Czy pisarz zarabia więcej niż sprzątaczka?

Tomasz Węcki


Cześć, mam na imię Tomek i jestem grafomanem. Od kilkunastu lat udaje mi się połączyć przyjemne z pożytecznym i utrzymuję się przede wszystkim z pisania. Byłem już dziennikarzem, piarowcem, copywriterem, ghostwriterem, dokumentalistą i autorem tekstów do gier komputerowych. Teraz możesz również przeczytać moją pierwszą książkę – „Wtajemniczenie”.

16 komentarzy

  1. Anonymous napisał(a):

    Fajny wpis

    • Rafał Pawlak napisał(a):

      Dobrze napisane. Wczoraj wieczorem usiłowałem zmierzyć się z tematem, który rozpoczęła Kaja Malanowska i doszedłem do podobnych wniosków. Dzisiaj umieszczę u siebie.

  2. jagoda acai napisał(a):

    Niestety Polsce książki staja sie coraz mnie popularne. Ludzie nie maja czasu i chęci sie dokształcać.
    Pismo pisane jest wypierane przez elektroniczne dzisiaj królują blogi.
    Bardzo mi się podoba to co Pani pisze.
    nie pisać dla pieniędzy jak najbardziej popieram, to sie robi od serca a jednocześnie smuci dalsza cześć czyli Nastaw się na to, że nikt Ci nie zapłaci i że czasu włożonego w stworzenie książki nie odzyskasz.
    Stronę znalazłem przez Facebooka.

    • Anonymous napisał(a):

      Podaj źródło proszę informacji, że stają się coraz mniej popularne. I nie opieraj się prosze na narzekaniach wydawców, którzy tylko o sprzedaży książek mówią – a pomijają pożyczanie książek, biblioteki, czy piracenie na czytniki książek.

      • Bea napisał(a):

        Też nie wierzę w to niewielkie czytanie. Moi znajomi pochłaniają tony książek, wymieniamy się, na targach kłębią się tłumy kupujących. Może to kwestia środowiska, a może wieku, ale biblioteka znajduje się na zapyziałym osiedlu i korzysta z niej mnóstwo osób. Ja często ściągam z chomika, pożyczam. Masa osób też pisze, ale poziom olaboga. Mam wrażenie, że teraz każdy woli pisać, niż czytać. Szkoda tylko, że z poprawnością językowo kiepsko strasznie.

    • jagoda acai napisał(a):

      źródło? to moje własne obserwacje.

      przeciętny szary obywatel nie czyta książek.
      Pytałem wielu znajomych i co a po co mi to? więc to chyba wszystko tłumaczy.
      wręcz przeciwnie ma sie ta sytuacje do ludzie dziłajacych w biznesach lub mających jakiś prestiż.

  3. Tomasz Węcki napisał(a):

    Nie no, coś tam się da zarobić – te 6800 na przykład. 😉 Myślę jednak, że w obecnej sytuacji pisanie książek z myślą o wielkich pieniądzach to strata czasu. Są lepsze sposoby na bogacenie się i lepsze motywacje do pisania.

    • Anonymous napisał(a):

      Chyba nie rozumiesz o co biega. Mówi się, że każdy powinien robić to co kocha. I zazwyczaj fajnie by było gdyby pasję połączyć z pasją. Jednak w polskich realiach to graniczy z cudem i w muzyce i w pisaniu książek…

    • Rafał Pawlak napisał(a):

      No tak, ale ogromna rzesza pisarzy oprócz pisania, spełnia się w innych zawodach. Ja jestem copywriterem i swoją książkę piszę po godzinach. Oczywiście, chciałbym mieć możliwość, aby poświęcić się w całości pisaniu, ale jak na razie jest to niemożliwe.

      O ile dobrze kojarzę, to chyba Grisham codziennie przed pracą poświęcał godzinę na pisanie książki i nie przeszkodziło mu to w osiągnięciu sukcesu.

  4. Anonymous napisał(a):

    *pracę połączyć z pasją

  5. Weronika Kossowska napisał(a):

    Poczułam się jakby ktoś mi przybił piątkę.
    Krzesłem.
    W twarz.
    Zawsze chciałam pisać w moim języku, tak najłatwiej mi operować słowem ale z tego co teraz słyszę to wydawanie za granicą zdaje mi się nagle dużo lepszym rozwiązaniem niż zostanie tutaj.

  6. Tomasz Węcki napisał(a):

    Niestety, wydawanie za granicą nie jest łatwiejsze dla Polaka. Procenty podziału łupów ze sprzedaży książek gdzieniegdzie wyglądają lepiej (np. w Anglii, o ile się nie mylę, dystrybutor zabiera wydawcy średnio 40% ceny okładkowej), ale nigdzie nie jest to dramatyczna różnica. Początkującym, a nawet „średnim” pisarzom nigdzie nie jest łatwo. Co więcej, jeśli jakiś kraj dotuje i wspiera literaturę, to dba przede wszystkim o rodzimą, nie o przekłady. Mało który Polak pisze tak dobrze po norwesku, żeby się tam przeprowadzić i np. żyć z tworzenia skandynawskich kryminałów.

    IMO, jesteśmy skazani na nasz grajdół. Albo zaciskamy zęby i piszemy mimo wszystko – albo walczymy z systemem, żeby było bardziej po ludzku. Tak czy siak, moja rada: nie liczyć na wiele.

  7. Kamil napisał(a):

    Gdyby zmniejszyć podatki na książki, nie mówiąc o całej gospodarce, to po prostu ludzi stać będzie na kupowanie książek o dyskusyjnej jakości. Tak jak piszesz – dotacje rodziłyby tylko dalsze patologie, ale artyści często myślą tylko o sobie.

    • Tomasz Węcki napisał(a):

      Może. Podatki są w Polsce wysokie dla biednych, ale oni i tak mają większe problemy na głowie, niż niskie czytelnictwo. Polską tragedią jest raczej to, że klasa średnia puszcza focha na książki i ich nie kupuje w takiej ilości, jak niegdyś. Zmniejszenie podatków dla klasy średniej to miły postulat, za którym z chęcią bym zagłosował, ale patrzac realnie – raczej nie wpłynie to znacząco na rynek książki. Zyski prędzej zwiększą się producentom whiskey albo dilerom samochodów.

      Co do samego opodatkowania książki, to jasne – wprowadzenie VAT na książki bodajże 2 lata temu doprowadziło do skoku ich cen o 12%, co z kolei zmniejszyło ich sprzedaż o 8% (podaję dane z pamięci za Biblioteką Analiz). IMHO odegrała tu rolę również pazerność wydawców i dystrybutorów, którzy zwietrzyli okazję do podniesienia cen i przerzucenia całej winy „na państwo”, ale nie da się ukryć – jest wyraźna korelacja między wprowadzeniem podatku i spadkiem sprzedaży.

      Czy zmniejszenie VAT doprowadziłoby więc do spadku cen? Od transformacji przerabialiśmy już kilka razy takie ruchy i – o ile mi wiadomo – zawsze po zmianie podatku ceny pozostawały na tym samym poziomie. Cena nie jest bowiem bezpośrednią funkcją opodatkowania, ale wynika z tego, ile ludzie są skłonni zapłacić za dany produkt. Jeśli płacili starą cenę bez marudzenia, to po co sprzedawca ma ją nagle obniżać? Oczywiście, oznacza to, że w kieszeni zostanie mu więcej pieniędzy, a więc że np. poszerzy swoją ofertę lub opóźni nieuchronne podniesnienie cen z powodu inflacji. Już teraz jednak, po tym, jak VAT został wprowadzony, a otoczenie gospodarcze się do niego dostosowało, usunięcie podatku nie będzie miało znaczącego wpływu na samo czytelnictwo.

      Żeby nie było – jestem jak najbardziej za obniżeniem podatków (w końcu kto nie chciałby płacić mniejszej daniny?), ale na rozwiązywanie problemów systemowych trzeba patrzeć właśnie tak – systemowo. Myślenie schematami typu „zmniejszyć podatki” i „państwo minimum” to nie jest przejaw wnikliwości, ale pójścia na łatwiznę.

  8. pepperpot napisał(a):

    Czeeeeść 🙂
    Znalazłam kiedyś takie wydawnictwo jak Poligraf, które reklamuje się jako pomocne, oddane, życzliwe i przede wszystkim nastawione na zysk autora. Możesz mi coś na temat Poligrafu powiedzieć? 🙂

  9. anettula napisał(a):

    A kto pisze książki dla pieniędzy?Gdyby tak było,wynagrodzenie pokrywałoby koszty wydania,a każdy autor otrzymywałby pensję wcześniej.Nikt nie podpisuje umowy na napisanie ksiażki za np 1000000 zł.Przeczytałam opinię niezbyt pochlebną zresztą na temat pisarstwa,w innym blogu i powiem tylko tyle,że nie dosyć,że mało kto czyta książki,to wyjawia się z polskiej kultury obraz nędzy,i zazdrości,niczym nie uzasadnionej.A w takim układzie pisarze nie maja co liczyć na tantiemy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *