Czego pragnie czytelnik?

Tomasz Węcki


Cześć, mam na imię Tomek i jestem grafomanem. Od kilkunastu lat udaje mi się połączyć przyjemne z pożytecznym i utrzymuję się przede wszystkim z pisania. Byłem już dziennikarzem, piarowcem, copywriterem, ghostwriterem, dokumentalistą i autorem tekstów do gier komputerowych. Teraz możesz również przeczytać moją pierwszą książkę – „Wtajemniczenie”.

14 komentarzy

  1. Anonymous napisał(a):

    Kiedy będzie następne jakieś ćwiczenie? 🙂

  2. Tomasz Węcki napisał(a):

    A, w tym tygodniu planowałem. 🙂 Niebawem!

  3. Rafał Pawlak napisał(a):

    Zgadzam się z pragnieniem nowych doświadczeń. Czy jesteśmy jednak w stanie patrzeć w stronę czytelnika i przewidywać w jaki sposób on zareaguje? Myślę, że nie do końca. Mamy przecież wyłącznie własna perspektywę, skąd mamy wiedzieć jak zostaną odebrane nasze słowa i jakie emocje wywołają? Jeden zakrzyknąć „wow”, inny przejdzie obojętnie obok jakiegoś zdarzenia.

    Perspektywa „czytelnika” może nas także zgubić jeśli zbytnio skupimy się na tym, czego on oczekuje, wtedy skupiamy się na zaspokojeniu potrzeby zamiast na jej kreowaniu.

    Na pewno jednak liczy się zaskoczenie i stworzenie takiej fabuły, która będzie nieustannie intrygowała. Ostatni dobry przykład (nie z literatury), to True Detective, którego autor stworzył opowieść detektywistyczną wymykającą się schematom, napędzaną zagadką oraz klimatem.

    Ja mam tak, że różne książki pobudzają mnie w różny sposób. Remarque stylem, który nie pozwala się oderwać, Hemingway nieuchronnością zbliżających się zdarzeń (Komu bije dzwon) King (Mroczna Wieża) i Zafon (Trylogia) pomysłami, przy których myślę: „Cholera, dlaczego ja tego nie wymyśliłem”.

    Tak czy inaczej, dobry tekst. Pozdrawiam.

    • Tomasz Węcki napisał(a):

      Ciekawe spostrzeżenia. Nie mogę jednak zgodzić się, że wyczucie cudzej perspektywy jest bardzo trudne. Fakt, to sprawa intuicyjna, nieoczywista — nie istnieją proste przewodniki i łatwo kwantyfikowalne sposoby pomiaru skuteczności. Ale to też nie jest tak, że każdy z nas ma własną perspektywę, która jest zupełnie, ale to zupełnie unikatowa. Żyjemy we wspólnej rzeczywistości. Ot, chociażby — obaj oglądaliśmy True Detective, więc obaj rozumiemy referencję. Używając takich właśnie wspólnych denominatorów potrafimy nadać rzeczywistości sens, co do kórego się zgadzamy. Język — jego struktura, rytm i znaczenia skryte za symbolami — jest własnie takim dzielonym przez wszystkich, uniwersalnym denominatorem. Słowa wywołują skojarzenia. Skojarzenia prowokują emocje. Jeśli powiem, że Putin zagarnął Krym, zakomunikuję coś dramatycznie innego, niż gdybym powiedział, że Putin przygarnął Krym. Dopóki pozostajesz w kontakcie ze społeczeństwem (im bardziej intensywnym, tym lepiej, prawdę mówiąc), dopóty potrafisz (przynajmniej do pewnego stopnia) wyczuć reakcję na swoje słowa. Z tego punktu, do skutecznej komunikacji potrzeba już tylko dobrej kontroli nad językiem.

    • Rafał Pawlak napisał(a):

      Masz rację, faktycznie jest wiele „uniwersalnych” emocji, które możemy wywołać.

      Dotychczas patrzyłem na to trochę inaczej (może dlatego, że jestem introwertykiem), bardziej indywidualnie bo zauważam, że czytam książki w inny sposób niż np. moja dziewczyna , ale może faktycznie wszyscy jesteśmy bardzo podobni i napędzają nas podobne rzeczy. I to w sumie nie jest wada, a dla pisarza wręcz ogromna zaleta.

    • Tomasz Węcki napisał(a):

      Jesteśmy i podobni, i inni. Taki urok. Moim zdaniem jednak, komunikacja najsprawniej przebiega w tych obszarach, gdzie panuje redundancja, więc wszyscy myślimy i działamy jeśli nie tak samo, to przynajmniej bardzo spójnie. Warto się nauczyć, jak wykorzystywać rzeczy wspólne do komunikowania tych indywidualnych.

      A swoją drogą, to śmieszna sprawa z tą introwersją i ekstrawersją. Z jednej strony, ekstrawertycy są z natury bardziej ekspresyjni, więc łatwiej im powiedzieć co chcą oraz zrozumieć wpływ ich słów na innych. Z drugiej strony, pisanie to czynność wymagająca takiego skupienia i izolacji, że o wiele łatwiej przychodzi introwertykom. No ale cóż — najwyraźniej każdy musi nad czymś popracować. Nie ma darmo. 🙂

  4. Rafał Pawlak napisał(a):

    „Warto się nauczyć, jak wykorzystywać rzeczy wspólne do komunikowania tych indywidualnych”. W punkt.

    Introwersja, ekstrawersja – tutaj znów muszę się zgodzić. Sam się z tym zmagam. Introwertyk dodatkowo może mieć problem z określeniem dla kogo i po co pisze. I chyba pisze bardziej dla siebie niż dla innych, co wprowadza pewien dysonans i wydaje się wzajemnie wykluczać. Zakładamy przecież, że piszemy, żeby wydać, czyli dla innych.

    Być może więc introwertyk pisze dla innych introwertyków i to wpływa na treść powieści? Musiałbym chyba porównać kilku pisarzy ekstrawertyków i introwertyków, żeby to stwierdzić.

  5. Tomasz Węcki napisał(a):

    Chyba nie ma ludzi, którzy piszą tylko dla siebie. 🙂 No ale tak, racja, w takim pierwszym, intuicyjnym odruchu najłatwiej pisać do kogoś takiego samego jak autor. Czyli to ma sens — jak ktoś jest introwertykiem, to chętniej pisze dla introwertyków. Tylko czy to się da tak łatwo sprawdzić, który pisarz był intro-, a który ekstro-? Przychodzi mi do głowy, że introwertyk skupiłby się na opisach, albo na wewnętrznych przemyśleniach, za to ekstrowertyk namiętnie trzaskałby dialogi. To jednak byłaby bardzo zwodnicza intuicja, bo w takim razie styl ekstrowertyków jest z założenia bardziej przystępny, a więc bardziej atrakcyjny i tym samym powszechniejszy. Introwertycy nieuchronnie musieliby się go uczyć, a więc co — przestawaliby być literackimi introwertykami?

  6. Rafał Pawlak napisał(a):

    ekstro-, intro-, jeszcze nas tu o jakieś gendery posądzą;)

    Możesz mieć rację ze skupieniem się na opisach i przemyśleniach bo sam muszę walczyć, żeby nadać temu co piszę dynamizm. Zakładając, że da się wyćwiczyć dynamiczny styl, właściwy introwertykom, to tak, przestają być literackimi introwertykami. Ale czy da się tak na 100% zmienić i dostosować swój styl? Albo inaczej, czy to miałoby sens?

    Jakkolwiek twierdzisz (z czym się generalnie zgadzam), że pisarstwa można się wyuczyć, tak pamiętajmy, że każdy ma trochę inny styl i nawet nauka do końca go nie zmieni. No ale to też jest moim zdaniem największa (oprócz ciężkiej pracy i pomysłów), wartość.

    Ja swoją pierwszą powieść napisałem z marszu, nie rozważając ani tego, dla kogo ona jest, ani tego w jaki sposób powinienem ją napisać. Dopiero teraz się nad tym zastanawiam i ten introwertyzm to także jeden z wniosków. Kolejna na pewno będzie inna, ze względu na doświadczenie, które nabyłem, ale na pewno nie zmienię rdzenia (stylu) na siłę, bo nie uważam, aby to miało sens. Raczej liczę na to, że szukanie „złotego środka” pozwoli mu ewoluować.

  7. Tomasz Węcki napisał(a):

    Anglosasi mają ciekawe rozróżnienie w tym względzie. Mówią o „style” oraz o „voice”. Możesz umieć gładko zmieniać styl w jakim piszesz, a jednocześnie zachować swój unikatowy sposób opowiadania. Ech, będę chyba kiedyś musiał zrobić o tym wpis, bo to dłuższy temat. 🙂

  8. Kurc napisał(a):

    W kwestii introwersji i ekstrawersji: kiedy przeglądałem sobie artykuły z dziedziny psychologii zahaczające o tematykę kreatywności, natrafiłem na informację, że ani intro ani ekstrawersja nie jest „idealnym temperamentem” dla twórcy. Jest nim natomiast ambiwersja czyli mieszanka cech ekstrawertyka i introwertyka. Intuicja komentujących oraz autora tego bloga, mówiąca że każdy ze dwóch biegunowo od siebie odmiennych temperamentów ma zarówno wady jak i zalety jeżeli chodzi o pisarstwo, wydaje się zatem słuszna 😉

  9. Scathach napisał(a):

    Rady, jak zwykle, na wagę złota 😉
    Odnoszę wrażenie, że od teraz (tzn odkąd czytam bloga) moje teksty będą bardziej przemyślane. Do tej pory pisałam „na żywioł” i nie wychodziło to na dobre tej, nazwijmy to, twórczości… Czas coś zmienić! 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *