Murakami znika. Dosłownie, a nie tylko z półek księgarni

W jego pisaniu zawsze fascynowała mnie odrobina szaleństwa. Światy bohaterów na pograniczu monotonnego życia codziennego i, no właśnie, obłędu. Bo jak inaczej możemy określić to, że bohaterowie rozmawiają z kotami, obcują ze zjawami czy też na niebie widzą dwa księżyce? W najnowszej książce autora tego szaleństwa zabrakło.

Książka „Bezbarwny Tsukuru Tazaki i lata jego pielgrzymstwa” nie jest monotonna jedynie z tytułu. Opowiedziane są w niej losy bohatera nijakiego, tak zwykłego, jakiego tylko możemy sobie wyobrazić. I nie jest to tylko subiektywna opinia, autor świadomie takiego bohatera stworzył. Tylko po co?

Tsukuru ma jedną pasję, dworce kolejowe. To za mało, żeby być interesującym. Czytałam opowieść autora o jego bezbarwnym życiu wytrwale, z mozołem. Przeczuwałam, że Murakami będzie chciał mnie zaskoczyć, wplątać bohatera w surrealistyczną przygodę. Niestety, autor sprawił mi prezent w rodzaju tych, jakie dają dalekie ciocie na Wigilię – nieudany.

Podczas lektury na chwilę ożywiła mnie tylko historia opowiedziana przez przyjaciela Tsukuru. Traktowała o żetonie śmierci – ktoś mówi, że umrzesz, a ty możesz przyjąć ten dar. W zamian, w ostatnich miesiącach nagle skróconego życia, masz wyostrzoną percepcję, widzisz i odczuwasz rzeczy niedostrzegalne dla innych. Ta historia stała się namiastką niezwykłości w tej książce. Niezwykłości, która zgodnie ze stylem autora, powinna przecież pojawiać się na każdej stronie.

Do tej pory przeczytałam wszystkie publikacje pisarza, dlatego właśnie jestem zawiedziona najnowszą. Opowieść Murakamiego jest bezbarwna i mam wrażenie, że autor już tylko odcina kupony od swojej popularności. Jego książki ciągle błyskawicznie znikają z półek księgarni, a nawet z dworcowych automatów, w których „Bezbarwny Tsukuru” był sprzedawany. Sam Murakami staje się jednak coraz bledszy – jest już tylko wspomnieniem niezwykłego.

 

Na zdjęciu w nagłówku artykułu: Haruki Murakami, autor portretu: Marion Ettlinger, http://pitheatre.com

 

Zapisz się na newsletter! Spisek Pisarzy wysyła tylko to, co warto przeczytać.



Anna Jaskółka

Pochłaniam książki, szukam tych niecodziennych. Z wykształcenia jestem dziennikarką i socjolożką. Zawodowo sporo piszę – jako blogerka i copywriterka. Sporo również badam. Pisz do mnie na adres: anna.jaskolka(at)spisekpisarzy.pl.

7 odpowiedzi

  1. Anonymous pisze:

    A może Murakami chciał cię zaskoczyć przez brak zaskoczenia?

  2. Katya pisze:

    A może się zwyczajnie wypala?

  3. pochmurna pisze:

    Wymaga się od bohaterów, żeby przechodzili kryzysy i olśnienia, pokonywali trudności, załamywali się i odnajdywali siły — żeby się zmieniali (nawiązuję tu chociażby do tego, co na tym blogu pisze współspiskowiec). Ale autorzy mają pisać tak, jak lubicie! Tak, jak sobie tych autorów zaszufladkowaliście. Macie oczekiwania względem autora jak względem piekarza, rzeźnika albo szewca. W dupach się wam, czytelnicy, poprzewracało, bando rozwydrzonych bachorów. Z tego, co tu wypisujecie, księżniczko Weroniko Trochę Zwariowana Ekscentryczna Nieprzewidywalna, widać jak traktujecie autora: ma was zadowolić albo niech spada. Murakami nie ma prawa się zmieniać (jako pisarz), bo nie jest bohaterem tylko autorem Waszej rozrywki i Waszym mistrzem, do którego zestawu mądrości się przyzwyczaiłyście i bez którego nie umiecie iść przez codzienność; takich mistrzów macie oczywiście na pęczki — każdy specjalista od innej bolączki. Przyzwyczaiłyście się do zestawu sztuczek, który połykałyście „zimowymi wieczorami przy kominku w ulubionym fotelu przy filiżance aromatycznej herbaty i ciasteczku cynamonowym”. Nauczcie się czytać zamiast pochłaniać, panie konsumentki literatury. Czas spojrzeć na pisarza jak na człowieka, który nie tylko ma prawo, ale ma obowiązek się zmieniać i który w związku z tym ma prawo Was zawieść i rozczarować, bo jego życie (w tym zawód) nie należy do was, tylko do niego. I to jest Wasz psi obowiązek — pamiętać, że pisarz jest nie tylko producentem. Pisarz ma obowiązki przede wszystkim względem siebie samego, a obowiązki względem czytelników są pochodną tego pierwszego. A jak się Wam nie podoba, że Murakami opuścił dobrze znane atelier i wyszedł malować dla o dmiany na świeżym powietrzu, to sobie znajdźcie innego schematotwórcę. Pokory życzę.

    • Tomasz Węcki Tomasz Węcki pisze:

      Ahahahaha! 😀 Ależ poszło! Pochmurna, oświecam: żadnego czytelnika nie obchodzi pisarz, tylko to, co pisze. Produkt. Im wcześniej się do tego przyzwyczaisz, tym mniej zawodów Cię czeka w przyszłości.

      • notrze pisze:

        Pochmurna – myślisz, że mam ochotę słuchać wypocin Pendereckiego lub innego sonorysty tylko z powodu, że ma jakiś zamysł kompozytorski/talent/przesłanie itp, a w efekcie są to zgrzyty, piski i przerost formy nad treścią? Gdyby nie było na nich mody, to by w większości dawno rynkowo zdechli. To się dotyczy każdej dziedziny sztuki. Więc jak Murakami odwala gniot, to nikt go nie będzie na siłę usprawiedliwiał. Nie wszystkie książki mi się jego podobają; ale jak wydaje słabą książkę, z której jest prywatnie zadowolony, to po prostu liczy się z ryzykiem, że się nie sprzeda. Ot, życie, po co dramatyzować.

  4. Tomasz Socha pisze:

    A według mnie ta książka jest genialna. Pięknie napisana, a na dodatek mądra, nie to co większość tego, co jest wydawane.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *