Kiedy zacząć pisać książki?

Tomasz Węcki


Cześć, mam na imię Tomek i jestem grafomanem. Od kilkunastu lat udaje mi się połączyć przyjemne z pożytecznym i utrzymuję się przede wszystkim z pisania. Byłem już dziennikarzem, piarowcem, copywriterem, ghostwriterem, dokumentalistą i autorem tekstów do gier komputerowych. Teraz możesz również przeczytać moją pierwszą książkę – „Wtajemniczenie”.

17 komentarzy

  1. Anonymous napisał(a):

    Wierzcie mi: jest wielka różnica między artystą, który już się urzeczywistnił, a zgrają półartystów i ćwierćwieszczów, którzy dopiero pragną się urzeczywistnić. I to, co przystoi artyście już wykończonemu w całym profilu swoim, w was inny ma wydźwięk. Ale wy, zamiast stworzyć sobie koncepcję na własną miarę i wedle własnej rzeczywistości, stroicie się w cudze piórka – i oto dlaczego stajecie się aspirantami, wiecznie nieudolnymi, wiecznie na tę trójczynę, wy, słudzy i naśladowcy, hołdownicy i wielbiciele Sztuki, która was trzyma w przedpokoju. Zaprawdę, straszne jest widzieć, jak się staracie i jak wam się nie udaje, jak za każdym razem mówią wam, że jeszcze nie całkiem, a wy znowu pchacie się z nowym utworem, i jak usiłujecie wmuszać te utwory, jak ratujecie się okropnymi drugorzędnymi sukcesinami, rozdajecie sobie komplimenty, urządzacie wieczorki artystyczne, wmawiacie w siebie i w innych coraz nowe upozorowanie własnej nieudolności. I nawet nie macie tej pociechy, aby dla was samych to, co piszecie i fabrykujecie, miało jakiekolwiek znaczenie. Bo to wszystko, powtarzam, jest tylko naśladownictwem, jest to podpatrzone u mistrzów – to nic innego jak tylko przedwczesne złudzenie, że już się jest cennym, już się jest wartością. Sytuacja wasza jest fałszywa, a będąc fałszywą, musi rodzić gorzkie owoce – i już w waszym gronie rośnie wzajemna niechęć, lekceważenie, złośliwość, każdy pogardza drugim i sobą w dodatku, jesteście bractwem samopogardy – aż wreszcie sami zlekceważycie się na śmierć.

  2. Silva Rerum napisał(a):

    Anonim walnął komentarzem kwiecistym jak sukienka ciotki Baśki. Jeżeli ktoś się realizuje w tym, co robi i pragnie się z tym dzielić, to niech to robi. Dążenie do „sukcesu i spijania śmietanki” to cel życiowy dla płytkich umysłów, a i tak wszystkim nie dogodzisz. Prosta jak cep prawda- nie każdy musi być wysublimowanym kurwa ą ę, żeby trafiać do ludzi i robić coś fajnego. Nie każdy musi być Lemem, Sienkiewiczem czy innym autorytetem, żeby się podobać. Też nie zgadzam się ze wszystkim, ale pseudo-wysublimowanych, literackich kurwiszonów nie cierpię.

    Pozdrawiam Autorów.
    Nella

  3. Tomasz Węcki napisał(a):

    Ja patrzę na pierwszego posta jak na dzieło literacke i widzę tam po prostu trolling. Do tego niezły. Autor przywdziewa personę sfrustrowanego literata, który powodowany przeciwnościami losu wyuczył się bezradności. Sam na siebie nie chce patrzeć jak właśnie na tego „ćwierćwieszcza”, którego przywołuje w tekście, więc eksternalizuje pogardę. To inni są miernotami, nie on. To inni miotają się, nieświadomi jałowości swoich wysiłków, podczas gdy on osiągnął spokój w samoświadomości własnego beztalencia. W rzeczywistości, co widać po końcówce tekstu, czuje ten sam niepokój, który przypisuje innym – i taką samą pogardę wobec siebie, jaką chciałby widzieć u nich.

    Mówię, w kategoriach trollingu to jest po prostu mistrzostwo. Każdy, kto próbował pisać, mierzył się ze zwątpieniem. Stan umysłu opisany w pierwszym komentarzu nie jest więc czymś zupełnie obcym dla ludzi odwiedzających bloga. Nie ma szans, żeby takie słowa nie wywołały jakiejś reakcji, żeby nie sprowokowały kogoś do wdawania się w dysputy.

    Tak więc, proponuję robić to, co powinno się robić z trollami na całym internecie i nie traktować tych wynurzeń w kategoriach innych, niż ciekawostki. Od siebie natomiast muszę powtórzyć gratulacje dla anonimowego autora: naprawdę, świetne wyczucie tematu i przekonująca kreakcja. Do tego dobra stylizacja na bufona, świtne wejście w pretensjonalny język. Człowieku, powineneś pisać książki.

  4. Anonymous napisał(a):

    Zacząłem pisać około poł roku temu. Przynosi mi to sporo radości. Wiedziałem o czym chcę pisać, ale brakowało mu warsztatu, nadal brakuje. Dlatego czytam, słucham, rozmawiam, ale przede wszystkim piszę. Chciałbym pisać w pewien sposób, odpowiedni dla dwóch autorów książek, dlatego, że czytanie ich książek miało dla mnie szczególne znaczenie. Obaj piszą w różny sposób o różnych sprawach, ale mi to nie przeszkadza. Wrażenie znajomości pisarstwa jest ulotne, w końcu to rodzaj sztuki, a nie program polityczny czy dogmaty religijne. Wystarczy to kochać. Mam 27 lat 😉 GR

  5. Phoe napisał(a):

    Coś w tym jest (zbliżam się do trzydziestki) 😀

    Zaczęłam pisać prozę (jak to szumnie brzmi), mając lat 17 i o ile miałam zamiłowanie do tak karygodnych rzeczy jak deus ex machina, a pojęcie fabuły było mi obce, to sama umiejętność operowania słowem była naprawdę dobra. Potrafiłam jednego wieczoru trzasnąć kilka stron niewymagających późniejszej poprawy. Potem przestałam pisać, choć po kilku latach wróciłam. Różnica ogromna, bo świadomość tego, co robię, wzrosła, ale niestety zostało to okupione obniżeniem warsztatu. Ciężka pracą da się nadrobić, ale nie jestem w stanie napisać więcej jak 2-3 stron dziennie, do tego niewymagających kilku solidnych popraw i szlifów. Smutne. Dlatego im wcześniej, tym lepiej – byle nie przestawiać.

    Pozdrawiam!

  6. Wstęga Deszczu napisał(a):

    Pff… Skoro tak to ja będę gwiazdą. 🙂 Zaczęłam pisać prozę (tak, brzmi szumnie Phoe, sama to sprawdziłam) w wieku 8 lat (pisadełka nic nie warte, ale pomysły ciekawe), a teraz mam lat 11. Jestem jak muzyk – wcześnie zaczynam, ale to może efektować wczesnym umieraniem 🙂

  7. Lady V. napisał(a):

    Ja zaczęłam pisać w wieku lat… hmmm… około dziesięciu. Lub nawet wcześniej. Oj jak dawno temu. Potem miewałam przerwy, ale i tak sporo już za mną. Rzeczywiście, jak pisała Phoe, czasem trudniej jest wrócić do pisania. Ale na szczęście to chwilowe, szybko można odzyskać dawną sprawność pisarską.
    Zgodzę się, że jest tylko jedna dobra pora na rozpoczęcie pisania książek. Tą porą jest TERAZ. Zawsze dopinguję piszącym nastolatkom – przede wszystkim, że im się chce, mają pomysły, starają się. Ale zarazem trzeba też uświadamiać początkujących pisarzy, że najlepszą porą na wydanie pierwszej książki wcale nie jest teraz. Ani nawet moment po jej ukończeniu. Niech minie choć z pół roku. Potem należy ją przeczytać na nowo – i bardzo łatwo dostrzec, dlaczego książka powinna jednak pozostać w szufladzie lub poczekać na mocne przerobienie jej w przyszłości. Opinie rodziny i znajomych bardzo rzadko są miarodajne. A po co się wystawiać na ogromną krytykę czytelników chęcią zbyt szybkiego zaistnienia na rynku?

  8. Młoda napisał(a):

    Zaczęłam pisać jako naprawdę małe dziecko, w wieku bodajże 9 lat napisałam taką mikro-powieść, miała może z 50 stron. Do 12 roku życia miałam na koncie kilkanaście opowiadać, potem nastąpiła chwila przerwy. W pierwszej gimnazjum przyśniło mi się coś na tyle fajnego, że postanowiłam zrobić z tego książkę. Obecnie ta książka ma około 150 stron, jest ciągle kontynuowana, a pomysłów na dalsze rozwinięcie fabuły nie brakuje. Nie potrafię jej ocenić, ponieważ nikt jeszcze jej nie czytał, ale wydaje mi się, że ze strony na stronę idzie mi coraz lepiej. Ciekawe jest jednak to, że zaczynając pisać miałam w głowie tylko ten sen, żadnego rozwinięcia, sam sen zajął mi może 20, 30 stron. Pisząc późniejsze rozdziały nie znałam zakończenia, ani odpowiedzi na główne pytanie książki. Powoli staram się wyprzedzać umysłem to, co piszę aktualnie, lecz rzadko mi to wychodzi. Nawet, jeśli w planie powieści jest np., w tej bitwie ginie 20 osób, to tuż przed pisaniem tego fragmentu stwierdzę jednak, że do żadnej bitwy nie dojdzie. Przez to czuję się jakbym nie miała kontroli nad tym, co piszę, jakbym to ja była czytelnikiem, ale cóż, może kiedyś to się zmieni.

  9. Hoviel napisał(a):

    Szczerze powiem, że jestem młoda, pracuję nad powieścią (wątpię, aby coś z tego wyszło). Cały czas się dokształcam, staram się tworzyć rozmaite plany powieści, odpowiednio ułożyć fabułę, zachować budowę sceny, stworzyć różnorodnych bohaterów- lecz cóż z tego, skoro polegnę ze strony narracji, stylu i pewnie reszty? Czy to w ogóle możliwe, żeby w nastoletnim wieku napisać dobrą książkę? Którą ktokolwiek chciałby czytać ( dodam, że moja pani od języka polskiego sprawuje pieczę nad opowieścią)?

  10. Rafał napisał(a):

    W temacie artykułu proponuję, jako dobry przykład podać Pana Sapkowskiego. Jeśli nic nie pokręciłem to wiedźmińską sławą okrył się koło 40 (podajże w wieku 39 lat)

  11. Kasia Marczewska napisał(a):

    „A do tego z pisania i tak nie da się wyżyć, więc studiuj prawo! ” hahaha 🙂 to o mnie. no i zostałam prawnikiem. 🙂

  12. Kornelia napisał(a):

    Mam rocznikowo trzynaście lat, aktualnie piszę swoją pierwszą powieść – będzie raczej krótka, w końcu to debiut 🙂 Pisać zaczęłam naprawdę wcześnie, swoje pierwsze trzywersowe wierszyki kleciłam mając może sześć lat. Wiem, że jeszcze mnóstwo pracy i treningu przede mną!

  13. Monika napisał(a):

    Witam. Mam 15 lat, a moja przygoda z pisaniem zaczęła się… właściwie trudno powiedzieć. Zawsze coś tam bazgroliłam w zeszytach, a całe dzieciństwo ( wiadomo, te przedszkolne i podstawówkowe ) spędziłam w książkowym świecie marzeń i fantazji. Już wtedy zaczynałam tworzyć własne opowieści, ale mało które spisywałam.
    Bardziej poważnie zaczęłam myśleć o tym, kiedy prawdziwym wyzwaniem stało się dla mnie znalezienie książki potrafiącej sprostać moim wymogom. Nie żeby one znowu były takie wysokie! Ale jednak nie potrafiłam nic znaleźć. Wtedy swoje pomysły zaczęłam układać, charakteryzować postacie, tworzyć światy. Przełom nastąpił kiedy to odkryłam Wattpada. Nigdy bym nie pomyślała, że ta aplikacja zmieni moje życie do tego stopnia.
    Pierwsze opowiadanie, za które się wzięłam nie poszło zbyt dobrze, ale trudno się dziwić. Zaczęłam je pisać, żeby tylko zacząć. Nie czułam tej pasji i chęci, a mimo to muszę przyznać, że czytając teraz moje wypociny sprzed kilku lat, jestem z siebie nawet dumna. W każdym razie nie skończyłam na tamtej próbie i teraz jedna z moich książek w rankingu popularności zajmuje drugie miejsce w dziale fantasy ( nie jest to duże osiągnięcie, ale dla mnie to niesamowita motywacja, bo wątpiłam, że znajdę się choćby w pierwszej 50 ), a ja nie wyobrażam sobie więcej niż dwóch dni bez pisania. To coś co po prostu kocham i chciałabym móc wiązać z tym przyszłość. No właśnie – chciałabym.

    Jestem w drugiej klasie gimnazjum i oczekuje się ode mnie ( jak i również od wszystkich innych ), że już teraz będę decydować o swojej przyszłości. Muszę wybrać za niedługo następną szkołę i najlepiej gdybym wiedziała na jakie ewentualnie pójdę studia. A ja chcę pisać. Nie jako dziennikarka, chociaż o tym też bardzo wiele myślałam. I jestem w kropce. Nie wydam książki, bo wiem, że będę tego później żałować, ale jeśli wybiorę jakiś zawód, który nie da mi wystarczająco dużo czasu na moją pasję?
    Aby wiązać z nią przyszłość, musiałabym wejść na rynek już teraz, a tego nie zrobię. I właśnie tu jest problem, bo czekanie kolejnych piętnastu lat może mnie w przyszłości nieźle zaboleć. Zakładając, że nie będę leżeć wtedy w trumnie ( bo bądźmy realistami, w tych czasach wszystko jest możliwe ).

    • Tomasz Węcki napisał(a):

      To jest jednak absurd, że się od ludzi w tym wieku wymaga, aby świadomie decydowali o własnej przyszłości zawodowej – moim skromnym zdaniem. Poradzę Ci tylko, żeby wybierać „przyszłą karierę” raczej po kluczu własnych talentów (czyli „co mi przychodzi łatwo”), niż po kluczu tego, co lubisz robić, albo co dorosłym ludziom w Twoim otoczeniu wydaje się dobrym wyborem. Rozwijając się zgodnie ze swoimi predyspozycjami masz największe szanse dojść do wysokiego poziomu biegłości – a tak naprawdę w tej całej karierze właśnie o to chodzi. Trzeba być w czymś dobrym, wtedy przyjdą też pieniądze.

      Co do opierania kariery na pisaniu… Cóż. W zasadzie można powiedzieć, że ja utrzymuję się wyłącznie z pisania – jestem pisarzem zawodowym. 😉 Tyle że większość kasy zarobiłem na trzaskaniu instrukcji technicznych po angielsku, a nie na literaturze. Jeśli zamierzasz utrzymywać się tylko z pracy piórem, pogódź się z tym, że będziesz pisać mnóstwo tekstów, których teraz pewnie nie chciałabyś czytać.

      Być może łatwiej jest jednak, kiedy człowiek pracuje, dajmy na to, jako księgowy, a pisze po godzinach. Przynajmniej się tak prędko nie wypisze. 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *