Czego można się nauczyć od Pilipiuka?

Tomasz Węcki


Cześć, mam na imię Tomek i jestem grafomanem. Od kilkunastu lat udaje mi się połączyć przyjemne z pożytecznym i utrzymuję się przede wszystkim z pisania. Byłem już dziennikarzem, piarowcem, copywriterem, ghostwriterem, dokumentalistą i autorem tekstów do gier komputerowych. Teraz możesz również przeczytać moją pierwszą książkę – „Wtajemniczenie”.

16 komentarzy

  1. Anonymous napisał(a):

    Może Pan Andrzej Pilipiuk nie pisze „pięknie” ale mnie jego książki się podobają bardziej niż jakieś Masłowskie

  2. Anonymous napisał(a):

    Trzeba jednak znaleźć wydawnictwo które będzie chciało wydać i mieć kasę na to wydanie poza tym początkujący musi się liczyć dziś z tym że jeśli to standardowe 10 tysiaków wyda to przecież zarobi mniej niż 6 bo to przecież debiut jego…tak więc jak tu żyć?

    • Tomasz Węcki napisał(a):

      To jest komentarz a propos innego wpisu, prawda? 🙂 Ale ogólnie, to co mówisz, to niestety smutna rzeczywistość. Początkujący pisarze nie powinni zakładać, że będą mogli wyżyć z pisania.

  3. Paweł Zet napisał(a):

    W kilku powieściach Pilipiuka przewija się postać mocno antypatyczna pisarza-grafomana, zawsze to odbierałem jako odreagowanie kompleksów. Ale może to podejście z dystansem do własnej twórczości?

    • MetAtroN napisał(a):

      Tomasz Olszakowski – Wielki Grafoman, to też pseudonim pod którym Pilipiuk pisał kolejne tomy przygód Pana Samochodzika. W swoich ksiażkach pojawia się także jako archeolog, którym jest z wykształcenia.

  4. Olivia napisał(a):

    Nigdy tak o tym nie myślałam, ale rzeczywiście coś w tym jest. Debiutanci wybijają się często na czymś kontrowersyjnym, innym niż pozostałe pozycje na półkach lub może faktycznie dzięki ilości wydanych książek:) Pozdrawiam

  5. Misha napisał(a):

    Osobiście bardzo lubię Pilipiuka. 🙂
    Cieszy mnie bardzo, że trafiłam na ten serwis! Na pewno będę zaglądać częściej. 🙂

  6. Scathach napisał(a):

    Pana Pilipiuka znam przede wszystkim z serii ‚Oko Jelenia’, na który to siedmiotomowy cykl trafiłam absolutnym przypadkiem w miejskiej bibliotece… I to tylko dlatego, że zajmował sporo miejsca na półce i miał ładne grzbiety 😉 niemniej, lektura była bardzo przyjemna, nawet jeśli rzeczywiście książki zostały napisane z pewną dozą sztampowości. Styl zabawny i w zasadzie przyjazny czytelnikowi – czyli, jak pan Tomasz wspomniał, idealna lektura na podróż pociągiem… Albo jako odskocznia od ‚arcydzieł’, która swoją drogą też się czasem przydaje. Mam też znajomą, która Pilipiuka wręcz ubóstwia, co jest najlepszym przykładem tego, że taki pisarz może zdobyć wiernych czytelników 😉

    Wpis bardzo ciekawy i dający do myślenia. Bo a nóż rzeczywiście nie trzeba od razu pisać dzieł wybitnych…?

    • Scathach napisał(a):

      Nuż*, proszę wybaczyć błąd :/

    • Tomasz Węcki napisał(a):

      Osobiście mam ambiwalentny stosunek do twórczości Pilipiuka – no, ale to widać już po samym artykule. 😉 Żeby jednak nie było, że taki ze mnie mądrala, co to tylko za ambitną literaturę chwyta – swego czasu zaczytywałem się do oporu opowiadaniami o Jakubie Wędrowyczu. W Polsce za mało jest literatury podanej lekko i humorystycznie.

  7. Phoe napisał(a):

    „Gwarantuję, że znajdą się czytelnicy, którzy nie będą wobec nich tak krytyczni, jak Ty.”
    Dobre słowa 😀 To motto powinnam sobie zawiesić nad łóżkiem.

    (a nie, np. po Twojej śmierci).
    Parsknęłam śmiechem. Pocieszająca wstawka xD

  8. Elfir napisał(a):

    Pilipiuka znam, ale nie jestem w stanie czytać go jednym ciągiem. Szybko się nudzi. To czytadło, kiedy nie mam sił angażowac się zbytnio intelektualnie w lekturę, a czymś oczy bym zajęła, zeby się nie nudzić.
    Problemem jego twórczości, jak dla mnie, jest to, że kompletnie nie przywiązuję się do bohaterów. Fabułę zapominam zaraz po zamknięciu książki.

    Podobnym czytadłem jest Pratchett, ale jak dla mnie stoi o kilka poziomów wyżej od Pilipiuka, bo przynajmniej pamiętam wyrazistych bohaterów.
    Może to wynik tego, że bliższe mi sa poglądy Pratchetta niż Pilipiuka?

  9. Lady V. napisał(a):

    „To nie żadna ujma napisać romansidło” – a ja kiedyś tak myślałam. Dość zgrabnie mi szło tworzenie takich historii, lecz zawsze bałam się je pisać, bo przecież ROMANSIDŁO! Toż to wstyd! Aż wreszcie odważyłam się zacząć. I okazało się, że po kilkudziesięciu stronach tekst nie jest nużący. Jest zabawny. Wątek romantyczny nie dominuje. Że można ugryźć temat inaczej.
    I dlatego postanowiłam jednak pracować nad tym dalej. Bo mam wrażenie, że akurat romanse to bym mogła pisać w niezłym tempie – może nie takim, jak pan Pilipiuk, ale i tak w naprawdę przyzwoitym ^^ Poza tym lepiej jest napisać choćby romansidło niż tylko siedzieć i mysleć o tym, jakie to genialne dzieła mogłoby się stworzyć…

  10. Beginner napisał(a):

    Choć przyznam, że z większością pańskich opinii się zgadzam całkowicie albo chociaż w znacznej części, jedno zdanie z tego artykułu wręcz mnie uderzyło i niemal zwaliło z krzesła swoją – moim skromnym zdaniem – absurdalnością. Naprawdę. „Grafomania to dobra cecha u pisarza.” – To chyba jedno z tych zdań, z którymi nie zgadzam się w żadnym, ale to żadnym wypadku. Nie wyobrażam sobie w jaki sposób nieudolne pisanie tudzież bezwartościowe utwory literackie (czyli właśnie grafomania) mogą być DOBRĄ cechą kogokolwiek, a co dopiero pisarza. To jak powiedzenie, że białe jest czarne. Jedno wyklucza drugie…

    • Tomasz Węcki napisał(a):

      http://pl.wikipedia.org/wiki/Grafomania

      Za wikipedią:

      „Grafomania (z greckiego: „gráphein” – rysować, pisać i „mania” – szaleństwo), patologiczny przymus pisania utworów literackich. (…)”

      Pierwotnie „grafomania” oznaczała konkretne zaburzenie psychiczne (tudzież konkretny objaw większego kompleksu) – słowo miało zabarwienie neutralne. Oczywiście, środowisko literackie to siedlisko megalomanów i kabotynów, więc z czasem, żeby się wywyższyć cudzym kosztem, jeden drugiego zaczął wyzywać od grafomanów (w sensie, że ten ów to pisze, bo jest chory na głowę i nikt normalny jego wypocin czytać nie powinien). Tak jakby ktokolwiek pisał z innego powodu, niż wewnętrzny przymus.

      Nie wiem, co tu jeszcze wyjaśniać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *