Inspiracje – Campbell a natura pisarza

Czym jest monomit i gdzie można go znaleźć? Czy pisarze są antyspołeczni? Na te i inne pytania odpowiada nowy cykl wpisów – „Inspiracje”.

Zazwyczaj moje wpisy są bardzo przemyślane i ułożone wedle konkretnego zamysłu. Przekazują wyraźnie wyartykułowaną opinię i prowadzą czytelnika do określonych wniosków. Za każdym razem mam nadzieję, że sprowokuję Cię do rozważań (bo czemu nie?). Prawda jednak taka, że gdy jakaś opinia zostaje wyrażona szczególnie wyraziście – giną niuanse. Można się z autorem albo zgodzić, albo opowiedzieć przeciwko.

Tymczasem – bynajmniej nie na każdy temat potrafię mówić z takim samym przekonaniem. Wiele drobnych inspiracji, na które natrafiam, nie ma szans przerodzić się w pełnoprawny artykuł. Jeśli zachowam je dla siebie, nie podzielę się nimi, po prostu zostaną zmarnowane. A to jednak nie fair, żeby dobry pomysł albo ciekawa obserwacja poszły na straty tylko dlatego, że trafiły na Węckiego, a nie na kogoś, kto umie zrobić z nich pożytek.

Niniejszym rozpoczynam więc (eksperymentalny) cykl wpisów, któremu niczym Stwórca nadaję nazwę – „Inspiracje”. Stało się. Co by tu wziąć na pierwszy ogień?…

Monomit Campbella czyli banał bohatera

Czytam w tej chwili „Bohatera o tysiącu twarzy” Josepha Campbella. To pozycja naukowa, którą zresztą przerabiałem lata temu na studiach – więc powrót, nie odkrycie. Campbell analizuje naturę mitu na przestrzeni wielu kultur i dociera, cóż… do wielu ciekawych wniosków. Być może w przyszłości napiszę o tym więcej, ale na razie – skupmy się na sztandarowym, najbardziej medialnym konstrukcie Campbella, czyli monomicie.

Monomit, znany też jako „podróż bohatera”, to uniwersalna struktura fabularna, która występuje w wielu mitologiach na całym świecie. Odkrycie może wydawać się mało istotne, o ile nie zdasz sobie sprawy, że owe mity były tworzone przez ludzi, którzy nigdy nie mieli okazji stanąć twarzą w twarz. Ślady monomitu można znaleźć u starożytnych Greków, Sumerów, ale też w kompletnie dla nas egzotycznych kulturach – na przykład, wśród australijskich Aborygenów. Tysiące lat temu nie było internetu i mediów masowych, więc wszystkie opowieści powstawały niezależnie.

Monomit jest jak archetypy Junga – pierwotny. Wskazuje na to, co jest wspólne dla nas wszystkich. Ujawnia sposoby, w jakie porządkujemy i tłumaczymy sobie świat.

Jeśli nie wiesz o co chodzi i nigdy wcześniej pojęcie monomitu nie obiło Ci się o uszy, bez obaw – współcześnie bardzo łatwo znaleźć informacje na jego temat. Ot, choćby w tym filmiku:

 

[youtube http://youtu.be/Hhk4N9A0oCA]

 

Jak widzisz, Hollywood nie kryguje się przed sięganiem po wzorzec „podróży bohatera” jako podstawy dla swoich fabuł. I to, moim zdaniem, jest dość przykre. Campbell podał bowiem tę strukturę jak na dłoni – brać i korzystać. Leniwi scenarzyści nie muszą się wysilać, żeby stworzyć opowieść na miarę „Eposu o Gilgameszu”. Monomit jest w każdym co bardziej widowiskowym filmie, od „Gwiezdnych wojen” do „Pocahontas”.

Boję się otwierać lodówkę.

Niemniej – jeśli ktoś ma ambicje twórcze, warto dobrze zrozumieć, o co chodziło Campbellowi. Nawet jeśli we własnych opowieściach nigdy nie użyjesz monomitu. To nie tylko wskazówka co do tego, jak myślimy – ale też, w coraz większym stopniu, klucz do odczytania współczesnej popkultury.

Jestem pewien, że „Bohatera o tysiącu twarzy” da się znaleźć w najbliższej bibliotece, więc nie ma wymówek! Jeśli wolisz mieć tę książkę na półce (w końcu to jedna z tych pozycji, do których się wraca), znalazłem dla Ciebie dobrą ofertę w Taniej Książce.

Czy pisarz jest antyspołeczny?

Skoro już podzieliłem się jednym filmem od TED, podzielę się kolejnym – tym razem o antyspołecznych zachowaniach pisarza, które pomogą mu pisać lepsze dialogi.

 

[youtube http://youtu.be/flthk8SNiiE]

 

Z tej okazji nachodzi mnie myśl, czy pisarz to rzeczywiście bestia antyspołeczna? W końcu, jakby nie patrzeć, takie zajęcie wymaga dużo skupienia i wiele czasu spędzonego w samotności. W potocznym rozumieniu, pisarzami zostają nieśmiali introwertycy, którzy boją się kontaktu z ludźmi, więc preferują zapośredniczoną (choćby pismem) formę komunikacji. Mają dzięki temu wrażenie, że lepiej kontrolują sygnały, które wysyłają.

Co Ty o tym sądzisz?

Bo moim zdaniem – oczywiście, spotkać można różne typy osobowości i różne motywacje do sięgania po pióro. Jest jednak pewna konstrukcja psychiczna, która najlepiej rokuje na sukces literacki. Otóż, wydaje mi się, że dobry pisarz powinien być elastyczny. Nie powinien być ani introwertykiem, ani ekstrawertykiem, lecz znaleźć dla siebie miejsce między tymi ekstremami. W ten sposób łatwiej będzie mu dostosować się do sytuacji – zamknąć się we własnym świecie, gdy będzie po temu potrzeba, otworzyć na innych ludzi i lepiej ich zrozumieć, gdy zajdzie konieczność.

Spiskowanie

A skoro mówimy o interakcjach pisarza ze światem, dodam parę słów o współpracy.

W ubiegły czwartek opublikowaliśmy na Spisku artykuł Mateusza Misia. Mam nadzieję, że tekst przypadł Ci do gustu. To pierwszy raz, kiedy miejsce na blogu zostało udostępnione komuś spoza grona „założycieli”.

Powiem otwarcie: chciałbym, aby takich sytuacji było więcej. Jeśli więc pragniesz się podzielić swoimi doświadczeniami lub przemyśleniami z szerszym gronem podobnie myślących odbiorców – daj nam znać. Zgłoś propozycję na forum albo napisz maila. Na Spisku najbardziej interesuje nas Twoja perspektywa na pisanie i kulturę w ogóle. Jeśli jednak potrafisz stworzyć ciekawą recenzję książki, serialu lub filmu, albo też masz pomysł na artykuł publicystyczny, chcemy o tym usłyszeć. Z chęcią też umieścimy w ramach wpisu lub notki biograficznej link do Twojego bloga.

Spisek nie jest przedsięwzięciem komercyjnym, ale jeśli szukasz odbiorców, których zaciekawią Twoje słowa – możemy pomóc. Na samym profilu facebookowym polubiło nas ponad 11 tysięcy ludzi. Od początku istnienia bloga, odwiedziło go niemal 30 tysięcy osób. Kiedy zaczynaliśmy, te parę miesięcy temu, do głowy by mi nie przyszło, że będziemy mieć taki zasięg.

Z chęcią podzielę się tą uwagą.

 

Foto: Bhumika Bhatia / Flickr / CC BY 2.0

Zapisz się na newsletter! Spisek Pisarzy wysyła tylko to, co warto przeczytać.



Tomasz Węcki

Tomasz Węcki


Cześć, mam na imię Tomek i jestem grafomanem. Od kilkunastu lat udaje mi się połączyć przyjemne z pożytecznym i utrzymuję się przede wszystkim z pisania. Byłem już dziennikarzem, piarowcem, copywriterem, ghostwriterem, dokumentalistą i autorem tekstów do gier komputerowych. Teraz możesz również przeczytać moją pierwszą książkę – „Wtajemniczenie”.

12 odpowiedzi

  1. Ingree pisze:

    Pisarz wcale nie musi być antyspołeczny 😉 Myślę że nawet lepiej, jeśli lubi ludzi i rozmowy z nimi – wtedy obserwuje ich z zupełnie innej perspektywy, niż podsłuchiwane rozmowy – w końcu może w nich uczestniczyć.

    • Tomasz Węcki Tomasz Węcki pisze:

      A! No ja bym się zgodził. 😉 Ale będąc antyspołecznym – tak jak w tym filmiku ze wpisu – łatwiej patrzeć na ludzi z boku, nieco bardziej obiektywnie.

  2. benzyna pisze:

    Uważam, że „inspiracje” to udany eksperyment. :)
    Czy pisarz jest anty-społeczny? Może to dziwna perspektywa, ale sądzę, że duży wpływ mają na to czasy, w których żyjemy. Niech pan Tomek zauważy, że od momentu pojawienia się niezliczonych urządzeń elektronicznych czy Internetu ludzie są, powiem, zamuleni. To wszystko bardzo pochłania, otumania, a w efekcie – jeśli ktoś nie potrafi korzystać z takich dóbr rozważnie – odmóżdża. Ludzie przestali obserwować przyrodę, odnajdywać ponadczasowych wartości w książkach, przestali ROZMAWIAĆ ze sobą twarzą w twarz. A jeśli już rozmawiają, to najczęściej o tym, co znaleźli na facebooku. Nie chcę brzmieć jak ktoś permanentnie źle nastawiony, bo dostrzegam pozytywne aspekty i portali społecznościowych i, dajmy na to, smartphone’ów, choć z takiego telefonu sama nie korzystam. Po prostu zwracam uwagę na to, że komuś ambitniejszemu, mądrzejszemu (nie koniecznie musi to być pisarz) coraz trudniej znaleźć rozmówcę, stąd czasem ta aspołeczność.

    Dodałabym jeszcze, że ludzie zatracili chęć uczenia się. Mówię nawet o rzeczywistości uniwersyteckiej. Często widzę, że większość studentów jest po prostu ciągnięta przez woły. Pytam: po co? Mama kazała iść na studia? Chciałem wyprowadzić się z domu, więc studia to była dobra przykrywka? Na studiach są dobre imprezy?
    Pierwszy rok studiów spędziłam w odosobnieniu od innych – albo ośla ławka, albo odległe miejsce na auli. Z jednej strony – taka już jestem, że lubię samotność, a z drugiej – kto chciałby siedzieć na wykładzie obok wiecznie młócących ozorem osób bądź pochłoniętych grą na smartphonie? Było mi wstyd za tych wszystkich ludzi, kiedy profesor PROSIŁ O CISZĘ. Dorośli ludzie, którzy nie rozumieją, że studia to ich własny wybór i nikt ich do niczego nie zmusza – żałosne. W takich chwilach miałam ochotę wyjść.
    Dopiero na drugim roku poznałam kilka osób, z którymi utrzymuję jakiś-tam kontakt, ale w dalszym ciągu nie potrafię przełamać u nich pewnych barier (dokładniej mojego pragnienia, by rozmowa wkroczyła na „wyższy poziom”). A trzeba przyznać, że przy naszym kierunku jest pole do popisu (studiuję analitykę chemiczną). Bo – niestety – nie wspominam przy nich o moich szerokich jak horyzont zainteresowaniach z prostego powodu – wtedy owa „bariera” byłaby już kilometrowym murem.

    Ale – kończąc wywód – zgadzam się z panem. Pisarz powinien być elastyczny. W odpowiednich chwilach milczeć, obserwować, słuchać i zapisywać (mrucząc przy tym pod nosem ;)); z kolei w innych wdać się w dyskusję (oby tylko ta była ambitna i stała się płodną inspiracją).

    Dziękuję, panie Tomku, za Campbella! Na pewno przeczytam!
    (Ciekawe, czy postacie z mojego wiecznie-niedokończonego-projektu-vel-książki zahaczają o monomit? :))

    • Tomasz Węcki Tomasz Węcki pisze:

      Wiesz, myślę, że możesz mieć wiele racji w swoich obserwacjach. Osobiście uważam tak wyrażone wnioski za dość radykalne, ale po kolei. Dlaczego niekoniecznie coraz trudniej znaleźć odpowiednich rozmówców? No, to akurat technologia ułatwia. Można wejść na internety i znaleźć forum, gdzie ludzie dyskutują o wspólnych zainteresowaniach – do tego starają się to robić na poziomie. Można też znaleźć takie blogi, jak choćby Spisek. 😉 Na szczęście świat nie kończy się na popularnych portalach, jak Onet, gdzie poziom dyskusji świadczy bardzo źle o ludzkości (inna sprawa, że ta dyskusja bardzo często jest tam napędzana przez spamboty oraz opłaconych komentatorów, więc jaki poziom ma mieć?).

      Z drugiej strony, ta sama technologia, która pozwala nam się komunikować na nowe sposoby, rzeczywiście może zniechęcać nas do komunikacji w realu. Na przykład, po co mam zagadywać ludzi w pociągu? Co oni mi ciekawego powiedzą, czego bym nie znalazł na smartfonie? A tymczasem kiedyś to było zupełnie normalne, że się rozmawia ze współpasażerami, bo podróż długa, a nie ma co robić.

      Powiem otwarcie, że widzę tutaj nawet większe zagrożenie. Technologia w coraz szerszym stopniu pozwala nam budować wirtualne bańki, w których odgradzamy się od świata. Weźmy choćby Facebooka. W news feedzie pojawiają się nam wieści od znajomych, ale też ze stron, które polubiliśmy. Powiedzmy, że lubisz samochody – i że Twoi znajomi też lubią. Lajkujesz masę stronek na ten temat, pojawiają Ci się wiadomości w news feedzie. Klikasz to, dajesz lajki, udostępniasz. Twoi znajomi też klikają. Facebook to widzi i dostosowuje się, pokazując Ci jeszcze więcej tego samego. Wkrótce cała Twoja aktywność w tej sieci dotyczy przede wszystkim jednego hobby.

      O ile hobby to mały pikuś, wyobraź sobie, że ten sam mechanizm działa, gdy np. preferujesz określone, nacechowane ideologicznie źródła informacji o świecie. Facebook z chęcią pomoże Ci otoczyć się newsami z „Naszego Dziennika”, wrzutami stronki „Pobij lewaka”, czy postami Korwina-Mikke (oczywiście, w drugą stronę to też działa). Przez tą bańkę nie przebije się nic, co nie jest skrzywione przez ideologię. Na własne życzenie zamkniesz się na świat, w wygodnym, niewymagającym wysiłku umysłowego kokonie.

      Moim zdaniem, zmierzamy do wirtualnego kulturkampfu. Coraz więcej ludzi będzie uważać myślących inaczej za debili, a coraz mniej będzie chciało wykonać wysiłek poznania cudzej perspektywy.

  3. Czarownica Wrażeń pisze:

    Mam podobnie jak „Benzyna”… Co raz mniej dookoła mnie ludzi, z którymi mogę pogadać. Do tego pracuję w środowisku nazwijmy to akademickim i też widzę jak poziom nauczania i przyswajania owej nauki leci na mordkę… Mam wrażenie, że gdzieś zniknęła zdrowa ambicja, by umieć czy wiedzieć coś więcej. By opanować coś, czym można zadziwić, zaskoczyć, zaimponować. A jak już ktoś coś tam polizał i poszerzył swój umysłowy zasób, to wstydzi się tego. Czasem pytam wprost, skąd ta strusia polityka i co słyszę? „No wiesz. Po się wychylać. Dziś trzeba być równym bo cię nie zrozumieją”. Dziwne to. I choć jestem człowiekiem bardzo komunikatywnym i naprawdę lubię ludzi, robię się z wolna aspołeczna :) Uciekam do swoich pasji i tych nielicznych znajomych, którzy „nadają na tych samych falach”.
    Piszesz Tomku, że w sieci można znaleźć „wspólników”. Na pewno. Ale nawet najlepszy portal/grupa itp. nie zastąpi realnego kontaktu z drugim człowiekiem. Może się mylę, a ja uwielbiam patrzeć na rozmówcę :) Bo nie tylko naskrobany tekst na monitorze gada: brak tu tej całej pozawerbalnej otoczki, która pozwala nam na odbiór innego człowieka. Ot i dlatego mnie w sieci mało a żal za żywym „ludziem” wciąż się poszerza.

    • Tomasz Węcki Tomasz Węcki pisze:

      To prawda, kontakt wirtualny nie zastąpi realnego. Im większy dystans, tym więcej wyrachowania w komunikacji, co tu dużo mówić. Często jest jednak tak, że od wirtualu zaczyna się znajomość, a potem dochodzi do różnej maści spotkań „in the flesh”. Więc – jak zwykle, rzeczywistość nie jest monochromatyczna. 😉

      A co do strusiej polityki – zauważam dokładnie to samo. Mam jednak wrażenie, że to nic nowego; od kiedy pamiętam, tak właśnie jest. Być może trafiłem w pokolenie (trzydziestolatkowie), które jest wybitnie konformistyczne. Być może tchórzostwo i stadność to po prostu cechy narodowe współczesnych Polaków. Nie mam pojęcia. Presja na to, żeby być „jak wszyscy” jest jednak – moim zdaniem – ogromna.

  4. Czarownica Wrażeń pisze:

    Hm… Może dzisiejsze pokolenie takie jest, że konformizm ma wręcz pod skórą. Ja jednak pamiętam czas, gdy człowiek był dla drugiego człowieka nie tylko trampoliną do wybicia się dla własnej korzyści i jakoś instynktownie szukał „tego drugiego”. Pamiętam czas tzw. ławeczek, gdy zamiast przed komputerem wysiadywało się ze znajomymi do późnych godzin i gadało, gadało, gadało… Temat gonił temat. Kłócono się, spierano, zgodnie kiwano głowami… Chyba się starzeję, bo tęsknię za tamtymi relacjami… Masz rację, że i przez sieć można coś zadzierzgnąć, ale zbyt wiele jest też oszustw, pozorów itp., co mnie osobiście zraża… Jak już napisałam ja do dobrego odbioru drugiego człowieka muszę mieć kontakt rzeczywisty – chodzi mi o uruchomienie wszystkich zmysłów :) wzrok, zapach, dotyk… Internet mi tego nie da…
    A co do pisarza/autora… Elastyczność jest wskazana, choć chyba nie zawsze… Bo przecież nie każdy musi pisać o wszystkim. Może czasem warto wyszlifować jedną, dobrą stronę swej twórczości…? No, ale to moje widzenie świata… :)

  5. Scathach pisze:

    Inspiracje to zdecydowanie udany eksperyment 😀

    Czy pisarz powinien być aspołeczny? Cóż, czasami i dystans się przydaje. Ja na przykład lubię, skryta bezpiecznie za ciemnymi szkłami okularów przeciwsłonecznych, obserwować dyskretnie ludzi w komunikacji miejskiej. Patrzę na ich miny, strój, ruchy – i zastanawiam się, co też mogą myśleć lub dokąd jechać. Stresują się przed rozmową kwalifikacyjną? Jadą odebrać dziecko z przedszkola? A może właśnie pokłócili się z ukochaną osobą? Jednocześnie nie cierpię być zbyt długo pozbawiona możliwości interakcji z otoczeniem – poznawanie nowych ludzi? Wysłuchanie wieści po powrocie z wakacji? ‚Szalona’ wyprawa ze znajomym w poszukiwaniu jednej jedynej książki, którą bardzo chce mieć? Zawsze!
    Zarówno jeden, jak i drugi typ zachowania daje mi pewne korzyści, inspiracje, umiejętności. Dlatego podpisuję się obiema rękami pod stwierdzeniem, że pisarz powinien być elastyczny. Ale jak nie chce, to nie musi, i nikt mu za to głowy nie urwie – jeśli tylko znajdzie sposób, by to wykorzystać 😉

    Campbella chętnie bym poczytała, ale po wstępnych poszukiwaniach w katalogu centralnym bibliotek w mojej dzielnicy z przykrością stwierdzam, że pozycji brak :( nie mam jednak zamiaru się poddawać i kiedyś na pewno przeczytam, bo wygląda na to, że warto 😀

    • Tomasz Węcki Tomasz Węcki pisze:

      Zdecydowanie warto przeczytać Campbella. Z drugiej strony, na necie naprawdę łatwo znaleźć opracowania i „bryki” z tej lektury. Wiadomo, że to erzac, ale z braku laku…

      Swoją drogą – po odzewie widzę, że warto podrzucać lektury, więc gdy trafię na coś ciekawego, na pewno się podzielę. :)

  6. Olivia pisze:

    Filmik był boski i przezabawny, od razu dodaje kanał do ulubionych:) Miło, że chcecie w swoja „pracę” zaangażować innych, a zwłaszcza czytelników. Myślę, że to dobry pomysł na poznanie choćby fragmentu ich warsztatu i tego, czego możemy się po nich spodziewać.
    Czy pisarz musi być samotnikiem? W sumie chyba nie koniecznie. Powinien być gdzieś pomiędzy – jak to zaznaczyłeś. Jednak spójrzmy prawdzie w oczy. Większość autorów to ludzie, którzy wiele w życiu przeszli, często biją się z myślami, być może zadają sobie mnóstwo pytań na temat ludzkiej egzystencji i dlaczego jest tak a nie inaczej na świecie. Są to też ludzie zdystansowani na swój sposób do świata, którzy albo robią z tego tragedię, albo obracają to w żart, albo ubierają w fantazje, która każe przekraczać czytelnikowi granice własnej wyobraźni.
    Pozdrawiam

    • Tomasz Węcki Tomasz Węcki pisze:

      Hmm… Mam wrażenie, że mówisz o pisarzach jako o introwertykach. :) Ale, z drugiej strony, może ta triada introwertyk – ekstrawertyk – ambiwertyk (czyli taki pomiedzy) to zbyt prostacki podział? I co rzeczywiście łączy pisarzy, to skłonność do przemyśleń i pragnienie wyjścia z nimi do świata.

  7. Wydaje mi się, że dobry pisarz winien być elastyczny, by móc (potrafić) wczuć się w swoich bohaterów, w sytuacje przed nimi postawione, w zbudowany przez siebie świat. Bo jak pisać o dajmy na to o duszy towarzyskiej, będąc samotnikiem i nie rozumieć, nie czuć, czym kierują się ludzie lgnący do ludzi? Tak mi się wydaje, ale co ja tam wiem, dopiero zaczynam z pisaniem. 😉
    Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *