa- oswajam się z tą myślą; mam czas, żeby pogodzić się z nadchodzącym smutkiem. Natomiast gdy katastrofa spada na mnie nagle, wtedy jestem zszokowana, współczuję postaciom, odczuwam bunt, nie mogę pogodzić się z myślą, że mimo, że wszystko szło tak dobrze, to teraz zawaliło się w ciągu kilku minut.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *