Pisanie to wybór życiowy

Pisarze piszą. To jedyna czynność, która naprawdę odróżnia ich od reszty populacji. Można być pisarzem, który nie został jeszcze opublikowany. Można być też takim, który do tej pory stworzył tylko gnioty. Nie da się być pisarzem, który nie pisze. I w tym cała tragedia, bo pisanie wymaga czasu i siły woli.

Szlifowanie pióra to nie lada wysiłek. Poziom mistrzowski osiągniesz po wielu, wielu latach intensywnego treningu. Możliwe, że po drodze napiszesz masę chłamu (wierz mi, to normalne). Możliwe, że niejedno wydawnictwo i niejedna gazeta odrzucą Twój tekst, w zamian udzielając – ustami przemądrzałego redaktora – ciętych „rad” na przyszłość. Nieraz trafisz na mur – najczęściej z powodu własnej pisarskiej niemocy.

Gdy umiesz już na tyle dużo, żeby zarabiać na pisaniu, okazuje się, że to żadna przyjemność, tylko zwykła orka. Jasne, rynkowa wartość tego typu zdolności jest o wiele większa, niż się ludziom wydaje, ale nawet mimo to – musisz się narobić, napisać, żeby mieć z tego przyzwoite pieniądze. Trzaskasz artykuły na akord. Chwytasz zlecenie za zleceniem. Uczysz się produktywności, albo toniesz.

A gdy zabierasz się na serio do pisania książki – o, wtedy się zaczyna. Każda ofiara potrafi napisać jakąś powieść, mając na to całe życie. Ty chcesz napisać książkę dobrą. Potem chcesz powtórzyć ten wyczyn – a później jeszcze raz, i znów, dopóki wreszcie nie dadzą Ci tej pieprzonej Nike. Nie masz więc wyjścia, musisz dostarczyć wysoką jakość w rozsądnym czasie. Jak? Pozostaje Ci tylko włożyć w to wiele pracy, energii i życiowych zasobów.

O to chodzi. Jeśli chcesz być pisarzem, musisz potraktować taką decyzję poważnie. Niezależnie od tego, na jakim poziomie zaawansowania jesteś, co udało Ci się już osiągnąć, a co dopiero się uda – pisanie Cię pożre. Na „ołtarzu sztuki” poświęcisz czas wolny, wyjścia ze znajomymi na piwo, seriale do obejrzenia, gry do zagrania, ba, nawet książki, które chcesz przeczytać, tylko nie masz kiedy. Nie ma od tego ucieczki, nie ma drogi na skróty. Muzy wymagają ofiary z krwi.

Jeżeli przeraża Cię ta wizja, to znaczy, że masz sprawnie działający instynkt samozachowawczy. Nie jesteśmy tytanami. Bardzo łatwo poświęcić za wiele i wypalić się po pierwszych niepowodzeniach. Pisarz pisze – pamiętaj o tym. Gdy przestaje, może być co najwyżej kibicem.

Najlepszym sposobem na oswojenie krwiożerczych muz jest włączenie pisania w rytm codziennego życia. Być może dobrym wyjściem jest zaczynanie każdego dnia od półgodzinnej sesji przy edytorze tekstu? Może istnieje rytuał, dzięki któremu przywołasz natchnienie, kiedy będzie to dla Ciebie dogodne, a nie na odwrót? Może są miejsca, w których łatwiej Ci pisać? Może istnieją książki lub ludzie, którzy niechybnie dostarczą Ci inspiracji? Gdy zdołasz znaleźć przestrzeń dla pisania w codzienności, gdy wpleciesz ten wątek w historię swojego dnia, stres tworzenia będzie o wiele mniejszy. Wytrwasz o wiele większe napięcia, niż ci pisarze, którzy robią to tylko „z doskoku”.

Na Spisku będziemy od teraz publikować również artykuły i opinie na temat tego, jak dokonać tej integracji pisania z codziennością. Jak zoptymalizować swoje życie, żeby z pisaniem nie tylko wytrwać, ale też odnieść dzięki niemu korzyść. To nie będą mądre rady od życiowego guru (żadne z nas nie czuje się jak ktoś taki). Z całą pewnością będą to jednak informacje oparte na naszym bezpośrednim doświadczeniu. Jeśli z którąś optymalizacją wtopiliśmy (lub wtopimy), też o tym napiszemy, bo będzie to pewnie pocieszna historia.

Jeśli ciekawi Cię ten temat, daj znać! Zachęcam też do komentowania wszystkich, którzy mają własne sposoby na zwiększenie wytrwałości w pisaniu, albo po prostu na zmniejszenie stresu związanego z pracą twórczą. Z chęcią poznam nowe sztuczki.

 

Foto: Khalid Albaih/Flickr/CC BY 2.0

Zapisz się na newsletter! Spisek Pisarzy wysyła tylko to, co warto przeczytać.



Tomasz Węcki

Tomasz Węcki


Cześć, mam na imię Tomek i jestem grafomanem. Od kilkunastu lat udaje mi się połączyć przyjemne z pożytecznym i utrzymuję się przede wszystkim z pisania. Byłem już dziennikarzem, piarowcem, copywriterem, ghostwriterem, dokumentalistą i autorem tekstów do gier komputerowych. Teraz możesz również przeczytać moją pierwszą książkę – „Wtajemniczenie”.

5 odpowiedzi

  1. Łukasz pisze:

    Witam,
    Przede wszystkim bardzo mądry tekst :) Moja pierwsza książka ma premierę w przyszłym miesiącu a tymczasem od 4 miesięcy piszę niewiele, gdyż pochłania mnie praca na pełny etat i zwyczajne zmęczenie. Poprzednią książkę pisałem późnymi nocami, po 8-12 godzinach pracy, jednak chciałbym choć trochę zmienić ten schemat przy pisaniu drugiej. Jakieś rady?

    Z góry dzięki :)

    • Tomasz Węcki Tomasz Węcki pisze:

      Ech, ciężki temat, bo jestem w trochę podobnej sytuacji: większość dnia zajmują mi rzeczy zupełnie niezwiązane z powieścią. Na szybko mogę tylko polecić odpoczynek, w sensie – urlop. Po 12 godzinach pracy to i bez książki byłbym wyżęty.

      Jeśli chodzi o większe optymalizacje, może warto przerzucić pisanie na rano? Tzn. wstawać dajmy na to o 6 i trzaskać przez godzinę do skutku? Nie wiem, gdzie pracujesz i czy w związku z tym to dobra rada, ale można też pisać w przerwach w pracy. Czasem jest tak, że czekasz na to, aż ktoś dostarczy Ci materiału, albo po prostu możesz zorganizować robotę tak, że zostaje godzina wolnego. Możesz ją wypełnić pisaniem. Oczywiście, różne stosunki mogą w Twojej pracy panować i różnie Twój szef może się na to patrzeć, więc pamiętaj o ryzyku. 😉

      Tak czy siak, temat długi. Postaram się napisać w przyszłości wpis o tym, skąd wyczarować czas, choć przyznam otwarcie, że dla mnie to też problem.

  2. Scathach pisze:

    Pisanie przez pół godziny rano…?
    Genialne!
    Jeśli tylko wystarczy mi samozaparcia, na pewno takowy trik wykorzystam. Sama mam ogromne problemy z wyczarowywaniem czasu, zazwyczaj powodowane nieregularnością we wszystkim, co tylko możliwe, albo zwyczajnym ‚nicnierobieniem’, które jest moim złym zwyczajem… Nie ukrywam, że chętnie o takowych czarach poczytam, może zainspirują mnie do pracy nad sobą.
    Pozdrawiam! 😉

  3. Martwy pisze:

    Ja przeczytałem 5 książek do matury i w 2014 kolejne 4 – i napisze swoją bo to bułka z masłem. Wystarczy mieć bogate słownictwo i wyobraźnię – umieć wywołać ciekawość i stać się oczyma i duszą bohatera. Steven King ze swoimi wypocinami na temat pisania może przebranżowić swoje nazwisko na Kong.

  4. Freja Draco pisze:

    Mi pomaga robienie wykresów (z resztą odnośnie większości planów w moim życiu pomaga mi robienie wykresów). Odpalam Excela, przyjmuję plan 5 tysięcy znaków dziennie, a potem codziennie aktualizuję arkusz.

    Druga strategia, która ma mi w pomagać w pisaniu (chociaż póki co efekty są dokładnie odwrotne) polega na tym, iż postanowiłam sobie, że najpierw zadbam o materialne podstawy swojego bytu, żeby móc pisać, co chcę, wtedy kiedy chcę i mieć na to zwyczajnie czas. Bo tłuczenie jakichś kawałków na akord, byle do profilu danego pisma pasowały, to jakoś ani wielkiej kasy, a ni wielkiej radości nie dają.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *