Pisanie to wybór życiowy

Tomasz Węcki


Cześć, mam na imię Tomek i jestem grafomanem. Od kilkunastu lat udaje mi się połączyć przyjemne z pożytecznym i utrzymuję się przede wszystkim z pisania. Byłem już dziennikarzem, piarowcem, copywriterem, ghostwriterem, dokumentalistą i autorem tekstów do gier komputerowych. Teraz możesz również przeczytać moją pierwszą książkę – „Wtajemniczenie”.

5 komentarzy

  1. Łukasz napisał(a):

    Witam,
    Przede wszystkim bardzo mądry tekst 🙂 Moja pierwsza książka ma premierę w przyszłym miesiącu a tymczasem od 4 miesięcy piszę niewiele, gdyż pochłania mnie praca na pełny etat i zwyczajne zmęczenie. Poprzednią książkę pisałem późnymi nocami, po 8-12 godzinach pracy, jednak chciałbym choć trochę zmienić ten schemat przy pisaniu drugiej. Jakieś rady?

    Z góry dzięki 🙂

    • Tomasz Węcki napisał(a):

      Ech, ciężki temat, bo jestem w trochę podobnej sytuacji: większość dnia zajmują mi rzeczy zupełnie niezwiązane z powieścią. Na szybko mogę tylko polecić odpoczynek, w sensie – urlop. Po 12 godzinach pracy to i bez książki byłbym wyżęty.

      Jeśli chodzi o większe optymalizacje, może warto przerzucić pisanie na rano? Tzn. wstawać dajmy na to o 6 i trzaskać przez godzinę do skutku? Nie wiem, gdzie pracujesz i czy w związku z tym to dobra rada, ale można też pisać w przerwach w pracy. Czasem jest tak, że czekasz na to, aż ktoś dostarczy Ci materiału, albo po prostu możesz zorganizować robotę tak, że zostaje godzina wolnego. Możesz ją wypełnić pisaniem. Oczywiście, różne stosunki mogą w Twojej pracy panować i różnie Twój szef może się na to patrzeć, więc pamiętaj o ryzyku. 😉

      Tak czy siak, temat długi. Postaram się napisać w przyszłości wpis o tym, skąd wyczarować czas, choć przyznam otwarcie, że dla mnie to też problem.

  2. Scathach napisał(a):

    Pisanie przez pół godziny rano…?
    Genialne!
    Jeśli tylko wystarczy mi samozaparcia, na pewno takowy trik wykorzystam. Sama mam ogromne problemy z wyczarowywaniem czasu, zazwyczaj powodowane nieregularnością we wszystkim, co tylko możliwe, albo zwyczajnym ‚nicnierobieniem’, które jest moim złym zwyczajem… Nie ukrywam, że chętnie o takowych czarach poczytam, może zainspirują mnie do pracy nad sobą.
    Pozdrawiam! 😉

  3. Martwy napisał(a):

    Ja przeczytałem 5 książek do matury i w 2014 kolejne 4 – i napisze swoją bo to bułka z masłem. Wystarczy mieć bogate słownictwo i wyobraźnię – umieć wywołać ciekawość i stać się oczyma i duszą bohatera. Steven King ze swoimi wypocinami na temat pisania może przebranżowić swoje nazwisko na Kong.

  4. Freja Draco napisał(a):

    Mi pomaga robienie wykresów (z resztą odnośnie większości planów w moim życiu pomaga mi robienie wykresów). Odpalam Excela, przyjmuję plan 5 tysięcy znaków dziennie, a potem codziennie aktualizuję arkusz.

    Druga strategia, która ma mi w pomagać w pisaniu (chociaż póki co efekty są dokładnie odwrotne) polega na tym, iż postanowiłam sobie, że najpierw zadbam o materialne podstawy swojego bytu, żeby móc pisać, co chcę, wtedy kiedy chcę i mieć na to zwyczajnie czas. Bo tłuczenie jakichś kawałków na akord, byle do profilu danego pisma pasowały, to jakoś ani wielkiej kasy, a ni wielkiej radości nie dają.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *