Inspiracje – Campbell a natura pisarza

Tomasz Węcki


Cześć, mam na imię Tomek i jestem grafomanem. Od kilkunastu lat udaje mi się połączyć przyjemne z pożytecznym i utrzymuję się przede wszystkim z pisania. Byłem już dziennikarzem, piarowcem, copywriterem, ghostwriterem, dokumentalistą i autorem tekstów do gier komputerowych. Teraz możesz również przeczytać moją pierwszą książkę – „Wtajemniczenie”.

12 komentarzy

  1. Ingree pisze:

    Pisarz wcale nie musi być antyspołeczny 😉 Myślę że nawet lepiej, jeśli lubi ludzi i rozmowy z nimi – wtedy obserwuje ich z zupełnie innej perspektywy, niż podsłuchiwane rozmowy – w końcu może w nich uczestniczyć.

    • Tomasz Węcki pisze:

      A! No ja bym się zgodził. 😉 Ale będąc antyspołecznym – tak jak w tym filmiku ze wpisu – łatwiej patrzeć na ludzi z boku, nieco bardziej obiektywnie.

  2. benzyna pisze:

    Uważam, że „inspiracje” to udany eksperyment. 🙂
    Czy pisarz jest anty-społeczny? Może to dziwna perspektywa, ale sądzę, że duży wpływ mają na to czasy, w których żyjemy. Niech pan Tomek zauważy, że od momentu pojawienia się niezliczonych urządzeń elektronicznych czy Internetu ludzie są, powiem, zamuleni. To wszystko bardzo pochłania, otumania, a w efekcie – jeśli ktoś nie potrafi korzystać z takich dóbr rozważnie – odmóżdża. Ludzie przestali obserwować przyrodę, odnajdywać ponadczasowych wartości w książkach, przestali ROZMAWIAĆ ze sobą twarzą w twarz. A jeśli już rozmawiają, to najczęściej o tym, co znaleźli na facebooku. Nie chcę brzmieć jak ktoś permanentnie źle nastawiony, bo dostrzegam pozytywne aspekty i portali społecznościowych i, dajmy na to, smartphone’ów, choć z takiego telefonu sama nie korzystam. Po prostu zwracam uwagę na to, że komuś ambitniejszemu, mądrzejszemu (nie koniecznie musi to być pisarz) coraz trudniej znaleźć rozmówcę, stąd czasem ta aspołeczność.

    Dodałabym jeszcze, że ludzie zatracili chęć uczenia się. Mówię nawet o rzeczywistości uniwersyteckiej. Często widzę, że większość studentów jest po prostu ciągnięta przez woły. Pytam: po co? Mama kazała iść na studia? Chciałem wyprowadzić się z domu, więc studia to była dobra przykrywka? Na studiach są dobre imprezy?
    Pierwszy rok studiów spędziłam w odosobnieniu od innych – albo ośla ławka, albo odległe miejsce na auli. Z jednej strony – taka już jestem, że lubię samotność, a z drugiej – kto chciałby siedzieć na wykładzie obok wiecznie młócących ozorem osób bądź pochłoniętych grą na smartphonie? Było mi wstyd za tych wszystkich ludzi, kiedy profesor PROSIŁ O CISZĘ. Dorośli ludzie, którzy nie rozumieją, że studia to ich własny wybór i nikt ich do niczego nie zmusza – żałosne. W takich chwilach miałam ochotę wyjść.
    Dopiero na drugim roku poznałam kilka osób, z którymi utrzymuję jakiś-tam kontakt, ale w dalszym ciągu nie potrafię przełamać u nich pewnych barier (dokładniej mojego pragnienia, by rozmowa wkroczyła na „wyższy poziom”). A trzeba przyznać, że przy naszym kierunku jest pole do popisu (studiuję analitykę chemiczną). Bo – niestety – nie wspominam przy nich o moich szerokich jak horyzont zainteresowaniach z prostego powodu – wtedy owa „bariera” byłaby już kilometrowym murem.

    Ale – kończąc wywód – zgadzam się z panem. Pisarz powinien być elastyczny. W odpowiednich chwilach milczeć, obserwować, słuchać i zapisywać (mrucząc przy tym pod nosem ;)); z kolei w innych wdać się w dyskusję (oby tylko ta była ambitna i stała się płodną inspiracją).

    Dziękuję, panie Tomku, za Campbella! Na pewno przeczytam!
    (Ciekawe, czy postacie z mojego wiecznie-niedokończonego-projektu-vel-książki zahaczają o monomit? :))

    • Tomasz Węcki pisze:

      Wiesz, myślę, że możesz mieć wiele racji w swoich obserwacjach. Osobiście uważam tak wyrażone wnioski za dość radykalne, ale po kolei. Dlaczego niekoniecznie coraz trudniej znaleźć odpowiednich rozmówców? No, to akurat technologia ułatwia. Można wejść na internety i znaleźć forum, gdzie ludzie dyskutują o wspólnych zainteresowaniach – do tego starają się to robić na poziomie. Można też znaleźć takie blogi, jak choćby Spisek. 😉 Na szczęście świat nie kończy się na popularnych portalach, jak Onet, gdzie poziom dyskusji świadczy bardzo źle o ludzkości (inna sprawa, że ta dyskusja bardzo często jest tam napędzana przez spamboty oraz opłaconych komentatorów, więc jaki poziom ma mieć?).

      Z drugiej strony, ta sama technologia, która pozwala nam się komunikować na nowe sposoby, rzeczywiście może zniechęcać nas do komunikacji w realu. Na przykład, po co mam zagadywać ludzi w pociągu? Co oni mi ciekawego powiedzą, czego bym nie znalazł na smartfonie? A tymczasem kiedyś to było zupełnie normalne, że się rozmawia ze współpasażerami, bo podróż długa, a nie ma co robić.

      Powiem otwarcie, że widzę tutaj nawet większe zagrożenie. Technologia w coraz szerszym stopniu pozwala nam budować wirtualne bańki, w których odgradzamy się od świata. Weźmy choćby Facebooka. W news feedzie pojawiają się nam wieści od znajomych, ale też ze stron, które polubiliśmy. Powiedzmy, że lubisz samochody – i że Twoi znajomi też lubią. Lajkujesz masę stronek na ten temat, pojawiają Ci się wiadomości w news feedzie. Klikasz to, dajesz lajki, udostępniasz. Twoi znajomi też klikają. Facebook to widzi i dostosowuje się, pokazując Ci jeszcze więcej tego samego. Wkrótce cała Twoja aktywność w tej sieci dotyczy przede wszystkim jednego hobby.

      O ile hobby to mały pikuś, wyobraź sobie, że ten sam mechanizm działa, gdy np. preferujesz określone, nacechowane ideologicznie źródła informacji o świecie. Facebook z chęcią pomoże Ci otoczyć się newsami z „Naszego Dziennika”, wrzutami stronki „Pobij lewaka”, czy postami Korwina-Mikke (oczywiście, w drugą stronę to też działa). Przez tą bańkę nie przebije się nic, co nie jest skrzywione przez ideologię. Na własne życzenie zamkniesz się na świat, w wygodnym, niewymagającym wysiłku umysłowego kokonie.

      Moim zdaniem, zmierzamy do wirtualnego kulturkampfu. Coraz więcej ludzi będzie uważać myślących inaczej za debili, a coraz mniej będzie chciało wykonać wysiłek poznania cudzej perspektywy.

  3. Czarownica Wrażeń pisze:

    Mam podobnie jak „Benzyna”… Co raz mniej dookoła mnie ludzi, z którymi mogę pogadać. Do tego pracuję w środowisku nazwijmy to akademickim i też widzę jak poziom nauczania i przyswajania owej nauki leci na mordkę… Mam wrażenie, że gdzieś zniknęła zdrowa ambicja, by umieć czy wiedzieć coś więcej. By opanować coś, czym można zadziwić, zaskoczyć, zaimponować. A jak już ktoś coś tam polizał i poszerzył swój umysłowy zasób, to wstydzi się tego. Czasem pytam wprost, skąd ta strusia polityka i co słyszę? „No wiesz. Po się wychylać. Dziś trzeba być równym bo cię nie zrozumieją”. Dziwne to. I choć jestem człowiekiem bardzo komunikatywnym i naprawdę lubię ludzi, robię się z wolna aspołeczna 🙂 Uciekam do swoich pasji i tych nielicznych znajomych, którzy „nadają na tych samych falach”.
    Piszesz Tomku, że w sieci można znaleźć „wspólników”. Na pewno. Ale nawet najlepszy portal/grupa itp. nie zastąpi realnego kontaktu z drugim człowiekiem. Może się mylę, a ja uwielbiam patrzeć na rozmówcę 🙂 Bo nie tylko naskrobany tekst na monitorze gada: brak tu tej całej pozawerbalnej otoczki, która pozwala nam na odbiór innego człowieka. Ot i dlatego mnie w sieci mało a żal za żywym „ludziem” wciąż się poszerza.

    • Tomasz Węcki pisze:

      To prawda, kontakt wirtualny nie zastąpi realnego. Im większy dystans, tym więcej wyrachowania w komunikacji, co tu dużo mówić. Często jest jednak tak, że od wirtualu zaczyna się znajomość, a potem dochodzi do różnej maści spotkań „in the flesh”. Więc – jak zwykle, rzeczywistość nie jest monochromatyczna. 😉

      A co do strusiej polityki – zauważam dokładnie to samo. Mam jednak wrażenie, że to nic nowego; od kiedy pamiętam, tak właśnie jest. Być może trafiłem w pokolenie (trzydziestolatkowie), które jest wybitnie konformistyczne. Być może tchórzostwo i stadność to po prostu cechy narodowe współczesnych Polaków. Nie mam pojęcia. Presja na to, żeby być „jak wszyscy” jest jednak – moim zdaniem – ogromna.

  4. Czarownica Wrażeń pisze:

    Hm… Może dzisiejsze pokolenie takie jest, że konformizm ma wręcz pod skórą. Ja jednak pamiętam czas, gdy człowiek był dla drugiego człowieka nie tylko trampoliną do wybicia się dla własnej korzyści i jakoś instynktownie szukał „tego drugiego”. Pamiętam czas tzw. ławeczek, gdy zamiast przed komputerem wysiadywało się ze znajomymi do późnych godzin i gadało, gadało, gadało… Temat gonił temat. Kłócono się, spierano, zgodnie kiwano głowami… Chyba się starzeję, bo tęsknię za tamtymi relacjami… Masz rację, że i przez sieć można coś zadzierzgnąć, ale zbyt wiele jest też oszustw, pozorów itp., co mnie osobiście zraża… Jak już napisałam ja do dobrego odbioru drugiego człowieka muszę mieć kontakt rzeczywisty – chodzi mi o uruchomienie wszystkich zmysłów 🙂 wzrok, zapach, dotyk… Internet mi tego nie da…
    A co do pisarza/autora… Elastyczność jest wskazana, choć chyba nie zawsze… Bo przecież nie każdy musi pisać o wszystkim. Może czasem warto wyszlifować jedną, dobrą stronę swej twórczości…? No, ale to moje widzenie świata… 🙂

  5. Scathach pisze:

    Inspiracje to zdecydowanie udany eksperyment 😀

    Czy pisarz powinien być aspołeczny? Cóż, czasami i dystans się przydaje. Ja na przykład lubię, skryta bezpiecznie za ciemnymi szkłami okularów przeciwsłonecznych, obserwować dyskretnie ludzi w komunikacji miejskiej. Patrzę na ich miny, strój, ruchy – i zastanawiam się, co też mogą myśleć lub dokąd jechać. Stresują się przed rozmową kwalifikacyjną? Jadą odebrać dziecko z przedszkola? A może właśnie pokłócili się z ukochaną osobą? Jednocześnie nie cierpię być zbyt długo pozbawiona możliwości interakcji z otoczeniem – poznawanie nowych ludzi? Wysłuchanie wieści po powrocie z wakacji? ‚Szalona’ wyprawa ze znajomym w poszukiwaniu jednej jedynej książki, którą bardzo chce mieć? Zawsze!
    Zarówno jeden, jak i drugi typ zachowania daje mi pewne korzyści, inspiracje, umiejętności. Dlatego podpisuję się obiema rękami pod stwierdzeniem, że pisarz powinien być elastyczny. Ale jak nie chce, to nie musi, i nikt mu za to głowy nie urwie – jeśli tylko znajdzie sposób, by to wykorzystać 😉

    Campbella chętnie bym poczytała, ale po wstępnych poszukiwaniach w katalogu centralnym bibliotek w mojej dzielnicy z przykrością stwierdzam, że pozycji brak 🙁 nie mam jednak zamiaru się poddawać i kiedyś na pewno przeczytam, bo wygląda na to, że warto 😀

    • Tomasz Węcki pisze:

      Zdecydowanie warto przeczytać Campbella. Z drugiej strony, na necie naprawdę łatwo znaleźć opracowania i „bryki” z tej lektury. Wiadomo, że to erzac, ale z braku laku…

      Swoją drogą – po odzewie widzę, że warto podrzucać lektury, więc gdy trafię na coś ciekawego, na pewno się podzielę. 🙂

  6. Olivia pisze:

    Filmik był boski i przezabawny, od razu dodaje kanał do ulubionych:) Miło, że chcecie w swoja „pracę” zaangażować innych, a zwłaszcza czytelników. Myślę, że to dobry pomysł na poznanie choćby fragmentu ich warsztatu i tego, czego możemy się po nich spodziewać.
    Czy pisarz musi być samotnikiem? W sumie chyba nie koniecznie. Powinien być gdzieś pomiędzy – jak to zaznaczyłeś. Jednak spójrzmy prawdzie w oczy. Większość autorów to ludzie, którzy wiele w życiu przeszli, często biją się z myślami, być może zadają sobie mnóstwo pytań na temat ludzkiej egzystencji i dlaczego jest tak a nie inaczej na świecie. Są to też ludzie zdystansowani na swój sposób do świata, którzy albo robią z tego tragedię, albo obracają to w żart, albo ubierają w fantazje, która każe przekraczać czytelnikowi granice własnej wyobraźni.
    Pozdrawiam

    • Tomasz Węcki pisze:

      Hmm… Mam wrażenie, że mówisz o pisarzach jako o introwertykach. 🙂 Ale, z drugiej strony, może ta triada introwertyk – ekstrawertyk – ambiwertyk (czyli taki pomiedzy) to zbyt prostacki podział? I co rzeczywiście łączy pisarzy, to skłonność do przemyśleń i pragnienie wyjścia z nimi do świata.

  7. Wydaje mi się, że dobry pisarz winien być elastyczny, by móc (potrafić) wczuć się w swoich bohaterów, w sytuacje przed nimi postawione, w zbudowany przez siebie świat. Bo jak pisać o dajmy na to o duszy towarzyskiej, będąc samotnikiem i nie rozumieć, nie czuć, czym kierują się ludzie lgnący do ludzi? Tak mi się wydaje, ale co ja tam wiem, dopiero zaczynam z pisaniem. 😉
    Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *