Czego można się nauczyć od Dukaja?

Jacek Dukaj uważany jest za najwybitniejszego współcześnie żyjącego autora polskiej prozy fantastycznej. Do tej pory sześciokrotnie zgarnął nagrodę im. Janusza Zajdla. Był nominowany do Nike i dwa razy do Paszportu „Polityki”. Otrzymał Nagrodę Kościelskich i pewnie zgarnął jeszcze inne laury, o których nie pamiętam. Niewiele ryzykuję mówiąc, że cieszy się uniwersalnym uznaniem. Czego więc można się od niego nauczyć?

W przeciwieństwie do Andrzeja Pilipiuka, którego sylwetkę przedstawiłem wcześniej, Jacek Dukaj zdecydowanie stawia na jakość ponad ilość. Na jego książki czeka się po kilka lat, a jednak nie przeszkadza to im bić rekordów popularności. Muszę przyznać, że sam wysoko go cenię i szczerze zazdroszczę talentu.

Dlatego właśnie przewrotnie zacznę od tego, czego od Dukaja nie warto się uczyć. Otóż – nie ucz się od niego, jak tworzyć wartką fabułę. Co prawda, Dukaj często zawiera w swoich powieściach elementy sensacyjne, ale zawsze, gdy to robi, mam wrażenie, że czytam pastisz, nie „uczciwą”, szczerze napisaną historię. Esencja jego książek zwykle zawiera się w długich dyskusjach toczonych przez bohaterów, w opisach wymyślonej techniki, nieistniejącej logiki lub filozofii, która w naszym świecie nie miałaby sensu. W takich momentach widać – powiem to otwarcie – geniusz tego autora. Na tle bogactwa intelektualnego jego książek, sceny akcji sprawiają jednak wrażenie dolepionych na siłę, albo przynajmniej napisanych z przymrużeniem oka. Dukaj nie chce lub nie umie zaangażować się w komponowanie fabuły, więc zwykle kończy z fabułami good enough, dobrymi tylko na tyle, żeby nie zaniżać jakości dzieła.

Co jednak warto przejąć od Dukaja? Więcej – co każdy może przejąć, nawet jeśli nie ma Dukajowego talentu?

Szanuj intelekt czytelnika. Dukaj nie caca się z ludźmi, których zaprasza do swoich światów. Zwykle rzuca ich od razu na głęboką wodę, już na początku batożąc obcym słownictwem i pogmatwanymi zależnościami. Bez wprowadzeń, długich wyjaśnień, mapki świata i słowniczków. Niektórzy toną w tym morzu i porzucają książkę, ale inni w końcu uczą się pływać. Metoda Dukaja z pewnością zraża więc część potencjalnych czytelników. Ci jednak, którzy zostają, przeżywają książkę pełniej, głębiej zanurzają się w świat, więcej wynoszą z lektury. Ostatecznie – „zarażają się” i zapamiętują powieść na dłużej. Jeśli piszesz i chcesz, żeby Twoje dzieło było dobre, myśl o nim jak o wykwintnym daniu, które nie przez każdego zostanie docenione. Czytelnicy nie przyjdą do Ciebie tylko dlatego, że napiszesz coś głupszego. Oni chcą czytać rzeczy trudne, pod warunkiem, że ten trud nie wynika z małej wprawy autora.

Nie bój się niszowych tematów. Z jednej strony, można zarzucić Dukajowi, że tworzy fantastykę, a więc co to za nisza – toż to literatura popularna pełną gębą. Z drugiej strony, o czym on tak naprawdę pisze? O rzeczywistości rządzonej przez alternatywną logikę? O tym, co by było, gdyby greccy filozofowie mieli rację? O przyszłości wykrzywionej nie do poznania? O ludziach, którzy przestali być ludźmi? Żadna z tych rzeczy nie jest trywialna, każda prowokuje do myślenia. Moim zdaniem, przykład Dukaja dobitnie pokazuje, że nie ma znaczenia jak trudny temat obierzesz, liczy się tylko to, jak piszesz. Nie obawiaj się więc, że zbytnie ambicje pokrzyżują Twoje literackie plany. Mierz siły na zamiary, przygotuj się na trudną przeprawę i nie porzucaj tematów, o których możesz powiedzieć coś wartościowego. Ćwicz, aż w końcu napiszesz o nich w ciekawy sposób.

Nie śpiesz się. To bardzo przewrotna rada, bo jeszcze nie raz przeczytasz na tym blogu, jak pisać efektywnie i marnować na to mniej czasu. Nie zachęcam Cię do prokrastynacji. Zachęcam Cię do uwagi. Jeśli chcesz napisać ciekawą książkę – czy też dowolny inny tekst – musisz dać sobie czas na poszukiwanie inspiracji. Nie jesteśmy maszynami, nasze biologiczne mózgi działają raz lepiej, raz gorzej. Gdy Twoim celem jest stworzenie tekstu dobrego jakościowo, spędzisz dużo czasu po prostu na rozmyślaniu o nim. Pozwól sobie na to. Nie twórz sztucznej presji. Wracaj do pracy regularnie i wytrwale, ale nie zakładaj nierealistycznych celów. Ostatecznie, dotrzesz tam, gdzie chcesz.

 

Foto udostępnione za: książki24.blox.pl

Zapisz się na newsletter! Spisek Pisarzy wysyła tylko to, co warto przeczytać.



Tomasz Węcki

Tomasz Węcki


Cześć, mam na imię Tomek i jestem grafomanem. Od kilkunastu lat udaje mi się połączyć przyjemne z pożytecznym i utrzymuję się przede wszystkim z pisania. Byłem już dziennikarzem, piarowcem, copywriterem, ghostwriterem, dokumentalistą i autorem tekstów do gier komputerowych. Teraz możesz również przeczytać moją pierwszą książkę – „Wtajemniczenie”.

16 odpowiedzi

  1. Paweł Zet pisze:

    Co do intelektu czytelnika – ja podczas lektury „Perfekcyjnej niedoskonałości” czułem się strasznie głupio, gdy przeniesiony z przeszłości główny bohater łapał w lot prawa rządzące postludzką cywilizacją. Pocieszałem się tylko, że akcja toczyła się szybciej niż zajmowało czytanie i on miał dni i tygodnie na przemyślenia.

    • Kaysh pisze:

      Warto dodać, że Zamoyski był uczestnikiem wyprawy, której zadaniem było zbadanie anomalii, więc na pewno był przygotowany na wiele. Na pewno nie na to, co zastał, ale jednak. Plus miał obywatelstwo człowieka z końcówki XXI wieku, więc jego zdolności adaptacyjne miały większy zasięg niż czytelnika Perfekcyjnej.

  2. Tomasz Węcki pisze:

    Mnie dobiła „Linia oporu” ze swoją narracją. Jedyne, co czytałem z przyjemnością, to wstawki z gier czy wirtualnych rzeczywistości (bo tylko to miało klasyczną narrację). Dukajowi najwyraźniej chodziło o pokazanie współczesnego, esemesowego sposobu myślenia, więc wychodzi na to, że mój sposób myślenia jest bardzo staroświecki.

    • Anonymous pisze:

      A dla mnie Linia Oporu to najlepsze co stworzył Dukaj (ale zaznaczam że przeczytałem tylko 6 książek/zbiorów opowiadań). To piękne niezrozumienie. To dochodzenie do rozwikłania poszczególnych dialogów i pojęć. Unikalne przeżycie czytelnicze.

    • Tomasz Węcki pisze:

      Jednego na pewno nie można mu odmówić – dostarcza unikalnych przeżyć. :)

  3. Graf zero pisze:

    „Na tle bogactwa intelektualnego jego książek, sceny akcji sprawiają jednak wrażenie dolepionych na siłę, albo przynajmniej napisanych z przymrużeniem oka.”
    To zależy gdzie. „Inne pieśni” miały słabe sceny akcji? Chyba raczej nie.

  4. Tomasz Węcki pisze:

    Nie mówię „słabe”. Mówię – nieszczere. 😉 „Inne Pieśni” to moim zdaniem akurat dobry przykład książki momentami udającej powieść przygodową, momentami kryminał, a pod koniec – space operę (można nawet dodać, że militarną). Te sensacyne wstawki oczywiście pasują do całości książki, czyta się je przyjemnie, ale nie są specjalnie istotne, nie definiują w zasadzie niczego – po prostu sobie są. Moim skromnym zdaniem, Dukaj szukał atrakcyjnej formy, żeby jego książka była powieścią, a nie esejem. W tych poszukiwaniach sięgnął po techniki, którymi dobrze się posługuje, jest w nich oczytany, ale jednak nie ma do nich serca. Dla mnie, sensacyjność jego książek zawsze wydaje się pastiszowa. Nie mówię, że to źle – po prostu Dukaj pisze o czymś innym. Ale gdyby ktoś chciał się uczyć pisać powieści sensacyjne akurat od Dukaja, prawdopodobnie nauczy się tylko tego, jak udawać, że się je pisze. 😉

    • Graf zero pisze:

      No teraz to mam już zupełny mętlik w głowie.
      „Te sensacyne wstawki oczywiście pasują do całości książki, czyta się je przyjemnie, ale nie są specjalnie istotne, nie definiują w zasadzie niczego – po prostu sobie są.” A w powieści Forsyth’a czym są sensacyjne wstawki? Tez niczego nie definiują, jedynie popychają fabułę do przodu. Taka ich rola.
      To może inaczej – „Xavras Wyżryn”, no (gdyby zabrać mu rozważania o patriotyzmie i pewności rzeczy przyszłych) w czym on jest gorszy od choćby wymienionego wyżej pana F?
      Trudno mi polemizować z tym „sercem”, bo to bardzo subiektywna kategoria.

    • Tomasz Węcki pisze:

      Nie bardzo rozumiem z czym próbujesz polemizować. Jak mówiłem, nie uważam, że Dukaj nie radzi sobie z budowaniem fabuły. Jeśli chcesz wydobyć ode mnie potwierdzenie, że Dukaj to mistrz powieści sensacyjnej, to go nie wydobędziesz. Głównie dlatego, że Dukajowi nie przydarzyła się jeszcze ani jedna taka powieść. :) Porównujesz go do Forsytha – zrób to uczciwie. Albo jeszcze lepiej, porównaj twórczość Dukaja do twórczości Dana Browna. Abstrahując od tego, że to porównywanie żyrafy ze słoniem, Brown autentycznie wysila się, żeby jego książki były wartkie i sensacyjne. Dukaj po prostu nie idzie tak daleko, dochodzi tylko do momentu, w którym fabuła spełnia jego minimalne założenia. Wtedy – ciach, wsadza to, co lubi, czyli dysputy filozoficzne. Dlatego właśnie cały czas pisze o bohaterach wybranych przez los do ratowania (lub przynajmniej odmieniania) świata. 😉 Po co ma się wysilać i zmieniać coś, co działa wystarczająco dobrze? Całą kreatywność i energię inwestuje w to, co naprawdę go interesuje, a nie w fabułę.

    • Graf zero pisze:

      W ogóle się z tym nie zgadzam :) Przyrównałem Dukaja do Forsythe’a bo i jeden i drugi jest dobry w swojej kategorii, a poza tym F. pisał własnie powieści sensacyjne. Brown jest moim zdaniem nudny, a popularność jego książek zbudowana jest na podejmowaniu kontrowersyjnych tematów i spiskowej teorii dziejów.
      Cała pierwsza część Lodu to kapitalny kryminał, jakiego Brown nigdy by nie napisał. Tam najważniejsza jest intryga, a wstawki filozoficzne są gdzieś na boku (i są jak najbardziej naturalne, nie ma się wrażenie, że wrzucił je na siłę). Wszystko zmienia się rzecz jasna w drugiej cześci powieści. I tym bardziej Gierosławski co Dukaj podkreślał nie raz, jest zwykłym, nijakim facetem, który nie ma odmienić świata, a jedynie odnaleźć ojca.
      Polemizuję tylko z tym, że powieści Dukaja nie mają wartkiej fabuły. „Lód” ją mam (tylko jeden przestój na złapanie oddechu w Zimnym Nikołjewsku), „Inne pieśni” takoż, „Xavras Wyżryn” też. Wyjątkiem może być „Perfekcyjna…” bo tu faktycznie ważniejszy jest świat niźli fabuła.

    • Tomasz Węcki pisze:

      Chyba musimy się zgodzić co do tego, że się nie zgadzamy. 😉 Moim zdaniem, są po prostu lepsze przykłady wartkich fabuł, niż te, kóre można znaleźć w twórczości Dukaja. Jeśli się uczyć pisania powieści sensacyjnych, to lepiej od tych pisarzy, którzy się w tym specjalizują.

      Co, oczywiście, wcale nie znaczy, że Dukaj pisze w jakiś sposób źle, albo że wszystkie książki powinny być pisane tak jak książki Browna (którego też uważam za nudziarza, ale najwyraźniej jesteśmy pod tym względem w mniejszości).

  5. Anonymous pisze:

    „Inne pieśni” to jeden wielki pastisz różnych gatunków jest przecież. 😉 Przynajmniej czytany w pewien określony sposób – bo książkę można traktować także jako wykład z filozofii.

  6. Scathach pisze:

    Dukaja jeszcze nie czytałam, kojarzę go jako tego, co to widząc go na półkach myślę „a, to ten taki dobry. Kurczę, muszę się za niego w końcu zabrać…” 😉
    Właśnie zostałam zainspirowana do poszukania go w bibliotekach i innych takich. Wygląda na to, że warto :)

  7. MarcinŁagosz pisze:

    Może coś nie tak z moim intelektem,trudno. Lód Dukaja uwielbiam ale nie łapię kiedy tak naprawdę się zaczyna? 14 lipca kiedy przychodzą po Gierosławskiego czynownicy Ministerjum Zimy, czy 1lipca jak twierdzi komisarz Preiss? Odpiszcie proszę na marcinlagosz@interia.pl, bo głowa mi pęknie. Dziękuję

  8. Ed pisze:

    Ja z kolei uważam, że Dukaj nie ma talentu pisarskiego : ) Tzn. ma, ale specyficzny. Jest filozofem z wykształcenia i chyba z powołania. Mógłby lekką ręką pisać takie rzeczy jak Doskonała próżnia Lema, ale nie powieści z fabułą i akcją. Te czyta się ciężko, czytanie – przypomnę – nie jest obowiązkiem, pracą, poświęceniem etc etc. Niektórzy pisarze zapominają o tym.

    • Grzechollo pisze:

      Ale niektórzy czytelnicy nie mają nic przeciwko rękawicy rzuconej od pierwszej strony, niektórzy wręcz jej wypatrują. Uwielbiam twórczość Dukaja za bardzo wiele cech jego stylu, między innymi za to właśnie, że mogę się na początku każdego dzieła poczuć jak dziecko, które dopiero uczy się języka, zapachów i smaków – a uczucie po odłożeniu książki na stolik porównałbym do wrażenia po ciężkim, wyczerpującym treningu, kiedy twoje własne ciało daje ci czytelne świadectwo wykonanej pracy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *